W Homlu wszystko się zaczęło
Rodzina Józefa Bohdana Kruszewskiego swoje życie związała z Homlem, niewielkim miastem nad rzeką Soż, które w imperialnej Rosji miało status powiatowego centrum guberni mohylewskiej. W XIV wieku sam gród i okolice wchodziły w granice Wielkiego Księstwa Litewskiego. Król Polski, Kazimierz Jagiellończyk, podarował te ziemie ruskiemu księciu Siemionowi Możajskiemu, który w 1500 r. zdradził Rzeczpospolitą i przyłączył Homel do Księstwa Moskiewskiego1. Dopiero po 35 latach hetman Radziwiłł odzyskał te tereny i włączył do Rzeczypospolitej. Nie na długo. Miasto było wielokrotnie zdobywane i odbijane. Po rozbiorze Polski w 1772 r. Homel został przyłączony do Rosji jako miasto powiatowe guberni białoruskiej. Polskie ziemiaństwo utrzymało się jednak w mniejszych majątkach ziemskich rozsianych w okolicach Homla2.
Obwód homelski odnajdziemy na mapie na południowym wschodzie Białorusi. Graniczył z obwodem briańskim (Rosja), kijowskim i chernihowskim (Ukraina).
Od wschodu sąsiaduje z obwodem mohylewskim, a od zachodu i południowego zachodu z obwodem brzeskim i rówieńskim (Ukraina). Dawniej były to dalekie rubieże przedrozbiorowej Rzeczypospolitej, oddalone niemal jednakowo od Warszawy i od Moskwy.
Według dokumentu stwierdzającego szlachectwo (ros. Spisok dworian wołynskoj gubernii – Żytomierz 1906) protoplastą rodziny Kruszewskich z Homla był Jan Tadeusz, urodzony pod koniec XVIII w. (herbu „Abdank”). Jednym z jego synów był Wincenty Michał Kruszewski. W młodości poznał on Fiodora Iwanowicza Paskiewicza (1823-1903), syna słynnego „polakożercy”, feldmarszałka Iwana Paskiewicza (1782-1856). Za stłumienie powstania listopadowego Paskiewicz uzyskał tytuł księcia warszawskiego i namiestnika w Królestwie Polskim. Otrzymał też Homel – przed rozbiorami dobra królewskie Rzeczypospolitej.
Dawne przysłowie głosi: „jakie drzewo, taki klin, jaki ojciec, taki syn”. Przysłowia nie zawsze okazują się prawdziwe. Fiodor z wyglądu był podobny do ojca, ale talentu dowódczego po nim nie odziedziczył. Poddani oceniali, że był: dobrze wychowany, powściągliwy i ceniący swoją niezależność. Ojciec nienawidził Polaków. Syn przeciwnie, znany był wśród homelskiego ziemiaństwa z życzliwości dla naszych rodaków.
Około 1830 roku, książę Fiodor Paskiewicz sprzedał (niektórzy twierdzą, że podarował) zabytkowy pałacyk myśliwski w Homlu (obecnie przy ul. Puszkina 32) swojemu przyjacielowi Wincentemu Kruszewskiemu. Po śmierci Wincentego majątek odziedziczył jego syn Adolf Ignacy Kruszewski (1813–1891). Przeszedł on później do rodziny Lisowskich, poprzez córkę Antoninę Kruszewską – zamężną za Aleksandra Lisowskiego. Ostatnią właścicielką pałacyku (przed rewolucją 1917 r.) była córka małżeństwa Lisowskich – Irena Hołyńska ( zmarła 28 marca 1981 r. w Warszawie i pochowana została na Cmentarzu Powązkowskim). Jej zawdzięczamy wspomnienia z domu rodzinnego Józefa Bohdana Kruszewskiego3.


W domu rodzinnym
Józef Bohdan Skarbek Kruszewski urodził się 30 października 1902 r. w Homlu na Białorusi). Jego ojciec, Józef Augustyn był synem Adolfa Kruszewskiego i matki Antoniny Wołkowickiej (Wołkowyckiej). Dziedziczka używała mniej oficjalnego, oryginalnego i uroczego imienia – Tolina.

Dziadek Adolf był burmistrzem Homla. Cieszył się w Homlu dużym poważaniem. W dowód wdzięczności za zorganizowanie pierwszego przedszkola i sześcioletniego gimnazjum, jedną z głównych ulic miasta nazwano imieniem Kruszewskiego (obecnie ulica Artioma biał. вуліца Арцёма). W 1836 r. dziadek Józefa Bohdana ukończył studia na Wydziale Filozoficzno-Prawnym Uniwersytetu Petersburskiego. W latach 1850-1860 był marszałkiem szlachty powiatu homelskiego, a później marszałkiem guberni mohylewskiej. Piastował drugi co do ważności urząd w guberni. Zarządzał sprawami szlachty, a jednocześnie był ważnym urzędnikiem administracji. Mieszkał w pałacyku myśliwskim. Na tyłach jego posiadłości znajdował się duży ogród owocowy, założony jeszcze na początku XIX wieku przez dawnego właściciela Homla hrabiego Nikołaja Pietrowicza Rumiancewa (w pobliżu obecnych ulic Sadowaja i Artioma). Ogród został nazwany Ogrodem Kruszewskiego. Wygodne zejście w stronę bulwaru rzeki Soż nosiło także imię Adolfa Kruszewskiego. Adolf zmarł w 1891 г. w wieku 78 lat. Został pochowany na Cmentarz Nowobielicki w Homlu (biał. Беліцкія могілкі) w Homlu.

Matka Józefa Bohdana Skarbek Kruszewskiego – Zofia z domu Marcinowska była skoligacona poprzez swoją matkę z rodami Sołtanów i generała Dowbór-Muśnickiego. Powiązania rodzinne sprawiły, że jej ojcem chrzestnym był sam Józef Piłsudski. Nie było w tym jednak nic dziwnego, Marszałek bowiem miał wielu chrześniaków. Oni zawsze się czymś wyróżniali. Zofia tym, że była gorącą patriotką i filantropką. Z własnych funduszy zakładała w katolickich wioskach tajne polskie szkółki. Pomagała też materialnie wielu biednym rodzinom. Szczególnie mieszkańcom południowo-wschodniej Białorusi – Rejonu Reczyckiego (biał. Рэчыца)4. Zofia poślubiła Józefa Augustyna w 1895 r.

Do rodziców Józefa Bohdana należała posiadłość Borchów5. Był to duży majątek z doskonałymi łąkami nad Dnieprem. Był to majątek rodowy Wołkowickich. Został podzielony między córki: Elżbietę i Tolinę zamężną za Adolfa Kruszewskiego. Później te dobra odziedziczył syn – Józef Augustyn. Zarządzał posiadłością nad Dnieprem liczącą ponad 13 000 hektarów. Były to łąki i rozległy las. Łąki, z naturalnie rosnącymi trawami i ziołami, dzięki corocznym wylewom nanoszącym żyzne muły – dawały doskonałą plony. Geograficznie znajdował się w widłach rzek Dniepr i Berezyna, na wschód od Bobrujska. Region ten znany był ze swoich walorów przyrodniczych, malowniczego położenia, rozległych łąk i lasów. Nosił historyczno-literacką nazwę Kresy Nadberezyńskie, rozsławioną przez Floriana Czarnyszewicza w głośnej powieści pt. „Nadberezyńcy”.

Józef, senior – człowiek zamożny i przedsiębiorczy, inwestował w produkcję siana na swoich łąkach. Miał wieloletnie kontrakty na eksport paszy dla koni angielskiego wojska. Interesy szły dobrze. Stać go było na zakup specjalnych maszyn do kostkowania siana i budowę kolejowej stacji przeładunkowej przy kolei poleskiej. Był barwną postacią życia społecznego i politycznego na homelszczyźnie.
W dworze spotykała się nie tylko rodzina, ale też sąsiedzi i znajomi, z bliska i z daleka. Do Borchowa można było wówczas dojechać pociągiem z Homla, wysiadając na stacji Jakimówka (biał. Якімаўка). Ze stacji do dworu było 8 kilometrów. Po gości wysyłano bryczkę z zaprzęgiem na cztery konie. Konie były ubrane paradnie w krakowską, bogato zdobioną uprzęż.
Droga ze stacji prowadziła po wzniesieniach, a pod jednym z pagórków, przylepiona była szlachecka wioska – Czytówka. Mizerne chałupki pod jednym dachem skrywały zarówno część mieszkalną jak i pomieszczenia gospodarskie.
Był to niezwykły zakątek, gdzie czas jakby zatrzymał się w miejscu. Miejscowi ubierali się, jak ich pradziadowie. Mężczyźni nosili tradycyjne szare wełniane kurtki o długich rękawach, zwane świtkami i łapcie na nogach przewiązane powrozem. Kiedy Poleszuk schylał się w uniżonym pozdrowieniu, spod czapki odsłaniała się wygolona krótka czaszka. Szeroka, porzeczna bruzda zmarszczki podkreślała wąskie czoło i blade, zimne, bez wyrazu oczy. W oczach nie widać było żadnych emocji, tylko porażającą obojętność. Była to jednak maska, a w rzeczywistości miejscowi czujnie obserwowali: kto wyjeżdża, kto przybywa do dworu.
Zaprzęgiem wysyłanym po gości powozili młodzieńcy pochodzący z Królestwa, natomiast lokajami byli dobrze wyszkoleni miejscowi chłopcy. Do tych ostatnich należało, prócz usługiwania domownikom, podawanie do stołu i palenie w piecach.
Przybyłych podejmował starszy kamerdyner o imieniu Franciszek. Pojawiał się ubrany w doskonale skrojony frak obwieszony licznymi orderami. Był mężczyzną eleganckim, pełnym osobistego uroku i towarzyskiej ogłady. Wcześniej pracował w Ministerstwie Spraw Zagranicznych i biegle władał kilkoma językami.
Pod salą jadalną były dobrze oświetlone sutereny, wyłożone kafelkami. W jednej z nich, po środku, stał duży stół z otaczającymi go wiklinowymi fotelikami. Przy ścianach półki, a na nich od góry do dołu konserwy, przyrządzone rozmaicie langusty, homary, krewetki, rybki: w oliwie, occie, w pomidorach. Był i poleski przysmak „wjun”, czyli piskorz (Misgurnus fossilis) wędzony i marynowany. Niżej baterie butelek: koniaków, szampanów, likierów, miodów, wódek i win. Dalej pudła owoców kandyzowanych, cukierków i rozmaitych słodkości. Irena Hołyńska zapisała we wspomnieniach:
„Przed obiadem wujek Józio (autor: mowa o Józefie Auguście) zabierał wszystkich gości do piwniczki „na chwilkę”. Chwilka trwała godzinę najmniej, wszyscy wychodziliśmy objedzeni jak bąki, nikt już nie miał apetytu do wyśmienitego obiadu. Jako że się było młodym, zdrowym i silnym to po godzinie odpoczynku znów byliśmy na nogach, zdolni do pochłaniania znakomitego podwieczorku. Na zakończenie dnia była już lżejsza, choć równie wystawna kolacja.
Goszczenie się sąsiedzkich dworów było nieodłączną część tradycji rodzinnej Skarbków Kruszewskich. Rodzina traktowała swoją siedzibę jak bastion własnej niezależności. Tu rodzili się, wzrastali, a liczne rodowe pamiątki przypominały im o latach dawnej świetności.

Jakby dla podkreślenia tego faktu, zabudowania majątku i ogromne folwarczne podwórze otoczone był szczelnie dębowym ostrokołem z grubych pali. Dawny, okazały dwór spalił się i Skarbkowie przeprowadzili się do ocalałego z pożogi domu zarządcy. W parku, okalającym dom, były liczne oszklone oranżerie, w których rosły palmy, drzewa owocowe i rośliny egzotyczne. Te tak zwane „ogrody zimowe” darzone były szczególna troską gospodarzy i stanowiły przedmiot dumy i prestiżu rodziny.
Majątek miał własny, dobrze urządzony szpital. Dwa razy w tygodniu przyjeżdżał z Homla lekarz Józef Ciechanowicz6. Do pomocy miał felczera ze słynnej szkoły felczerów z Petersburga i młodego jeszcze pomocnika – felczera pułkowego o nazwisku Żerebczenko. W czasie I wojny światowej, szpital w majątku Skarbka Kruszewskiego leczył polskich żołnierzy, czasami nawet wykonywano tu poważne operacje.
W majątku wzajemne relacje z pracownikami i mieszkańcami układały się wzorowo. Było bez bata ze strony pana i bez zbędnej wyniosłości. Po leki, opał, zaliczkę za późniejszą pracę, udawano się do dworu. Dwór nie odmawiał pomocy.
Wkrótce wszystko miało się zmienić. W 1905 roku chłopi zaczęli się burzyć, uzbrojone bandy niszczyły majątki, często zabijając właścicieli dworów. Do jednego z majątków Lisowskich ( do hist. Prokopówki, pol. Prokopowka biał. Пракопаўка) przyszła banda z Czernihowszczyzny . Widząc co się dzieje przybiegł znajomy pop z Czerecianki , ojciec Michał, z krzyżem w ręku, ubrany w szatę liturgiczną. Stanął przed drzwiami dworu i zawołał do napastników „nie dam grabit i ubiwat dietiej, a chatite tak rańse’e ubijte mienia…(tłum. „nie pozwolę grabić i zabijać dzieci, chcecie tak robić, najpierw zabijcie mnie”). Chłopi pokornie zdjęli czapki, pop ich krzyżem przeżegnał i wszyscy spokojnie odeszli. Skończyło się na strachu dzieci i służby.
Leszek Moszczyński
1Jego ojciec, Iwan Andriejewicz Możajski, zbiegł z Moskwy na Litwę i w nagrodę otrzymał od króla Kazimierza Jagiellończyka dobra Homla. Syn w wyniku konfliktów religijnych i politycznych, przeszedł wraz z podległymi mu ziemiami powtórnie na stronę Moskwy.
2Obecnie Homel (biał. Гомель, Homiel) to drugie pod względem liczby ludności miasto Białorusi.
3Wspomnienia. Dwory na Kresach / Irena z Lissowskich Hołyńska III. Biblioteka. Rękopisy. IV. Sygn. BK13631,
4Rejon rzeczycki (biał. Рэчыцкі раён) – rejon w południowo-wschodniej Białorusi, w obwodzie homelskim. Leży na terenie dawnego powiatu rzeczyckiego. Siedzibą rejonu rzeczyckiego jest Rzeczyca.
5Borchów – wieś w rejonie rzeczyckim, gmina o historycznej nazwie Telesze ( obecnie Cielaszy biał. Целяшы) obwodu homelskiego. Dobra Kruszewskich położone były nad rzeką Uzą ( prawy dopływ rzeki Soż). Wieś w 1900 r. liczyła 198 domów, był kościół katolicki, szkoła, młyn i wiatrak. Patrz Sulimierski, F., Walewski, W. Krzywicki, J., & Chlebowski, B. (Eds.). (1880). Słownik geograficzny Królestwa Polskiego i innych krajów słowiańskich, vol. 15a, Warszawa, s.199-200. Inna wieś Borchów położona jest w województwie podkarpackim, w powiecie lubaczowskim.
6Córka doktora Ciechanowicza – Maria ( pseud. Lala) urodziła się w 1915 w Uwarowiczach (biał. Уваравічы lub Uwarawicze) w rodzinie ziemiańskiej. Później została żoną pisarza Leszka Proroka.



