
Ze względu na to, że między Stryjem (ks. Janem Wasilewskim – red.) a ks. bp. Zygmuntem Łozińskim istniała wielka więź duchowa i przyjaźń, tak to mogę nazwać, wrócę jeszcze do czasów petersburskich.
W tym czasie, gdy Stryj studiował w Akademii Duchownej w Petersburgu, profesorem był ks. Zygmunt Łoziński. Miał już opinię wybitnego kapłana, wykładowcy i dobrego spowiednika. Wszyscy klerycy z kursu Stryja „rzucili się” do ks. Zygmunta z prośbą o kierownictwo duchowe. Jednak w niedługim czasie kolejno wszyscy odchodzili i zostało tylko kilku. Między innymi byli: nasz ks. Stryj, ks. Witold Iwicki i jeszcze ktoś, ale nie pamiętam nazwiska.
Dlaczego zrezygnowali? – Okazało się, że ks. Łoziński sprawę kierownictwa brał bardzo poważnie i odpowiedzialnie przed Bogiem. Od swych penitentów wymagał solidnej i systematycznej pracy nad sobą. Do końca wytrwało tylko tych kilku kleryków.
Nie jestem świadoma, czy po skończeniu Akademii Stryj utrzymywał bliższy kontakt ze swoim kierownikiem, kiedy był już biskupem diecezji mińskiej. Można przypuszczać, że tak. Świadczyć o tym może ten fakt, że zaraz po objęciu biskupstwa w nowo utworzonej diecezji pińskiej w 1925 roku sprowadził Stryja z Łotwy powierzając mu odpowiedzialne stanowisko rektora Wyższego Seminarium Duchownego w Pińsku. Funkcję tę pełnił aż do momentu śmierci ks. bpa Zygmunta Ł.[ozińskiego], która nastąpiła 26 III 1932r. Stryj był stałym spowiednikiem ks. biskupa i sam korzystał nadal z kierownictwa świątobliwego Pasterza.
Ks. Jan będąc rektorem przyjmował do seminarium dzisiejszego ks. kardynała Kazimierza Świątka[1]. Będąc w Wilnie spotkałam ks. kardynała, o swoim pierwszym rektorze pamięta do dziś dnia i wyraża się o nim z największym uznaniem.
Dużo Jadziu wiesz o ks. biskupie Z. Łozińskim, ale ja Ci jeszcze dopiszę to, co słyszałam od Stryja… dla podziwu i rozweselenia.
Biskup Łoziński był prawdziwym Pasterzem na wzór Chrystusa. Kochał wszystkich diecezjan bez względu na narodowość, wiarę, pozycję społeczną. Każdy człowiek miał miejsce w Jego sercu. Każdemu służył jak sługa. Każdemu przychodził z konkretną pomocą jak ojciec i przyjaciel. Wszyscy bez wyjątku mieli prawo wstępu do Pasterza. Nic też dziwnego, że przez wszystkich był kochany i bardzo szanowany.
Ze szczególną miłością i delikatnością odnosił się do swoich kapłanów. Dobrze to odczuła Kapituła – kanonicy i prałaci, którzy z wielką czcią i miłością odnosili się do swego świątobliwego Pasterza.
Ksiądz Biskup często odwiedzał i wizytował swoje parafie wiejskie, daleko położone od Pińska. Nie mając nieraz żadnego środka lokomocji, najmował furmankę i nią pomału „tłukł się” po błotnistych dróżkach poleskich. Bywało, że dojechał dopiero w nocy pod plebanię. Nie chcąc budzić zmęczonego pracą proboszcza, siadał na progu przed drzwiami czekając świtu. Jakież musiało być przerażenie i wielkie zdziwienie proboszcza na widok siedzącego i drzemiącego na ziemi Biskupa.
Ojcowską miłością darzył kleryków. Interesował się ich wszystkimi sprawami: materialnymi, nauką, zdrowiem, pracą nad sobą i problemami związanymi z życiem seminaryjnym. W każdym wypadku usiłował przyjść z pomocą. Gdy klerycy wyjeżdżali na wakacje do domów, ks. Biskup zwykle pytał tych biedniejszych:
– „Ile masz walizek, czy paczek?”.
– „Czy masz pieniądze na opłacenie bagażu, na wzięcie dorożki?”.
(Rosjanie mieli w zwyczaju na naszych okupowanych ziemiach polskich budować stacje kolejowe poza miastem).
I gdy zorientował się Pasterz, że dany kleryk jest w kłopocie, co na to odpowiedzieć – brał do rąk jego bagaż i niósł wraz z nim aż na dworzec.
Ks. biskup Zygmunt prowadził życie bardzo ubogie, ascetyczne. Niczego dla siebie nie kupował, nie wymagał. Na co dzień chodził w sutannie starej i wyszarzałej, bez insygniów biskupich. Zimową porą podczas wielkich mrozów chodził w lekkim, wytartym płaszczu. Widząc to księża kapitulni sprawili nowe futro. Ku wielkiemu zdziwieniu po kilku dniach zobaczyli, że Pasterz znów nosi stary, zniszczony płaszcz. Pewnego dnia jeden z księży idąc ulicą spostrzegł dziadka ubranego w futro biskupie. Zatrzymał go i zawołał:
– „Ukradłeś Biskupowi futro?”.
– „Nie ukradłem! To ks. Biskup sam zdjął swoje futro i mnie kazał je włożyć, bo widział jak trząsłem się z zimna”.
I znów dobrzy kapłani zamówili u krawca Kuny drugie futro.
W sypialni stało normalnie przygotowane łóżko do snu. A ks. Biskup, po bardzo pracowitym dniu, spędzał kilka godzin spoczynku na gołych deskach. Odnośnie pokarmów, nigdy nie mówił, co lubi, a czego nie – spożywał wszystko, co mu podano.
Sługa Boży bardzo kochał Ojczyznę. Po „Przewrocie majowym” napisał list do Józefa Piłsudskiego, w którym surowo upominał Marszałka za błędy popełnione w rządach krajem. Równocześnie dawał dobre rady i wskazówki, jakimi powinien się kierować dla szczęśliwego rozwoju odrodzonej. Kilkakrotnie ks. Biskup jeździł osobiście do Marszałka Piłsudskiego z upomnieniem i przestrogami. Można podziwiać nieustraszoną odwagę i śmiałość Sługi Bożego wobec najwyższej władzy. Marszałek miał się wyrazić o ks. Biskupie: – „Boleśnie jest słuchać ostrych zarzutów, ale życzyłbym by Polska miała więcej takich biskupów”.
Po każdorazowym powrocie Pasterza z Warszawy lub innych stron i po załatwieniu ważnych spraw, Kapituła witała go w gmachu seminaryjnym w tak zwanej „Sali Malinowej”. Jednego razu po przyjeździe z Brześcia, z wielką prostotą, na wesoło opowiedział następującą historię z drogi:
„Jechałem sam w przedziale III-ej klasy. Na małej stacyjce weszło jeszcze jakieś małżeństwo ziemiańskie. Położyli swoje bagaże na półkach, zdjęli płaszcze i usiedli naprzeciwko mnie. Ja odmawiałem brewiarz. W pewnej chwili żona odezwała się do męża: -„Spójrz na tego kleryka, co siedzi przed nami”. Mąż czytał gazetę i nie zwracał uwagi na to, co mówi małżonka. A ona nadal mnie obserwuje i dzieli się swymi spostrzeżeniami: -„No, spójrz na tego kleryka, to jakiś dziwny typ”. –„A skąd wiesz, że to kleryk? A może to ksiądz?”. –„Nie trzeba tu wielkiej mądrości, żeby go poznać. Nie widzisz jak ubrany?, sutanna stara, zniszczona. Musi pochodzić z bardzo biednej rodziny. I jak mogą takiego przyjmować do seminarium?”.
-„Skąd ty to wszystko wiesz?”. – zapytał mąż.
– „Skąd? – wystarczy tylko dobrze przyjrzeć się jego fizjonomii. Spójrz na niego. Rysy twarzy ma nieproporcjonalne, a to oznacza brak inteligencji. Brwi czarne, szerokie – to gruboskórność, oczy wpadnięte – zapatrzony tylko w siebie, usta grube – mówią o zmysłowości. Czoło zbyt wysokie i płaskie – świadczą o braku wyższych zainteresowań, przeciętności. I dziwić się, że ludzie inteligentni nie lubią chodzić do kościoła. Bo co taki kleryk, gdy zostanie księdzem powie porywającego, wzniosłego na kazaniu?. Ponieważ mąż ciągle milczał, kobieta również urwała mowę „o znajomości antropologii”. Po pewnym czasie znów odezwała się do męża:
– „Tak ten pociąg wlecze się, że nie wiadomo kiedy zajedziemy do domu. A może byś tak kupił samochód?.
– „Przecież wiesz dobrze, że nie mam na to pieniędzy. Może używany, to jeszcze by się dało”.
Słysząc to, a wiedząc, że mój brat taki właśnie samochód ma i chce sprzedać, zapomniałem, co ta niewiasta o mnie ciekawego wyjawiła – odezwałem się.
– „Proszę pana, mój brat ma taki używany samochód i chce go sprzedać”.
Nagle zobaczyłem, że dama spąsowiała, zaczęła się kręcić na wszystkie strony, a mąż odezwał się:
– „Czy mogę prosić o adres?”.
Nie mając innej kartki, podałem adres na mojej wizytówce. Szanowne państwo z miejsca powstało, wzięło swoje bagaże i opuściło przedział mówiąc, że wysiadają na pierwszej zaraz stacji.
——-
Ks. Biskup zakończył tę opowieść humorystycznie i pokornie:
– „Nikt mi jeszcze w życiu nie powiedział całej prawdy o mnie. Współczuję czcigodnym księżom bardzo, że macie takiego Biskupa, jak ja”.
——
Kiedyś zapytano Pasterza, dlaczego jeździ III-cią klasą?. A Biskup na to: „Bo nie ma czwartej”. (III-cia klasa była dla najbiedniejszych).
——
Kończąc te opowieści o Słudze Bożym dodam jeszcze słowa Pasterza skierowane do wszystkich diecezjan w liście pozagrobowym. „Głos zza grobu” – odczytany przy trumnie Zmarłego w katedrze pińskiej.
„Byłem wam wszystkim za życia, tym więcej będę wam po śmierci”.
Stryjek pisze życiorys ks. Bpa Łozińskiego
Nasz Stryjek-Wujek był przekonany o świętości ks. Biskupa. Posiadał już dużo świadectw od różnych osób i osobistości o heroiczności Jego cnót. Postanowił zebrać jeszcze od najbliższej rodziny. Wykorzystał przyjazd do Pińska rodzonego brata Pasterza p.[ana] Wacława Łozińskiego. A mając już bogaty materiał nadający się do opracowania monografii, sam rozpoczął pracę autorską wykorzystując dużo wolnego czasu wojennego. Wierzył, że po wojnie ta „kopalnia wiadomości” o życiu i działaniu Sł.[ugi] Bż.[Bożego] będzie wykorzystana do opracowania innych życiorysów.
[1] Kazimierz Świątek (1914–2011) – duchowny rzymskokatolicki (diec. pińska), ur. w miejscowości Valga (Estonia); ukończył seminarium duchowne w Pińsku; wyśw. 8 kwietnia 1939 przez biskupa K. Bukrabę; w okresie okupacji niemieckiej i sowieckiej pracował duszpastersko w parafii Prużany; od kwietnia do czerwca 1941 roku przebywał w więzieniu NKWD czekając na wykonanie kary śmierci; został uwolniony z więzienia po agresji niemieckiej na ZSRS; w grudniu 1944 r. został ponownie aresztowany przez NKWD, a w 1945 r. skazany na 10 lat łagrów; podczas pobytu w łagrach pracował m.in. przy wyrębie tajgi oraz budowie kolei, a jednocześnie potajemnie służył współwięźniom pomocą duszpasterską; zwolniony z łagru w 1954 roku podjął prace duszpasterską w Pińsku jako proboszcz parafii katedralnej; arcybiskup metropolita mińsko-mohylewski (1991–2006), administrator apostolski diecezji pińskiej (1991–2011), przewodniczący Konferencji Episkopatu Rzymskokatolickiego Białorusi (1999–2006), mianowany kardynałem w 1994 r.; zmarł 21 lica 2011 w Pińsku; zob. M. Hałaburda, Kazimierz kardynał Świątek, [w:] Z pastorałem przez kontynenty, red. S. Dziedzic, J. Gmitruk, Zbigniew Judycki, T. Skoczek, Warszawa 2020, s. 227-237; S.M. Królak, Wierność powołaniu – ksiądz Kazimierz Świątek (1914–2011), „Rocznik Teologii Katolickiej” , t. 15 (2016), s. 149–179; H. Giebień, Kard. Kazimierz Świątek (Białoruś – Prużany, Piński), [w:] Zostali na Wschodzie…, s. 102–108.
Fragmenty wspomnień s. Bożenny (Jadwigi Wasilewskiej)
Źródło: Książka „Wspomnienia i zapiski kronikarskie” Siostry Bożenny od Niepokalanego Serca Maryi CSCIJ, wydawnictwo Cum Laude w Bielsko-Białej, 2023 r.



