Polesie od dawna inspirowało artystów swoją ciszą, rozległymi wodami i nieuchwytnym światłem. Jednym z tych, którzy potrafili oddać jego wyjątkowy charakter, był Tadeusz Nartowski – wybitny polski akwarelista, którego prace do dziś zachwycają subtelnością i nastrojem.
Urodzony w 1892 roku malarz kształcił się w Warszawie pod okiem najwybitniejszych artystów swojej epoki, m.in. Ferdynanda Ruszczyca, Juliana Fałata i Kazimierza Stabrowskiego. Choć wiele podróżował po Europie i Afryce Północnej, to właśnie pejzaże – także te najbliższe, rodzime – zajmowały szczególne miejsce w jego twórczości.
Polesie pojawia się w jego pracach jako kraina światła i przestrzeni. Rozlewiska Prypeci, ciche zakola rzek, podmokłe łąki i zanurzone w zieleni parki – wszystko to artysta przedstawiał z niezwykłą wrażliwością. W jego akwarelach nie ma gwałtownych kontrastów – jest za to miękkość, spokój i delikatna gra barw.

Nartowski chętnie sięgał po motywy architektury i krajobrazu – malował m.in. Park w Mańkiewiczach, okolice Duboi czy Poczapowa. Jednak nawet tam, gdzie pojawiają się ślady działalności człowieka, najważniejsza pozostaje przyroda – rozświetlona, pulsująca życiem, a jednocześnie pełna ciszy.


Jako akwarelista był ceniony za doskonały rysunek i subtelną modulację kolorów. Potrafił uchwycić to, co ulotne – odbicia światła w wodzie, poranną mgłę, ruch ptaków nad rozlewiskami. Właśnie dzięki tej wrażliwości jego obrazy nie są jedynie zapisem miejsca, ale także nastroju.

W ciągu życia stworzył około trzech tysięcy prac, choć wiele z nich bezpowrotnie zginęło w czasie II wojny światowej. Mimo to jego dorobek pozostaje imponujący, a dzieła znajdują się dziś zarówno w polskich muzeach, jak i w kolekcjach zagranicznych.

Patrząc na poleskie akwarele Nartowskiego, można odnieść wrażenie, że czas płynie tam wolniej. To Polesie sprzed lat – dzikie, spokojne, nieco tajemnicze. A jednocześnie zaskakująco bliskie – takie, jakie wciąż można odnaleźć, jeśli tylko zechcemy się zatrzymać i spojrzeć uważniej.
Red.



