Matka Boska Jurowicka

Pośredniczko wszystkich łask, Maryjo! Największa po Bogu moja Nadziejo! Z największą wiarą i ufnością padam do Twoich stóp i błagam, abyś mi wyjednała u Syna swego łaskę…

  „W naddnieprzańskiej okolicy, nad rzeką Prypecią, tam, gdzie dawne województwo Mińskie graniczyło z Nowogrodzkim, Brzesko-Litewskim i Kijowskim, w pobliżu miasta Mozyrza, wśród siedmiu pagórków, znajduje się miasteczko Jurowice, liczące niespełna 1000 mieszkańców. Tradycja podaje, że dawnymi czasy miejscowość powyższa nazywała się Widolicze, była zamkiem obronnym, opasanym potrójnym wałem. Dziś z zamku ani śladu niema, gdyż sławny z okrusieństwa Tamerlan, chan tatarski, gdy w zwycięskim pochodzie z Azji przybył do Polski, zniszczył Widolicze ogniem i mieczem. A jednak miejscowość powyższa miała się stać sławną na całą Polskę. Królowie Jan III Sobieski i August II mieli dać przywileje tamtejszym mieszkańcom: wszystko dzięki obrazowi Bogo-Rodzicy, który, po dziwnych losu kolejach, znajduje się obecnie w kościele św. Barbary w Krakowie”jur

Nierzadko osoby wchodzące do kościoła św. Barbary w Krakowie kierują pierwsze kroki do położonej po lewej stronie świątyni kaplicy pw. Matki Boskiej Bolesnej. Znajduje się tam małych rozmiarów, lecz urzekający swoim ujmującym pięknem łaskami słynący obraz Matki Boskiej Jurowickiej. Według prof. Wiesława Zarzyckiego obraz ma pochodzenie bizantyjskie i został namalowany pod koniec XIV lub na początku XV wieku. Znać w nim wpływ renesansu. Obraz Bogarodzicy trafił do krakowskiej świątyni jezuitów z Jurowic w 1885 r. Jego niezwykłe dzieje opisał znany historyk Kościoła, ks. Marcin Czermiński SJ (1860-1931), który w 1901 r. wydał drukiem w Krakowie Historyę obrazu Matki Boskiej Jurowickiej znajdującego się obecnie w kościele św. Barbary w Krakowie (wyd. II w 1910 r.). Łaski otrzymane za wstawiennictwem Matki Boskiej Jurowickiej podał wcześniej inny jezuita, ks. Franciszek Kolert (1693-1751), autor książki Krynice cudownych łask Maryi z Jurowickich gór wynikające (Nieśwież 1755).

Najstarsze wiadomości o obrazie Matki Boskiej Jurowickiej pochodzą z XVII wieku. Obraz był własnością wielkiego hetmana koronnego Stanisława mana koronnego Stanisława Koniecpolskiego (ok. 1594-1646), który walczył na Ukrainie ze zbuntowanymi przeciw Rzeczypospolitej Kozakami Zaporowskimi. W czasach zamieszek dziejowych pustoszących ziemie Rzeczypospolitej ogniem i mieczem hetman Koniecpolski przekazał obraz na przechowanie jezuitom w Barze. Ci uznali, że bezpieczniejszym miejscem dla cennego depozytu hetmana będzie kolegium we Lwowie. Tu zaczyna się sława obrazu Matki Boskiej, który doznawał wielkiej czci ze strony ojców i braci zakonnych.

Najwięcej do publicznej czci obrazu przyczynił się ks. Marcin Tyrawski SJ (1621-1684), bardzo pobożny i gorliwy kapłan, zatroskany o zbawienie dusz, uchodzący w opinii współczesnych za cudotwórcę. Ks. Tyrawski uprosił, aby mu darowano obraz Matki Boskiej. Przez wiele lat pełnił obowiązki obozowego misjonarza wojsk polskich i misjonarza ludowego na Ukrainie, Wołyniu i Polesiu. W wędrówkach misjonarskich towarzyszył mu wizerunek przemożnej Protektorki, która cudownie prowadziła i ratowała go wśród różnych niebezpieczeństw. Ks. Tyrawski zmarł w Jurowicach, miasteczku położonym blisko Mozyrza (wówczas województwo mińskie). Właśnie w Jurowicach — jak miała mu polecić Maryja w objawieniu — osiadł w 1673 r. i zbudował pierwszą drewnianą kaplicę, w której umieścił obraz Bogarodzicy. 11 listopada tegoż roku wielki hetman koronny Jan Sobieski, późniejszy król polski, pokonał wojska tureckie pod Chocimiem. O zwycięstwo wojsk polskich modlono się także w kaplicy jurowickiej przed obrazem Maryi. Głos powszechny mówił — napisał ks. Czermiński na kartach swojej publikacji — iż Maryja uprosiła pomoc Bożą, a strzały ogniste, lecące znad Jurowic, miały zwiastować pogrom nieprzyjaciela. Wieść ta przyczyniła się do wzrostu kultu Matki Boskiej Jurowickiej. Współczesny kronikarz zanotował, że w niektórych porach roku trudno było rozróżnić dzień powszedni od świątecznego, tak wielkie bywały codzienne tłumy ludu w kościele.

Ponieważ kaplica była zbyt mała dla coraz większej liczby czcicieli Matki Boskiej, w latach 1746-1755 jezuici wznieśli w Jurowicach murowany, barokowy kościół z kamienia i cegły, który został konsekrowany w 1765 r. pw. Nawiedzenia Najświętszej Maryi Panny. Po kasacie Towarzystwa Jezusowego w 1773 r. jezuici pozostali na miejscu, w 1783 zastąpili ich kapucyni, w 1788 dominikanie, w końcu w 1800 r. bernardyni. Zaborczy rząd rosyjski znosił diecezje i parafie katolickie, zamykał kościoły, a wiernych zmuszał do odstępstwa od wiary ojców. W roku 1832 skasowano klasztor bernardynów w Jurowicach. Chociaż w 1842 r. władze carskie pozwoliły na utworzenie przy kościele jurowickim parafii katolickiej, sytuacja katolików uległa ponownie pogorszeniu po przegranym powstaniu z 1863 r. Car znowu uderzył w Kościół katolicki, znoszono parafie, a kościoły zamieniano na cerkwie prawosławne. „

Gdy w roku 1773 zniesiono zakon Towarzystwa Jezusowego, OO. Jezuici zamieszkali w rezydencyi Jurowickiej pod opieką cudownego obrazu Matki Bożej, byli zmuszeni przenieść się w inne strony, a ich miejsce zajęli OO. Bernardyni z pobliskiego Mozyrskiego Konwentu. Nieznanym jest nam powód dlaczego ci Ojcowie w następnych latach opuścili Jurowice, a ich miejsce objęli OO. Kapucyni. Wśród nieszczęśliwych losów, jakim uległa podówczas Polska, także kościół św. wielce ucierpiał.

Zaborczy rząd rosyjski znosił dyecezyei parafie, zamykał kościoły, wiernych gwałtem zmuszał do odstępstwa od Jurowiczewiary św. Podobnemu losowi uległ także kościół Jurowicki i okoliczna ludność katolicka. W roku 1832 wygnano zeń OO. Kapucynów, zakazano w nim odprawiać Najświętszą Ofiarę, udzielać ludowi Św. Sakramentów, zamknięto Jego bramy – co w urzędowym języku brzmiało, iż kościół „zakryto”. Tak trwało przez lat jedenaście. Wskutek snu jaki miała mieć żona cara Mikołaja I., wydano z Petersburga rozkaz oddania kościoła do kultu katolickiego i utworzenia w Jurowicach parafii. Z listu W. X. Borkowskiego ostatniego przeora OO. Cystersów w Kimbarówce dowiadujemy się, że on sam w roku 1842 zaraz po wyświęceniu został posłany jako wikary do pomocy Jurowickiemu proboszczowi W. X. Modziewiczowi i przy nim pozostał aż do roku 1847. Po śmierci X. Modziewicza proboszczami w Jurowicach byli kolejno XX. Lokajet i Symonowicz, a ostatnim plebanem X. Kanonik Hugo Godecki, który wytrwał na posterunku do roku 1864.

Podobnie jak rok 1831. nie przyniósł Ojczyźnie wolności, tylko sprowadził coraz sroższe gromy ze strony rosyjskiego rządu, bijące przede wszystkiem w Kościół katolicki w zabranych prowincyach, tak po nieudanym powstaniu polskiem w roku 1863, nowe klęski na naród nasz spadły – obudziły się dawne usiłowania zniszczenia do szczętu katolicyzmu w naszej Ojczyźnie. Posypały się ukazy cesarskie, znoszące parafie – własnie tam gdzie ich najbardziej było potrzeba – kościół po kościele niszczono lub zamieniano na cerkwie prawosławne. Niepłonną miał obawę X. Kanonik Hugo Godecki, że podobny los spotka parafię i kościół Jurowicki, co potwierdzały rozmaite wieści dochodzące doń z Petersburga. Boleść ściskała mu serce, że będzie miał opuścić parafian jurowickich, że kościół zamkną, a cudowny obraz wpadnie w ręce prawosławne. Wszystkiemu nie mógł zapobiedz, postanowił jednak nie dopuścić, aby obraz przeszedł w niekatolickie ręce. Widocznie, że opatrzność boża czuwała nad nim. Oto dowiedział się, że panna Jadwiga Kiniewiczówna, umiejąca dobrze malować, zrobiła dla siebie dokładną kopię obrazu Matki Boskiej Jurowickiej i przechowywała ją w swojem mieszkaniu. Udał się więc do niej z prośbą, aby mu kopię obrazu odstąpiła, a gdy ją otrzymał, przy pomocy kilku osób wyjął cudowny obraz Matki Boskiej z jurowickiego kościoła a natomiast podłożył jego wierną kopię. Wszystkie wota jakie się znajdowały w kościele pozostawił w dawnem miejscu, także srebrną pozłacaną koronę i sukienkę zdjętą z cudownego obrazu umieścił na jego kopii; a sam zaś oryginalny wizerunek Matki Bożej Jurowickiej, dał w przechowanie pani Gabryeli z Wańkowiczów Horwattowej, Marszałkowej powiatu Rzeczyckiego, pobożnej i znanej w okolicy tamtejszej obywatelce.

MBW sam czas wyratowano cudowny obraz, gdyż już w parę miesięcy po tem zdarzeniu w dniu 26 listopada 1864 roku, ukazem carskim, zniesiono katolicką parafię w Jurowicach a kościół oddano do kultu prawosławnego.

Pani Horwattowa długi czas starannie ukrywała skarb Jurowicki, lecz w końcu czując, że już zbliża się dzień jej śmierci, a powtóre trwożąc się, że Matka Boska dawniej tak wielką czcią otaczana w Jurowicach, dziś pozbawiona jest kultu, postanowiła oddać go w bardziej odpowiedne ręce. W maju roku 1885 przybyła do Krakowa z obrazem, wręczyła go w depozyt OO. Jezuitom krakowskiego Kolegium, z tym zastrzeżeniem, aby go oddali Jurowickiemu kościołowi, jesli tenże będzie przywrócony do kultu katolickiego (pogr. czc. – red.). Ojcowie przyjęli ten depozyt z podanem zastrzeżeniem i pisemnie zobowiązali się do jego wypełnienia. Tymczasem zawiesili obraz w domowej kapliczce krakowskiego kolegium, lecz po kilku miesiącach przenieśli go do koscioła św. Barbary, i umieścili w ołtarzu Opatrzności Boskiej. Opatrzność Boża czuwała przez tyle wieków nad jego zachowaniem – niech i dalej czuwa i chroni od zapomnienia!” .

________________________

Jezuici troszczyli się o obraz Matki Boskiej Jurowickiej w nowym miejscu kultu. W tych działaniach wspomagali ich dobroczyńcy. W 1901 r., za zgodą władz kościelnych, ozdobiono głowę Maryi złotą koroną, a na wymalowanych szatach Maryi i Dzieciątka Jezus umieszczono srebrną i kamieniami szlachetnymi zdobną sukienkę. Głowę Dzieciątka Jezus ozdobiono złotą koroną wysadzaną brylantami. Obraz otrzymał srebrne ramy, wyrzeźbione na wzór dawnych drewnianych. Liczne wota złożone przy obrazie świadczą wymownie o nabożeństwie do Maryi oraz łaskach otrzymanych za Jej wstawiennictwem. Nic dziwnego, że o każdej porze dnia wierni ożywieni miłością Maryi klęczą przed Jej cudownym obrazem, dziękując za otrzymane łaski i prosząc o nowe.

Kto wie, czy pewnego dnia obraz Matki Boskiej Jurowickiej nie doczeka się uroczystej koronacji, do której jezuici czynili przygotowania już w okresie międzywojennym. Matka Boska Jurowicka nadal cieszy się dużym kultem czcicieli, którzy — tak jak przed wiekami — spieszą do Niej z różnymi prośbami, doznając przedziwnej opieki i wstawiennictwa.

Opr. redakcyjne na podstawie tekstu ks. Stanisława Cieślaka SJ oraz skryptu „Historya obrazu Matki Boskiej Jurowickiej autorstwa ks.Marcina CzermińskiegoT.J.” z 1910r.

————————————————————————————-

Posłowie …

Taka jest fascynująca historia cudownego obrazu Matki Boskiej Jurowickiej, który wciąż znajduje się w Krakowie.

A co tymczasem dzieje się po stronie białoruskiej, m.in. na ziemi Mozyrskiej, w Jurowicach? – Otóż od kilku lat trwają usilne starania strony białoruskiej o powrót cudownego obrazu MB do Jurowic. W tej sprawie odbyły się już spotkania proboszcza parafii pw. św.Szymona i Heleny w Mińsku Władysława Zawalniuka z biskupem Turowskim i Mozyrskim Stefanem, i tegoż zwierzchnika cerkwi prawosławnej na Mozyrzu ze zwierzchnikiem koscioła katolickiego na Białorusi, z arcybiskupem, mitropolitą Mińsko-Mochylewskim T.Kondrusiewiczem – podczas których osiagneto wstepne porozumienia o kontynuacji diałogu; w tej sprawie zabrał głos m.in. już i profesor Adam Maldis, a wtóruje jemu Igor Malikow, stwierdzając m.in.: „… Być może, że przywrócenie świątyni pierwotnego wyglądu, nawet przy tym, że pozostanie ona w konfesji prawosławnej, da możliwość postawienia przed stroną polską uzasadnionego pytania o powrót na Białoruś chrześciańskiej świątyni (cudownego obrazu – red.). Krok taki stał by się jaskrawym przykładem pokojowego dialogu kultur i chrześciańskich konfesii w tym niespokojnym współczesnym świecie…”.

Czyżby naprawdę nadeszła szczęśliwa chwila, by Matka Boska Jurowicka powróciła do miejsca, które w objawieniu swoim wskazała o.Tyrawskiemu? Zapewne stałby się kolejny cud, a myśmy wszyscy razem ogromnie cieszyli z tego wydarzenia. Zanim to jednak nastąpi, spróbujmy odpowiedzieć sobie na pytanie, czy już czas na to i czy zostanie Ona powitana godnie oraz znajdzie sobie miejsce nie tylko w świątyni (tym razem już prawosławnej, bo jak pamiętamy kościół w Jurowicach po Powstaniu Styczniowym w1865 roku został przez cara zabrany katolikom i taki stan rzeczy trwa do dnia dzisiejszego), lecz także w naszych sercach? Oraz jak wygląda dzisiaj ten „dialog kultur i konfesji”?

Oficjalnie, na pokaz, wszystko jest dobrze. Republika Białoruś jest niepodległą, a zarówno cerkiew prawosławna, jak i kościół katolicki uważane są za główne religię w tym kraju, które cieszą się nieskrępowaną możliwością działania i rozwoju, a jej mieszkańcy – powszechną demokracją i wolnością sumienia.

By się dowiedzieć, jak jest naprawdę – trzeba tu żyć. Bo prawda, niestety, jakże często jest inna niż się oficjalnie podaje. Owszem, od ponad dwudziestu lat Białoruś jest republiką formalnie niepodległą. I jest zrozumiałe, że Białorusini dbają również o podwaliny duchowe swojego domu, sięgając do tradycji i wartości m.in. Wielkiego Księstwa Litewskiego. Z tej racji, że przez kilka wieków Białoruś była również jego częścią składową. Tylko jakoś to dziwnie wygląda, że Polacy – główni sprzymierzeńcy Litwinów (współczesnych Białorusinów – red.) w tamtym okresie, wciąż wystepują w oficjalnej historiografii białoruskiej jako ciemiężyciele narodu białoruskiego. Z drugiej strony, przytłaczająca większość obywateli Białorusi wyznaje (w większości przypadków formalnie) prawosławie, a sama Białoruś przez rosyjską cerkiew prawosławną uważana jest za jej teren kanoniczny (potwierdza to m.in. fakt wyznaczania przez stronę rosyjską zwierzchnika cerkwi prawosławnej na Białorusi – ostatnio nim został rosyjski metropolita Paweł). Faktem też jest, że cerkiew prawosławna w Rosji jest ściśle złączona z państwem (i od niego uzależniona), będąc narzędziem do wykonywania celów polityki państwowej, w tym m.in. do zachowania (jak ostatnio widzimy za wszelką cenę) wpływów szczególnie na post-sowieckich terenach.

Z powyższych racji oraz z uwagi na to, że i gospodarczo, i finansowo Białoruś jest również ściśle uzależniona od Rosji, pozycja cerkwi prawosławnej na Białorusi też nie może być inną.

Inna natomiast była pozycja kościoła rzymskokatolickiego na Białorusi – przynajmniej do niedawna. Bo poczynając od czasu, kiedy w Rzymie zabrakło Papieża Polaka, bardzo rychło, już u schyłku 2006 roku wydziały ideologii RB przepuściły przeciwko Kościołowi katolickiemu zmasowany atak, wydalając z kraju pokaźną grupę księży i sióstr zakonnych z Polski, którzy pracowali tutaj od czasów „pierestrojki”. I tak się dzieje , dość konsekwentnie, do dnia dzisiejszego. Np. tylko w diecezji pińskiej w ciągu ostatniego roku odmówiono wydania wiz wjazdowych na Białoruś wybitnie zasłużonym dla Kościoła na Białorusi ks. Stanisławowi Pawline z Pińska, ks. Janowi Wasilewskiemu z Kamieńca, ks. Maciejowi .Szmytowskiemu z Iszkołdzi Połoneczki,… – kto będzie następny? Katoliccy księża oraz siostry zakonne z Polski, którzy oddali Kościołowi na Białorusi tyle sił, zdrowia, wiedzy, poświęcenia i czasu, opuszczają ten „tolerancyjny” kraj najczęściej nawet nie tylko bez godnego pożegnania, ale nawet bez podziękowania od parafian, którym przez wiele lat służyli – bo przecież nigdy nie wiadomo, czy tu powrócisz z nową wizą wjazdową (przez służby konsularne RB wiza w danym przypadku jest wydawana na jedne półrocze – red.). I taką jakąś niezrozumiałą jest nasza słynna gościnność, że nikomu z tych księży czy sióstr zakonnych, nawet nie zaproponowano, za tyle lat trudów, białoruskiego obywatelstwa. Dlaczego?, – ano chyba dlatego, że nie są tutaj mile widziani! Hierarchowie kościoła rzymskokatolickiego na Białorusi o tym zjawisku wolą raczej publicznie nie mówić (nie wspominając już o tym, by choć w jakiś sposób upamiętnić wkład tych wszystkich „wygnańców” w odbudowę kościoła na Białorusi), udając w imię „poprawności politycznej” że wszystko jest dobrze. Wiernym natomiast nasz biskup na skargi, że w ich kościele zabrakło już całkowicie Mszy św. w j. polskim odpiera, mówiąc: „Радуйцеся! Радуйцеся, што Ваш касцел адчынены!” („Radujcie się!. Radujcie się, że wasz kościół jest otwarty! – red.).

Niepewność, w której przebywają u nas zaproszeni do pracy księża-obcokrajowcy, to tylko jeden z przykładów, co w pewnej mierze odzwierciedla sytuację w jakiej obecnie znajduje się kościół rzymskokatolicki na Białorusi. I czy naprawdę, musimy się „radować” z tego, że jak wygląda – już dokonało się „upaństwowienie” naszego kościoła? „Żadnej polityki! Tylko religia!”, – często powtarzał św. pamięci ks.-kardynał K.Świątek. – Trudno z tym się nie zgodzić, ale jak teraz widać, było to tylko (i jest nadal) stanowisko jednostronne. Bo „polityka” do religii ma się zupełnie odwrotnie, traktując Kościół przedmiotowo, konsekwętnie realizując własne cele po przez ingerencję w jego sprawy wewnętrzne. Totalna rusyfikacja i białorutenizacja kościoła katolickiego i gorliwa „opieka” nad nim wydziałów do spraw religii – to tylko sposoby na osiągnięcie celu zasadniczego, jakim jest ograniczenie wpływów religii katolickiej na białoruskie społeczeństwo (m.in. poprzez zmniejszenie autorytetu kościoła, przy tym już i w oczach samych katolików) oraz całkowite wyeliminowanie z kościoła katolickiego na Białorusi jakichkolwiek śladów polskości. I wobec tego, czy można się dziwić, że klasy seminaryjne np. w Pińsku prawie świecą pustkami, że tamże na podwórku dopiero jest miejsce dla biurka bpa Łozińskiego, że podobnie jak w cerkwi prawosławnej świątynie wypełnione są „po brzegi” jedynie w czasie największych świąt dwa razy do roku; oraz że wiara nasza coraz bardziej jest „na pokaz” i sprowadza się jedynie do tradycji, a my, idąc w ślady naszych braci prawosławnych, stajemy się pomału „katolickimi ateistami”?

Większość z nas obecnie przebywa na „emigracji wewnętrznej”, woląc dla świętego spokoju publicznie swojego zdania nie wypowiadać. Do tego jednak nikogo nie nawołujemy – niech każdy na powyższe pytanie odpowie w duchu sam sobie. Co zaś dotyczy opinii wiernych z rzymskokatolickich parafii ziemi mozyrskiej oraz szeregowych księży z tamtego terenu – czas powrotu cudownego obrazu Matki Boskiej do Jurowic jeszcze nie nastał! Co więcej, gdyby to się stało za przyczyną jakichś decyzji odgórnych, uważali by to za ich zdradę, m.in. przypominając słusznie, że zgodnie z umową depozytową obraz ten mógłby powrócić do Jurowic dopiero do świątyni katolickiej, w której od początku przebywał.mbjhd

Na pocieszenie zaś wszystkim przypomnijmy, że cuda czyni właśnie dopiero nasza wiara! Tylko, że, jak i w przypadku wszystkich cudów i łask, dokonanych za pośrednictwem cudownego obrazu MB Jurowickiej, konieczny jest jeden zasadniczy warunek – serca nasze winne być uświęcone prawdziwą skruchą, być czystymi od wszelkiej pychy czy ambicji oraz przepełnione miłością i wiarą. Zapewne wówczas każdy, nawet najskromniejszy, obraz może okazać się dla nas (katolików, jak i prawosławnych) cudownym i zbawiennym w skutki.

Op. red.

Udostępnij na:

Musisz być zalogowany aby komentować Login