Baranowicze – kochane moje miasto

Władek Szwender w Syrii w drodze z Syberii Armii Andersa. Fotomontaż z rodzicami, foto z 1938 r.

Władek Szwender w Syrii w drodze z Syberii Armii Andersa.
Fotomontaż z rodzicami, foto z 1938 r.

Urodziłem się 24.X.1924 r. w Mię­dzyrzecu Podlaskim jako syn Franciszka Szwendera i Julii z domu Lesisz. Mając rok, ojciec otrzymał pra­cę na kolei P.K.P. w Baranowiczach, gdzie spędziłem 15 lat w tym pięknym kresowym mieście, do którego tęsknić nie przestałem, pomimo upływu 70 lat rozłąki. W Baranowiczach zamieszkali­śmy w domu kolejowym nr 18, który był podzielony na 3 mieszkania. Oprócz nas mieszkały rodziny Zatorskich i Pańko. Uczęszczałem do Szkoły Powszechnej im. M. Konopnickiej ki. I-VI, która była położona blisko domu, po drugiej stro­nie ulicy. Z tamtych lat szkolnych zapa­miętałem swoją wychowawczynię panią Bierżyschową, której przynosiłem bzy. Lata dzieciństwa upływały beztrosko w szkole i zabawach z kolegami. Naj­bliższymi kolegami w tamtych latach byli: Zdzich Zatorski i Staszek Anusewicz. Dom kolejowy, w którym miesz­kaliśmy, był położony w pobliżu dworca kolejowego. Przez Baranowicze prze­biegało 5 głównych linii kolejowych. Ulubionym zajęciem było wchodzenie na płoty i machanie do przejeżdżających pasażerów. W okresie wakacji szkolnych chodziliśmy nad jezioro Żłobin, zaś w późniejszych latach jeździliśmy rowe­rami nad rzekę Myszankę lub Szczarę.

Po ukończeniu 6 klas szkoły po­wszechnej uczęszczałem do Gimna­zjum im. Tadeusza Rejtana, położone­go w centrum miasta. Pomiędzy Bara­nowiczami Poleskimi a Baranowiczami Centralnymi (towarowymi) kursował pociąg podmiejski nazywany przez nas „Przewozówką”. Tym pociągiem od nas jeździliśmy do gimnazjum. Wysia­daliśmy na przystanku zwanym „Sucharówka”, tj. w połowie drogi pomiędzy stacjami. Dyrektorem gimnazjum był profesor Piekarski. Uczyli nas wspa­niali profesorowie jak np. profesor Tur­ski, który uczył nas rysunków. Wpajali w nas patriotyzm i miłość do Ojczyzny, które pozostały w nas na cale życie.

Dom rodzinny w Baranowiczach

Dom rodzinny w Baranowiczach

Po zachodniej stronie dworca kole­jowego były koszary wojskowe, gdzie stacjonował 78 Pułk Piechoty oraz 26 Pułk Ułanów, których dowódcami byb generałowie: Skotnicki, Kruk-Paszkowski oraz Władysław Anders. Przez tory kolejowe biegałem do koszar, gdzie w kościele garnizonowym służyłem do Mszy św., a potem żołnierze zabierali mnie do siebie i częstowali posiłkiem żołnierskim. Tak płynęło nasze młode życie, bardzo ciekawe i urozmaicone.

Ojciec zakupił plac i rozpoczął budo­wę własnego domu przy ul. Ogrodowej 4, w niedalekiej odległości od dwor­ca kolejowego Baranowicz Poleskich. W tym celu zaciągnął pożyczkę w Kasie Stefczyka. Dom ze względu na jego do­brą lokalizację i po ukończeniu budowy, został wynajęty dla Związku Kolejarzy Polskich, gdzie urządzih swój klub i bibliotekę. Książki wypełniały wszystkie pokoje wzdłuż ścian od podłogi do su­fitu. Mamusia sprzątała budynek, a ja w międzyczasie oglądałem książki i pra­sę. Szczególnie ciekawy był „Ilustrowa­ny Kurier Codzienny” z niedzielnym dodatkiem Disneya „Królewna śnieżka”, „Pat i Patachon”, „Flip i Flap” i inne.

1 września 1939 r. dowiadujemy się z komunikatów radiowych o napadzie Niemiec na Polskę. Później dowiedzieliśmy się, że nasi sąsiedzi ze Wschodu i Zachodu, z którymi mieliśmy pakty o nieagresji, 23 sierpnia 1939 r. podpi­sali umowę, aby dokonać IV rozbioru Polski. Nastąpiła mobihzacja do obrony Kraju. Należałem do drużyny harcer­skiej. Baranowicze zapełniły się woj­skiem i poborowymi. W miarę naszego wieku i możliwości przygotowywaliśmy posiłki oraz kopaliśmy rowy przeciwlot­nicze. Pamiętam pierwsze naloty samo­lotów niemieckich z 14 września 1939 r., którzy bombardowali dworzec kolejo­wy, pociągi z wojskiem oraz radiostację w Baranowiczach. Nie mając obrony przeciwlotnieczej, Niemcy bezkarnie strzelali z karabinów maszynowych do ludności cywilnej. W taki sposób zginę­ła mama mojego kolegi Kotowicza, zaś brat otrzymał postrzał kulą w kolano. Niemcy bombardowali Baranowicze aż do 17 września, gdy w ich miejsce nad­leciały inne samoloty z czerwoną gwiaz­dą. W ten sposób drugi wróg ze Wscho­du wbijał nam nóż w plecy. Tego dnia w godzinach popołudniowych do Ba­ranowicz weszły sowieckie czołgi. Tak zaczęła się sowiecka okupacja.

Władysław Szwender, autor wspomnień. 1945 r., Italia

Władysław Szwender, autor wspomnień. 1945 r., Italia

 

Władysław Szwender

Luty 2010 r., Edmonton, Kanada

Udostępnij na:

Musisz być zalogowany aby komentować Login