NIEWIĘDNĄCE KWIATY ZIEMI RÓŻAŃSKIEJ

Na Polesiu relikwiami, jako drogimi sercu pamiątkami, mianują nie tylko przedmioty o wysokiej wartości kultu religijnego lub szczątki świętych, ale także tym wyrazem określa się czasem ocalałe części ubioru tradycyjnego niezależnie od czasu ich powstania, będących świadectwem i pamiątką duchu patriotycznego i honoru narodowego. Jednym z takich cennych artefaktów czasu XVII-XVIII wieku są ornaty, do których wstawiano słynne «pasy kontuszowe» – pasy z tkaniny używane do opasania kontusza. Ornat był jednym z najbardziej charakterystycznych elementów stroju polskiej i litewskiej szlachty od końca XVII do XIX wieku. Kiedy zakazano noszenia pasów, ich produkcja z naszych ziem przeniosła się do Francji do Lyonu, a wkrótce w ogóle
ustała z powodu braku popytu. Pasy zaczęto ofiarować kościołom, а następnie wstawiać je w ornaty. Nieprzypadkowo szata księdza i pas szlachty, połączone w jedną całość, stały się ostatnią manifestacją upływającego czasu. Takie zjawisko w życiu duchowym polskiego i białoruskiego narodów można nazwać wyjątkowym i głęboko symbolicznym. Ornat jest symbolem zarówno ofiary krzyżowej Chrystusa, jak i ciężaru służby Bożej spełnianej przez kapłana, jako robotnika w winnicy Pańskiej. Ornat powstał ze zwykłego rzymskiego płaszcza (paenula), który używany był w podróży, w niepogodę i na przestrzeni wieków posiadał różne kroje. Кontusz natomiast jest również rodzajem płaszcza lub kamizelki, szatą wierzchnią z typowymi tzw. wylotami, czyli rozciętymi od pachy do łokci rękawami, które albo luźno zwisały, albo, odrzucone do tyłu, odsłaniały żupan. Ten nowy rodzaj męskiego wierzchniego ubrania pojawił się w 1648 roku. Zazwyczaj jego podszewka była wykonana z futra i miała niepowtarzalny krój rękawów i pleców. Zarówno ornat, jak i kontusz są elementami ubioru, w którym płaszcz stanowi
połączenie elementów sakralnego i codziennego.

Pasy kontuszowe manufaktury w Słucku

W przeszłości głównym motywem zdobniczym ornatów był krzyż lub sceny związane z życiem Jezusa, Najświętszej Maryi Panny i świętych. Ozdobna część, czyli preteksta, zwana kolumną (nazwa ta pochodzi od jej kształtu), oddzielona od masek ornatu galonami, często była bardzo bogato haftowana. Ornat był wykonywany z drogocennych materiałów – adamaszku, atłasu, brokatu, aksamitu, altembasu (złotogłowiu) oraz rypsu, był szamerowany galonami i szychowany haftami, rzadziej złotem. Poza tym sama tkanina miała symboliczny rysunek i kolor. Korzystanie z symbolicznych wzorów kwiatowych na kolumnie też stało się tradycją. Ponieważ wywodzi się ona ze starożytności, mało kto już rozumie ezoteryczny sens tych wzorów. Jednak formy i kombinacje elementów, będąc starannie wyregulowane, harmonijne w proporcjach, bezpośrednio wskazują na miejsce swojego pochodzenia. Na przestrzeni wieków rośliny nabyły różnorodnych znaczeń symbolicznych. Sam pas stanowił bogatą warstwę
informacyjną odzwierciedlającą dziedzictwo kulturowe narodu, a pewne kwiaty i barwy stały się nośnikami treści duchowych. Na przykład, w drugiej dekadzie istnienia manufaktury w Słucku wzory na pasu kontuszowym już miały swój indywidualny styl, który z ciągiem czasu coraz bardziej wykluczał linie łamane i zawierał wzory kwiatów miejscowej flory. Najbardziej ulubionymi wzorami twórców były chabry i czerwone goździki.

Louis de Silvestre. Portret króla Augusta III w stroju polskim 1737

Szlachcic owijał się pasem kilka razy, przy czym końce zakładano misternie, by pas nie został pognieciony. W zależności od wzoru rozróżniano pasy jednostronne, dwustronne i czterostronne. Zakończenie pasa, zwykle o dużym wzorze, zwano głową; środkowe pola, najczęściej o wzorze drobnym – wciążem. Poprzeczne paski dzielące wciąż zwano pólkami, zewnętrzny, obramiający ornament to szlaczek. Pasy składano wzdłuż, przy czym jedna strona, bardziej ozdobna, była noszona od święta, a druga, skromniejsza, na co dzień. Im bogatszy był szlachcic, tym wyraźniej jego ubranie przypominało strój wschodniego dostojnika. W ubiorze magnatów pas był symbolem przynależności do elit, odwiecznych tradycji rodzinnych i, oczywiście, zamożności. Jeszcze w XVII wieku zaczęto przewiązywać żupany jedwabnymi, bogato zdobionymi pasami, przywożonymi
z Turcji i Persji, rzadziej z Chin i Indii. Wraz ze wzrostem popularności tych dodatków od połowy XVIII stulecia na kresach Rzeczypospolitej stopniowo zaczęły powstawać manufaktury pasów. W 1788 r. w Rzeczypospolitej ok. 2 tysięcy tkaczy byli zjednoczeni w kilku manufakturach, przy tym część ich produkcji była eksportowana. Przykład dawały Radziwiłłowie, na terenie ich posiadłości bowiem znajdowały się przedsiębiorstwa produkujące płótna, ceramikę, dywany i in. Produkcja pasów kontuszowych w Rzeczypospolitej była możliwa dzięki wysiłkom króla Stanisława Augusta Poniatowskiego (1764–1795), właśnie on podjął kroki w kierunku stworzenia sieci swoich własnych manufaktur, wśród których szczególnie znanymi były manufaktury Tyzenhausa. Władza królewska wystąpiła także w roli inicjatora utworzenia pierwszych spółek akcyjnych – manufaktur tkanin wełnianych i Towarzystwa Akcyjnego Społeczeństwo Fabryki Krajowej Płóciennej. Założenie manufaktur włókienniczych stało się prestiżowym wśród najwybitniejszych przedstawicieli arystokracji, wśród których byli także Radziwiłłowie, Ogińscy, Sapiehowie. Produkcja tkanin i pasów została zorganizowana także w Nieświeży i Słucku, Grodnie i Różanie, Kobyłkach i Lipkowie. Znane persjarnie istniały również w Sokołowie, Korcu, Krakowie i w Gdańsku.

Portret Stanislawa Antoniego Szczuki w stroju sarmackim ok. 1710

Najbardziej znanym i najdłużej działającym był zakład w Słucku, persjarnią kierował w latach 1758- 1776 polski Ormianin Jan Madżarski (Owannes Madżarjanc), po nim kierownictwo do roku 1807 przejął jego syn, Leo Madżarski. W Słucku właściwie został stworzony nowy rodzaj pasów, Madżarski zrobił je krótszymi (2-3 metry zamiast 4-5) i węższymi (40-60 cm zamiast zwykłych dla Turków i Persów 70-80 cm), skrócił ilość motywów ornamentalnych, starannie je dopracowując. W jego tkackich warsztatach produkowano ponad 200 pasów rocznie. Z punktu widzenia przepychu i wspaniałości wzorów pasy stanowiły prawdziwe arcydzieła; nie bez powodu cena słuckiego pasa na zamówienie w XVIII wieku mogła osiągnąć solidną kwotę równą siedemdziesięciu pięciu dukatom. Najdroższe, tak zwane «lane» lub «bogate» pasy, produkowane z jedwabnych i złotych bądź srebrnych nici, mogły kosztować do pięciuset dukatów. Jeden dukat równał się około trzem złotym rublom, a za jedne takie drogie akcesorium w tamtych czasach można było kupić kilka rasowych koni lub nawet nieduży majątek. Odrobinę tańsze były «pół lane» pasy, w których złote bądź srebrne nici dodawano do jedwabiu tylko we wzorach ornamentu. Jeszcze mniej kosztowały zwykłe jedwabne pasy. Dla najmniej zamożnych szlachciców kupcy przywozili stare, już byłe w użytkowaniu pasy, ale starannie cerowane, wyprane i wyprasowane, kosztujące zwykle od czterech do sześciu dukatów. Jeszcze za życia Jana Madżarskiego fabryka została przekazana w dzierżawę jego synowi Leo, zmarłemu w 1811 roku. W 1848 roku piersjarnia w Słucku została zamknięta. Ostatnie wiadomości o produkcji jedwabnych pasów dla księcia Wilhelma Radziwiłła są datowane 1846 rokiem, kiedy właściciel manufaktury książę Ludwik Wittgenstein zarządził ją zamknąć.

Upadek tkactwa pasów w końcu XVIII – początku XIX wieku był związany także z gwałtownymi zmianami politycznymi w kraju. Zniesienie Konstytucji, przyjętej 3 maja 1791 roku, zostało odznaczone poprzez produkcję zielonych pasów zatkanych srebrem, kolor których stał się symbolem konstytucji demokracji szlacheckiej Rzeczypospolitej. Przestała istnieć po okresie rozbiorów, dokonanych przez Prusy, Austrię i Rosję. W tym czasie pojawiają się srebrzysto-zielone pasy, nazwane «pozytywkami» poprzez skojarzenie ich z czasem uchwalenia demokratycznej Konstytucji. Ich zielony kolor stał się znakiem nadziei miesiąca maja i uważał się za buntowniczy. W tej gamie kolorów władza rosyjska widziała ukryty protest szlachty przeciwko zniszczeniu Rzeczypospolitej. Uważano, że człowiek, który zakłada taki pas, demonstruje tym samym swoją tęsknotę za czasami wolności od reżimu carskiego. Nowa władza wymyśliła sposób na pozbawienia szlachty symboli honoru i godności – w 1793 roku zielone pasy zostały zakazane, jak zresztą i kontusze. Pozbawienie szlachcica tych zewnętrznych oznak stało się ogólnonarodową hańbą. Po powstaniu Tadeusza Kościuszki noszenie ubioru narodowego było wręcz czymś niebezpiecznym.
Władysław Syrokomla poetycko określił to następującymi wierszami: «Hulaj dusza bez kontusza, // Szukaj pana bez żupana!» Jednak nie zważając na zakaz, niektórzy patrioci nadal je nosili aż do połowy XIX wieku.

Jeszcze jedną z przyczyn zaniku pasów stał się ogólny upadek gospodarczy po trzecim rozbiorze Rzeczypospolitej w 1795 roku, kiedy liczne rody szlacheckie zbankrutowały i podupadły, tak że byli «sarmaci» już nie mogli sobie pozwolić na kupno drogich atrybutów. Natomiast wykorzystać metale szlachetne, które wchodziły w skład pasów, można było poprzez ich wytapianie. A lany słucki pas mógł zawierać od 200 aż do 900 gramów złota.

Makata. Słuck, koniec XVIII wieku; złota nić, jedwab

 

Zainteresowanie zabytkami tkactwa XVIII wieku, a razem z nim i ich ceny znowu wzrosły na końcu XIX wieku, kiedy to nowa moda europejska wyparła narodowy strój szlachecki. Wysoka jakość techniki produkcji, niepowtarzalna artystyczna wyrazistość pasów słuckich, obudziła interes do nich już na przełomie XIX i XX wieków, kiedy nowa estetyka stylu epoki secesji wyrażała obowiązkowy warunek – obecność dekoracyjności i wytworność barw. Na pasy zaczynają patrzeć jako na dzieła sztuki i kolekcjonować je – zarówno prywatni mecenasi sztuki, jak i muzea europejskie. Z czasem pasy ze Słucka stały się znane w całej Europie, gdzie powstawały fabryki naśladujące produkcję już nie perskich, ale właśnie słuckich pasów – w Polsce, Francji, Rosji.

Dalmatyki szyte z
tkanin różańskich
warsztatów.
Jedwab, srebrna nić.
Koniec XVIII wieku

Jeżeli na ziemiach białoruskich strój szlachecki poddawał się represjom, to w Galicji już w latach 60. XIX wieku przeżywał renesans. Władze austriackie zezwoliły obywatelom Krakowa i Lwowa na występowanie w strojach narodowych podczas uroczystości państwowych, kościelnych i rodzinnych. Te warunki do manifestowania ubiorem swego przywiązania do tradycji istniały w okresie autonomii, w latach 1866- 1914. Jako odświętny strój kontusz pojawiał się jeszcze do dwudziestolecia międzywojennego, zwłaszcza na uroczystościach rodzinnych zamożnego ziemiaństwa i arystokracji: ślubach, zjazdach, pogrzebach. Pan młody miał wówczas na sobie żupan, kontusz, delię, na głowie czapkę z przypiętymi piórami, u boku – karabelę wysadzaną drogimi kamieniami.

Dzisiaj przed historykami sztuki stoją nowe wyzwania naukowe. Jednym z problemów, który w literaturze przedmiotu do tej pory został zaledwie zasygnalizowany, jest kwestia szat liturgicznych, a przede wszystkim ornatów, do wykonania których użyto pasów kontuszowych. Agnieszka Bender z Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w swoim artykule pt. «Szaty liturgiczne z polskich pasów kontuszowych i z tkanin naśladujących pasy kontuszowe. Stan i perspektywy badan» analizuje historię pojawienia się w pisemnych białoruskich i polskich źródłach opisów ornatów. Dotychczasowe zainteresowanie paramentami wykonanymi z pasów kontuszowych jest zadziwiająco małe. Nawet dosyć pobieżny przegląd kolekcji muzealnych
i kościelnych dowodzi, iż tego rodzaju obiektów zachowało się sporo. Wydaje się, że najwięcej szat liturgicznych z pasów kontuszowych przechowują muzea kościelne. Dzieło «Pasy kontuszowe z polskich manufaktur i pracowni w zbiorach Muzeum
Narodowego w Warszawie» autorstwa Jadwigi Chruszczyńskiej to znakomity, najobszerniejszy katalog pasów kontuszowych, jaki ukazał się do tej pory. Znalazły się tu szczegółowe opisy 232 obiektów, a także wykaz miejscowości, w których były czynne manufaktury wykonujące pasy kontuszowe w XVIII i XIX w. oraz wykaz przedsiębiorców tkackich, tkaczy i desenistów.

Na terytorium Białorusi w zbiorach muzealnych pasy słuckie stanowią rzadkość, jednak można je spotkać w Nieświeżu, Grodnie, Słucku, Słonimiu, Mińsku i Mołodecznie. Znajdują się także w zbiorach prywatnych. Na przykład, Muzeum Historii Mohylewa w 2015 roku szukał sponsorów do opłaty zakupu wartościowego eksponatu od prywatnego kolekcjonera Igora Surmaczewskiego o wartości 60 tysięcy dolarów. Jeszcze bardziej rzadszym okazem muzealnym są ornaty z wszytymi pasami słuckimi. One cudem przetrwały liche czasy okresu historycznego, liczącego więcej niż 200 lat. Pojawiają się jak niezwykle cenne krople rosy w różnych miejscach w Grodnie, Czernawczycach, Różanie, Słucku, a ich odnalezienie dziś jest ważnym wydarzeniem w kulturowym życiu miast. Jeden z ornatów został odnaleziony we wsi Kamaje obwodu witebskiego w 1979 roku i jest datowany XVIII wiekiem. Jego opis wszedł do ilustrowanego katalogu «Skarby muzeów Białorusi» – pierwsze wydanie na taką dużą
skalę, w którym są zebrane wizerunki i informacje o 250 najbardziej cennych i wyjątkowych przedmiotach funduszu muzealnego kraju. Jeszcze jeden ornat jest przechowywany w Narodowym Muzeum Dzieł Sztuki Republiki Białoruś. Jego część środkowa jest ozdobiona pasem słuckim, w którym powtarzają się czerwone poziome paski i żółte z niebieskimi liśćmi. Boczne części wyrobu są wykonane z jasnej tkaniny, imitującej motywy perskie. Kolejny zabytek znajduje się w Państwowym Muzeum Historii Religii w Grodnie i jest jednym z dziesięciu najważniejszych eksponatów – jest to ornat z jedwabiu datowany końcem XVIII wieku, z kolumną z pasu słuckiego, ozdobiony haftem, a także falistym ornamentem w kolorze złotym i ochry z fioletową falą, w głowie pasa znajdują się tradycyjne bukiety kwiatów.

Duże zainteresowanie dla znawców stanowią pięć wartościowych i dobrze zachowanych ornatów lokalnej produkcji z Różany, które były odnalezione w dawnym dominikańskim Kościele Św. Trójcy. Dwa z nich odnoszą się do okresu 1778-1807 r. i uszyte są z pasów słuckich. Na jednym jest imię znanego autora, co spotyka się bardzo rzadko, – «Leo Madżarski», na drugim napis prawie całkowicie jest stracony, ale uważa się, że został stworzony przez tego samego mistrza. Jeszcze jeden ornat z XVIII wieku został wykonany z różnego rodzaju tkanin – francuskiej mory, jedwabiu, zabarwionego lnu, wyprodukowanego w lokalnej manufakturze. Wszystkie ornaty były ozdabiane reliefowym złotym haftem, złotymi przędzalniczymi nićmi i klejnotami. W
Państwowym Muzeum Sztuk Pięknych także są przechowywane dwa tutejsze ornaty, pochodzące z drugiej połowy XVIII wieku. Wykonane są z jedwabiu oraz ozdobione złotym i różnokolorowym haftem, koronką ze złotych przędzalniczych nici. Nieprzypadkowo takie wynalazki okazały się właśnie tutaj, w Różanie, gdzie bogate tradycje tkactwa kształtowały się z dawnych czasów i stanowiły główne zajęcie naszych przodków, a od XV wieku rozwijały się w warsztatach rzemieślniczych.

Do XVIII wieku tkactwo już funkcjonowało na zasadach przemysłu w lokalnych prywatnych manufakturach. Wiadomo, że gdzieś około 1721 roku za czasów Jerzego Stanisława Sapiehy (1667 – 1732) w Różanie istniało nieduże przedsiębiorstwo do produkcji wzorzystych pasów, tak zwanych «słuckich». Badaczka Natalia Prokopowicz w swoim artykule «Zabytki tkactwa artystycznego z Różany» pisze, że «prawdziwy boom przemysłowy rozpoczął się w tutejszych posiadłościach Sapiehów na końcu XVIII wieku. Wtedy to książę Aleksander Michał (1730-1793) otwiera w Różanie dziedziczne manufaktury. Pracowali tam
ręcznie przeważnie chłopi pańszczyźniani, ta robota zastępowała wykonanie pracy dla pana w majątku właściciela i nie była płatna, a także mieszkańcy miast oraz zaproszeni najemni majstrzy. W tamtym czasie w miasteczku już funkcjonowało dużo manufaktur do produkcji jakościowego sukna, płótna, kołder, jedwabnych, atłasowych i bajowych tkanin, pasów kontuszowych, obrusów z herbem Sapiehów, szpaler, bielizny. W 1791 roku około miejscowego pałacu dla nauki chłopów różańskiej posiadłości doskonałej pracy sukienników zostało stworzone wzorowe przedsiębiorstwo z nowym sprzętem. […] Na początku XIX wieku
różańskie rzemiosło sukiennicze stopniowo przestawało należeć do Sapiehów.» Coś im się udało sprzedać samodzielnie, reszta została przymusowo konfiskowana na rzecz skarbu państwa za udział w działalności politycznej przeciw carskim porządkom. Większa część przedsiębiorstw została kupiona za tysiąc rubli przez miejscową zamożną żydowską rodzinę Pinesów. Trzeba
zaznaczyć, że w drugiej połowie XIX wieku miasteczko Różana było jednym z głównych centrów tkactwa i wyrobu sukna zarówno w rejonie prużańskim, jak i na całym terytorium współczesnej Białorusi. Ale z powodu niejednokrotnych kryzysów gospodarczych na przełomie wieków przytłaczająca większość drobnych manufaktur na naszych ziemiach, w tym różańskie,
dosyć szybko zubożały i przestały istnieć, ustępując miejsce bardziej rozwiniętym i większym fabrykom i przedsiębiorstwom, które były zakładane w innych rejonach, w szczególności w Białymstoku. Tradycje miejscowego przemysłowego tkactwa artystycznego zostały utracone, a zajęcie zachowało się tylko w postaci wspomagającego chłopskiego rzemiosła.

Ornat z Różany, ok. 1778 – 1807 r. Szyty z dwóch pasów
słuckich. Na dole podpis mistrza «Leo Mażarski

W różańskiej skarbnicy, według świadectw starszych mieszkańców, powinny przechowywać się jeszcze kilka ornatów, jednak na dziś nie wiadomo, gdzie się znajdują. Fotografik P. Jamski w 1997 roku wykonał serię zdjęć, po którym można ich opisać i przedstawić wartość tych wyrobów przeznaczonych dla liturgii. Opowiadają, że troskliwym strażnikiem skarbu, składającym się z 30 różnych wyrobów, był ksiądz Michał Woroniecki, czyj wielki czyn duchowej służby i obywatelskiego honoru, a także samo życie wzbudzają zachwyt wśród tych, kto zna albo poznaje jego historię po raz pierwszy (o ks. Woronieckim pisaliśmy na łamach naszego kwartalnika w 2013 r. – patrz: Echa Polesia nr 1(37) 2013, s. 57-63 – przyp. red.). Ks. Woroniecki był wypróbowanym
sługą Bożym, interesującym się historią, mającym gust artystyczny, dzięki czemu ornaty zostały przechowane w Kościele. W 1990 roku ks. Woronieckiego zamienił ks. Jerzy Tumasz, a z 1994 roku – ks. Janusz Pulit. W 2007 roku w kościele została przeprowadzona inwentaryzacja zachowanych wyrobów i zgodnie z ocalałymi zdjęciami można wyobrazić różnorodność dekoracyjnych rysunków tkanin, odzwierciedlających swoistość miejscowej flory. Charakter malowniczego rysunku pochodzi z
epoki barokowej z jej dynamicznymi zaokrąglonymi formami i wystawnością dekoru. Tkacz jako mistrz florystyki stwarzał niepowtarzalną kompozycję płótna wykorzystywanego dla ornatu. W oprawie artystycznej tkaniny odczuwalna jest owocująca pora sierpnia, w której jagody i kwiaty przynoszą radość życia i odczucie pełni letniego ciepła, wchłoniętego przez przyrodę. Niezwykła jest technika ukazania gałęzi, wymyślnie i delikatnie przeplecionych ze sobą. One w sposób reliefowy występują nad powierzchnią tkaniny, oddając objętość i fakturę łodyg i gałązek czarnej porzeczki i róży, stwarzając pełne wrażenie realności
obrazu. Wypukłość butonów, mistrzowskie zestawienie dużego kwiatostanu z mniejszym, ich przeplatanie się i włączenie w kompozycję wymyślnej srebrnej nici sprawia wrażenie migotania przestworza i szykowności. A każdy liścik czarnej porzeczki z jej ciemnymi jagodami i poziomki wstawione do bukietów mówią o miejscowym kolorycie i szczególnym zamiłowaniu mistrza do ziemi rodzimej Różany.

W kościele dominikańskim przez znawców sztuki została także odnaleziona dalmatyka (łac. dalmatica – ubranie liturgiczne diakonów; nazwa pochodzi od miejsca pochodzenia – Dalmacji, gdzie ona pierwotnie była ubraniem świątecznym), pochodząca z połowy XVII wieku, stworzona przez różańskich sukienników z atlasu i ozdobiona złotym galonem, cekinami, jedwabnymi
i złotymi nićmi. Według zachowanych wzorów na zdjęciach można naliczyć trzy dalmatyki, które się rozróżniają krojem od ornatu i reprezentują sobą jeden z dawnych ubiorów. To długa, wąska tunika z grubych tkanin z szerokimi rękawami. Ją noszono w Starożytnym Rzymie w VIII-V wiekach p.n.e. W Bizancjum była uważana za ubiór uroczysty i szyta z brokatu. W Europie Zachodniej została rozpowszechniona w epoce Karolingów (VIII-IX wiek).

W dwóch z nich, wykonanych z jedwabiu z kwiatowym rysunkiem i obszytych srebrną lub złotą taśmą, znowu pojawił się temat miejscowej flory. Kwiaty są zebrane w wytworny lekki, nie pyszny bukiet, a cienkie łodygi tworzą na tkaninie kontur graficzny, piękno i plastyka jego wygięcia wprowadzają w zdumienie od zmysłu harmonii autora tego dzieła sztuki.

Fragment tkaniny ornatu z florą ziemi różańskiej.
Koniec XVIII – początek XIX wieku

Dzięki wysiłkom historyków, krajoznawców, historyków sztuki, mecenasom i ludziom dobrej woli na Białorusi powstają nowe warunki do przechowywania i restauracji opisanych dzieł. Na przykład, w 2017 roku na środki państwowe został odnowiony ornat różański, którego lewa i prawa strony wykonane są ze słuckich pasów, a centralna część – z reliefowej tkaniny z kwiatowym wzorem. Unikatowy wyrób, błyszczący biało-srebrnym mieniącym się światłem został zaprezentowany w Narodowym Muzeum Historycznym w Mińsku. Następnym razem go można będzie zobaczyć dopiero jesienią w ramach projektu «Białoruś. Odrodzenie duchowości».

Z pewnością można stwierdzić, że ziemia różańska zasłużyła na prawo bycia dumną ze swoich klejnotów, które były przez długi czas ostrożnie gromadzone i przechowywane, i miejmy nadzieję, że nasze duchowe dążenia i kulturowe potrzeby pozwolą podejść do tego skarbu z jeszcze większą troską.

LARISA SZYRIAJEWA

Udostępnij na:

Skomentuj

Twój e-mail nie zostanie opublikowany