Zagłada Bereżców

… Obiecałem  przesłać fotografie obrazów z ich opisem, dotyczących zagłady w czasie wojny mojej rodzinnej miejscowości Bereżce. Ówczesne stare Bereżce były dużą pełną życia wsią składającą się z trzech części: Sitnicy, Stawyżera i Zabrydia, rozłożonych wzdłuż Prypeci. Liczyła ona około 180 gospodarstw. Nasz dom stał przy ulicy w Sitnicy, około 150 m od rzeki. Nowe Bereżce w niczym nie przypominają dawnych. Obecnie jest inna zabudowa wsi robiąca wrażenie martwej, odgrodzonej od Prypeci wałem, wokół wysuszona ziemia a ludzie inni, zmienieni w ciągu 45 lat władzy sowieckiej. Stare Bereżce integralnie związane swoim codziennym życiem z rzeką, najpiękniej wyglądały wiosną, otoczone wiosennym wylewem wody,  pełne zapachów drzew, kwiatów, brzęczenia pszczół, świergotu ptactwa, klekotania bocianów i wieczornego kumkania żab. Stąd obraz nr 1 ..Ostatnia wiosna” – ostania wiosna przed wybuchem wojny. Jakże urokliwe były wieczory, które ilustruje obraz nr 12 ..Poleska impresja” z widokiem na Stawyżer i Zabdrydie.

"Ostatnia wiosna" , Arsen Butt-Hussaim

„Ostatnia wiosna” , Arsen Butt-Hussaim

 

Dla nas wojna rozpoczęła się 1 września 1939 roku. Pamiętam straszne, charakterystycznie pulsujące wycie (syren) niemieckich bombowców na czystym, błękitnym niebie. Po jednym z takich przelotów zobaczyliśmy daleko w kierunku Łunińca na ..Bretyńskich Błotach” wysoko w niebo unoszący się słup dymu. Dorośli śmiejąc się mówili, że pewnie Niemcy trafili w strategiczny cel – stóg siana.

Następny samolot zobaczyłem po 17 września 1939 roku. Był to sowiecki myśliwiec lecący na niskim pułapie nad wsią. ze wschodu na zachód. Pogoda była już lekko pochmurna, ale widziałem czerwoną gwiazdę, jeszcze dla nas – szczególnie dzieciaków – nieznana.

Po napaści Niemiec na Związek Sowiecki 22 czerwca 1941 roku w Bereżcach praktycznie nie było żadnej władzy, nie licząc w pierwszych miesiącach, próby uruchomienia ukraińskiej(!) szkoły. Z braku chętnych uczniów przybyły nauczyciel wkrótce gdzieś zniknął. Dopiero na przełomie lat 1942/43 pojawiły się początkowo plotki, a potem kilkuosobowe grupy jakoby sowieckich partyzantów. W ciągu już roku 1943 Bereżce zamieniły się w „ośrodek wypoczynkowy” dla partyzantów, teoretycznie zagrażający obszarowi węzła kolejowego w Łunińcu, „Mostom Wolańskim” i łączności wodnej po Prypeci. Z uwagi na trudno dostępny teren w dużym promieniu wokół Bereżców Niemcy po wielu próbach zdecydowali się dopiero zimą 1943/44, tj. 6 stycznia 1944 roku zniszczyć tę wieś. Ilustruje to wydarzenie obraz nr 2 ..Egzekucja”. Zima była śnieżna, a dzień ten był pochmurny, bez opadów i bezwietrzny. Niemcy mogli wlec się tylko od strony Porochońska pieszo, bez pojazdów. Dzięki temu ludność zdołała umknąć w nieprzebyte błota (oczywiście zostawiając dobytek). Partyzanci zwiali pierwsi – nie mieli ani dzieci, ani chorych, ani osób starszych – za to byli dobrze odżywieni przez Bereżczan. Ja z rodziną obserwowaliśmy z błot horyzont w kierunku wsi. Zanim zobaczyliśmy zasłaniające niebo masy ciemnego dymu. usłyszeliśmy kilka głośnych strzałów, jakby armatnich, oddanych prawdopodobnie dla postrachu. Straciłem z lęku władzę w nogach. Ojciec wziął mnie na ręce i wycofaliśmy się dalej w głąb błot, między łozy. Strzały te były oddane prawdopodobnie z moździerza, nie z armaty – trudnej do transportu po poleskich „drogach” . Wieś płonęła do późnego wieczora – obraz nr 2 „Egzekucja”.

„Egzekucja”, Arsen Butt-Hussaim

„Egzekucja”, Arsen Butt-Hussaim

 

W mojej części – Sitnicy – ocalały tylko 2 domy, w tym dom stryja Łukasza. Dom ten jest widoczny na obrazie nr 3 „Dobijanie” ilustrującym nalot jednego samolotu szturmowo-obserwacyjnego Focke Wulf 189 nazywanego „Rama” z powodu dwukadłubowej konstrukcji. Stało się to 3 miesiące po spaleniu wsi na przełomie marca/kwietnia 1944 roku. Było późne przedpołudnie, dzień bezwietrzny, niebo lekko zachmurzone przesłaniającymi słońce jasnymi chmurami o wysokim pułapie. Widoczność była bardzo dobra. Samolot pojawił się niespodziewanie. Leciał nisko na pułapie ok. 200 m nad spaloną wsią od zachodu na wschód, kosił z karabinów maszynowych – i jak się później okazało – zrzucał bomby zapalające. Ofiar w ludziach nie było, nie trafił również w ocalałe domy. Na Stawyżery w coś trafił (mówiono, że w kopę słomy), bo widać było z Sitnicy, po nalocie, slup dymu unoszący się prosto w niebo (po lewej stronie na obrazie nr 3). Samolot nawracał co najmniej dwa razy kosząc z karabinów maszynowych. Zrzucane bomby zapalające nie wybuchały, bo grzęzły w błocie. Starsi chłopcy po nalocie rozmontowawszy je rozbijali i zapalali, ponieważ – ku zdumnieniu obserwatorów – materiał palił się pięknym, żywym niebieskawym płonieniem, nawet w wodzie. Świadkiem nalotu byłem przypadkowo, bo przypłynąłem z mamą wczesnym rankiem łódką z kurenia do wsi. Nalot był ostrzeżeniem, że Niemcy nie skończyli z Bereżcami. W związku z tym do prac w ogrodach przypływali z błot do wsi już tylko dorośli. Żyliśmy głodując z jeszcze jedną rodziną w błotach, wśród łozy ok. 4-5 km od wsi w kureniu, pokazanym na obrazie nr 4 „Tragiczny świt”.

„Dobijanie”, Arsen Butt-Hussaim

„Dobijanie”, Arsen Butt-Hussaim

 

W przeddzień tragedii rodzice popłynęli rankiem do wsi, aby cokolwiek posadzić w ogrodzie. Planowali nocleg w zatłoczonym ludźmi domu stryja Łukasza, aby jeszcze popracować w dzień. Niestety, następnego dnia, tj. 4.05.1944 roku do ogarniętego snem domu (widocznego na obrazie nr 3) podpłynęli łodziami uzbrojeni napastnicy i stała się tragedia. Około 10 osób zabito. Kobiety wpędzono do domu i podpalono przed odpłynięciem. Mama wraz z kobietami zdołały wydostać się z palącego się domu. Ojca spotkał tragiczny los. Został uśmiercony przez bandytę strzałem w tył głowy kulą „dum-dum”. W tym czasie o świcie, ja z rodzeństwem, nieświadomi rozgrywającej się tragedii, spaliśmy w kureniu (obraz nr 4). W drugim ocalałym domu leżał chory na tyfus Franciszek Milewski. Został wywleczony i zabity, a dom spalony. W Bereżcach stoi na zbiorowej mogile ofiar „pomnik” – standardowy ostrosłup z czerwoną gwiazdą na szczycie, jakich pełno na Białorusi. W spisie ofiar na pomniku nie ma nazwiska Fr. Milewskiego. Przed wojną przez wiele lat był kierownikiem odcinka żeglownej Prypeci. Mieszkał z rodziną w domu stryja Łukasza. Był spokojnym, dobrym, kulturalnym, łubianym człowiekiem. W 1941 roku kiedy Niemcy zajęły Polesie mógł wyjechać do swojego rodzinnego Mińska Mazowieckiego pod Warszawą. On jednak pozostał z nami – mieszkańcami Bereżców.

Dalsze losy Bereżczan i mojej rodziny są dramatyczne. Przez wszystkie lata mojego życia czuję zniesmaczenie podejrzanym milczeniem wokół zagłady pięknej dużej miejscowości Bereżce, a szczególnie niejasnej ostatniej tragedii z 4.05.1944 roku. Jestem przekonany, że ci mordercy to nie byli ani sowieccy partyzanci, ani Niemcy. W sercu moim przez całe życie tkwi pragnienie zemsty za śmierć kochanego, mądrego, odpowiedzialnego, troskliwego Ojca i innych Bereżczan i za zniszczenie mojego świata. Bezsilność jest okrutna.

 

Arsen Butt-Hussaim

Udostępnij na:

Skomentuj

Twój e-mail nie zostanie opublikowany