Sowietyzacja Białorusi w latach 1929–1938

Są kraje, w których człowiek nie jest wart nic; są nawet takie, w których wart jest mniej niż nic. Monteskiusz, O duchu praw (1748).

The_fence_at_the_old_GULag_in_Perm-36

Zakuwanie w dyby

Po pierwszych latach dyktatury komunistycznej zaszła istotna zmiana w psychologii bolszewików. Ujawniła się bowiem całkowita bezpodstawność i utopijność głoszonej przez nich teorii społecznej. Stanęli przed dylematem historycznym: albo kapitulować i oddać władzę, albo przystąpić do budowy „socjalizmu”, z góry wiedząc, że nie będzie miał nic wspólnego z proklamowanym rajem komunistycznym, i że budować go przyjdzie w zażartej walce z własnym narodem i na jego kościach. Dlatego kwestie przemocy i przymusu w rządzeniu zajęły w polityce bolszewickiej miejsce centralne, pojmowanie „nowego ustroju” sprowadziło się do traktowania doktryny komunistycznej jako skutecznego sposobu utrzymywania władzy – absolutnego i totalnego panowania.

Okoliczność, że Białoruś była republiką przygraniczną wyciskało piętno literalnie na wszystkich stronach jej życia. Ten czynnik specjalnie podkreślano w dokumentach partyjnych jako podstawowy w jej położeniu politycznym. Z tych samych względów Moskwa poświęcała szczególną uwagę swym wpływom na tym terytorium.

Przede wszystkim uderzono w samoorganizację ludzi pracy, przedstawicielami których komuniści się mienili. Ze związków zawodowych usunięto starą kadrę związkową, a nowo powstałe związki zamieniono niebawem w instrument partii komunistycznej, powołany do trzymania robotników w karbach i zapobiegania ewentualnym protestom. Zatraciły funkcję obrony interesów robotników, zachowując jedynie nazwę. Sowieckie związki zawodowe broniły interesów pracodawcy, czyli aparatu państwa komunistycznego. Robotnicy dobrze to rozumieli, szybko zmiarkowawszy, że komitety zakładowe i administracja „to jedno i to samo, pracują wspólnie, razem”. Opisując sytuację w 1929 roku OGPU informowało o ostrych wypowiedziach pod adresem związków zawodowych: „Ki diabeł wybieramy komitet zakładowy i radę oddziałową. Okazały się niepotrzebnymi organizacjami. Wybieraliśmy je po to, żeby broniły robotników – członków związku zawodowego, a im wyszło odwrotnie. Pomagają administracji zwalniać robotników. Dosiedli ulubionego konika «wyście towarzysze, gospodarzami fabryki», a jak się spojrzy na gospodarzy, to zobaczy, jak się nas wyrzuca całymi setkami na pośredniak”.

Charakterystycznym środkiem konstruowania sowieckiego systemu władzy były „czystki” aparatu partyjnego i państwowego. Jedną z pierwszych tego typu masowych akcji w urzędach sowieckich przeprowadzono w latach 1932–1933. W pierwszej kolejności pozbawiano się kadry przedrewolucyjnej. Kierowano się przy tym „wyczuciem proletariackim”. Miejsce „wyczyszczonych” zajmowali ludzie z tak zwanego awansu społecznego, pochodzenia robotniczego lub chłopskiego, kierowani nieraz nawet do pracy w sądach.

Na skutek przejęcia przez państwo wszystkich kluczowych sektorów życia publicznego kraju nastąpił szybki rozrost biurokracji sowieckiej. Dawnych prywatnych właścicieli i specjalistów stopniowo zastępowano nową bolszewicką kadrą biurokratyczną. Tworzono też nowe, przedtem nieistniejące struktury partyjne i państwowe, wchłaniające rzesze urzędników. Prominenci nowego systemu otrzymywali przywileje, o których pozostała ludność mogła tylko marzyć. Dotyczyły nie tylko płac, wysokość których była nieporównywalnie wyższa od średniej krajowej Przysługiwały im komfortowe mieszkania i dacze, specjalna opieka lekarska, dobrej jakości żywność i towary, sprzedawane po zaniżonych cenach w specjalnych sklepach, co w warunkach katastrofalnego deficytu mieszkań i artykułów konsumpcyjnych lat 30. było przywilejem wyjątkowym. Właśnie w tamtych latach zarysowała się tendencja warunkująca powstawanie nowej „elity”, swego rodzaju sowieckiej „burżuazji”.

Zjawisko to, zwane władzą nomenklatury, właściwe było wszystkim krajom komunistycznym, ale po raz pierwszy powstało i rozwinęło się w społeczeństwie sowieckim. Do nomenklatury zaliczano pracowników zajmujących kluczowe stanowiska w strukturach państwowych i partyjnych. Na szczeblu republikańskim i lokalnym komitety partyjne dysponowały wykazem stanowisk i posad oraz kandydatów do ich objęcia. W 1937 roku nomenklatura stanowisk KC KP(b)B zawierała 5119 pozycji podzielonych na siedem kategorii. Przykładowo, do siódmej (najwyższej) kategorii zaliczono przewodniczącego Centralnego Komitetu Wykonawczego i prezesa Rady Komisarzy Ludowych, prokuratora generalnego republiki, a do pierwszej (najniższej) sekretarzy komitetów wykonawczych powiatów i miast, sędziów szczebla lokalnego. Wszystkie personalne listy zatwierdzane były przez organa bezpieczeństwa. Zorganizowany w ten sposób system zapewniał całkowitą kontrolę nad doborem kadr. Dodatkowym czynnikiem scalającym układ była niezmienna zasada, zgodnie z którą w razie utraty stanowiska lub aresztu urzędnicy tracili jednocześnie wszelkie prawa do własności przydzielonej im przez państwo. Innymi słowy istniał porządek, w którym osiągnięcie specjalnej pozycji, umożliwiającej względnie wysoki poziom życia, uzależnione było wyłącznie od znalezienia się w wykazach nomenklaturowych. Z utratą miejsca w układach tracono też dobrobyt. Toteż w obawie przed narażeniem się władzy urzędnicy unikali podejmowania odpowiedzialności i przejawiania inicjatywy. Nauczyli się natomiast ukrywać rzeczywisty stan rzeczy i informować zwierzchników przeważnie o stronniczo ujętych pozytywnych faktach, wspomagając się nawzajem w poszukiwaniu nowych, bardziej prestiżowych i intratnych miejsc pracy. Opanowali też sztukę biurokratycznej samoobrony, zachowania układów i klienteli. Stopniowo stało się to tradycją sowieckiej biurokracji, cechą charakterystyczną stylu rządzenia w ZSRS.

Pod koniec lat 30. nomenklaturowy system kierowania społeczeństwem ostatecznie się utrwalił. Od tamtego czasu poddawany był jedynie modernizacji, ale zasadniczo nie zmieniał się do końca istnienia Związku Sowieckiego. Własność prywatna jako kategoria prawno-ekonomiczna została zniesiona i zastąpiona inną formą własności – monopolem politycznej władzy nomenklatury oraz kontrolą nad wszelką istotną dla jej przetrwania informacją.

 

Kolektywizacja

Skup zboЕјa przez paЕ„stwo 1936 rW grudniu 1927 roku komuniści sowieccy podjęli decyzję o przekształceniu drobnych gospodarstw chłopskich w wielkie rolnicze spółdzielnie produkcyjne. Po raz pierwszy w historii wymuszano na ludziach wspólne zbiorowe gospodarowanie ziemią na takich warunkach i na tak ogromną skalę. Propagandowo tłumaczono to koniecznością wprowadzenia bardziej „racjonalnej” formy socjalistycznej produkcji rolniczej i usprawnieniem zarządzania.

W tym miejscu warto wspomnieć, że mimo pozornego novum bolszewicka rewolucja na wsi historycznie była zakorzeniona w tradycjach i kulturze politycznej społeczeństwa rosyjskiego. W dawnej Rosji także odgórnie przeorganizowywano, nieraz z zastosowaniem środków przymusu, socjalną strukturę społeczeństwa w ten sposób, by wszystkie jego warstwy z konieczności służyły władzy. Skrajną formą tego typu przeobrażeń było zalegalizowanie w wiekach XVI – XVII stanu pańszczyźnianego chłopstwa rosyjskiego, czyli prawa przypisującego chłopów do ziemi. Komunistyczna kolektywizacja była właściwie zwielokrotnionym powtórzeniem carskiego wzoru. Powstałe w jej toku kołchozy przypominały spółdzielnie jedynie swą fasadą. W istocie zaś były nastawione na maksymalny wyzysk rolników i pod tym względem niczym się nie różniły od dawnej pańszczyzny. Warto też uwzględniać, że dopiero w 1907 roku, w okresie urzędowania Piotra Stołypina, chłopi zyskali prawo do wystąpienia z „miru” (wspólnoty gminnej) wraz z użytkowanymi przez nich nadziałami, co pozwalało uniknąć ciągłych ponownych podziałów gruntów i „urawniłowki”. Co prawda, do roku 1917 przywiązanie włościan do swych nadziałów znacznie wzrosło, ale pamięć o wspólności władania ziemią nie zatarła się jeszcze i kołchozy mogły być odbierane przez część chłopów nie jako coś absolutnie nowego, lecz jako zmieniona forma dawnej wspólnoty.

Pod względem ekonomicznym i strukturalnym kołchoz był przedsięwzięciem z założenia beznadziejnym, ponieważ praca kolektywna na wsi nie stwarzała bodźców, zainteresowania materialnego, co blokowało aktywność gospodarczą. Trudno się dziwić, iż chłopi traktowali pracę w kołchozie jak odrodzenie przymusowej pracy. Wrażenie to zostało spotęgowane nałożonym przez statut kołchozów obowiązkiem odpracowania w ciągu roku określonego minimum dniówek obrachunkowych oraz faktycznym przypisaniem chłopów do ziemi, gdyż kołchoźnikom odmówiono wydania dowodów osobistych niezbędnych do zmiany miejsca zamieszkania.

Po doświadczeniach komunizmu wojennego władze zorientowały się, że kolektywizacja była eksperymentem chybionym, lecz do błędu już nie można było się przyznać. Po „kanonizacji” kołchozu nie sposób było z niego zrezygnować, bo mogłoby to oznaczać wyrzeczenie się systemu jako całości. Żeby ukryć niepowodzenie trzeba było na wszystkie możliwe sposoby zastraszyć ludzi, odzwyczaić ich od posiadania własnych sądów i samodzielnego myślenia, zmusić do uznania istnienia rzeczy nieistniejących, dowodząc słuszności tez mijających się z rzeczywistością. Zrzeszeni w kołchozach chłopi mieli być poddani „reedukacji” i zmuszeni do przekazania większej części swych dochodów na rzecz industrializacji. Taką politykę usiłowano uzasadniać ideologicznie, bo zgodnie z doktryną bolszewicką chłopi stanowili „żywioł drobnoburżuazyjny” i bez pomocy klasy robotniczej nie mogli zbudować komunizmu. Wyżej wymienione czynniki ostatecznie zadecydowały o przeprowadzeniu przyspieszonej masowej kolektywizacji. Zrealizować ją można było tylko pozbawiając się „zatwardziałych” elementów na wsi. Proces ten zyskał miano „rozkułaczania”.

 

Przełomowy rok

Posunięcia kolektywizacyne, w połączeniu z przymusowymi konfiskatami, rekwizycjami zboża, zaktywizowano w 1929 roku. Białoruscy bolszewicy nie tylko wzorowo wykonywali dyrektywy Moskwy, ale też sami przejawiali inicjatywę. W lutym 1930 roku wystosowali do KC WKP(b) memoriał z propozycją uznania BSRS za republikę powszechnej kolektywizacji. Rozpoczęto bezprecedensowe, co do skali i następstw, „przeorywanie” społecznej i gospodarczej struktury białoruskiej wsi. Kołchozy stawały się właściwie koproducentami umożliwiającymi pozarynkową rekwizycję zboża. Bydło i inwentarz martwy uspołeczniano bez rekompensaty pieniężnej, a wniesionego do kołchozu udziału nie uwzględniano przy podziale wytworzonej produkcji. Dlatego liczni chłopi przed wstąpieniem do kołchozu zabijali część trzody, co spowodowało gwałtowny i znaczny spadek jej pogłowia. Tak w porównaniu do 1928 roku w roku 1933 na Białorusi pogłowie koni zmniejszyło się o 28%, bydła o 29%, świń o 32%, owiec o 46%. Nawet w 1940 roku nie osiągnięto liczebności sprzed rozpoczęcia masowej kolektywizacji.

Życie kołchozowe podlegało drobiazgowej reglamentacji. Kierownictwo partyjne i administracja kolektywnych gospodarstw udzielały rolnikom wskazówek co do terminów zasiewów i zbiorów, upraw, rozporządzały też wynikami pracy kołchoźników. Od początku powszechnej kolektywizacji kołchoz kształtował się nie jako forma gospodarstwa spółdzielczego, lecz jako ogniwo systemu administracyjno-nakazowego pozbawiającego rolników inicjatywy gospodarczej. Szeregowi kołchoźnicy mieli znikomy wpływ na wybory przewodniczącego kołchozu. Z reguły jego kandydaturę proponowały powiatowe władze partyjne, a zebranie kołchoźników zazwyczaj automatycznie ją zatwierdzało. Na przewodniczących kołchozów wybierano komunistów, komsomolców i bezpartyjnych aktywistów.

Dążenie Sowietów do przyspieszenia kolektywizacji przypominało próbę szybkiego zbudowania komunizmu w 1918 roku. W październiku 1929 roku poziom kolektywizacji w BSRS był znikomy, stanowił zaledwie 3,6% i był dwukrotnie mniejszy od przeciętnego w ZSRS (7,6%). Ale już w marcu 1930 roku w kołchozach skupiono 58% ogólnej liczby gospodarstw wiejskich Białorusi.

Mechanizm przymusu i wyzysku obrazuje relacja jednego z powiatowych sekretarzy partii: „Otrzymywaliśmy z centrum, a następnie przekazywaliśmy każdemu kołchozowi zlecenie. Jesienią, po zbiorach, wymagaliśmy planowych dostaw obowiązkowych. Jeżeli kołchoz się z nich nie wywiązywał – zabieraliśmy wszystko, nawet ziarno siewne. Co prawda, na zasiew oddawaliśmy. Gospodarze indywidualni, a nieraz i kołchoźnicy, próbowali okazywać niezadowolenie z powodu takiej administracyjnej samowoli, myśmy natomiast uważali, że oni sabotują linię partii. Na odgórne rozporządzenie w powiecie zorganizowano cztery „trójki”. Z reguły w ich skład wchodziły trzy osoby z aktywu partyjnego. Za zgodą Prokuratury BSRS jeździły one po gminach i zasądzały unikających wykonania dostaw zboża dla państwa”.

W terenie stosowano o wiele prostsze metody „zapędzania” do kolektywnych gospodarstw. W jednym z pierwszych organizowanych w okręgu mińskim kołchozów przybyły tam funkcjonariusz GPU zażądał zwołania zebrania. W trakcie jego przebiegu wyjął z kabury rewolwer, położył przed sobą na stole i oświadczył: „Wszyscy wy tu patrzycie w stronę Polski i na Polaków oczekujecie. Ale prędzej zobaczycie Sybir, niż Polaków”. Inny świadek wydarzeń przypomina sobie następujący sposób „namawiania” do kołchozu. Przyjechawszy na zebranie przedstawiciel powiatowego komitetu partii zwołał ludność do budynku szkoły i od razu zarządził głosowanie w sprawie kolektywizacji: „Kto jest przeciwko zorganizowaniu kołchozu, proszę podnieść ręce – ryknął donośnym głosem. Włościanie siedzieli stłamszeni. Nikt nie miał odwagi powiedzieć ani słowa, bo wszyscy rozumieli, że podniesienie ręki przeciwko kołchozowi może oznaczać zesłanie na Sybir, w ślad za wysłanymi wczoraj sąsiadami”.

Względem szczególnie opornych stosowano wywieranie systematycznej presji. Jak wspominała wieśniaczka z Witebszczyzny, ją i jej rodzinę ciągle straszono zesłaniem na „Sołowki”, nad „Ocean Lodowaty” i konfiskatą mienia w razie odmowy wstąpienia do kołchozu. Najpierw namówiono do przystąpienia jej niepełnoletniego syna, następnie zastraszono jej męża i tamten również dał zgodę. Lecz uparta włościanka nadal się broniła. Ażeby ją zmusić w ich domu powybijano szyby, rozbito podłogę, a podczas nieobecności gospodarzy zabrano im cały dobytek. „Po tym musiałam pójść do komuny” – wyznała ze smutkiem.

Gospodarzy indywidualnych gnębiono też niewspółmiernymi podatkami. Różnice w opodatkowaniu poszczególnych grup społecznych mieszkańców wsi sięgnęła astronomicznych rozmiarów. Przykładem w 1931 roku w przeliczeniu na jeden dwór gospodarz indywidualny płacił podatek dziesięciokrotnie większy niż kołchoźnik, a „kułak” sto czterdzieści razy większy. Wysokość opodatkowania kułackiego dworu zwiększyła się od roku 1930 ponad dwukrotnie.

 

Chwilowe ulżenie i powrót do pańszczyzny

Przymusowa kolektywizacja napotkała jednak sprzeciw chłopów, zwłaszcza w narodowościowych regionach ZSRS, co stwarzało zagrożenie dla planów przeprowadzenia całej kampanii. Zmusiło to bolszewickie kierownictwo wiosną 1930 roku do cofnięcia się i uznania przyspieszonego uspołecznienia gospodarstw za „poważne błędy” i „przegięcia”. W marcu 1930 roku został opublikowany artykuł Stalina pt. Zawrót głowy od sukcesów, w którym krytykowane były „poważne błędy” i „przegięcia” w toku kolektywizacji na jej pierwszym etapie – od zimy do początku wiosny 1930 roku.

Tak ostra zmiana polityki zmieszała lokalnych partyjnych i sowieckich funkcjonariuszy. Trudno powiedzieć, jakie nastroje panowały wówczas w szeregach kierowników Białorusi. Ostatecznie jednak wywnioskowano, że chodzi tylko o posunięcie taktyczne, a nie o zmianę polityki wobec wsi. Białoruskie gazety opublikowały artykuł przewodniczącego Centralnego Komitetu Wykonawczego BSRS Aleksandra Czerwiakowa, w którym tamten nawoływał do szybkiego i zdecydowanego unicestwienia kułactwa poprzez całkowitą kolektywizację. Wszelki brak zdecydowania w tej kwestii będzie szkodził sprawie – pisał Czerwiakow.

Przymusowo utworzone kołchozy zaczęły rozpadać się dobitnie udowadniając, że chłopi wcale nie zamierzali rezygnować ze swej własności i potwierdzając niezdolność do życia tej nowej, nieznanej wcześniej światu formy prowadzenia gospodarstwa rolnego. Do połowy 1930 roku dwie trzecie z nich już nie istniały. W kołchozach BSRS pozostawało naówczas zaledwie 11,8% gospodarstw, co stanowiło jeden z najniższych wskaźników wśród regionów ZSRS. Na Ukrainie wskaźnik ten stanowił 38,8%, w Zakaukaziu 15%, a przeciętny w całym Związku Sowieckim – 24,1%.

Masowe wyjście chłopów z kołchozów wiosną i latem 1930 roku nie wpłynęło na zmianę zamiarów komunistów, uparcie dążących do całkowitego uspołecznienia majątku rolniczego. Doświadczenie zastosowania środków nadzwyczajnych pod koniec lat 20. przekonało ich bowiem, że przewaga gospodarstw indywidualnych istotnie osłabia kontrolę nad włościanami, stanowiącymi większą część ludności kraju, i utrudnia scentralizowany skup zboża. A o to przecież Moskwie przede wszystkim chodziło, gdyż właśnie eksport zboża był źródłem uzyskiwania dewiz niezbędnych dla industrializacji i zbrojenia się. Plany skupu zboża były ściśle związane z jego sprzedażą za granicę. W jednej z uchwał partyjnych podkreślano: „Należy pamiętać, że wykonanie ustalonych planów skupu zboża we właściwym czasie związane jest z realizacją planu eksportu, mającego wyjątkowe znaczenie dla zapewnienia rozwijanego w kraju budownictwa przemysłowego”. Inicjatorem uchwalenia tej rezolucji był Stalin, który żądał „szalonego przyspieszenia wywozu zboża”.

Białoruscy komuniści potraktowali postawione przed nimi zadanie w sposób „odpowiedzialny” i do początku 1932 roku 50,4% gospodarstw chłopskich Białorusi skolektywizowano. W październiku 1934 roku odsetek ten sięgnął 61,2%. W grudniu tegoż roku sekretarz KC KP(b)B Nikołaj Gikało raportował o 85% kolektywizacji.

 

Wieś reaguje

Smutny obraz budowy socjalizmu na wsi białoruskiej rysuje się z opowiadań chłopów: „Pracowałem przez cały rok, a otrzymałem za to ziemniaków 12 pudów (ok. 197 kg), jęczmienia – 32 kg, owsa 15 kg. Pracowałem rzetelnie, bez dni wolnych, a teraz muszę umierać wraz z rodziną z głodu. Świnie w naszym kołchozie jedzą ziemniaków do syta, a ja z dziećmi mam nie widzieć na oczy kartofla”; „Całe nasze sioło było wiecznymi parobkami u obszarnika, dopiero w 1929 roku dostaliśmy ziemię. Kiedy nas zrzeszono w kołchozie, byliśmy bardzo zadowoleni, lecz teraz, popracowawszy przez rok, widzę, że żyć w tym kołchozie się nie da; „Żyłem na 2 dziesięcinach i byłem zaopatrzony we wszystko, a teraz muszę z dziećmi głodować”; „Pracowaliśmy dobrze, ale nic nie dostawaliśmy, mam rodzinę z sześciu osób i wyżywić ich nie mogę”; „U obszarnika pracowaliśmy za 30 kopiejek dziennie, a w kołchozie nawet tego nie otrzymywaliśmy”; „Przepracowaliśmy lato, nic nie dostaliśmy. Gdy byliśmy gospodarzami indywidualnymi, lepiej się nam wiodło”; „W kołchozie jest źle. Gdy pracowałem na swoim, miałem ziemniaki, chleb, a teraz nic nie otrzymałem. Sam siebie zgubiłem, kiedy wstąpiłem do kołchozu”; „Gdyby kierownicy nie dawali nam planów, sprawy wyglądałyby lepiej, a tak to siejemy sporo, ale chleba nie będzie”; „W kołchozach nie opłaca się pracować, przez cały rok się pracuje i nie wie, co otrzyma”.

Tylko w ciągu pierwszej dekady lipca 1932 roku w dziewięciu rejonach BSRS rozpadło się 56 kołchozów. Masowemu odejściu z nich chłopów w niektórych miejscowościach towarzyszyło rozkradanie uspołecznionego majątku i inwentarza. Chłopi bardzo szybko się przekonali, że kołchozy niosą nie polepszenie życia, lecz biedę i ruinę. Wszystko to budziło ich niezadowolenie, a urzędy były zasypywane skargami dotyczącymi niskiej wydajności pracy w kołchozach, bumelanctwa, pijaństwa, kradzieży i nadużyć. Niezadowolenie budziło aktywny i bierny sprzeciw. Jedną z najcięższych, co do swych następstw, form chłopskiego protestu stał się zamierzony ubój bydła przed wstąpieniem do kołchozu. Inną formą masowego protestu była ucieczka chłopów do miast i ośrodków przemysłowych.

Od zimy 1930 roku notuje się narastanie aktywnego stawiania oporu chłopów władzom, a jednocześnie zaczyna zmieniać się jego charakter. Z dokumentów OGPU wynika, że o ile w latach 1928–1929 najbardziej masowe wystąpienia na wsi związane były z przymusową rekwizycją zboża, to od roku 1930 protesty skierowane były głównie przeciwko kolektywizacji i kołchozom. W 1930 roku w ZSRS skupiono w nich 2,5mln osób (w 1929 r. – 244tys.). Wówczas sowieckie organa karne zaliczały Białoruś do grupy „najbardziej dotkniętych antysowieckimi ekscesami rejonów”, rejestrując tam 548 masowych wystąpień. W okręgu mozyrskim na Polesiu protestujący ścierali się nawet z oddziałami bezpieki. W ciągu zaledwie paru miesięcy na przełomie lat 1929/30 w republice doszło do ponad sześćdziesięciu zabójstw aktywistów, napadów na kołchoźników i podpaleń w kołchozach. Najwięcej tego typu aktów dokonywano w rejonach, gdzie kolektywizację wprowadzano ze szczególną gorliwością. Niektórzy chłopi śpiesznie likwidowali swoje gospodarstwa, zabijali bydło, palili zboże, niszczyli sprzęt rolniczy i uciekali za granicę lub do innych regionów ZSRS. Z danych GPU wynika, że od maja 1932 do lutego 1933 roku na wsi białoruskiej aresztowano około 30 tys. włościan.

 

Komunistyczny odwet

Znacznemu zaostrzeniu uległo ustawodawstwo. W maju 1931 roku weszło w życie prawo o ustroju sądów BSRS, które w dość specyficzny sposób ujmowało ich zadania jako realizację „rewolucyjnej praworządności”, „zgniecenie oporu wroga klasowego” oraz umocnienie dyscypliny pracowniczej.

W kwietniu 1932 roku Politbiuro KC WKP(b) „poleciło” sowieckim organom karnym uważać organizatorów kradzieży zboża i towarów za „wrogów ludu”, oraz skazywać ich na karę śmierci, a współsprawców na długoletnie uwięzienie w obozach koncentracyjnych. Wykonując tę dyrektywę rząd ZSRS wydał stosowny dekret, uznający przywłaszczycieli mienia społecznego za „wrogów ludu” i przywidujący zastosowanie względem nich rozstrzelania lub pozbawienia wolności terminem nie mniejszym niż dziesięć lat. W sierpniu tegoż roku władze BSRS wprowadziły analogiczne prawo. Ten surowy dekret ludzie nazwali „prawem o pięciu kłoskach”, bo za zbieranie kłosów na kołchozowym polu po żniwach, „kradzież” jednej główki kapusty lub kilku ziemniaków pozostawionych w polu, sądy mogły skazać „winnych” na dziesięć lat pozbawienia wolności.

W 1933 roku całkowite niepowodzenie pierwszej pięciolatki w dziedzinie rolnictwa stało się oczywiste, gdyż żaden wskaźnik planu rozwoju tej branży nie został wykonany. Masowe represje spadające na chłopów zaogniły sytuację na wsi i stały się podstawowym źródłem niezadowolenia i rozpaczliwego oporu. Sytuacja groziła wybuchem oraz bardzo poważnymi konsekwencjami dla rządzących. Komuniści mieli tego świadomość i instynkt totalitarny podpowiadał im, że trzeba stworzyć jakąś nową strukturę służącą załagodzeniu ewentualnego kryzysu. Ogniwem tym stały się działy polityczne w  Ośrodkach Maszyn Rolniczych, utworzone w styczniu 1933 roku jako nadzwyczajne struktury partii komunistycznej, skupiające pełnomocnictwa organów politycznych, gospodarczych i karnych. Miały też za zadanie „oczyszczanie” kołchozów z wrogich klasowo elementów. Działy polityczne były zorientowane zatem na realizację środków nadzwyczajnych. Jednak przełomu w rozwoju rolnictwa dokonać się nie udało. Faktycznie organa te stały się dodatkowym instrumentem ogałacania głodującej wówczas wsi z resztek zapasów zboża. Ich działalność skierowana na „oczyszczanie” kołchozów z „wrogich elementów” spowodowała tragedię nowych dziesiątków tysięcy ludzi i wzmogła niszczycielskie następstwa kolektywizacji.

 

Rozkułaczanie

PlakatJednocześnie podjęto akcję „rozkułaczania”, realizowaną na podstawie tak zwanego podejścia klasowego, co miało przyśpieszyć proces kolektywizacji. Chodziło głownie o neutralizację chłopstwa poprzez zniszczenie jego zamożniejszej, samodzielnej i najaktywniejszej warstwy. Chciano jednoznacznie pokazać, iż alternatywa kołchozowi może być tak straszna, że dokonanie „jedynie słusznego” wyboru oznacza wybranie z dwojga złego zła mniejszego. W tym celu wymyślono specjalną kategorie, z założenia bardzo mgliście zdefiniowaną, by w razie potrzeby można było włączyć do niej wszystkich opornych, nawet małorolnych. Za kułackie mogło być uznane gospodarstwo, które „systematycznie korzystało z najemnej pracy”, posiadało młyn lub maszyny rolnicze o napędzie mechanicznym, czy też je odnajmowało, a także jeśli członkowie takiego gospodarstwa trudnili się handlem. Ponadto rządy republik związkowych uprawnione były do zmiany kryteriów oceny przynależności gospodarstwa do kategorii kułackich z uwzględnieniem lokalnych warunków.

Grupę tę postanowiono traktować z ostentacyjną brutalnością, by reszta nieogarniętych kolektywizacją chłopów, usiłując uniknąć podobnego losu, zaczęła wstępować do kołchozów. Zgodnie z powziętym planem wywłaszczenie miało być przeprowadzone w trybie masowym, pod hasłem „likwidacji kułactwa jako klasy”. Pod koniec lat 20. i na początku 1930 roku w niektórych rejonach przystąpiono do wysiedlania kułaków poza granice republiki i konfiskaty ich mienia. Stopniowo rozkułaczanie przybierało na sile. W praktyce deportowano nie tylko „kułaków”, ale także tak zwanych „popleczników kułaków” (podkułaczników), do których zaliczano chłopów średniorolnych i małorolnych, a nawet robotników rolnych, podejrzewanych o działalność „antykołchozową”. Środki użyte przeciwko zamożniejszym rolnikom były bardzo surowe.

Uchwała KC WKP(b) ze stycznia 1930 roku wzywała do całkowitego zakończenia kolektywizacji najpóźniej do wiosny 1932 roku i „likwidacji kułaków jako klasy”. Ten eufemizm ideologiczny oznaczał właściwie przymusowe podporządkowanie rolnictwa kraju władzy partii. Jak zaznaczaliśmy wyżej, samo pojęcie „kułak” miało dość mglisty sens i było interpretowane nader szeroko. Terminy „biedniak” i „kułak”, dawniej również na wsi rozpowszechnione, po rewolucji zachowały swoje niegdysiejsze znaczenie, ale nabrały też nowego sensu, pod wpływem zaistniałych okoliczności i polityki. Władza sowiecka sprzyjała biedniakom i uciskała kułaków. Zatem w terminologii sowieckiej słowo „biedniak” oznaczało zarówno małorolnego chłopa, który na swym gospodarstwie z trudem mógł wiązać koniec z końcem, jak też włościanina będącego sojusznikiem władzy sowieckiej. Odpowiednio terminu „kułak” używano w stosunku do zamożnych chłopów, zajmujących dominujące stanowisko na wsi i nastawionych przeciwko władzy sowieckiej. Ale kułakami zaczęto nazywać również wszystkich tych, kto z władzą sowiecką się nie zgadzał lub przeciwko niej występował, niezależnie od swego rzeczywistego stanu majątkowego. Właściwie za „kułaka”, czyli wroga, uchodził każdy, kto sprzeciwiał się kolektywizacji. Ponieważ przynależność do kategorii „kułaków” określano w sposób zupełnie dowolny, bez zastosowania jakichkolwiek dokładnie ustalonych kryteriów, stwarzało to prawie nieograniczone warunki do samowoli.

Politbiuro KC WKP(b) „proponowało” OGPU represjonować kułaków w ciągu lutego – maja 1930 roku, podając nawet szacunkowe liczby. Na pierwszym etapie do łagrów planowano skierować 60 tys. i deportować do odległych rejonów 150 tys. kułaków. Dla Białorusi ustalono „normę” 4–5 tys. do osadzenia w obozach koncentracyjnych lub rozstrzelania i 6–7 tys. podlegających deportacji. Obszarami ich zamieszkania miały się stać mało zaludnione i słabo zagospodarowane miejscowości północnej części ZSRS, w których wypędzeni powinni byli pracować przy ścinaniu lasów, w rolnictwie, trudnić się rybołówstwem itp. Całe mienie deportowanych konfiskowano. Pozostawiano tylko część przedmiotów domowego użytku, niektóre mające się przydać na nowym miejscu narzędzia pracy i niezbędne w początkowym okresie minimum żywności. Według informacji OGPU w latach 1930–1931 w ZSRS przesiedlono ponad 380 tys. rodzin w liczbie 1803392 osób.

Wysiedleniom towarzyszyły grabieże i przywłaszczenia cudzego mienia, sprawcami których byli mieszkańcy wsi pomagający rozkułaczaniu i otrzymujący za to wynagrodzenie. Wstrząsające i przerażające swym cynizmem fakty konfiskaty mienia „rozkułaczonych” zawierają materiały archiwalne. W domach rozkułaczonych chłopów urządzano libacje ze spożywaniem „skonfiskowanej” żywności i spirytualiów. Znalezioną w kułackim domu wodą kolońską opryskiwali się wszyscy obecni, „żeby lepiej pachniało”. Urzędnicy państwowi przywłaszczali sobie domy i meble rozkułaczonych chłopów. W wielu wsiach członkowie brygad robotniczych, pracownicy aparatu państwowego i partyjnego zabierali „kułakom” ubrania i dziecięce rzeczy, zmuszali gospodarzy do zzuwania butów by je natychmiast zabrać, „konfiskowali” im nawet okulary. Aktywiści dzielili „skonfiskowany” majątek pomiędzy siebie, a znalezioną żywność i trunki zjadali i wypijali na miejscu. „Konfiskowano” gotującą się w piecu kaszę, zamazując nią ikony. Małorolni i „aktywiści” szantażowali nieraz zamożnych chłopów, biorąc łapówki za skreślenie ich nazwisk z list osób podlegających deportacji. W wielu wypadkach zabrane bydło nie karmiono i tamte padało z wygłodzenia. Grabieże powodowały panikę wśród chłopów, a po bogatszych zagrodach przetoczyła się fala samobójstw.

W toku rozkułaczania mieszkańców wsi udało się podzielić, wykorzystując istniejącą w środowisku wiejskim zawiść i napięcie społeczne. Zakładano (przynajmniej wynikało to z logiki wydarzeń), że „kułackie” mienie przypadnie tym, którzy zaproponują swoje usługi w jego zagarnięciu. To demoralizowało ludzi, pozbawiało ich wiary w prawo i nienaruszalność prywatnej własności, elementarnych bodźców do pracy i wiary w przyszłość.

Rozkułaczanie było właściwie usankcjonowaną przez państwo powszechną grabieżą i maruderstwem. Pozostający na miejscu, do reszty zrozpaczeni zamożniejsi włościanie, doprowadzeni do kresu swych możliwości przymusowymi dostawami zboża dla państwa, porzucali ziemię razem z urodzajem i uciekali do miast lub zatrudniali się jako robotnicy w państwowych gospodarstwach rolnych, a „rodzime” państwo ścigało ich za to w trybie karnym.

 

 

Sowietyzacja Białorusi w latach 1929-1938, część II

 

Gorliwi białoruscy komuniści

Prócz zapędzenia chłopów do kołchozów, złamania ich oporu i pozbawienia wsi najbardziej zasobnej, samodzielnej części jej mieszkańców, stawiano jeszcze jeden cel. Kierując miliony ludzi do osad specjalnych państwo zamierzało skolonizować słabo zaludnione rejony kraju. Świadczy o tym pragmatyczne podejście do kułaków jako przyszłej siły roboczej na nowo zagospodarowywanych terenach. Władze starały się wysyłać tam tylko zdolne do pracy osoby i z przymrużeniem oka patrzyły na pozostanie na miejscu osób do pracy niezdolnych.

W „memorandum” szefa sowieckiej bezpieki Gienricha Jagody z maja 1931 roku, zaadresowanego szefowi GPU BSRS Stanisławowi Redensowi, polecano: „Dzieci wysiedlanych kułaków poniżej wieku 10 lat i starców powyżej 65 lat – zezwala się kierować do krewnych lub znajomych, wyrażającym zgodę na ich utrzymywanie. Rodziny kułaków, nie posiadające zdolnych do pracy mężczyzn, – wysiedleniu nie podlegają”. Jednak w praktyce wskazówek tych bardzo często nie przestrzegano.

W ciągu zimy i wiosny 1930 roku na Białorusi „rozkułaczono” 15629 (ok. 2%) gospodarstw, a ich mienie przekazano kołchozom. Moskwa zaś żądała „rozkułaczenia” od 3% do 5% gospodarstw. Dlatego w lutym 1930 roku pierwszy sekretarz KC KP(b)B Konstantin Giej domagał się, by ogólna liczba ujawnionych „kułackich” gospodarstw w BSRS wyniosła średnio od 3% do 3,5%, mimo że w republice liczono ich mniej. Liczni miejscowi partyjni i sowieccy kierownicy przez zapewnienie szalonego tempa kolektywizacji usiłowali wyróżnić się w oczach Kremla i dzięki temu szybko awansować. Nie stanowił wyjątku również ówczesny partyjny kierownik Białorusi. Zgodnie z planem Moskwy kolektywizacja indywidualnych gospodarstw chłopskich miała być zakończona do roku 1932. Jednak Giej usiłował dokonać tego w maksymalnie krótkim czasie.

W lutym 1930 roku partyjne kierownictwo Białorusi wystosowało do Moskwy memoriał, zawierający prośbę o uznanie republiki za teren powszechnej kolektywizacji, motywując to tym, że „BSRS jest dostawcą artykułów mięsnych, mlecznych, i surowców technicznych dla zaopatrzenia ośrodków przemysłowych rejonów przyległych do Leningradu i Moskwy”, a także tym, że „Białoruś jest republiką graniczącą z krajami kapitalistycznymi”. Ale tym się inicjatywy białoruskich komunistów nie ograniczyły. W 1933 roku zwrócili się oni z kolejną prośbą o upełnomocnienie przedstawicielstwa OGPU na Białorusi do stosowania kary śmierci w sprawach dotyczących „kontrrewolucyjnych organizacji i ugrupowań, składających się z kułackich i białogwardyjskich” elementów. Prośbie białoruskich towarzyszy zadośćuczyniono.

 

Deportacje

DeportacjaNastępnym etapem była deportacja „kułackich” rodzin.

Do maja 1930 roku deportowano z Białorusi 9414 rodziny chłopskie w liczbie 47662 osób. Ogółem zaś w latach 1930–1931 z republiki na zesłanie wywieziono, do Kraju Północnego, na Ural i Daleki Wschód, do Jakucji – 15724 rodziny. Zakładając, że rodzina zamożnego rolnika składała się przeciętnie z pięciu osób, można przypuścić, iż deportowano około 80 tys. chłopów. Według oficjalnych danych do lipca 1934 roku na Białorusi „rozkułaczono” 35 tys. rodzin, co stanowiło 4% wszystkich gospodarstw chłopskich republiki. Niektórzy współcześni badacze podają znacznie większą liczbę rozkułaczonych, sięgającą 100 tys., czyli blisko 15% wszystkich gospodarstw. Bez dachu nad głową pozostawiono około 280 tys. osób, tj. ponad 5% ludności republiki.

Suche liczby nie odsłaniają w całej pełni tragedii Bogu ducha winnych wieśniaków, którzy cierpieli tylko za to, że w ogóle istnieli, nie rozumiejąc – za co ponoszą tak srogą karę. Epizody deportacji „kułackich” rodzin utrwalili w swych pamiętnikach ówcześni mieszkańcy Białorusi i sami deportowani. Oto niektóre z nich.

„Rodziny wsadzono na wozy. Tylko starsza kobieta, żona już aresztowanego i wywiezionego sąsiada, zupełnie chora, zemdlała i do podwody trzeba było ją nieść na noszach. Wozów brakowało, dlatego kierujący wywózką komunista postanowił jej nie wywozić, mówiąc: «niech zdycha tu, z niej kułackiego przychówku nie będzie»”. W tej potwornej scenerii dzieci żegnały się z bezradną matką, niewiedząc, dokąd wywieziono trzy dni wcześniej ich ojca. Przygnębiający obraz ostatnich godzin w ojczystym domu wyłania się z innej relacji: „Siostra Nastazja, bardzo wrażliwa, sentymentalna natura żegnała się ze wszystkimi żywymi istotami hodowanymi w naszym gospodarstwie. Szczególnie żałośliwym było jej rozstanie z umiłowaną krową Krasunią. Długo z nią rozmawiała, płakała, a tamta pieszczotliwie lizała ręce swej żywicielki. Kontrolowali nas, pilnowali specjalnie przydzieleni ludzie, wiejscy aktywiści, żeby broń Boże, nie zwieźliśmy gdzieś część swego majątku i nie potruli bydło. W ostatniej chwili mama zdjęła z pokucia niewielki obraz święty Matki Boskiej, zawinęła go w kawałek białego płótna, przeżegnała się i ze słowami «żeby ci niedowiarki, antychrysty nie znęcali się nad Twym jasnym obliczem, a Ty orędowniczko nasza, będziesz chroniła nas w naszym trudnym życiu», wyszła z domu, by nigdy już do niego nie powrócić”.

Deportowanych pod eskortą kierowano na najbliższą stację kolejową i tam ładowano do wagonów. Trudno nawet wyobrazić sobie stan tych ludzi, wyrwanych z rodzinnych gniazd. O czym w tamtym momencie myśleli ci niestrudzeni pracownicy, których nagle pozbawiono wszystkiego co mieli, czego się dorabiali latami mozołem, ciężką pracą, nie dosypiając, nie dojadając; o czym między sobą rozmawiali – wczoraj jeszcze nieznajomi, niespodziewanie związani wspólnym nieszczęściem, wspólnym losem i jedną drogą w nieznane? Wtłaczano ich do bydlęcych nieogrzewanych i nieoświetlonych wagonów, napchanych po brzegi starcami i dziećmi, zdrowymi i chorymi, matkami, które nie miały możliwości przewinąć niemowląt, nakarmić je i uchronić przed zamarznięciem. Wiele z nich umierało już w drodze na „kułackie zesłanie”. Ludzi przywożono zazwyczaj do bezludnych miejscowości i zostawiano prosto w lesie lub otwartym polu. Pochodzący z Białorusi zesłańcy wspominali, jak w głuchej tajdze budowali sobie szałasie i baraki, ledwo nadające się do życia w surowych warunkach Północy. Niezdolni do pracy dostawali tylko 200gr chleba dziennie i musieli żywić się trawą, tłuczoną korą, trocinami, mchem i liśćmi. Z chłodu i głodu jako pierwsi umierali starcy i dzieci, po kilkadziesiąt osób dziennie z każdej partii przybyłych. Nie sposób określić dokładnej liczby tych bezsilnych ofiar. Wiadomo na przykład, że umieralności chorych dzieci wśród przesiedleńców specjalnych w mieście Archangielsku wynosiła 24%, a w okręgu archangelskim sięgała 45,5%.

W zimie ci, którzy nie zabrali ze sobą ciepłych rzeczy i narzędzi stolarskich, mieli nikłe szanse przeżycia. Jak zaznaczano w jednym z raportów, powszechnie w przedsiębiorstwach przemysłu leśnego Kraju Północnego i Uralu rejestrowano „wypadki używania do jedzenia różnych niejadalnych surogatów oraz zjadania kotów, psów i padliny…” Według danych NKWD w latach 1932–1938 na zesłaniu zmarło 356439 osadników specjalnych. Większość deportowanych z Białorusi trafiała do rejonu Kotłasu w obwodzie archangielskim. W połowie 1938 roku znajdowało się tam ponad 39 tysięcy osadników specjalnych mieszkających w 32 „osiedlach pracowniczych”.

W ciągu trwania akcji „rozkułaczania” z Białorusi wysłano ponad 250 tys. osób. Wiele z nich trafiło do obozów koncentracyjnych i zmarło z głodu, chorób i wyczerpania. Ogólna liczba ofiar kolektywizacji w ZSRS szacowana jest w granicach od 6 do 11mln osób.

Pozostali przy życiu nie chcieli pogodzić się z przymusowym pozbawieniem ich ojczyzny. Ucieczki z miejsc osiedlenia, z Północnego Kraju i Uralu, już latem 1930 roku przybrały charakter masowy.

 

Ostatni cios

W trakcie trwania akcji deportacji „kułaków” na Białorusi, przenoszono też zamożniejszych chłopów z przygranicznych wsi w głąb terytorium 17p-nkvdrepubliki, osiedlając na tych terenach ludność „pewną”. Zabiegi te uzasadniano „umocnieniem” granicy państwowej oraz napiętą sytuacja polityczną w stosunkach sowiecko-polskich na przełomie lat 1929/1930. W związku z mającym nastąpić wysiedleniem „polsko-kułackich elementów” i rzekomo istniejącym zagrożeniem ingerencji Polski, a także w celu niedopuszczenia wystąpień o charakterze antysowieckim, proponowano wzmocnić w przygranicznych okręgach manewrowe oddziały wojskowe OGPU. Twierdzono również, że liczne kułackie ugrupowania związane były z ośrodkami burżuazyjno-nacjonalistycznymi w Polsce i polskim wywiadem. Właśnie na podstawie tego typu argumentacji z przygranicznych rejonów Białorusi, jeszcze przed rozpoczęciem masowego rozkułaczania, deportowano do oddalonych rejonów ZSRS 2 tys. chłopów, a nieco później też ich rodziny. Od roku 1935 takich przesiedleń dokonywano na skalę masową.

Jednocześnie przymusowo i w trybie przyspieszonym przenoszono do kołchozów ludność z gospodarstw chutorowych, co było spowodowane brakiem zaufania do mniej zależnych od władzy chłopów i dążeniem do scentralizowania kierowania rolnictwem. Akcję tę uzasadniano tym, że znaczna część mieszkańców chutorów zdecydowanie odmawiała wstąpienia do kołchozów, a tereny z największą liczbą tych gospodarstw wykazywały najniższe wskaźniki kolektywizacji. Uznano zatem, że liczne na Białorusi chutory stanowią przeszkodę dla realizacji planów komunistycznej reorganizacji rolnictwa. Jeszcze w lipcu 1929 roku KC WK(b)B w trybie nakazowym zażądał zaprzestania tworzenia chutorów i drobnych osad. Ale ostatecznie rozwiązać sprawę postawiono w roku 1935. Prezes Rady Komisarzy Ludowych BSRS Mikałaj Haładzied złożył propozycję likwidacji w 1936 roku 50 tys. chutorów. Nawet w Moskwie uznano, że zakrojona na tak szeroką skalę akcja może wywołać niepożądane następstwa gospodarcze i polityczne. Ostatecznie zadecydowano zlikwidować do 1937 roku 13 tys. chutorów. W październiku 1937 roku podjęto decyzję o zlikwidowaniu jeszcze 30 tys. chutorów. Masowo znikały tak charakterystyczne dla Białorusi szlacheckie zaścianki, podzielając los wcześniej splądrowanych dworów.

Do początku 1939 roku w kołchozach BSRS skupiono ponad 90% zagród chłopskich. Nie będąc już gospodarzami ziemi i nie mając możliwości korzystania z wyników własnej pracy, chłopi lekceważyli pracę kołchozową. Tę wadę systemową komuniści usiłowali przezwyciężyć właściwymi im metodami, wprowadzając obowiązkowe minimum wykonania dniówek obrachunkowych. Mieszkaniec jednej z wsi wspominał: „Kiedy zaczęto tworzyć kołchozy mój ojciec, były parobek, jako pierwszy tam się zapisał. Wierzył, że nastała władza sprawiedliwa dla wszystkich. Całe swoje mienie przekazał kołchozowi: stodołę, bydło, inwentarz. I zaczęło się życie straszne. Praca katorżnicza po osiemnaście godzin na dobę bez zapłaty, bez dni wolnych od pracy, wypoczynków, świąt i urlopów wychowawczych. Nie wiedzieliśmy nawet, że coś takiego istnieje. Państwu oddawaliśmy po trzy normy ponad plan i trochę pozostawało na zasiew. Kołchoźnikom przypadało po 150 gramów zboża dziennie, prawie sama kostrzewa, zwana u nas stokłosą, taka trawa, co w życie rośnie”.

 

Głód

Echem odbił się na Białorusi Ukraiński „głodomór” lat 1932–1934.. Masowy napływ Ukraińców, którzy ratując się przed śmiercią głodową chodzili po białoruskich wsiach, skupowali żywność i opowiadali o głodzie, stał się jedną z przyczyn zbiorowego wyjścia z kołchozów i rozpadu niektórych z nich. Sekretarz KC KP(b)B Nikołaj Gikało informował Moskwę o powszechnym charakterze na Białorusi rozmów o głodzie na Ukrainie i niskiej efektywności kołchozów. W związku z tym nakazano aresztować przedostających się na północ ukraińskich chłopów i zawracać ich do miejsc ich zamieszkania.

Ale głód lat 1932–1934 nie ominął także Białorusi, choć jego skala była nieporównywalnie mniejsza, niż na Ukrainie. Kampania rozkułaczania i deportacje doprowadziły do ruiny sporą liczbę indywidualnych gospodarstw chłopskich. Ustanawiano dla nich zawyżone, czasem wręcz nierealne plany dostaw zboża. Gdy niektórzy miejscowi kierownicy próbowali postulować realność tych planów – oskarżano ich o „miejscowy partykularyzm” i lekceważenie interesów państwa. Ostatecznie prowadziło to do dezorganizacji rolnictwa, a lokalnie występujący głód nie opuszczał białoruską wieś nawet w urodzajne lata.

Sporadyczne informacje o głodzie na Białorusi zaczęły docierać do Moskwy latem 1932 roku, a w roku 1933 napływały już lawinowo. Informowano na przykład, że w rejonie uszackim na Witebszczyźnie kołchoźnicy nie mieli chleba i żywili się różnego rodzaju surogatami. W jednym z kołchozów w rejonie mińskim zarejestrowano wypadki odmowy przystąpienia do pracy z powodu niedożywienia i głodu, ponieważ tam w ciągu kilku miesięcy kołchoźnikom brakowało chleba, ziemniaków, krup itd., a ludzie żywili się przeważnie gotowaną trawą. Rejestrowano też liczne wypadki omdleń przy pracy, przypadki opuchnięcia nóg, rąk, twarzy. Panowała atmosfera paniki i nastroje rezygnacji. Ludzie prosili o zabranie im dzieci i uratowanie ich od śmierci głodowej. W połowie kołchozów rejonu homelskiego brakowało jakiejkolwiek żywności. W rejonie krzyczewskim głodowała ludność wielu wsi. Ich mieszkańcy żywili się szczawiem, kwiatem wrzosu, jaskrem, trawą, zbierali w polu zgniłe ziemniaki. W rejonie jelskim głód ogarnął obszar trzech gmin, w narowlańskim sześciu, obejmując ponad 500 gospodarstw, w których z głodu zmarło 130 osób.

O ile w 1932 roku podstawową masę szukających chleba stanowili Ukraińcy, o tyle w latach 1933–1934 doszli do nich Białorusini. W BSRS, prócz obszaru Polesia, z powodu głodu najbardziej ucierpiały przygraniczne z Polską tereny, co w znacznym stopniu spowodowane było prowadzoną tam polityką „skierowaną na umocnienie zachodniej forpoczty państwa socjalistycznego.” W grudniu 1932 roku OGPU informowało o trudnościach aprowizacyjnych w szeregu kołchozów przygranicznych rejonów BSRS. W powiecie kojdanowskim miały miejsce sporadyczne strajki kołchoźników spowodowane brakiem żywności, a nawet wypadki wystąpienia z kołchozów. Na tym tle notowano również nasilenie się nastrojów emigracyjnych. W jednym z komunikatów bezpieki przytaczano następującą wypowiedź jednego z mieszkańców graniczącego z Polską powiatu turowskiego: „Męczy nas władza. W Polsce żyje się lepiej, tam jest chleb. Nim wymagać od nas, lepiej by otworzyli granicę, poszlibyśmy do Polski”. Charakterystyczne w swej bezpośredniości są zeznania trzynastoletniego chłopca, zatrzymanego podczas nielegalnego przekroczenia granicy: „Do 1926 roku razem z ojcem mieszkaliśmy w Polsce, a w 1926 roku wraz z nim i całą naszą rodziną przeszliśmy na stronę sowiecką, gdzie podjąłem naukę w szkole. (…) Do Polski poszedłem jedynie dlatego, że przez ostatnie trzy dni nie jadłem chleba. Pomyślałem, że w Polsce mam ciotkę i wujka, którzy mają chleb, gdzie ja mogę mieszkać, nigdy nie być głodnym i uczyć się. (…) Przejść granicę mi się nie udało (…) ale ja wam oświadczam, że jeśli mnie puścicie do domu i tam nie będzie chleba, ja mieszkać z ojcem nie będę, a będę usiłował przedostać się do Polski, do cioci i wujka”.

 

Smutny bilans

Uspołecznienie nie doprowadziło do wzrostu rozwoju rolnictwa. Przeciwnie, przymusowa kolektywizacja przybrała obrót katastrofalny: spowodowała upadek produkcji rolniczej, znacznie utrudniła zaopatrzenie ludności w żywność. W 1932 roku produkcja globalna rolnictwa Sowieckiej Białorusi zmniejszyła się w porównaniu do 1926 roku o 27%, wtenczas jak liczba ludności wzrosła o 7,3%. W latach 1933–1940 poziom produkcji nigdy nie przekraczał poziomu lat 1924–1928.

Ale na dłuższą metę wśród głównych szkód spowodowanych kolektywizacją trzeba w pierwszym rzędzie wymienić nie bezpośrednie straty materialne, lecz spadek jakości podstawowej siły wytwórczej rolnictwa – umiejętności rolników oraz brak zainteresowania chłopów uprawianiem nie należącej do nich roli. Utworzenie kołchozów i masowe rozkułaczanie wyrzuciło z białoruskiej wsi tysiące najzaradniejszych, najbardziej doświadczonych i znających się na rzeczy gospodarzy. Typ chłopa-gospodarza stopniowo zanikał i stawał się rzadkim wyjątkiem, ustępując miejsca nowej kreaturze społecznej – wykonawcy rozkazów i rozporządzeń, nie posiadającemu własności i pozbawionemu instynktu prywatnej inicjatywy.

Powszechna przymusowa kolektywizacja była nie tylko pogwałceniem zasad ekonomicznych. Faktycznie oznaczała wojnę domową na wsi i otwierała nową epokę terroru masowego. Pod względem politycznym i gospodarczym była absolutnie niedorzeczną akcją, realizowaną wyłącznie administracyjnymi metodami. Jednym z głównych jej celów było dążenie komunistów do całkowitego podporządkowania sobie chłopów, zademonstrowanie, że nie ma alternatywy dla ustroju kołchozowego. Ustrój ten rujnował rolnictwo i burzył tradycyjny wiejski tryb życia, zastępując go innym, nieporównywalnie gorszym, przypominającym najmroczniejsze czasy pańszczyzny. Dla kontroli produkcji rolniczej państwo komunistyczne zrujnowało, deportowało, rozstrzelało miliony chłopów.

Dziesiątki tysięcy przymusowo wysiedlonych białoruskich chłopów pracowało i umierało na skutek pracy ponad siły przy wyrębie lasów na nieobjętych przestrzeniach Związku Sowieckiego, w łagrach GUŁagu. Likwidacja najzamożniejszej i najbardziej produkcyjnej części ludności wiejskiej była jedną z przyczyn degradacji białoruskiej wsi. Jej skutkiem była postępująca demoralizacja ludności wiejskiej oraz mało wydajny system gospodarowania, bo ucierpiała najbardziej gospodarna część chłopów, będących nosicielami doświadczenia rolniczego. Ich miejsce zajął nowy typ mieszkańca wsi – zahukany i pokorny, wyznający zasadę „to nie moja rzecz, co mi do tego”. Utrwalił się też nowy ideał wiejskiego życia – bieda, traktowana przez państwo sowieckie jako główna cnota, dająca biedniakom przewagę i przywileje społeczne. Zamożność zaczęła uchodzić za rzecz karygodną, a prywatna własność i przedsiębiorczość za coś haniebnego, obcego „nowemu” społeczeństwu.

Uspołecznione gospodarstwa puszczono w odkup urzędnikom mianowanym przez państwo: przewodniczącym kołchozów, komitetów wykonawczych, sekretarzom partyjnym. Właśnie oni stali się nowymi gospodarzami ziemi, kołchoźnikom natomiast przeznaczono rolę trybików w systemie nakazowo-administracyjnym. Wieś znalazła się w całkowitej zależności „pańszczyźnianej” od państwa i była zmiażdżona falą utopijnych, niemających analogii w historii reform. Ich rezultatem stała się całkowita i długotrwała dezorganizacja rolnictwa.

Kołchozy, będąc właściwie swoistym mechanizmem wyciągania ze wsi zboża i taniej żywności, osłabiały w chłopach poczucie mocnej więzi z ziemią, nadwątlały odpowiedzialność właściwą gospodarzowi na własnej roli. Te zmiany mentalnościowe z biegiem lat stale się pogłębiały, stając się później jedną z przyczyn upadku rolnictwa sowieckiego, co z kolei przyczyniło się do krachu całego systemu komunistycznego.

Białoruskie rolnictwo już nigdy nie potrafiło odrobić szkód wyrządzonych wstrząsami lat 30. i liczne jego późniejsze problemy sięgają swymi korzeniami tamtych czasów.

Dla Białorusi ten nowy kierunek w polityce gospodarczej okazał się szczególnie uciążliwym. W republice znajdowały się przeważnie przedsiębiorstwa przemysłu lekkiego, zajmujące się przerobem miejscowych surowców, niemniej plan rozwoju jej gospodarki podjęto na podstawie zadań planu ogólnokrajowego. Planowano zatem przeprowadzenie na Białorusi przyspieszonego tempa industrializacji, co tłumaczono m. in. tym, że BSRS była „forpocztą ZSRS na zachodzie”. Białoruś jednak zupełnie nie posiadała surowców niezbędnych dla przemysłu ciężkiego, brakowało też nośników energii i odpowiedniej kadry inżynieryjno-technicznej. Budowa w republice wielkich zakładów przemysłu maszynowego przetwarzających surowiec przywozowy, sprowadzanie specjalistów z Rosji i Ukrainy miały też cel polityczny – uzależnienie kompleksu gospodarczego Białorusi od innych regionów ZSRS.

Wbrew głoszonym przez reżim komunistyczny celom, sowiecka industrializacja połowy lat 30. była przeciwieństwem normalnego systemu wytwórczości, mającego zapewniać materialny byt ludności. Przypominała raczej wyzysk narzucony w celu gwałtownego przyspieszenia uprzemysłowienia i militaryzacji gospodarki jako, że od drugiej połowy lat 30. przemysł sowiecki coraz bardziej przestawiał się na produkcję zbrojeniową. Otwarcie deklarowano kurs partii komunistycznej, skierowany na „usunięcie kapitalistycznego otoczenia” i „zniszczenie burżuazji światowej”. Prowadząc taką politykę nie można było liczyć na jakiekolwiek znaczące inwestycje zagraniczne, toteż uprzemysłowienie realizowano wyłącznie kosztem maksymalnego wykorzystania źródeł wewnętrznych, co oznaczało bezwzględny wyzysk ludności i spadek poziomu życia obywateli. Dodatkowym środkiem finansowania był eksport ogromnych ilości zboża w warunkach notorycznego braku żywności, co w latach 1932–1933 spowodowało masowy głód i pochłonęło miliony ludzkich istnień.

Rzucenie wszystkich zasobów finansowych i materiałowych na rozwój przemysłu ciężkiego natychmiast doprowadziło do dysproporcji w rozwoju gospodarki. Już w 1930 roku przemysł lekki, pozbawiony kapitału inwestycyjnego, zaczął upadać. Produkcja artykułów konsumpcyjnych gwałtownie spadła. To z kolei spowodowało wzrost cen artykułów codziennego użytku, żywności, mieszkań. Żeby uniknąć załamania się zaopatrzenia ludności władze musiały wprowadzić racjonowanie konsumpcji, ograniczając przede wszystkim racje żywnościowe.

 

System kartkowy

Do początku 1929 roku system kartkowy został wprowadzony we wszystkich miastach ZSRS. Począwszy od chleba, normowaną dystrybucją objęto również inne „deficytowe” artykuły żywnościowe: cukier, mięso, masło, herbatę, kartofel oraz towary przemysłowe. Tradycyjny handel zastąpiono sprzedażą towarów na kartki w specjalnych sklepach przydziałowych, resortowych spółdzielniach robotniczych albo działach zaopatrzenia robotniczego.

Przydziały różniły się w zależności od kategorii (list) konsumentów i charakteru zatrudnienia w określonej grupie przedsiębiorstw. Na przykład w 1930 roku, w okręgu witebskim, chleb robotnikom wydawano tylko żytni, 600–700g dziennie (pozostali konsumenci dostawali 300g dziennie). Przydział krup wynosił 1–1,5kg miesięcznie; mięsa – 150g dziennie (reszta ludności – 100g); masła – 150–200g miesięcznie; mleko otrzymywały tylko dzieci (1/4 l dziennie). W 1931 roku dzienny przydział chleba wahał się od 800 do 350g, a konsumenci tak zwanej trzeciej kategorii w ogóle nie dostawali przydziałów mięsa, ryby, masła i oleju. Często scentralizowane zaopatrzenie gwarantowało jedynie przydział chleba, chociaż niekiedy brakowało i tego artykułu.

Skąpy asortyment scentralizowanego zaopatrzenia zmuszał robotników do uzupełniania swych racji żywnościowych na targu, gdzie ceny były bardzo wysokie i dla wielu nieosiągalne. Powodowało to stałe niedożywienie części zdolnej do pracy ludności. Pracownica jednej z zakładowych stołówek wspominała, że w 1932 roku niektórzy robotnicy ze łzami w oczach prosili ją o wydanie „kawalątka chlebka” ponad należną im porcję. Nawet tak zwany świąteczny przydział żywnościowy (z okazji 7 listopada 1934 roku – rocznicy przewrotu bolszewickiego), przysługujący „bohaterom pięciolatki”, prezentował się nader skromnie i zawierał półtora kilograma mięsa, dwa kilo ryby, kilogram masła, dwa kilo wyrobów cukierniczych i kilogram mąki ziemniaczanej.

Taki stan aprowizacji nie mógł nie wywoływać niezadowolenia ludności, które czasami przeradzało się w otwarty i czynny protest. Tak się stało w kwietniu 1932 roku w Borysowie, jednym z większych ośrodków robotniczych ówczesnej Białorusi. Przyczyną zaburzeń było zmniejszenie norm sprzedaży chleba. Stopniowo niezadowolenie przybrało charakter antysowieckich wystąpień. Niektórzy uczestnicy wieców twierdzili, iż chłopi z nadzieją czekają na wojnę i wyzwolenie od kołchozów, tłumacząc zmniejszenie robotniczych racji żywnościowych jednoczesnym zwiększeniem przydziałów dla pracowników aparatu partyjno-sowieckiego. W trakcie rozruchów splądrowano sklep fabryczny i magazyny zbożowe, a część robotników nie poszła do pracy. Według oficjalnych ocen (najprawdopodobniej zaniżonych) w zajściach uczestniczyło 400–500 osób. Manifestanci zostali częściowo poparci przez lokalne władze i milicjantów. Protestujący zwrócili się z apelem o wsparcie swej akcji do stacjonującego w mieście garnizonu wojskowego. Żołnierze jednak pozostali w koszarach, a organizatorów protestu wkrótce aresztowano.

Od 1 stycznia 1935 roku system kartkowy zniesiono, co wcale nie oznaczało, że zaopatrzenie uległo polepszeniu. W jednym z doniesień z Białorusi, wysłanym do Moskwy i datowanym lipcem 1937 roku, komunikowano o dużych kolejkach po chleb prawie we wszystkich większych i mniejszych miastach republiki. Mniej więcej w tym samym czasie współpracownik niemieckiej ambasady w Moskwie przemierzył ZSRS od Białorusi i Ukrainy do Zakaukazia. W swoim raporcie pisał: „Nie mijałem ani jednego miasta, ani jednej wsi, gdzie około piekarni nie stałby długi ogonek po chleb. Chleba i artykułów przemysłowych – takie są powszechnie skromne wymagania. Płyta gramofonowa uchodzi za «kulturę»”.

Na wsi sprzedaż towarów znajdował się w bezpośredniej zależności od wykonania planu i był realizowany zgodnie z zasada „socjalno-klasową’. Preferencje w tym zakresie mieli kołchoźnicy. Gospodarze indywidualni stanowili tzw. dugą kategorię, i mogli kupować towary przemysłowe pod warunkiem wykonania państwowych zadań dostaw produkcji rolniczej. A więc system zaopatrzenia ludności pierwszej połowy lat 30. nie tylko był podporządkowany priorytetom sowieckiej polityki ekonomicznej i społecznej, ale też pełnił swoistą funkcję karną.

 

Deficyt

Jak już wspomniałem, forsowna polityka priorytetowego rozwoju ciężkiego przemysłu doprowadziła do niedorozwoju przemysłu lekkiego. Towary powszechnego użytku były złej jakości, ale i tych notorycznie brakowało. Robotnicy mogli nabyć 30–36 m bawełnianych tkanin rocznie (przy prawie całkowitym braku tkanin wełnianych), a nicie zaliczane były do towarów deficytowych.

Odwiedzający Związek Sowiecki w latach 20.–30. zagraniczni obserwatorzy notują nędzny, wręcz upokarzający wygląd sklepów odzieżowych i bardzo wysokie ceny: „… ludzie są źle, biednie ubrani. Czasami aż bardzo ubogo (…) teraz przy sowieckim systemie bardzo kosztownej produkcji i nikłych na ogół zarobkach – produkcja sowiecka jest niewystarczająca i droga. Głód towarów jest w tej dziedzinie silny, nagminny”. W 1933 roku obuwie, materiał i ubranie oraz sprzęty domowe sprzedawano na zasadzie specjalnych przydziałów-zleceń przedsiębiorstw i instytucji, zaświadczających, że okaziciel jest przodownikiem pracy i „ma prawo do skompletowania tej, czy innej części garderoby”.

Całkiem zapomniano o rozwoju budownictwa mieszkaniowego i sferze usług, zaopatrzenie zaś w żywność okazało się nadszarpnięte kolektywizacją. Ludzie spędzali sporą część czasu w kolejkach sklepowych. W komunikacie o stanie zaopatrzenia w żywność ludności Białorusi w 1938 roku informowano, że w Mińsku sytuacja z mięsem jest ciężka i popyt na nie jest zaspokajany tylko w 25%, kiełbasy nie ma wcale, ryby dostarcza się trzykrotnie, a mleka sześciokrotnie mniej od istniejących potrzeb. W innych miastach sytuacja była jeszcze gorsza. Mięsa nie sprzedawano w ogóle, a kolejki po wyroby włókiennicze i naftę liczyły od 100 do 500 osób.

 

„Oddaj pieniądze…”

Szybko postępowało zubożenie ludności, która usiłowała odłożyć na czarną godzinę jedyny dostępny mu trwały środek płatniczy – złote carskie monety. Te jednak, jak też waluty obce, zostały uznane za własność państwa sowieckiego i ich posiadanie przez osoby fizyczne stało się nielegalne.

Metoda wyłudzania pieniędzy od ludności może służyć jaskrawym przykładem sposobu traktowania własnych obywateli przez państwo sowieckie. Człowieka mogli aresztować i dręczyć w sprawie samego tylko posądzenia o przechowywanie kosztowności. Ludzi trzymano w więzieniu tak długo, aż tamci nie zgadzali się oddać swoje oszczędności. Stosowano przy tym tortury, wśród których męczenie pragnieniem (karmienie wygłodzonego więźnia słonymi śledziami i odmawianie podania mu wody) należało do najłagodniejszych. Po „dobrowolnym” przekazaniu nagromadzonych kosztowności uwięzionego natychmiast uwalniano, zakazując mu jednak ujawniania powodu znajdowania się w areszcie. Po obrabowaniu człowieka państwo z reguły już go nie prześladowało.

Świadek wydarzeń zrelacjonował przebieg jednej z takich „procedur”. Ludzi wtłaczano do ciasnej celi napełnionej gorącą parą. Jednocześnie z zainstalowanego w niej i nastawionego na pełny regulator głośnika rozbrzmiewały okrzyki w czterech oficjalnych językach BSRS: „otdaj dieńgi”, „addaj hroszy”, „gip gield”, „oddaj pieniądze”. Była to widocznie naówczas powszechnie stosowana metoda ograbiania. W podobny sposób obrabowano Żydów w Dukorze pod Mińskiem. Zapędzono ich do przyciasnego budynku łaźni, w którym mogli tylko stać stłoczeni – i trzymano dniem i nocą, dopóki nie wskazali gdzie schowali złoto. Stosowano też indywidualne metody łupienia posiadanych przez obywateli kosztowności, polegające między innymi na miażdżeniu palców i stawów w otworze drzwiowym tak długo, aż torturowany zgadzał się „dobrowolnie” przekazać złoto państwu.

Bardziej „cywilizowanym” i o wiele skuteczniejszym sposobem wyłudzania złota i obcych walut była sieć sklepów Torgsinu, stworzonych pierwotnie dla obcokrajowców. Punktem zwrotnym w historii tego, funkcjonującego od lat 20. przedsiębiorstwa handlowego, stała się jesień 1931 roku. Wówczas to jego placówki otworzyły podwoje dla obywateli sowieckich, stanowiących odtąd gros klientów tej sieci. Sowieci mogli kupować towary w „torgsinie” za złoto i dewizy. W zamian dostawali bony uprawniające do nabycia towarów po bardzo atrakcyjnych cenach. O ile dobre damskie pantofle w ogólnodostępnych sklepach kosztowały 500 rubli sowieckich, to w magazynach Torgsinu takie same buty można było kupić za 4–5 rubli w bonach za złoto. Funt masła kosztował normalnie 100–150 rubli, a w Torgsinie 15 kopiejek. Zaznaczmy, że przeciętne miesięczne wynagrodzenie robotnika wówczas nie przekraczało na Białorusi 80 rubli, wypłaty ludzie otrzymywali wyłącznie w sowieckich papierowych banknotach, których w Torgsinie nie przyjmowano.

Komunistom złoto i dewizy potrzebne były do kupna za granicą wyposażenia fabrycznego i brakujących surowców przemysłowych, ale od ludzi zależało, czy swoje kosztowności im przekażą. Tymczasem dobrowolnie wyzbywali się kruszców i obcych walut. Wytłumaczenie jest proste. Czasy „torgsinów” przypadły na okres funkcjonowania systemu kartkowego, wprowadzonego na przełomie lat 1928/1929 w warunkach kryzysu żywnościowego, spowodowanego forsowną industrializacją i związaną z tym polityką łupienia i rujnowania wsi. Były to czasy pustych półek sklepowych i galopującej inflacji. Nieotrzymanie kartek w warunkach państwowego monopolu aprowizacyjnego skazywało na głodowanie. Cierpieli głód przede wszystkim przedstawiciele tak zwanej klasy wyzyskiwaczy i wolnych zawodów, których w ogóle pozbawiono prawa do otrzymywania przydziałów żywności. Zresztą posiadanie kartek też nie gwarantowało minimum niezbędnego do przeżycia prowiantu. Nie dając sobie rady z zaopatrzeniem, rząd stale obniżał normy przydziałów i coraz bardziej różnicował system kartkowy. Usiłując zapewnić elementarną egzystencję pracownikom sektora przemysłowego, władze stale zmniejszały normy przydziałów żywności innym kategoriom pracowników: niezatrudnionych w przemyśle robotnikom, inteligencji, studentom, którym często nie przysługiwał nawet przydział chleba.

Okres istnienia „torgsinów” był zatem czasem na wpół głodowej egzystencji miast i faktycznego moru głodowego na wsi. Żeby przeżyć w ekstremalnych warunkach lat 30. ludzie gotowi byli oddać wszystko co mieli.  Legalizując ograniczony skup złota i dewiz rząd wykorzystał ciężką sytuację gospodarczą kraju w celu wyłudzenia oszczędności obywateli. W tym konkretnym wypadku obeszło się bez usług GPU, ludzie sami przynosili kosztowności do „torgsinów”. W styczniu 1936 roku, po zupełnym ogołoceniu ludności, „torgsiny” zostały zlikwidowane. O ich istnieniu zadecydowały dwa główne czynniki – industrializacja i głód.

Powszechna pauperyzacja ułatwiała i przyśpieszała sowietyzację, zmuszając ludzi do ciągłej walki o przetrwanie, tłumiąc w ten sposób ich dążenia, aspiracje, aktywność społeczną i inicjatywę oraz sprowadzając egzystencję jednostki do poziomu wegetacji.

 

Stachanowcy

Mimo pozornego uporządkowania i planowego charakteru, industrializacja pogrążyła kraj w permanentny stan powszechnej mobilizacji i wytężenia sił, ponieważ plany z reguły były nie do wykonania. Zwiększało to chaos gospodarczy i wymagało coraz większej ingerencji politycznej w sferę ekonomiczną. System administracyjno-nakazowy zastąpił prawa wolnego rynku. Kontrolę nad funkcjonowaniem gospodarki w ramach dyrektyw partyjnych i ministerialnych powierzono m. in. organom prowadzącym postępowanie karne. Tak zwane przestępstwa kontrrewolucyjne w dziedzinie gospodarki ścigane były z kilku artykułów Kodeksu Karnego BSRS, przewidujących jako górną granicę sankcji karę śmierci. Tak oto rozstrzelać można było za „pogorszenie kondycji” przemysłu państwowego, komunikacji i handlu, oraz przeciwdziałanie ich normalnej działalności, dokonanych w celach „kontrrewolucyjnych”.

Zależność gospodarki od koniunktury politycznej doprowadziła do zaniku inicjatywy i bodźców do pracy. Ignorowanie zainteresowania wynikami pracy próbowano zrekompensować środkami agitacyjnymi i propagandowymi, usiłując z ich pomocą wywołać entuzjazm pracowniczy. Temu celowi miało służyć tzw. współzawodnictwo socjalistyczne, swoista namiastka konkurencji nieistniejącej w warunkach własności państwowej. Ruch „przodowników pracy” zainicjowany odgórnie w 1929 roku, skupiał robotników systematycznie przekraczających planowe normy zmianowe. Zasady „pracy przodowniczej” i „współzawodnictwa socjalistycznego” najdobitniej urzeczywistniły się w ruchu „stachanowskim”.

O ruchu tym warto powiedzieć bardziej szczegółowo, bo niektórzy dzisiejsi młodzi redaktorzy i dziennikarze, niezbyt obeznani z tematem i historią, zaczynają mówić o nim w superlatywach, na fali odradzającej się w ostatnich latach na Białorusi i w Rosji nostalgii za sowiecką przeszłością.

W 1935 roku górnik Aleksiej Stachanow w ciągu jednej zmiany przekroczył indywidualną normę wykonania prawie piętnastokrotnie. Rekord ten został osiągnięty dzięki sztucznie stworzonym idealnym warunkom, kiedy to całą brygadę wykorzystano przy pracach pomocniczych obsługujących „przodownika”. Stachanowa natychmiast okrzyknięto bohaterem i zaczęto stawiać za przykład robotnikom innych branż. „Stachanowcy” stanowili śmietankę elity robotniczej, otrzymywali wielokrotnie wyższe wyposażenie i dostawali najlepsze mieszkania, co w warunkach ostrego kryzysu mieszkaniowego było nie lada przywilejem. Do końca lat 30. ruch „stachanowski” objął prawie połowę robotników BSRS. Lecz wkrótce się okazało, że od razu po skokowym wzroście wydajności pracy podnoszono normy wykonania i obniżano stawki taryfowe, w tym też tym, którzy po „stachanowsku” nie pracowali. Wywoływało to niezadowolenie części robotników, uważających „prace stachanowską” za wyniszczającą i eksploatatorską.

Nie można wykluczyć, że w ówczesnych warunkach totalnej presji propagandowej i całkowitej izolacji społeczeństwa sowieckiego niektórzy robotnicy uwierzyli w postawiony cel budowy nowego społeczeństwa komunistycznego i z poświęceniem pracowali na rzecz jego realizacji. Ale kierownictwo partyjne niepokoiły inne nastroje. Jak wynika z doniesień NKWD, informujących w 1936 roku wyższe organa partyjne o nastrojach „mas ludowych” względem ruchu stachanowskiego, obawy te nie były bezpodstawne. Przytaczano m. in. następujące wypowiedzi: „Niech dadzą stachanowcom gorszą ziemię, i niechaj no spróbują zwiększyć plony”; „wszystkim do roboty w kołchozach iść nie trzeba, niech idą sami stachanowcy; których premiowano”; „stachanowskimi metodami więcej zmuszają pracować, teraz ostrzej wyzyskują niż za kapitalizmu”; „tylko durnie pracują stachanowsko i tracą swe zdrowie.”

Mimo wysiłków organizacyjnych i propagandowych skierowanych na szerzenie ruchu stachanowskiego, do końca lat 30. dobrowolny entuzjazm, podtrzymywany wyłącznie środkami administracyjnymi, zaczął się załamywać.

Warto zaznaczyć, że kraju, w którym robotnicy byliby nawykli do pracy w przemyśle, mając ku temu odpowiednie możliwości i bodźce, „ruch stachanowski” nie byłby potrzebny. W materiałach z okresu lat 1929–1930 przytaczane są wypowiedzi robotników na temat warunków swej pracy: „Jak nam płacą, tak też będziemy pracować. Współzawodnictwo socjalistyczne wysysa ostatnie soki z robotnika. Trzeba najpierw polepszyć warunki pracy, podnieść płace. Nie ma żywności. Kułaków dławią i dlatego nic nie ma… Wyzysk gorszy, niż za kapitalizmu”; „Dawniej wszyscy krzyczeli, że fabrykanci nas wyzyskują, lecz fabrykanci na czterech obrabiarkach naraz pracować nie przymuszali, w sklepach wszystkiego było pod dostatkiem, a teraz pracujemy na czterech obrabiarkach; tam gdzie kiedyś pracowały cztery osoby obecnie pracuje jedna …nie ma obuwia, nie ma ubrań, nie ma nic z tych rzeczy, których robotnik potrzebuje…”

 

Komunistyczne fikcje i mity

W latach 30., w miarę zanikania utopijnych marzeń, które przyświecały bolszewikom na początku ich władzy, rozpoczął się proces uświadomienia rzeczywistej sytuacji i realnego stanu rzeczy. Próby poradzenia sobie z nimi doprowadziły ostatecznie do nasilenia się tendencji totalitarnych, jedynego bodajże realnego „osiągnięcia” bolszewików. To z kolei wymagało rezygnacji z utopijnych mitów w praktycznej działalności. Nie odrzucono je jednak całkowicie, albowiem komunistyczne mity i fikcje bynajmniej nie były czystą iluzją. Ich cel polegał nie tylko na przedstawianiu wyimaginowanego świata. Stanowiły umowne formy rozkazów podlegających bezwzględnemu wykonaniu.

Partię z roku na rok coraz mniej interesowało, co właściwie myśli sowiecki obywatel. Tkwiące w zamyśle leninizmu zniesienie wolności oznaczało nie tyle zmianę, co pozbawienie przekonań i sprowadziło się do nieustannie wmawianych standardowych doktrynalnych tez, które obywatele powtarzali częściowo ze strachu, a częściowo przez nawyk. Żadnego znaczenia nie miało, wierzy naród czy nawet sami członkowie partii we wrogość „kapitalistycznego okrążenia”, jako że mit o otoczeniu kapitalistycznym w praktyce oznaczał rozkaz przygotowywania się do wojny. Nawiasem mówiąc, kwestia wiary sowieckiego kierownictwa w głoszoną przez siebie doktrynę i wizje przyszłego społeczeństwa jest obecnie rzeczą trudną do ustalenia. Osobisty sekretarz Stalina Boris Bażanow twierdził, iż przywódcy sowieccy posługiwali się komunizmem tylko jako metodą zachowania władzy i zupełnie nie wierzyli ani w jego teorię, ani w dogmaty. Fikcja „moralno-politycznej jedności” lub „wierności sprawie Lenina i partii” oznaczała dobrowolne, tj. bezwzględne podporządkowanie się każdemu, nawet najbardziej absurdalnemu rozporządzeniu władzy.

Każdy obywatel sowiecki powinien był nie tylko udawać, że wierzy w zagrożenie kapitalistyczne. Musiał zachowywać się w taki sposób, jak gdyby osobiście poczuł się otoczonym przez wrogów, szpiegów, dywersantów, sabotażystów, szkodników, zdrajców ojczyzny i zobowiązany był informować o ich knowaniach. Powinien był nie tylko wyrażać swój gniew wobec wrogów partii komunistycznej, ale też aktywnie szukać i odnajdywać ukrytych „wrogów ludu”, udzielając wszelkiej pomocy bezpiece.

Ale mit o naukowym charakterze marksizmu-leninizmu i „nauki” Stalina miał swój wymiar praktyczny, bo usprawiedliwiał istnienie totalitarnego reżimu. Fikcja o „nasilaniu się walki klasowej w miarę budowy socjalizmu” miała uzasadnić masowe represje w stosunku do „wrogów ludu”, istnienie gigantycznego aparatu policji politycznej, militaryzację społeczeństwa.

Ideologia zaczęła stopniowo zamieniać się w system zmyśleń, potrzebujących tylko symbolicznej akceptacji. Od ludzi już nie wymagano szczerej wiary w mity, ponieważ realna sytuacja znajdowała się w coraz większej z nimi sprzeczności. Zamiast obiecanego powszechnego dobrobytu społeczeństwo otrzymało życie pełne absurdalnych ograniczeń i biedy.

 

Kształtowanie „nowego człowieka”

Urabianie ideologiczne zaczynało się od wczesnych lat dziecięcych i było kontynuowane w szkole. Wszystkie kierunki działalności kulturalno-oświatowej były przesiąknięte propagandą. Przeprowadzanie licznych wykładów i pogadanek poświęconych historii i polityce partii, tłumaczeniu wydarzeń krajowych i międzynarodowych z pozycji komunistycznych zasad partyjnych, miało w latach 30. charakter masowy. Działalność ta nasiliła się i upolityczniła po ukazaniu się w 1938 roku Krótkiego kursu historii WKP(b). W celu jego studiowania utworzono liczne kółka i kursy, rozwinięto nadzwyczaj intensywną pracę propagandową. Krótki kurs rozkolportowano na Białorusi w ilości 400 tys. egzemplarzy W pięciomilionowej republice ogólny nakład literatury marksistowsko-leninowskiej wyniósł 3mln egzemplarzy.

Właśnie w połowie lat 30. ukształtowały się podstawowe formy i metody agitacji, wykorzystywane do końca lat 80.

Patrząc na to wszystko z perspektywy dnia dzisiejszego warto zadać pytanie: na ile propaganda komunistyczna była skuteczna i przekonująca? Dziś trudno jest jednoznacznie powiedzieć, czy ludzie rzeczywiście dawali jej wiarę i jak liczna była ta grupa „wiernych”. Odpowiedź na to pytanie jest tym trudniejsza, że chodzi o epokę minioną, nieobfitującą w szczere wyznania i świadectwa na ten temat. Jewgienija Ginzburg, ofiara stalinowskiego reżimu i wnikliwy krytyk sowieckiego totalitaryzmu, wspomina w swych pamiętnikach, że w 1934 roku gotowa była bez najmniejszego wahania umrzeć za partię. Nie miała bowiem ani cienia wątpliwości co do słuszności jej polityki. Jeden z weteranów partii komunistycznej, aresztowany w 1938 roku, w następujący sposób opisuje swoje przeżycia: „Kiedy mnie bito i torturowano, kiedy słyszałem groźby i podłe prowokatorskie namowy, myślałem: nie. To nie są komuniści, nie są ludzie sowieccy, to są prowokatorzy, którzy wykonują czyjeś wrogie zadania, chcą wyniszczyć kadrę bolszewicką, podkopać od wewnątrz partię i władzę sowiecką”.

Dla wielu ludzi sowieckich, zwłaszcza należących do młodego pokolenia, komunizm był atrakcyjny, ponieważ stawiał jasny i wyraźny cel osiągnięcia powszechnej szczęśliwości i napawał wiarą w to, że pełnia życia możliwa jest tylko pod warunkiem poświęcenia się dla „kolektywu”. Więziona w GUŁagu Barbara Skarga wspomina, że przebywający tam przedstawiciele inteligencji sowieckiej, stanowiący skądinąd obozową śmietankę, wciąż jednak byli wierni wobec partii i sloganów ideologicznych: „Spotkałam w Bałchaszu grupę młodych ludzi z uniwersytetu, którzy stworzyli tam dyskusyjne koło poświęcone różnym kwestiom społecznym i politycznym. Zajmowali się, na przykład, możliwością połączenia demokracji i komunizmu, stworzenia czegoś w rodzaju „komunizmu z ludzką twarzą”. Aresztowano ich wszystkich, oczywiście za zorganizowane działanie przeciwko Związkowi Sowieckiemu. Pamiętam dyskusje, które z nimi prowadziłam. Ich względna otwartość nie zatarła różnic kulturowych. Traktowali kolektyw jako świętość Tylko jego wola i jego interesy były dla nich ważne. Jednostka, nawet genialna, nie miała takiego znaczenia. Sprzeciw jej wobec kolektywu traktowali niemal jak zbrodnię. Kiedy broniłam niezależności jednostki, jej prawa do własnych przekonań, do życia prywatnego, śmiali się i oburzali, gdyż jednostka nigdy nie ma racji. Według nich myślałam starymi, burżuazyjnymi kategoriami i dziwili się memu zacofaniu. Gdy mówiłam o cierpieniu jednostki, nie rozumieli mnie, cóż bowiem ono znaczy, gdy się buduje wielkie dzieło…”

Nie ulega wątpliwości, że znaczna część ludności, należąca do starszego i średniego pokolenia ludzi sowieckich, opierała się oficjalnej sowieckiej ideologii i nie ufała propagandzie. Mimo wszystko musieli jednak egzystować i utrzymywać się przy życiu w narzuconych im warunkach. Ujawniła się przy tym jedna z paradoksalnych i charakterystycznych zarazem cech społeczeństwa sowieckiego. Ludzie publicznie wypowiadali ideologiczne zaklęcia, lecz w duchu nie traktowali je poważnie i nie postępowali zgodnie z nimi. W wyniku prowadziło się podwójne życie. Z pozoru człowiek posłusznie akceptował najnieprawdopodobniejsze kłamstwo i przemilczał znaną mu prawdę. Natomiast grono zaufanych osób i przyjaciół wtajemniczał w swe najskrytsze myśli, odzwierciedlające rzeczywiste nastawienie umysłu. Zdecydowana większość ludzi w ogóle nikomu nie ufała i nigdy nie wypowiadała swego zdania. Nie wiedziała też, co w zasadzie ma myśleć, wpadając w cynizm i konformizm.

 

Wrogi Zachód

Mówiąc o propagandowych stereotypach nie sposób pominąć kwestii realnie istniejącego wówczas stosunku społeczeństwa sowieckiego do otaczającego ZSRS świata niekomunistycznego. W społeczeństwie tym lat 30. wyobrażenia o świecie zewnętrznym w dużym stopniu uległy zmitologizowaniu i upolitycznieniu.

W odróżnieniu od racjonalnego typu świadomości, dla którego właściwe są postępowanie według zasad logiki, posługiwanie się systemem dowodów, wniosków, niekiedy nawet błędnych, ale ugruntowanych na badaniu realnego świata, możliwych do zweryfikowania, świadomość mitologiczna konstruuje odrębny świat, istniejący i rozwijający się według własnych reguł. Jest asocjacyjna, emocjonalna, wyróżnia się autorytarnym charakterem, co, z reguły, wyklucza wątpliwości i samodzielne poszukiwanie prawdy. Dla tego typu świadomości charakterystyczne jest dążenie do oparcia się na wierze, a nie na wiedzy, doświadczeniu społecznym i politycznym. Właśnie taki typ postrzegania przeważył w społeczeństwie sowieckim lat 30. i konsekwentnie umacniał się w ciągu całego okresu istnienia Związku Sowieckiego. Nie zanikł też całkowicie w społeczeństwach postsowieckich.

Propaganda sowiecka przedstawiała zaiste manichejski obraz świata, rysując go jako arenę zwalczających się nawzajem sił dobra, reprezentowanych przez „postępowy ruch komunistyczny i robotniczy” z jednej strony, i sił zła, piętnowanych jako „siły reakcyjne”, przy niezachwianym przekonaniu, że zwycięstwo pierwszych jest historycznie przesądzone.

Tu warto nadmienić, że podejrzliwy, a nawet nieprzyjazny stosunek do Zachodu właściwy był nie tylko sowieckiemu okresowi rosyjskiej historii. Rosja od czasów Księstwa Moskiewskiego odczuwała swą obcość wobec Europy, wykazując daleko posunięty etnocentryzm i stale usiłując pozycjonować siebie jako centrum, raz „świata prawosławnego”, raz „świata słowiańskiego”, to znowu „obozu socjalistycznego”.

Już w latach 20. propaganda zaczęła tworzyć „prawidłowy” obraz świata. Zadanie to ułatwiło wprowadzenie w pierwszych latach władzy sowieckiej partyjno-państwowego monopolu na środki masowego przekazu. Na tamtym etapie propaganda jeszcze zawierała elementy wiarygodności, zaś stopień izolacji społeczeństwa był wyraźnie mniejszy, niż w późniejszym okresie. Istniały jeszcze grupy społeczne, które znały Zachód z autopsji i były uodpornione na agitację. Stopniowo jednak sytuacja zaczęła się zmieniać. Pod koniec lat 20. system informowania o sytuacji międzynarodowej uległ szybkiej ideologizacji. Miejsce dawnych, często żywiołowo powstających i pozbawionych zabarwienia ideologicznego stereotypów zaczęły zajmować zbitki ideologiczne, wywyższające własne wartości polityczne oraz kultywujące poczucie wrogości w stosunku do „obcej” ideologii. Nasilała się zarówno cenzura jak i centralizacja życia państwowego.

Stopniowo sowieckie środki masowego przekazu zamieniały się w swoistą soczewkę, przez którą Sowieci patrzyli na otaczający świat. Stale wzrastająca izolacja społeczeństwa niemal całkowicie pozbawiła ludność alternatywnych kanałów uzyskiwania informacji. Znikoma część „godnych zaufania” obywateli sowieckich mogła wyjeżdżać za granicę, prawie wyłącznie w delegacje służbowe. Prywatne wizyty maksymalnie ograniczono, a każdy nie usankcjonowany przez władze pobyt za granicą traktowano jako fakt oczerniający człowieka.

Można konstatować istnienie stałych długoterminowych i regularnie powtarzających się stereotypów, ukształtowanych w pierwszej połowie lat 30., które z niektórymi zmianami przetrwały w propagandzie sowieckiej do końca lat 80.

Z czasem propagandzie udało się wpoić w umysły ludzi sowieckich mijające się z rzeczywistością przekonanie, że ZSRS stał się jednym z głównych światowych centrów polityki międzynarodowej, przy jednoczesnym kreowaniu obrazu „państwa robotników i chłopów” jako pozytywnej alternatywy Zachodowi. Wyolbrzymiano też rolę Związku Sowieckiego w polityce światowej, mimo że w okresie międzywojennym kraje zachodnie raczej go ignorowały. Sowiecka propaganda natomiast stale podkreślała decydujący wpływ swego kraju na cały system stosunków międzynarodowych. Nieadekwatnemu wyobrażeniu o roli ZSRS w świecie towarzyszyło fałszywe wyobrażenie o przewadze i osiągnięciach sowieckiego ustroju społecznego, jego polityki socjalnej i kultury.

Wedle świadectw obcokrajowców, którzy odwiedzali ZSRS w latach 30., poczucie przewagi nad Zachodem oraz twierdzenia, że za granicą nie ma czemu się uczyć były rzeczą zwyczajną. W tym kontekście ważne miejsce w kreowanym obrazie świata zajmowała teza o „kapitalistycznym otoczeni”, które traktowano jako jednolite w swej wrogości wobec ZSRS. Wysoko postawiony funkcjonariusz Kominternu z trybuny zjazdu WKP(b) przestrzegał w 1934 roku przed przygotowywaną przez Japonię, Niemcy i Anglię wojną „kontrrewolucyjną”, znajdującą się rzekomo na porządku dziennym wszystkich „imperialistycznych” rządów świata i skierowaną przeciwko «Krajowi Rad»”.

Wszystko to prowadziło do kształtowania się wyobrażeń o Zachodzie coraz bardziej odbiegających od rzeczywistości, w tym też w środowisku pozornie lepiej informowanej części sowieckiej elity politycznej. Nawet wrażenia osobiste ulegały wpływom wcześniej przyswojonych stereotypów. Natomiast świadomość nowego pokolenia Sowietów, wykształcona już po przewrocie bolszewickim, od samego początku została zmitologizowana, a przekazana wiedza miała charakter dogmatyczny i jednostronny.

W świadomości zbiorowej społeczeństwa sowieckiego kształtował się zatem wypaczony obraz otaczającego świata, zwłaszcza Zachodu. Najpoważniejszym błędem było rozpowszechnione we wszystkich warstwach społeczeństwa sowieckiego niedocenianie poziomu cywilizacji zachodniej, atrakcyjności jej wartości, zdolności do transformacji i samodoskonalenia się. Z drugiej strony wyraźnie przeceniano sowiecki system polityczny i gospodarczy, rolę ZSRS na arenie międzynarodowej oraz wrogi stosunek do niego ze strony krajów zachodnich.

Z początkiem lat 30. rodzi się nowa tendencja, zmierzająca do „unarodowienia” ideologii komunistycznej w ZSRS. Niektóre fragmenty historii dawnej Rosji, o wyraźnym wydźwięku nacjonalistycznym, zaczęto łączyć z potrzebami doraźnej polityki państwa sowieckiego. Słynne postacie i bohaterów historii rosyjskiej stawiano za wzór w trakcie realizacji różnego rodzaju programów, mających przede wszystkim cele militarne, a stopniowo gloryfikowany rosyjski nacjonalizm zaczęto utożsamiać z tzw. sowieckim patriotyzmem. Przedstawiciele młodego i starszego pokolenia elity intelektualnej demonstrowali zbieżność poglądów co do interesów państwowych Rosji, świadomie lub podświadomie utożsamianej z ZSRS. Tak oto nazistowsko-sowiecki rozbiór Polski w 1939 roku przez  jednych został uznany za jeszcze jedną możliwość rozszerzenia komunizmu na nowe terytoria, przez drugich zaś za przywrócenie granic historycznych carskiego imperium. Do tej ostatniej kategorii należał m. in. znany akademik Władimir Wiernadskij, nieukrywający swego krytycznego stosunku do bolszewizmu, który uważał, iż polityka Stalina i Mołotowa wobec państwa polskiego jest realistyczną i słuszną, odpowiadającą interesom państwa rosyjskiego.

Ten osobliwy rodzaj rosyjskiego szowinizmu w sposób paradoksalny został wkomponowany w pojęcie głoszonego przez komunistów „internacjonalizmu” proletariackiego. Ów swoisty chwyt „dialektyczny” właściwie połączył interesy imperiów sowieckiego i rosyjskiego, a „internacjonalizm” proletariacki zamienił się w narzędzie nacjonalizmu rosyjskiego.

W układzie tym „internacjonalizacja” w ZSRS oznaczała po prostu rusyfikację.

 

Profilowanie śrubek

Utrwalanie się systemu totalitarnego miało też wpływ na system edukacji, który w coraz większym stopniu poddawany był kontroli ideologicznej ze strony centralnych organów władzy. Od pierwszej połowy lat 30. stopniowo narastała unifikacja szkolnictwa, polegająca zasadniczo na wprowadzeniu jednolitej struktury szkół. W perspektywie wpłynęło to w sposób negatywny na ich rozwój, eliminując twórcze podejście do udoskonalenia procesu nauczania, form i metod wykładania.

Unifikacja nie zezwalała na żadne odchylenie od wytyczonego odgórnie schematu, ograniczając uwzględnienie narodowych i kulturalnych osobliwości w procesie nauczania i wychowania. Zakazano też używania podręczników napisanych przez działaczy białoruskiego odrodzenia narodowego: Jazepa Losika, Arkadzia Smolicza, Usiewałoda Ihnatouskiego i in. Do pracy nad podręcznikami przystąpili specjaliści stosujący odmienne kryteria i podejścia. Należało wpoić przekonanie o „prawidłowości” pojawienia się państwa typu stalinowskiego. Właśnie według tego modelu układano szkolne i uniwersyteckie podręczniki do przedmiotów humanistycznych. Sowieckie pismo historyczne pisało w 1929 roku: „Nienawidzić wroga klasowego, lubić budowane nowe, traktować wroga klasowego jako wroga osobistego – to są nastroje, które powinniśmy wpoić dorastającemu pokoleniu”.

Proces nauczania coraz bardziej upolityczniano. Specjalną uwagę zwracano na wychowanie dzieci w duchu „sowieckiego patriotyzmu”, a nauczyciele znajdowali się pod pilnym nadzorem NKWD. Sprawdzano też ich „poprawność polityczną”, zwalniając sporą liczbę starych bezpartyjnych nauczycieli. Ich miejsce zajęli „czerwoni specjaliści”. W ciągu lat 1928–1933 liczba wykładowców, którzy otrzymali wykształcenie po rewolucji, wzrosła prawie dwukrotnie – z 40% do 75%.

Za szczególnie podejrzanych uważani byli profesorowie uniwersyteccy. Wielu bezpartyjnych wykładowców zwolniono na decyzję uniwersyteckich rad naukowych zdominowanych przez komunistyczną nomenklaturę, zastępując ich dobrze sprawdzoną kadrą partyjną. Nieoficjalnie nazywano to kampanią skierowaną na wykorzenienie „reakcyjnych” profesorów. Na początku lat 30. komunizacja uczelnianej kadry profesorskiej przebiegała w warunkach ostrego braku wykwalifikowanej kadry wykładowczej i dlatego dawna inteligencja nadal jeszcze była reżimowi sowieckiemu potrzebna. Niemniej proces stopniowego wypierania starej bezpartyjnej profesury z jej kluczowych pozycji w szkolnictwie wyższym trwał. Dotyczyło to zwłaszcza dyscyplin humanistycznych, traktowanych przez instancje partyjne jako polityczne i ideologiczne.

Od nowego kierownictwa uczelni wymagano też „polepszania składu społecznego” studentów oraz tworzenia warunków „maksymalnie sprzyjających rozwiązaniu problemu przygotowania kadry prawdziwych budowniczych socjalizmu”. W systemie edukacji wznowiono „czystki”, w trakcie których partyjne i komsomolskie komitety usiłowały pozbyć się studentów o pochodzeniu „staroreżimowym”.

Od roku akademickiego 1927/28 do roku 1932/33 liczba studentów na uczelniach sowieckich wzrosła z 160 tys. do 470 tys. Wśród nich liczba osób pochodzących z rodzin robotniczych wzrosła z 30% do 58%. Na wyższych i średnich uczelniach Białorusi przygotowano wówczas blisko 60 tys. specjalistów (ok. 1,2% ogółu ludności republiki). Większość z nich wywodziła się z robotników i chłopów.

Wśród białoruskiej inteligencji sowieckiej pozostawało niewiele przedstawicieli poprzedniego pokolenia, wyniszczonego przez masowe represje, które wykrwawiły nieliczną białoruską elitę, podkopały jej żywotne i twórcze siły, na wiele lat hamując rozwój życia intelektualnego w kraju.

 

Kultura, ale „proletariacka”

W 1929 roku Lenin sformułował sowiecką pozycję w stosunku do kultury, zgodnie z którą tylko światopogląd marksistowski mógł być uważany za wyraz kultury „rewolucyjnego proletariatu”. Chodziło zatem nie o przyswajanie i zgłębianie kultury ogólnoludzkiej, lecz o jej dostosowanie do doktryny marksizmu. Ale za czasów Lenina pluralizm w dziedzinie kultury nie zdążono jeszcze wykorzenić do reszty. Dokonano tego za jego następcy, kiedy to sztukę zunifikowano organizacyjnie i ideowo na bazie ideologii bolszewickiej. Indywidualistyczna co do swej istoty forma ludzkiej twórczości została całkowicie podporządkowana celom partii.

W ciągu lat 30. sowiecka władza przekształciła instytucje kulturalne w środek ideologicznego oddziaływania na społeczeństwo, czyniąc je ośrodkami propagandy partyjno-politycznej. Proces „upaństwowienia” kultury dobiegł zatem końca. Pogłębił się też proces sterowania kulturą. Zarysowała się tendencja do tworzenia monolitycznych związków twórczych, powoływanych i funkcjonujących pod ścisłą kontrolą ideologiczną. Utworzono oficjalne związki literatów, malarzy i plastyków, kompozytorów i architektów, kontrolujące swych członków. Przykładem, utworzony w 1932 roku Związek Pisarzy Sowieckich miał zrzeszać literatów „stojących na gruncie władzy sowieckiej i pragnących uczestniczyć w budowaniu socjalizmu”. Lojalnych wobec władzy pisarzy mianowano na odpowiedzialne stanowiska i obdarzano szczególnymi przywilejami.

Stworzono również sztywną strukturę biurokratyczną dla zarządzania tymi organizacjami. Odtąd przynależność do odpowiedniego związku stawała się jednocześnie kryterium lojalności twórcy wobec władzy i warunkiem zapewnienia jego materialnego bytu. Wykluczenie ze związku powodowało nie tylko utratę określonych przywilejów materialnych, ale też całkowitą izolację pisarza lub artysty w postaci zakazu wydawania jego utworów, udziału w spektaklach, wystawach i konkursach. W ten sposób zapoczątkowano tworzenie nowej sowieckiej „elity” twórczej.

W 1934 roku zadeklarowano „realizm socjalistyczny” jako główną zasadę twórczości artystycznej. Jego istotę sformułował Nikołaj Bucharin oświadczając, że: „realizm socjalistyczny różni się od zwykłego realizmu tym, iż w centrum jego uwagi znajduje się ukazanie budowy socjalizmu, walki proletariatu, nowego człowieka”. Chodziło zatem o realizm rozumiany nie jak bezpośrednie odbicie rzeczywistości, lecz jako kreowanie bohatersko-wyidealizowanych obrazów, uosabiających ideowe przekonanie o możliwości osiągnięcia „socjalizmu” i „komunizmu”. Właściwie metoda „realizmu socjalistycznego” miała służyć zastąpieniu rzeczywistości obrazem narzuconym przez wyższe instancje partyjne, które zresztą decydowały o tym, co jest „prawdą życia” i jakie realia muszą jej odpowiadać. Ten realizm bardziej przypominał idealizm, służący utopijnej ideologii partii, tworzący i podtrzymujący mity ideologiczne.

W ten sposób działaczy kultury postawiono przed wyborem: służenie władzy albo śmierć obywatelska, co w konsekwencji przyśpieszyło proces wyłaniania się twórców lojalnych wobec bolszewików i należących do państwowej nomenklatury sowieckiej.

 

Zwalczanie białoruskości

W październiku 1930 roku Komitet Centralny Komunistycznej Partii bolszewików Białorusi zadeklarował rozpoczęcie bezwzględnej walki z „narodowo-demokratycznym odchyleniem” i „narodowymi demokratami”, którym zarzucono orientację na „faszystowską Polskę”. Lata 30. stały się więc okresem prawdziwego pogromu białoruskiej nauki, kultury, jej młodej i szybko rozwijającej się literatury.

W latach 1931–1932 zlikwidowano zrzeszenia literackie „Uzwyszsza” i „Połymia”. Powzięto też zamiar przebudowy wszystkich literacko-artystycznych organizacji Białorusi. Proces ten zakończono w czerwcu 1934 roku powołaniem Związku Pisarzy Sowieckich BSRS, jako jedynej organizacji literackiej w republice.

Pisarzom coraz częściej zaczęto wytykać ich „błędy” ideologiczne. Żeby uniknąć oskarżeń o niepoprawność tamci zaczęli ograniczać tematykę swych utworów do wojny domowej, kolektywizacji, „budowy nowego ustroju”. Sporo utworów poświęcano Stalinowi i jego pomagierom, sowieckim pamiętnym datom, armii czerwonej i organom NKWD. Białoruskie „staliniana” powstawały od połowy lat 30. Prawie co tydzień, lub nawet częściej, w dziennikach umieszczano portrety „przywódcy”, drukowano wiersze, pieśni, przyśpiewki poświęcone Stalinowi. Poeci białoruscy ułożyli w 1936 roku wierszowany list do Stalina, w którym znalazły się między innymi następujące zwrotki:

Tyś słońcem dla nas, co ziemię oświetla,

Pieszczotą ogrzewasz dale roli i miast;

Tyś rzek pełnowodnych wartka rwąca siła,

Przejrzystość krynicy – najdroższy nasz wódz!

Praktycznie żaden z białoruskich literatów nie ominął wychwalenia Stalina i reżimu bolszewickiego, choć w większości przypadków te hymny pochwalne nie były szczere, co zresztą pogłębiało tragedię twórców. Nie ustrzegli się tego niewolniczego hołdu i klasycy literatury białoruskiej. Nawet wieszcz narodowy – Janka Kupała, znany ze swego skądinąd krytycznego nastawienia wobec władzy sowieckiej, wybuchnął fajerwerkiem prostalinowskich wierszy. W jednym z nich są następujące słowa: „Ze Stalinem łatwo się żyje na świecie. Jak jasne słoneczko nam świeci”.

Lecz żadne wiernopoddańcze gesty na nic się nie zdały. Jeszcze podczas przygotowań do pierwszego wszechzwiązkowego zjazdu Związku Pisarzy Sowieckich w 1934 roku NKWD wystawiło wymowną opinię delegacji białoruskiej. Prawie wszystkich jej uczestników scharakteryzowano negatywnie. Jankę Kupałę przedstawiono jako lidera białoruskiego narodowego demokratyzmu, skupiającego wokół siebie „narodowo nastawione” elementy; Jakubowi Kołasowi zarzucano podpisanie apelu wzywającego do stworzenia białoruskiego autokefalicznego kościoła prawosławnego oraz autorstwo „nacjonalistycznych” utworów; Andreja Aleksandrowicza wymieniono jako autora „paszkwilanckich antysowieckich wierszy”; Michaś Czarot i Ciszka Hartny „zawinili” tym, że wyjeżdżali za granicę – do Czechosłowacji i Polski, gdzie mieli spotkania z czołowymi działaczami białoruskiej emigracji; Płaton Haławacz – składał podanie o wyjściu z partii; Piatruś Brouka okazał się „synem policjanta” i prócz tego – „zawziętym narodowcem”; Zmitrok Biadula również stał na gruncie narodowego demokratyzmu i był „w bardzo bliskich stosunkach” z Wacławem Łastouskim i Jazepem Losikiem; dla negatywnego zaopiniowania Kandrata Krapiwy wystarczyło, że swego czasu był przewodniczącym zjednoczenia literackiego „Uzwyszsza”.

Rzeczywisty stosunek kierownictwa komunistycznego do białoruskiej inteligencji narodowej dobrze charakteryzuje meldunek (posiadający cechy donosu) wysłany do Stalina przez pierwszego sekretarza KC KP(b) Białorusi Pontielejmona Ponamorienkę w listopadzie 1938 roku. W swym raporcie kierownik Białorusi oskarżał białoruską inteligencję o to, że tamta przyzwyczaja młodzież do myśli o samoistnym charakterze języka białoruskiego, głosi „apologię pańskiej Polski”. Pracę Związku Pisarzy Białorusi oceniał jak „kontrrewolucyjną” i „nacjonalistyczną”, a samych pisarzy, z Janką Kupałą i Jakubem Kołasem łącznie, nazywał grupą „profaszystowskich” literatów. Zdaniem szefa komunistów BSRS nawet zasady białoruskiej pisowni uległy wypaczeniu w „nacjonalistycznym duchu”. W celu „naprawienia” sytuacji Ponomarienko proponował szersze i głębsze studiowanie Krótkiego kursu historii WKP(b), a także poprawienie gramatyki, „oczyszczenie języka białoruskiego ze wszystkich zaszczepionych „polonizmów” i zastąpienie ich leksyką rosyjską, względnie ukraińską. Jankę Kupałę, Jakuba Kołasa, Piatrusia Broukę, Piatra Hlebkę, Kandrata Krapiwę, Zmitraka Biadulę, Lawona Wolskiego i innych czołowych pisarzy białoruskich proponowano aresztować jako wrogów ludu związanych z polskim wywiadem.

W latach 1935–1936 ofiarami terroru komunistycznego padło 128 pisarzy białoruskich. W 1936–1937 następnych ponad 40 literatów skazano na karę śmierci lub uwięziono w obozach koncentracyjnych. Naówczas Związek Pisarzy republiki liczył zaledwie 39 członków, z których tylko 14 pisało po białorusku. Ale w stosunku do nich też prowadzono śledztwo. W zaistniałych warunkach białoruscy literaci sowieccy mogli wybierać pomiędzy otwartym lub ukrytym sprzeciwem, co niechybnie narażało na represje; milczeniem albo serwilizmem. W realnym życiu te trzy linie zachowań łączyły się, tworząc splot najbardziej nieprawdopodobnych kombinacji.

Propagandowe bachanalia ogarnęły wszystkie rodzaje twórczości artystycznej. Zaczynając od 1931 roku na białoruskich wystawach krajowych prawie wszystkie eksponowane obrazy poświęcone były „budowie socjalizmu” i „socjalistycznemu życiu”. Ostro krytykowano prace, w których „brakowało orientacji ideowej”. Sztuki plastyczne też miały odzwierciedlać szczęśliwe życie ludzi sowieckich w myśl zasady realizmu socjalistycznego. Wolność twórczości, poszukiwań artystycznych reżyserów i artystów ograniczano ideologiczną kontrolą treści repertuaru, wymaganiem wystawiania jak największej liczby propagandowych sztuk autorów sowieckich.

 

„Ze wszystkich sztuk najważniejszą dla nas jest kino…”

Zwłaszcza kino pod tym względem znajdowało się w centrum uwagi czynników partyjnych, ze względu na możliwości wpływu na szersze masy ludności. Nie przypadkowo więc w 1932 roku partia zajęła się sprawami sowieckiej kinematografii.

Stosowna uchwała głosiła, iż kino powinno odzwierciedlać heroiczną walkę o socjalizm i ukazywać bohaterów tej walki, historyczną drogę proletariatu i partii komunistycznej, a także służyć sprawie mobilizacji ludzi pracy w celu umocnienia zdolności obronnej ZSRR. Podkreślano konieczność „zdecydowanego przekształcenia kinematografii w środek masowej agitacji i propagandy oświaty komunistycznej, oraz zorganizowania szerokich mas wokół haseł i zadań partii”.

Dlatego polityka władz skierowana była przede wszystkim na maksymalne zwiększenie wynajmu filmów produkcji wytwórni sowieckich kosztem zagranicznych. Praktykowano również ostrą kontrolę nie tylko pracy scenarzystów, ale też wszystkich sfilmowanych materiałów. Filmy przeznaczone do wyświetlania publicznego podlegały prewencyjnemu przeglądowi cenzuralnemu.

Cięcia cenzuralne nie ominęły także pierwszego białoruskiego filmu fabularnego Leśna przeszłość, który został zekranizowany w 1926 roku. W pracy nad tym filmem reżyserowi pomagali ówcześni sowieccy prominenci partyjni i państwowi Wilhelm Knorin, Aleksander Czarwiakou i Jazep Adamowicz, którzy występowali też w jednej ze scen filmu. W 1937 roku pierwszy z nich został rozstrzelany, dwaj ostatni popełnili samobójstwo. Dlatego scenę z ich udziałem z filmu wycięto, a reżyser musiał sfilmować dodatkowe odcinki, w których podkreślano rolę partii w wojnie polsko-sowieckiej.

W trakcie kontroli dochodziło do wypadków wręcz tragikomicznych. Po obejrzeniu jednego z filmów cenzor był niezadowolony z tego, że autor scenariusza skazał bohatera filmu (koniokrada) na pięć lat więzienia w zawieszeniu. Jego zdaniem termin ten trzeba było zwiększyć do lat dziesięciu lub zamienić na rozstrzelanie, co byłoby dla kołchoźników przykładem zwalczania „wrogów ludu”.

W 1937 roku kierownik trustu „Biełdziarżkino” informował Państwowy Zarząd Kinematografii w Moskwie, że z 46 filmów fabularnych, nakręconych w ciągu dziesięciu lat istnienia białoruskiego kina, w stosunku do 18 wydano zakaz wyświetlania. Zawieszono też projekcję wszystkich filmów dokumentalnych w celu usunięcia „szkodliwych fragmentów”.

 

Niestrudzone i pilne oko cenzury

Ale z największą zawziętością prześladowano kulturę wysoką, tworzącą podstawy ruchu narodowego. Celem ataków i prześladowań była zatem przede wszystkim kultura elitarna, decydująca o powstaniu elit i budzeniu się autentycznego poczucia narodowego. Usiłowano zastąpić ją tzw. kulturą ludową, którą uważano za neutralną i niegroźną, mającą ograniczyć kulturę białoruską przeważnie dziedziną folkloru.

W latach 30. ostatecznie skompletowano kadrę pracowników cenzury, uzupełnioną sprawdzonymi komunistami. Cenzura sowiecka od pierwszych dni swego istnienia stosowała dwoisty sposób praktyk cenzorskich. Z jednej strony – karanie za naruszanie rygorystycznych wymagań cenzorskich, z drugiej zaś presja ideologiczna, zmuszająca do samocenzury. W ustroju sowieckim samocenzura polegała na usiłowaniu autora odgadnąć – jakie ideologiczne, polityczne i inne zastrzeżenia może napotkać jego dzieło w trakcie przechodzenia kontroli w różnych instancjach.

Pierwszym etapem tej drogi była tak zwana cenzura redaktorska, dokonywana przez współpracowników wydawnictw, redakcji pism, dzienników, rozgłośni radiowych, teatrów itd. Następnym etapem był Gławlit, który wycinał wszystko, co w najmniejszym stopniu przeczyło obowiązującym wskazówkom ideologicznym. Jednakże najwyższym i ostatecznym szczeblem cenzury ideologicznej było kierownictwo partyjne. Właśnie ono decydowało o losach autorów i ich utworów, jak zresztą również wydawnictw, pism i innych środków informacji, a także udzielało wytycznych bezwzględnie wykonywanych przez Gławlit. „Cenzura stać się ma ogólnokrajową i integralną” – głosił jeden z raportów cenzury z 1933 roku.

Na Białorusi funkcje głównego cenzora nadal pełnił Hałoulitbieł (Zarząd Główny ds. Literatury i Wydawnictw BSRS), którego pracownicy znajdowali się w strukturach centralnych, obwodowych i powiatowych organów zarządzania, oraz jako pełnomocnicy przy wydawnictwach. Na podstawie decyzji Hałoulitbiełu udzielano zezwoleń na druk rękopisów autorskich, układano listy literatury podlegającej konfiskacie w bibliotekach oraz wykazy tytułów, które miały być zniszczone, dokonywano przeglądu treści dzienników i pism.

Największym ograniczeniom cenzuralnym poddano literaturę dotyczącą białoruskiej historii, wiedzy o społeczeństwie, sztuce, filologii, geografii, gospodarce, niosącą w sobie idee liberalno-demokratyczne lub też motywy odrodzenia narodowego. Zastrzeżenia cenzury budziły również narodowe słowniki terminologiczne, a także utwory młodych pisarzy białoruskich. Ofiarami cenzury stały się liczne białoruskie bibliografie i zbiory dokumentów, bez których niemożliwe jest przyswajanie spuścizny literackiej i historycznej. Podstawowym motywem wciągnięcia ich na listę literatury zakazanej była obecność w nich pozycji o charakterze „kontrrewolucyjnym” lub „narodowo-demokratycznym”, oraz ogłoszenie niektórych autorów „wrogami ludu”.

Zakazem objęto również publikację informacji o strajkach, masowych wystąpieniach antysowieckich, zamieszkach i nie sankcjonowanych przez władzę manifestacjach. Szczególną uwagę poświęcano opisom rozprawy z kułakami. Nie wolno było drukować zdjęć ukazujących sam proces rozkułaczania.

Każda publikacja miała być sprawdzana przez cenzora zanim mogła się ukazać drukiem. Żaden publiczny wykład nie mógł się odbyć bez kontroli jego treści przez cenzurę. Podczas nagrywania audycji radiowych wszystkie materiały podlegające cenzurze miały być złożone nie później niż na godzinę przed planowaną audycją, a wyemitowana transmisja powinna była dokładnie odpowiadać treści zatwierdzonej przez cenzora.

O skrupulatności sowieckiej cenzury świadczy następujący fakt. Od maja 1937 roku wszystkie zdjęcia oraz wyjaśniające do nich teksty, pochodzące z jednej z białoruskich agencji i przeznaczone do publikacji w periodykach, miały być cenzurowane, a zatrzymane przez urzędy cenzury – niszczone. Proceder ten wprowadzono po tym, jak współpracownicy tej agencji na zamówienie polskiego konsulatu opublikowali serię zdjęć z defilady pierwszomajowej w Mińsku, co uznano za „wrogą wycieczkę”.

W tamtym czasie cenzura staje się wszechogarniającą, stanowiąc nieodłączną część świadomości całego społeczeństwa sowieckiego, wszystkich jego warstw.

 

„Czyste” biblioteki

W 1929 roku przetoczyła się kolejna fala „czystek” bibliotek. Tym razem konfiskowano nawet sowiecką literaturę, która zdaniem władz „dezaktualizowała się”, nie odpowiadała „nowym” warunkom, została przez nie uznana za „przestarzałą” i mogła wywołać „niesłuszne skojarzenia”.

Pojawiły się też nowe akcenty. Stosowna instrukcja głosiła, iż w niektórych wypadkach, dotyczących książek „niepożądanych” dla danej kategorii czytelników, „trzeba starać się powstrzymać czytelnika przed lekturą”. Jak oświadczył ówczesny kierownik Gławlitu: „…literaturę wydajemy nie gwoli literatury, lecz traktujemy ją jako pewien środek wychowania mas w celu realizacji rozwiniętej ofensywy socjalizmu na całym froncie”.

Konfiskacie podlegały wszystkie periodyki wydane do przewrotu bolszewickiego oraz edycje encyklopedyczne poświęcone naukom społecznym. Konfiskowano wszystkie bez wyjątku wydania o treści religijnej, książki i pisma periodyczne zawierające „poglądy opozycyjne”, wsławiające „demokrację burżuazyjną”, a nawet „lansujące nastroje niewiary w twórcze możliwości rewolucji, nastroję pesymizmu społecznego”. W odróżnieniu do lat. 20., w latach 30. z bibliotek wycofywano już nie poszczególnych autorów, lecz całe partie literatury.

W kraju zapanowała atmosfera napięcia i strachu w obawie przed niebezpieczeństwem być zaszeregowanym do kategorii „wrogów ludu”. Byle szczera i otwarta wypowiedź lub nawet dwuznaczne zdanie mogły wywołać podejrzenie o nieprawomyślność. Wielu białoruskim twórcom zarzucano kontrrewolucyjność i wrogość wobec władzy sowieckiej, podnosząc nową falę walki z „narodowo-demokratycznymi” wpływami w literaturze.

Na początku lat 30. aresztowano i wysłano z Białorusi literatów Siarhieja Astrejkę, Michasia Bahuna, Łukasza Kaluhę, Maksima Łużanina. Nadal trwało „oczyszczanie” bibliotek i księgarń z książek będących w niełasce literatów. Wśród zakazanych znalazły się utwory Franciszka Olechnowicza, Alesia Haruna, Jadwigina Sz., Jazepa Puszczy, Symona Baranawych, Adama Babareki, Anatola Wolnego, Maksima Hareckiego, Uładzimira Dubouki, poszczególne wydania dzieł Janki Kupały, Alesia Hurło, Antona Nawiny, Michajły Hramyki. Na indeks trafiły nawet białoruskie bajki ludowe ze zbioru Aleksandra Sierżputowskiego, regionalne słowniki i wydania białoruskiej terminologii naukowej, publikacje Białoruskiego Instytutu Kultury z dziedziny nauk humanistycznych, prace z zakresu historii białoruskiej sztuki i druku.

W przeddzień przeprowadzenia masowych czystek 1935 roku specjalne magazyny druków zakazanych – „specchrany” (indeksy) istniały już w większych bibliotekach kraju. Największy, utworzony w maju 1934 roku, znajdował się w Państwowej Bibliotece im. Lenina w Mińsku (obecnie Biblioteka Narodowa Republiki Białoruś). Przechowywano w nim książki, dzienniki i pisma wycofane według specjalnych list Gławlitu. Tam też trafiały wszystkie zagraniczne wydawnictwa periodyczne. Znaczną część indeksu stanowiły utwory białoruskich autorów narodowych, co czyniono w celu „…zwalczania ewentualnego wykorzystania książki w klasowo wrogich interesach”.

W 1935 roku Hałoulitbieł wydał osobną broszurą wykaz literatury podlegającej usunięciu z bibliotek publicznych, liczący 620 tytułów książek autorów białoruskich, wydanych w Mińsku, Wilnie, Kownie, Białymstoku w latach 1917–1935. Wśród nich znalazły się dzieła Jazepa Losika, braci Hareckich, Zmitraka Biaduli, Usiewałoda Ihnatowskiego, Branisława Taraszkiewicza. Ogółem zakazem objęto wszystkie utwory 28 autorów białoruskich oraz ich tłumaczenia. Konfiskowane książki niszczono. Gławlit nakazał także konfiskatę z bibliotek i księgarń wszystkich utworów dwudziestu znanych białoruskich pisarzy i poetów, represjonowanych w latach 30. Wśród nich znaleźli się: Michaś Bahun, Siarhiej Darożny (Sierada), Aleś Dudar, Ciszka Hartny, Aleś Zwonak, Michaś Zarecki, Wasil Kawal, Todar Klasztorny, Barys Mikulicz, Jan Skryhan, Michaś Czarot, Uładzimir Chadyka.

Palono też prace naukowe i białoruskie słowniki terminologiczne Dwudziestowieczne ogniska z książek nie były więc wynalazkiem hitlerowców.

 

Pomocne archiwa i muzea

Obostrzenie polityki w dziedzinie kultury nie ominęło też archiwistyki. Pracowników archiwów zobowiązano do ujawniania i przekazywania do działów specjalnych dokumentów sygnowanych przez ”wrogów ludu”. W ten sposób białoruskiego pisarza, akademika i działacza państwowego Jankę Niomanskiego (I. A. Piotrowicza) skazano w 1937 roku na rozstrzelanie. Został zgładzony właśnie na podstawie znalezionych w archiwum materiałów świadczących o jego członkostwie w moskiewskiej organizacji eserowskiej, oraz współpracy z gazetą „Dziannica”, wydawanej przez Białoruski Komitet Narodowy. Dyrektora Wydawnictwa Państwowego Białorusi zasądzono na dziesięć lat obozów koncentracyjnych na podstawie informacji archiwalnej świadczącej o jego udziale w opozycji trockistowskiej. Nawiasem mówiąc, podobne metody ujawniania „wrogów władzy sowieckiej” komuniści stosowali też później, na okupowanych przez Sowietów terytoriach.

Muzea w ZSRS również stopniowo stawały się polem walki ideologicznej. Sowieccy ideolodzy zaproponowali nowe rozumienie muzeum jako miejsca wychowania człowieka „budowniczego socjalizmu”. Na okres pierwszej pięciolatki (lata 1928–1933) przypadły też największe sprzedaży za granicę eksponatów pochodzących z muzeów BSRS. Ostatni masowy i najbardziej barbarzyński rozprzedaż najkosztowniejszych muzealiów – przedmiotów z metali szlachetnych pochodzących z muzeów Mińska, Mohylewa, Homla i Witebska, tytułem opłacenia importu zagranicznego, miał miejsce w 1933 roku.

 

Nauka na służbie partii

Od początku lat 30. W Związku Sowieckim aktywnie forsowano szkolenie kadry naukowej wywodzącej się z „proletariatu” i „najbiedniejszego chłopstwa”. Jednolite pokolenie absolwentów sowieckich uczelni lat 20. miało stanowić trzon naukowej kadry systemu. Rola „burżuazyjnych specjalistów” z każdym rokiem malała.

W 1929 roku w Akademii Nauk BSRS utworzono Katedrę Marksizmu-Leninizmu, która miała sprzyjać podniesieniu poziomu prawomyślności ideologicznej nowego pokolenia naukowców. To bardzo komplikowało rozwój nauki białoruskiej. Wymagania dotyczące ideologicznego ukierunkowania nawet dalekich od polityki badań naukowych, prawie całkowita izolacja białoruskich naukowców od świata i brak kontaktów z kolegami zagranicznymi znacznie utrudniały prowadzenie badań. Zwłaszcza nauki humanistyczne ucierpiały z powodu narastającej polityzacji życia i kontroli ideologicznej. Od historyków, ekonomistów, filozofów, językoznawców wymagano stosowania marksistowsko-leninowskiej metodologii i ideologicznej poprawności. Ich prace poddawano szczególnie pilnej i ostrej cenzurze. Nawet nieznaczne krytyczne uwagi badaczy względem istniejącego ustroju traktowano jako błędy ideologiczne i podstawę do represji.

W czerwcu 1938 roku NKWD BSRS informowało KC KP(b)B o faktach „zaśmiecenia” i „szkodnictwa” w Białoruskiej Akademii Nauk, twierdząc, że stała się ona „siedliskiem” polskich szpiegów i prawicowych narodowców-faszystów. Ówczesnego wiceprezydenta AN Jakuba Kołasa zaliczono do kontrrewolucjonistów. Informując o „nieuczciwości i szkodniczej działalności wewnątrz AN BSRS”, ludowy komisarz spraw wewnętrznych Białorusi meldował Moskwie: „Na czele Instytutu Białoruskiej Kultury w 1928 roku stał agent 2-go Oddziału Polskiego Sztabu Generalnego Ihnatouski, który zbierał pod dachem tego Instytutu szpiegów i inne elementy antysowieckie (…) Od momentu reorganizacji Instytutu Białoruskiej Kultury w Akademię Nauk BSRS i do ostatniego czasu AN była gniazdem polskich szpiegów, trockistów, prawicowców i narodowych faszystów, którzy zgodnie z zadaniami wywiadu polskiego prowadzili aktywną działalność szpiegowską i szkodniczą pracę w Akademii”.

Już na początku lat 30. nauka białoruska została osłabiona aresztowaniami szeregu wiodących naukowców.

Pierwsza fala pogromu ruszyła w 1930 roku. Białoruską inteligencję poddano wówczas masowym represjom. W tym roku skazano znanych historyków Wacława Łastowskiego, Uładzimira Piczetę, geografów Arkadzia Smolicza i Mikołaja Azbukina, ekonomistę i geografa Hauryłę Hareckiego. Pierwszego dyrektora Instytutu Historii AN Białorusi Usiewałoda Ihnatouskiego doprowadzono do samobójstwa. „Narodowo-demokratycznymi” okrzyknięto prace białoruskich ekonomistów akademików Tomasza Dąbala, Sciapana Marhieława i in. W tymże roku aresztowano akademików Jazepa Losika i Sciapana Niekraszewicza, uwięziono wybitnego działacza białoruskiej kultury, folklorystę i językoznawcę Bronisława Epimacha Szypiłę, działaczy białoruskiego odrodzenia narodowego Pawła Żauryda, Iwana Sieradę, Iwana Cwikiewicza, znanego językoznawcę Mikałaja Bajkowa, a nieco później językoznawców Piotra Buzuka, Piotra Jurgielewicza. Większość z nich rozstrzelano podczas „wielkiego terroru” lub zamęczono w łagrach. Wacława Losika, za odmowę przyznania swych „politycznych grzechów”, potępienia własnych „błędów” i zwrócenia się z apelem do białoruskiej inteligencji, trzymano w betonowym lochu wypełnionym zimną wodą, na skutek czego akademik został częściowo sparaliżowany. „Czystce” poddano także Instytut Literatury i Języka Akademii Nauk BSRS, w którym aresztowano i stracono pod koniec lat 30. szereg pracowników naukowych, w tym  Iwana Zamojcina i Symona Kunickiego.

W latach 30. i na początku lat 40. represjonowano 143 pracowników Białoruskiej Akademii Nauk. Tylko w Mińsku 42 z nich rozstrzelano. Podczas „wielkiego terroru”(1936–1938) aresztowano tam 57 osób. Represjonowano 26 akademików i 6 członków-korespondentów. W niewielkim liczebnie Instytucie Historii AN Białorusi w latach 1933–1938  aresztowano 30 pracowników naukowych. W trakcie owych represji Białoruska Akademia Nauk została praktycznie rozgromiona.

W ten sposób za jednym zamachem czerwonej kosy ścięto kwiat białoruskiej kultury i nauki, co miało tragiczne i nieodwracalne następstwa dla przyszłego rozwoju tego narodu.

W zaistniałych warunkach naukowcy badający społeczeństwo zmuszeni byli zajmować się przeważnie uogólnieniem „pozytywnego” doświadczenia budowy socjalizmu, a filozofowie badać problemy „internacjonalizmu proletariackiego”, ateizmu i ogólne zagadnienia materializmu dialektycznego. Nawet w tak dalekiej od polityki nauce jak etnografia rezygnowano z badań nad wiejską obyczajowością ludową, z powodu uznania chłopstwa za „zacofaną” klasę, zachowującą przeżytki „drobnoburżuazyjnego żywiołu” Badania w zakresie narodowej i kulturalnej samoistności obwieszczono „działalnością narodowo-demokratyczną”. Badaczy białoruskiego dziedzictwa narodowego Wacława Łastowskiego, Aleksandra Szlubskiego, Mikołaja Kaspiarowicza i in. oskarżano o doszukiwanie się w folklorze naukowego uzasadnienia swych „kontrrewolucyjnych teorii”.

W 1932 roku białoruski sowiecki etnograf Majsiej Grinbłat wzywał do badań nad nową rewolucyjną ustną twórczością szerokich mas ludzi pracy miast i wsi. Twierdził, że jednym z głównych zadań naukowców białoruskich i organizacji krajoznawczych w dziedzinie folkloru „powinno się stać zbieranie i badanie wszystkiego, co zrodziła epoka dyktatury proletariatu, wszystkiego co odzwierciedla bohaterską walkę o socjalizm proletariatu i biedniejszego chłopstwa”.

Nowe wytyczne ograniczały pracę naukową do wąskich ram określonych tematów i okresu liczonego od przewrotu bolszewickiego. Ale nawet w zawężonych granicach badań zakazywano wszystkiego, co nie odpowiadało surowym wskazówkom ideologicznym. W październiku 1930 roku kwestię badań naukowych rozważyło plenum KC KP(b)B. Prawie całą poprzednią pracę badawczą w dziedzinie językoznawstwa nazwano „kontrrewolucyjną” i wstrzymano lub zakazano jej prowadzenia. Większość naukowych publikacji z tego zakresu, w tym podręczników, skonfiskowano i zniszczono. Za ich przechowywanie groził areszt i sąd.

 

Szowinizm pod osłoną internacjonalizmu

W latach 30. zaostrzono politykę osłabiania tożsamości narodowej nierosyjskich narodów ZSRS, krzewiąc jednocześnie zmodyfikowany wariant rosyjskiego nacjonalizmu. To z kolei pociągnęło za sobą zmiany w stosunku do przedsowieckiej historii Rosji. Potęgę i moc dawnego państwa rosyjskiego zaczęto przedstawiać jako pozytywny czynnik rosyjskich i światowych dziejów na drodze ku rewolucji. W epoce carskiej, którą przedtem bezwzględnie potępiano jako reakcyjną, dostrzeżono raptem dodatnie cechy. Caryzm wystąpił jako twórca państwowości, na fundamentach której powstał później Związek Sowiecki, rozwijający i szerzący język rosyjski, będący ogniwem łączącym narodowości ZSRS w budowie nowego socjalistycznego społeczeństwa i tworzeniu nowej wspólnoty narodowej – „narodu sowieckiego”. Kolonizację carską uznano za dobro ze względu na „cywilizatorską” rolę państwa rosyjskiego. Państwo sowieckie zaś, jednoczące wszystkie narody w „dobrowolnym” sojuszu, potraktowano jako następcę, czy też kontynuatora tej wielkiej misji, i coraz częściej kojarzono z państwem rosyjskim. Równocześnie natarczywie wpajano w umysły ideę triumfu marksizmu-leninizmu i sowieckiego patriotyzmu.

Do „historycznie postępowych” zaliczono takie osoby jak książęta Aleksander Newski i Dymitr Doński, carowie Iwan IV Groźny i Piotr I, dowódcy Aleksander Suworow i Michaił Kutuzow. Podczas obchodów rocznicy rewolucji bolszewickiej 7 listopada 1937 roku Stalin powiedział: „Rosyjscy carowie zrobili dużo złego. Ale oni dokonali jednego dobrego dzieła, stworzyli ogromne państwo – do Kamczatki. Otrzymaliśmy w spadku to państwo. I po raz pierwszy my, bolszewicy, zespoliliśmy i umocniliśmy to państwo, jako zjednoczone niepodzielne państwo… Zjednoczyliśmy państwo w ten sposób, że każda jego część, która byłaby oderwana od wspólnego socjalistycznego państwa, nie tylko wyrządziłaby szkodę temu ostatniemu, ale też nie mogłaby istnieć samodzielnie i nieuniknienie byłaby zdana na obcą łaskę i niełaskę. Dlatego każdy, kto usiłuje zniweczyć tę jedność państwa socjalistycznego, kto dąży do oddzielenia od niego osobnej części i narodowości, jest wrogiem, zaciętym wrogiem państwa, narodów ZSRR. Będziemy też niszczyć każdego takiego wroga, nawet gdyby był starym bolszewikiem, będziemy unicestwiać cały jego ród, jego rodzinę. Każdego, kto swym postępowaniem i myślami (tak, i myślami) porywa się na jedność państwa socjalistycznego, bezlitośnie będziemy obracać w niwecz”.

W odróżnieniu od RFSRS, w BSRS, jak też i w innych republikach sowieckich nie nastąpiła nawet częściowa rehabilitacja historii narodowej. Przeciwnie, badania białoruskiej historii XVI – XIX uznano za próby propagandy „narodowego demokratyzmu”.

W 1935 roku wprowadzono ogólnokrajowe podręczniki historii i kurs historii narodów Związku Sowieckiego. Historia Białorusi jako odrębna dyscyplina przestała istnieć, a podręcznik historii Białorusi miał ponownie się pojawić w białoruskich szkołach dopiero na początku lat 60. Rozpoczęto też totalną „czystkę” kadry pedagogicznej. Do końca 1936 roku z prawie 27 tysięcy nauczycieli BSRS „procedurę oceniającą” zdołało przejść zaledwie około 23% sprawdzanych.

System bolszewicki zawzięcie zwalczał wszelkie przejawy tożsamości narodowej skolonizowanych narodów. Powstanie nowoczesnych nacji było bowiem sprzeczne z zamiarami i wysiłkami sowieckiego totalitaryzmu, skierowanymi na tworzenie nowej społeczności ludzkiej – narodu sowieckiego. Walka z „nacjonalizmem” kresów imperium wzmogła się na początku lat 30. Lata te zapisały się w historii Białorusi jak jeden z najcięższych i najbardziej ponurych okresów jej dziejów.

Złowróżbnym zwiastunem nadchodzącego pogromu białoruskości była walka z tzw. narodowym demokratyzmem, czy też„białoruskim nacjonalizmem burżuazyjnym”, którą rozpoczęto pod koniec lat 20. Traktowana bardzo szeroko, umożliwiała represjonowanie szerokiego kręgu wybitnych przedstawicieli narodu: działaczy politycznych i kulturalnych, naukowców, pedagogów.

Impulsem do zdławienia ruchu narodowego stała się działalność w BSRS grupy Centralnej Komisji Kontrolnej WKP(b) na czele z Władimirem Zatonskim, uważającym, że białoruscy komuniści zbyt długo „cackają się z nacjonalistami”. Otwarcie przyznawał, że cała poprzednia polityka przypochlebiania się ruchom narodowym była wymuszona i pozorna, potrzebna bolszewikom dla osiągnięcia swych celów politycznych.

Na podstawie wyników pracy Komisji organom partyjnym republiki udzielono wytycznych, zgodnie z którymi „narodowy demokratyzm” uznano za główne niebezpieczeństwo i wysunięto zadanie wzmocnienia walki z nim. W tym celu dokonano odpowiednich zmian w kierownictwie. Pierwszym sekretarzem KC KP(b)B został Konstantin Giej, a w 1930 roku na czele pełnomocnego przedstawicielstwa OGPU na Białorusi stanął nasłany z Moskwy Piotr Rapaport.

Na rezultaty nie trzeba było długo czekać. Już w połowie 1930 roku organa OGPU „wykryły” fikcyjną „narodowo-demokratyczną kontrrewolucyjną organizację antysowiecką”, której bezpieka sowiecka nadała nazwę „Związek Wyzwolenia Białorusi”. Prawie natychmiast po tym aresztowano byłego premiera Białoruskiej Republiki Ludowej i ówczesnego sekretarza Białoruskiej Akademii Nauk Wacława Łastowskiego, któremu właśnie przypisywano kierownictwo tą organizacją Ze względu na swoje badania w dziedzinie etnologii, mające udowodnić samoistny charakter białoruskości, miał się też stać głosicielem „ideologii narodowo-demokratycznej”. Przynależność do wymienionej organizacji zarzucono też Jance Kupale i Jakubowi Kołasowi. Śledztwo w tej sprawie przebiegało pod pilną kontrolą Moskwy.

Na przełomie lat 20.–30. politykę „białorutenizacji” ostatecznie zwinięto i już z zupełnie innych pozycji zaczęto naświetlać samą ideę białoruskiego odrodzenia narodowego. Zakwestionowano celowość samego tego kursu. W jednej z uchwał partyjnych krytykowano białoruskie władze za to, że tamte nie prowadziły „bolszewickiej walki o podstawowe zasady internacjonalizmu” i miały pobłażanie dla tendencji nacjonalistycznych. Powodem do oskarżeń stał się list do partyjnego dziennika „Prawda” napisany przez białoruskiego nauczyciela, w którym tamten uskarżał się na prześladowania ze strony władz miejscowych za posługiwanie się językiem rosyjskim.

Kreml wyraźnie dokonywał zwrotu w kierunku sowiecko-rosyjskiego szowinizmu, co z założenia związane było z osłabieniem roli języków mniejszości narodowych ZSRS i maksymalnym pozbawieniem tych języków funkcji społecznej. W przypadku Białorusi początkowo podjęto działania zmierzające do „dostosowania” języka białoruskiego do rosyjskiego, chcąc pozbawić białoruszczyznę jej samoistnego charakteru i oryginalności, uczynić ją mniej odporną na procesy asymilacji.

W sierpniu 1933 roku wydano dekret Rady Komisarzy Ludowych BSRS wprowadzający zmiany białoruskiej gramatyki i pisowni, rzekomo uproszczające zasady językowe oraz „znoszące sztuczne bariery” pomiędzy białoruskim i rosyjskim, co faktyczne oznaczało ogólne upodobnienie języka białoruskiego do rosyjskiego. W dekrecie mowa była o zmianach i uproszczeniu pisowni białoruskiej, ale reforma objęła też zmiany białoruskiej gramatyki normatywnej – fonetyki і morfologii. Zakazano normatywnego używania dziesiątków typowych i charakterystycznych dla ogólno białoruskiego języka fonetycznych oraz fleksyjnych cech szczególnych, wprowadzając na ich miejsce formy czysto rosyjskie, nieużywane dotąd w języku białoruskim. Dekret ten zapoczątkował systematyczną i trwającą do dziś rusyfikację języka białoruskiego, która przebiegała w kierunku upodobniania białoruszczyzny do języka rosyjskiego oraz stopniowego wypierania białoruskiego z życia publicznego i ostatecznego zastąpienia go rosyjskim. Warto dodać, że nikt w BSRS nie miał odwagi ani nie podporządkować się temu dekretowi, ani tym bardziej protestować przeciwko niemu.

Atmosfera powszechnej nieufności i podejrzliwości ogarniającej społeczeństwo negatywnie wpłynęła na wszystkie dziedziny życia narodowego. Twórcy i naukowcy zaczęli unikać podejmowania aktualnych problemów i tematów związanych z zagadnieniami narodowościowymi i historią narodu białoruskiego. Nie ratowało to jednak od represji, pierwsza fala których zalała Białoruś w latach 1929–1931. Głównym obiektem czystek tamtego okresu był Ludowy Komisariat Oświaty, który nieoficjalnie jednoczył działalność większości narodowo uświadomionej inteligencji. Nie przypadkowo więc jedno z pierwszych uderzeń zostało wymierzone właśnie w tym kierunku. W 1930 roku organ druku tego Komisariatu –„Oświata” przemianowano na „Wychowanie komunistyczne”, argumentując to tym, że stara nazwa w okresie „rozwiniętej walki klasowej” już się zdezaktualizowała. Programy nauczania i podręczniki skrytykowano za „wpajanie kontrrewolucyjnych idei nacjonalistycznych”. W 1929/1930 roku szkolnym anulowano prawie wszystkie podręczniki – albo ze względu na aresztowanie ich autorów, albo z powodu ich „nieprzydatności w okresie budowy socjalizmu”.

W 1933 roku na Białoruś skierowano specjalną komisję, która dokonała nowych czystek w Komisariacie Oświaty, szkołach i na uczelniach. Wykryto nieistniejącą tajną organizację pod nazwą „Białoruskie Centrum Narodowe”, rzekomo wykonującą zadania wywiadu polskiego i mającą na celu utworzenie niepodległego państwa białoruskiego. Głównymi ofiarami tej czystki stali się urzędnicy Komisariatu i wykładowcy, a także nauczyciele szkół początkowych i średnich. Po tym drugim pogromie białoruscy liderzy narodowi i kulturalni zostali prawie całkiem wyniszczeni, a większość białoruskiej kadry kierowniczej zastąpiono Rosjanami.

Najpilniejszym zadaniem walki bolszewików z tzw. lokalnym nacjonalizmem było usunięcie zasadniczej przeszkody bolszewizacji – intelektualnych i duchowych elit wszystkich podbitych narodów, dopiero co ukształtowanych w latach 20., doprowadzenie do ich politycznej i fizycznej izolacji, pozbawienie ruchów narodowych ich przywódców i uniemożliwienie rozwoju narodowego.

Otwierano tymczasem drogę nowemu pokoleniu całkiem skomunizowanej młodzieży, nie znającej innej rzeczywistości poza sowiecką. W tej nowej rzeczywistości narodowi rosyjskiemu tradycyjnie wyznaczano rolę „starszego brata”, „wielkiego”, „pierwszego wśród równych w wielkiej rodzinie narodów”, a historia rosyjska zyskiwała status „bohaterskiej”, rosyjska kultura natomiast miano „postępowej”. Język rosyjski uznano za główny środek porozumiewania się narodów ZSRS. W marcu 1938 roku podjęto uchwałę o obowiązkowym nauczaniu języka rosyjskiego w szkołach republik narodowościowych.

 

Zwalczanie „narodowego demokratyzmu” w BSRS stało się częścią składową represyjnej polityki lat 30. Pod pretekstem walki z „narodowo-demokratyczną kontrrewolucją” dokonano fizycznego pogromu białoruskiej kadry naukowej i literackiej. W latach 1930–1938 aresztowano i wysłano z Białorusi na wygnanie setki wybitnych przedstawicieli kultury i działaczy narodowych. W 1938 roku z całego białoruskiego zjednoczenia literackiego „Maładniak”, które pod koniec lat 20. liczyło prawie 500 pisarzy, zostało zaledwie kilka osób. Tyle samo ocalało z byłego zrzeszenia literacko-artystycznego „Uzwyszsza”. Wśród pisarzy starszej generacji, zrzeszonych przy redakcji pisma „Połymia”, oszczędzono tylko Jankę Kupałę i Jakuba Kołasa, którzy już wówczas uważani byli za wieszczów narodowych.

W 1939 roku kolejny szef NKWD Białorusi w następujący sposób oceniał działalność swego poprzednika, Borisa Bermana, który sprawował swój urząd w latach „wielkiego terroru”: „… Boris rozstrzelał w ciągu niecałego roku pracy ponad osiemdziesiąt tysięcy osób. Wyplenił kwiat narodowej inteligencji białoruskiej. Dokładnie wyszukiwał, wynajdywał, wyrywał i niszczył wszystkich ludzi pracy cokolwiek wyróżniających się rozumem lub wiernością ojczyźnie”.

Bezprecedensowy, co do swej skali terror zabrał najlepsze i nieliczne naówczas siły białoruskiej inteligencji. Natomiast ci, których terror bezpośrednio nie dotknął, aby uniknąć prześladowań, zmuszeni byli zaniechać podejmowania białoruskiej tematyki narodowej i historycznej, dostosowując się do warunków sowieckiej propagandy ideologicznej. Wyrządziło to nie tylko ogromną szkodę białoruskiej kulturze, ale też niezmiernie oddaliło ją od ogólno-europejskich źródeł cywilizacyjnych.

 

Walki z religią ciąg dalszy

Stosunek władzy sowieckiej do religii w latach 30. był kontynuacją polityki prowadzonej względem Kościoła w poprzednim dziesięcioleciu, lecz jej zasięg i bezkompromisowość znacznie wzrosły.

Kampania represji przeciwko Kościołowi wzmogła się w okresie kolektywizacji. Z reguły po utworzeniu kołchozu świątynię zamykano, a kapłana aresztowano i wysyłano. W 1929 roku wydano dekret dotyczący zrzeszeń religijnych, który z niewielkimi zmianami obowiązywał do rozpadu ZSRS. Tym zarządzeniem ostatecznie zalegalizowano wyparcie organizacji religijnych ze wszystkich sfer życia społecznego i zniesiono wolność sumienia. Działalność religijną mogły prowadzić wyłącznie zarejestrowane zrzeszenia o liczbie członków nie mniejszej niż dwadzieścia osób. Tylko takie stowarzyszenia były uprawnione do posiadania świątyń i sprzętu liturgicznego. Zakazano też wszelkiej działalności religijnej poza obrębem kościołów. Jedność kościołów zastąpiono sumą izolowanych od siebie „dwudziestek” – osobno rejestrowanych przez władze poszczególnych komórek, z reguły mających w swym składzie konfidentów.

Nie ustawała też propaganda antyreligijna, a białoruski „Związek wojujących bezbożników” liczył w 1932 roku ok. 220 tys. członków.

W latach 30. nasiliły się aresztowania wśród duchowieństwa katolickiego, wielu księży stracono. W lutym 1930 roku papież Pius XI wystąpił w obronie uciskanej przez komunistów religii. Akcję tę bolszewicy potraktowali jako szkalowanie władzy sowieckiej i „krucjatę” przeciwko Związkowi Sowieckiemu. Konfrontacja z Watykanem spowodowała masowe aresztowania duchowieństwa katolickiego. Dla nadania represjom pozorów legalności GPU posłużył się sprawdzonymi już środkami, wymyślając nieistniejące organizacje podziemne.

W 1933 roku aresztowano sporą grupę księży, których oskarżono o zorganizowanie kontrrewolucyjnej Polskiej Organizacji Wojskowej (POW). Jej celem rzekomo była działalność szpiegowska na rzecz Polski i agitacja przeciwko władzy sowieckiej. Aresztowano proboszczy kościołów w Borysowie, Bobrujsku, Słucku, Rohaczowie, Łogojsku, w powiatach puchowickim i dryśnieńskim. Proboszczowi mińskiej katedry ks. Adamowi Puczkarzowi-Cmielewskiemu zarzucono kierowanie całą organizacją. Aresztowany w 1933 roku, został rozstrzelany w roku 1937.

Na plenum KC KP(b)B w lipcu 1937 roku oświadczono, że „pracy generalnego uprzątania Białorusi ze wszelkiego gnoju, polskiego brudu, różnego rodzaju szpiegów i dywersantów jeszcze należycie nie rozpoczęto”, i że ją przyjdzie wykonać „jak należy”. W tym samym roku NKWD sfingował sprawę kolejnej fikcyjnej organizacji POW. Tym razem został aresztowany proboszcz mińskiej katedry ks. Jan Borowik i ks. Konstanty Adrekus, oraz proboszcze kościołów w Witebsku, Szkłowie i innych miejscowościach. Wszystkich rozstrzelano. Ogółem w latach 1937–1938 komuniści zamordowali 58 księży katolickich.

W sfabrykowanej przez NKWD BSRS sprawie „szpiegowskiej organizacji” prawosławnego „Białoruskiego Kościóła Autokefalicznego»” w 1937 roku aresztowano ponad 200 osób, 11 z nich uznano za przywódców i rozstrzelano.

Rozpoczął się też proces intensywnego wyburzania świątyń, z których liczne były arcydziełami architektury i zabytkami. Zamknięte cerkwie i kościoły z reguły zamieniano w kluby wiejskie, spichrze i magazyny. Dokumenty Komisji ds. Rozdziału Kościoła i Państwa w BSRS świadczą, że ponad połowę prawosławnych świątyń w latach 1930–1932, „przekazano dla potrzeb kulturalnych i gospodarczych”. Do końca 1936 roku na Białorusi zlikwidowano 1371 cerkwi i 95 kościołów. Stosunkowo niewielka liczba ostatnich w porównaniu do świątyń prawosławnych tłumaczy się tym, że kościołów było proporcjonalnie mniej, gdyż ówczesna BSRS obejmowała wschodnią część białoruskiego obszaru etnicznego, gdzie zdecydowanie przeważało wyznanie prawosławne.

Pod koniec 1937 roku wszystkie kościoły i cerkwie w BSRS zostały zamknięte. O konsekwencjach tych posunięć świadczą następujące liczby: w Mińsku z 20 świątyń zamknięto 15; w Witebsku z 17 – 16; w Mohylewie z 18 – 15. Do sierpnia 1937 roku na sowieckiej Białorusi czynne były tylko 11 kościołów różnych wyznań, które niebawem miały być zamknięte. W połowie 1938 roku ludowy komisarz spraw wewnętrznych BSRS meldował Moskwie, że w republice pozostały tylko dwie funkcjonujące cerkwie – w Orszy i Mozyrzu.

Naród białoruski w krótkim czasie pozbawiano religijnej historii i związanych z nią tradycji. Zamknięciu świątyń towarzyszyły represje skierowane przeciwko duchowieństwu i wiernym. W ciągu lat 1937–1938 osiągnęły one taki rozmach, że funkcjonowanie kościołów wszystkich wyznań faktycznie ustało.

W ciągu ponad dwudziestu lat swego panowania władza sowiecka zwalczała i tłumiła religię, którą uważała za „przeżytek kapitalizmu” i „hamulec budowy socjalizmu”, w rzeczywistości zaś – za swego ideowego i nieprzejednanego rywala w walce o rząd dusz. W latach 30. w BSRS zlikwidowano wszystkie zewnętrzne przejawy życia religijnego. Zakazano też działalności organizacji o charakterze religijnym, charytatywnym oraz wydawania religijnej literatury. Większa część duchowieństwa została uwięziona lub rozstrzelana.

 

Terror

Terror lat 20.–50. w Związku Sowieckim władze tego państwa uzasadniały względami doktrynalnymi, wychodząc z założenia o „nieuchronności walki klasowej”, konieczności zwalczania „kontrrewolucji” i „wrogów ludu”. Pod tą osłoną propagandową chowano rzeczywiste przyczyny represji. Ustrój komunistyczny nie mógł się bez terroru obyć, jako że był to istotny czynnik scalający system i zapewniający jego przetrwanie. Wystąpił też terror jako zasadnicze narzędzie walki o władzę i zapewnienie jej funkcjonowania w warunkach totalitarnego społeczeństwa.

Epoka masowego terroru w ZSRS lat 30. zaczęła się od stalinowskiej ofensywy przeciwko chłopstwu. Atak ten przeprowadzono w niezwykle brutalny i nieludzki sposób, stosując nawet tak brutalne metody jak sztuczne wywoływanie głodu.

Rozpętany pod koniec 1929 roku masowy terror stopniowo ogarnął i inne kategorie ludności. Uderzano w całe grupy społeczne. Celem było totalne zastraszenie i sterroryzowanie społeczeństwa. Represjom poddano praktycznie wszystkie kategorie ludności, ale w pierwszej kolejności ich ofiarami stawali się najbardziej wykształcone warstwy, uważane za potencjalnych przeciwników reżimu. Aresztowano i karano „białoruskich narodowych faszystów”, „trockistów”, „polskich szpiegów” za udział w nieistniejących „kontrrewolucyjnych”, „antysowieckich”, „szkodniczo-dywersyjnych” i „szpiegowsko-terrorystycznych” organizacjach. Karano również za niepowiadomienie władz o „działalności kontrrewolucyjnej” członków własnej rodziny, za kontakty z krewnymi mieszkającymi za granicą.

W użycie i praktykę sądową wprowadzono pojęcie „społecznie szkodliwy element”. Rozniecano totalną podejrzliwość i wzajemny brak zaufania. Donosy, oszczerstwa, obmowy i oskarżenia o wypowiedzi antysowieckie, czynione nieraz z wyrachowania, stały się codziennością.

 

Gehenna Polaków

W ślad za zwalczaniem tzw. narodowego demokratyzmu w środowisku białoruskiej inteligencji, represje skierowano przeciwko mniejszościom narodowym.

9 sierpnia 1937 roku Politbiuro KC WKP(b) zatwierdziło rozkaz operacyjny NKWD nr 00485 dotyczący likwidacji „lokalnych organizacji POW” i polskich grup „dywersyjno-szpiegowskich ”. Jak zauważa współczesny historyk: „Nie było wcześnie pojedynczego dokumentu, który pociągnąłby za sobą świadomą likwidację tak wielkiej liczby ludzi na podstawie kryterium etnicznego”. W rozkazie nie mówiło się wprost, że chodzi o naród polski, lecz z jego treści wynikało, że podejrzenie rzucano na całą polską populację ZSRS. Początkowo zakładano, że rozkaz ma być wykonany w ciągi trzech miesięcy, jednak terminy niejednokrotnie ulegały zmianom i ostatecznie operacja trwała przez prawie rok. Wyjątek zrobiono dla Białorusi, której zezwolono przedłużyć tę akcję do 1 września 1938 roku.

Była to jedna z pierwszych i największa ze wszystkich operacji „narodowościowych”. W sumie w trakcie tej akcji skazano prawie 140000 osób, z których 111091 rozstrzelano. Większość z nich stanowili Polacy. Liczbę ofiar wśród osób narodowości polskiej szacuje się w granicach 85–95 tysięcy. Jak zaznacza amerykański historyk Timothy Snyder, stanowi to jedną ósmą ogólnej liczby straconych podczas „wielkiego terroru”, czyli odsetek bardzo duży, gdyż Polacy w ZSRS byli znikomą mniejszością narodową – 0,4% populacji kraju. Z tego wynika, że Polacy w Związku Sowieckim ginęli w tamtym okresie prawie czterdziestokrotnie częściej niż inni obywatele sowieccy. Łącznie z ofiarami przymusowej kolektywizacji straty społeczności polskiej w Związku Sowieckim sięgnęły 30% jej stanu z lat 20. (wg sowieckiego spisu ludności z 1926 r. w ZSRS mieszkało 782 tys. obywateli sowieckich pochodzenia polskiego, w tym na Białorusi ok. 97 tys.).

Polską mniejszość narodową uznawano za nieprzyjaciela państwa sowieckiego z założenia, bo kojarzono ją z „wrogą burżuazyjno-obszarniczą” Polską. Tym się zapewne tłumaczą próby „uregulowania” kwestii polskiej w Związku Sowieckim na początku lat 30. Chodzi o autonomię narodową przyznaną Polakom na Białorusi w 1932 roku, która zgodnie z planami kierownictwa stalinowskiego miała się stać czynnikiem destabilizującym politykę wewnętrzną ówczesnego państwa polskiego w kwestii narodowościowej.

Rejon kojdanowski reorganizowano w Kojdanowski Narodowościowy Rejon Polski. Lokalny sowiecki polskojęzyczny dziennik „Orka” pisał w związku z tym: „Organizacja Polskiego Rejonu Kojdanowskiego wskazuje jeszcze raz polskim masom pracującym ZSRS, a także masom pracującym Polski faszystowskiej, Białorusi Zachodniej i Ukrainy Zachodniej, że tylko ZSRS jest ojczyzną wszystkich narodów, a Polska faszystowska jest więzieniem narodów”.

Ważnym elementem tej polityki był zamiar przeprowadzenia szybkiej sowietyzacji ludności polskiej, co ze względu na specyfikę jej historycznego rozwoju, nie było rzeczą łatwą. W tym sensie narodowa autonomia polska o sowieckim podłożu ideologicznym miała zlikwidować duchową łączność z Polską i polskim rodowodem przez całkowitą izolację od narodowych i społeczno-kulturalnych procesów zachodzących w II Rzeczypospolitej. Miała też zniszczyć autentyczne tradycje narodowe i kulturalne.

Jednak w połowie lat 30., w obliczu zmieniającej się sytuacji geopolitycznej, strona sowiecka ostatecznie zaprzestała prób wykorzystania kwestii polskiej do poszerzenia wpływów międzynarodowego ruchu komunistycznego. Pod pretekstem walki ze szpiegami polskimi i „burżuazyjnymi” mniejszościami narodowymi w sierpniu 1937 roku rozpoczęto akcję skierowaną na izolację i częściowe zniszczenie ludności polskiej na Białorusi. Czystka etniczna dotknęła w pierwszej kolejności osób mających krewnych w Polsce lub przybyłych stamtąd na Białoruś. Aresztowaniu podlegały także „ujawnieni” członkowie wymyślonej przez NKWD „Polskiej Organizacji Wojskowej”, pozostający w ZSRS polscy jeńcy, zbiegowie z Polski, emigranci polityczni, byli członkowie PPS i innych partii politycznych, aktywiści polskich rejonów narodowościowych.

Masowe wywózki Polaków z Kojdanowszczyzny rozpoczęły się wiosną 1938 roku. Większość była kierowana do obozów koncentracyjnych w Komi, na północy europejskiej Rosji. Ludność polska poniosła wówczas ogromne straty. Wśród represjonowanych na Białorusi, jak i w całym Związku Sowieckim, liczba Polaków była większa w stosunku do liczebności innych narodowości.

Towarzyszyła temu kampania antypolska tworząca w oczach obywateli sowieckich obraz Polaka – „szpiega faszystowskiej Polski”, „wroga władzy ludowej i ludu pracującego” itp. Na tle pokutujących jeszcze z czasów carskich stereotypów o Polakach – „wrogach Wschodu”, „zdrajcach Słowiańszczyzny” propaganda wytwarzała w społeczeństwie sowieckim atmosferę wrogości wobec Polaków, zaliczając ich do tzw. elementu niepewnego. Jednemu z więźniów politycznych śledczy NKWD tłumaczył, że wszyscy Polacy to faszyści.

Na Białorusi w trakcie „operacji polskiej” od 25 sierpnia 1937 roku do 15 listopada 1938 roku skazano 19931 osób i rozstrzelano 17772. Jeszcze 20 tysięcy Polaków deportowano z Białorusi w roku 1938. Ogółem na skutek prześladowań, deportacji i wyroków śmierci liczebność Polaków na sowieckiej Białorusi spadła w latach „wielkiego terroru” o ponad sześćdziesiąt tysięcy, czyli zmniejszyła się dwukrotnie w stosunku do stanu sprzed sierpnia 1937 roku (według sowieckiego spisu ludności z 1937 r. liczba obywateli narodowości polskiej w BSRS wynosiła 119881 osób).

Konsekwencją takiej polityki było powszechne ukrywanie przez większość sowieckich Polaków swojej przynależności narodowej. O nauczaniu języka ojczystego, kultywowaniu narodowej oświaty i kultury nie było mowy. Społeczność polska w ZSRS skazana została na wynarodowienie.

Represje na tle narodowościowym były wprost związane z właściwą Sowietom obsesyjną ideą sugerującą istnienie w kraju „piątej kolumny”, rzekomo uzupełniającej swoje szeregi przedstawicielami poszczególnych diaspor. Różniły się od operacji przeciwko kułactwu pod względem organizacji i stawianych celów. W wypadku „operacji narodowościowych” nie przewidywano wprowadzenia zawczasu ustalonych specjalnych limitów aresztowań, a wytyczne w tym zakresie określały kategorie osób podlegających represjom ogólnikowo. Naturalnie, w takich okolicznościach funkcjonariusze NKWD mieli szersze pole do działania, będąc ponadto zachęcani do aresztów dodatkowych kontyngentów „w związku z niejasną sytuacją operacyjną”.

Dane zebrane przez historyków z rosyjskiego zrzeszenia „Memoriał”, którzy badali archiwa NKWD, wyraźnie wskazują, że procent wyroków śmierci w sprawach „narodowościowych” istotnie się różnił w zależności od sytuacji w terenie, tj. faktycznie zależał od subiektywnej decyzji „dwójek” i „trójek”. Wśród wszystkich mniejszości narodowych Związku Sowieckiego Polacy, obywatele sowieccy narodowości polskiej, ucierpieli podczas „wielkiego terroru” najbardziej. W latach 1937–1938 represjonowano około jednej piątej wszystkich sowieckich obywateli pochodzenia polskiego, którzy według oficjalnych sowieckich statystyk liczyli w 1937 roku 636 tysięcy osób.

 

Na to jest prawo, żeby było lewo

Warunki polityczne, w których funkcjonował sowiecki wymiar sprawiedliwości, zasadniczo się zmieniły w 1929 roku, ponieważ kolektywizacja i wojna ze wsią miały dla prawa poważne konsekwencje. Gwałtownie zmniejszyła się liczba rozpatrywanych w sądach spraw cywilnych, ponieważ prawo regulujące stosunki związane z własnością praktycznie przestało obowiązywać.

Kolektywizacja wpłynęła na prawo jeszcze pod jednym względem. W środowisku lokalnych kierowników i urzędników powodowała bagatelizowanie norm prawnych. Rekwizycje zboża, konfiskaty innej własności rolników i organizowanie kołchozów wymagały takiego stopnia pozaprawnego przymusu, że normy prawne po prostu stawały się przeszkodą na drodze osiągnięcia celów politycznych.

Wybory, które za bolszewików zawsze były tylko farsą, faktycznie przekształcono w narzędzie kontroli nad „aktywnością” udziału obywateli w kampaniach wyborczych i sondaże nastrojów społecznych. Władza bowiem wymagała spektakularnego manifestowania wobec niej lojalności. W 1937 roku za nieoddanie głosu na kandydatów polecanych przez organizacje partyjne lub głosowanie „przeciw”, wysuwanie własnych kandydatów i agitację przeciwko uczestniczeniu w wyborach, nie mówiąc już o nawoływaniu do bojkotowania kandydatur Stalina i Mołotowa – aresztowano.

Dezorganizacja społeczna wywołana przymusową kolektywizacją, rozkułaczanie i rozpoczynający się głód, doprowadziły do masowych i niekontrolowanych migracji tysięcy chłopów do miast. Aby zapobiec temu masowemu wyjściu, który groził zdezorganizować system dystrybucji kartkowej, wprowadzony w miastach w 1929 roku, i obejmujący w 1932 roku już nie 26mln, jak na początku roku 1930, lecz 40mln mieszkańców miast, władze rozpoczęły zakrojoną na szeroka skalę kampanię paszportyzacji ludności miejskiej.

W grudniu 1932 roku wprowadzono dowody osobiste i meldunki, co faktycznie oznaczało zakaz opuszczania miejsca zamieszkania bez specjalnego zezwolenia organów spraw wewnętrznych. Rolnicy natomiast w ogóle nie dostali dowodów, co miało zapobiec ich ucieczce z kołchozów. Wewnątrz krajowy paszport miał zastąpić wszystkie inne dowody osobiste wydawane dotychczas przez różne władze. System paszportowy miał też na celu „oczyszczenie” większych miast ZSRS z elementów napływowych. Na szeroką skalę stosowano deportację z miast, ich czystkę i wysiedlanie tej części ludności, którą określano jako „obcą społecznie” lub „społecznie groźną”.

W krótkim czasie rozbudowano aparat policyjny, a inwigilacja tak zwanej niepewnej ludności osiągnęła niebywały rozmach. Poniewierających się w poszukiwaniach kawałka chleba ludzi – według oficjalnej terminologii „włóczęg” i „zdeklasowane elementy”, gromadzono w specjalnych łagrach, zmuszając do prac publicznych.

W maju 1933 roku na wyspę Nazino (w okręgu narymskim, na Syberii) przywieziono pierwszą partię „elementu typu miejskiego”, ludzi zatrzymanych przeważnie w Mińsku i Moskwie jako nieposiadających paszportów – 4900 osób. Do jesieni tegoż roku z 10 tysięcy zesłanych na wyspę ponad 3 tysiące zmarło z głodu i chorób. Wycieńczeni, bez dachu nad głową, niemający żadnych narzędzi oraz koniecznej w takiej sytuacji sprawności nabytej w pracy, zesłańcy okazali się w sytuacji bez wyjścia. Zagrażające rozmiary przybrało ludożerstwo. Pochodząca z Mińska zesłanka, której udało się przetrwać dziejące się na tej wyspie piekło, była świadkiem tego jak młodą dziewczynę dosłownie rozpłatano: przywiązano do drzewa i odcięto piersi, łydki, powycinano mięśnie.

Obostrzono też rygor kontroli zatrudnienia. W 1938 roku wprowadzono obowiązkowe książeczki pracy, w których notowano wszystkie poprzednie miejsca zatrudnienia obywatela oraz informacje o jakości pracy i naruszeniach dyscypliny.

Kluczem do zrozumienia istoty procesów zachodzących w sowieckiej polityce karnej lat 30. są poglądy ówczesnego prokuratora generalnego ZSRS Andrieja Wyszynskiego, którego działalność w znacznym stopniu wpłynęła na kształtowanie się sowieckiego prawa kryminalnego tamtego okresu. Wszystkie zgłaszane wówczas przez niego koncepcje uchodziły za nieomylne. Jako teoretyk prawa sowieckiego Wyszynski uzasadnił wszechmoc i samowolę państwa względem obywateli. Jego zasadniczym założeniem była sformułowana przez Stalina teza o nieuniknionym zaostrzeniu się walki klasowej, co rzekomo wymagało maksymalnego wzmocnienia funkcji karnych państwa celem zniszczenia resztek „wymierających wrogich klas”. Istotę prawa komunistycznego zatem postrzegał Wyszynski jako absolutną dominację aparatu państwowego nad jednostką, całkowite podporządkowanie obywatela biurokracji państwowej.

W miarę dojrzewania epoki stalinowskiej zachodziły nadzwyczajne zmiany w ustawodawstwie.

W Kodeksie Karnym BSRS z 1928 roku czyny karalne podzielono na dwie kategorie: przestępstwa przeciwko ustrojowi sowieckiemu i wszystkie pozostałe. Dla przestępstw pierwszej kategorii ustanowiono tylko dolną granicę kary (minimalną granicę, poniżej której sąd nie mógł wymierzać karę). Dla przestępstw drugiej kategorii ustalono tylko górną granicę. Początkowo termin pozbawienia wolności nie przekraczał dziesięciu lat, jednak później został zwiększony do 25. Z siedemnastu składów tzw. kontrrewolucyjnych przestępstw w przypadku czternastu mógł być zastosowany najwyższy wymiar kary – rozstrzelanie. Kary dodatkowe również miały wyraźnie represyjny charakter. Zasądzenie skazanego na utratę praw publicznych pozbawiało go nie tylko praw politycznych, ale też elementarnych warunków materialnej egzystencji. W przypadku utraty praw podstawowych skazanemu nie tylko zakazywano wykonywania określonych zawodów, pozbawiano go też prawa do emerytury, zasiłku dla bezrobotnych, praw rodzicielskich.

Najczęściej używanym artykułem Kodeksu karnego BSRS, na podstawie którego przedstawiano polityczne zarzuty, był artykuł 72 – propaganda lub agitacja przeciwko władzy sowieckiej. Szeroko korzystano również z artykułów przewidujących odpowiedzialność za szpiegostwo.

W 1934 roku wydano dekret, wprowadzający karę śmierci za ucieczkę za granicę wojskowych i cywili, przewidujący też „winę obiektywną”, tzn. zbiorową. Członkowie rodziny wojskowego, którzy wiedzieli o zamiarach uciekiniera, podlegali pozbawieniu wolności od 5 do 10 lat, pozostałych zaś (nic niewiedzących o ucieczce!) zamieszkałych razem z nim pełnoletnich członków jego rodziny lub znajdujących się na jego utrzymaniu karano pięcioletnim zesłaniem na Syberię. Było to absolutne novum w prawie dwudziestego wieku. Właściwie ten rodzaj represji nie można nazwać odpowiedzialnością, bo rozszerzono ją na wszystkich członków rodziny „winnego”, którzy nie wiedzieli o jego „przestępstwie”, zatem nie mieli za co odpowiadać. Praktycznie chodziło o prewencyjne grożenie ewentualnemu „zdrajcy”, a jego rodzina stawała się zakładnikiem reżimu na wypadek dopuszczenia się „zbrodni”.

Do kategorii systemu zakładników należało uzupełnienie zestawu przestępstwa w takie pojęcia jak „żona zdrajcy ojczyzny” czy też „członek rodziny zdrajcy ojczyzny”. Nie sposób przypomnieć czegoś podobnego nie tylko w innych krajach, ale też w bardziej oddalonych epokach.

Jeszcze bardziej potworną praktyką było wprowadzenie w kwietniu 1935 roku odpowiedzialności karnej dzieci od 12-go roku życia, z możliwością zastosowania wobec nich kary śmierci, co dawało reżimowi dodatkową możliwość oddziaływania na dorosłych oskarżonych. Autorem projektu odpowiedniej uchwały był A. Wyszynski, a inicjatorem – Stalin.

Istniał zatem za czasów stalinowskich system zakładników, stanowiący jeden ze środków terroru skutecznie wpływających na stan społeczeństwa. Legalne wykorzystanie krewnych jako zakładników, pozbawienie ich wolności czy nawet życia było wyjątkowym zjawiskiem w najnowszej historii Europy. Podobnymi metodami posługiwały się władze hitlerowskie, ale tamte raczej nie stosowały je wobec własnych obywateli narodowości niemieckiej.

 

GUŁag

Gulag_Location_MapOd początku lat 30. aparat represji szybko rozbudowywano. Po śmierci Dzierżyńskiego w działalności OGPU nastąpił okres przejściowy, w którym odbywała się adaptacja do nowej sytuacji. Funkcje kierownika organów bezpieczeństwa powierzono Wiaczesławowi Menżyńskiemu. Właśnie wówczas Stalin podporządkował sobie wszystkie środki represji. Po śmierci Menżyńskiego jego następcą został Genrich Jagoda. Nowy etap w działalności OGPU charakteryzował się rozbudową systemu obozów koncentracyjnych, które poza funkcją represyjną stopniowo zaczynały pełnić rolę podmiotu gospodarki narodowej.

W 1934 roku centralizacja sowieckich służb specjalnych dobiegła końca. Podjęto decyzję o utworzeniu ogólnokrajowego Komisariatu Spraw Wewnętrznych – NKWD, który wchłonął OGPU. Pod zarządem NKWD znalazła się sieć obozów koncentracyjnych, a terror nabrał charakteru planowego. Obwodowe i powiatowe urzędy NKWD otrzymywały plany aresztów. Kiedy odpowiedzialny za pierwszą falę czystek Genrich Jagoda sam stał się jej ofiarą, zastąpił go Nikołaj Jeżow, który w 1934 roku kierował czystką partii. Dokończył sprawę poprzednika niszcząc resztki opozycji i elitę armii czerwonej.

Kolyma-goldmineJeszcze w latach 20. reżim sowiecki zetknął się z problemem braku zasobów pracy w północnych i wschodnich rejonach ZSRS. Likwidacja materialnych bodźców do pracy oraz niska stopa życiowa nie sprzyjały napływowi siły roboczej do regionów o zbyt surowym klimacie. Postanowiono więc uzupełnić te braki pracą więźniów obozów koncentracyjnych. W tym celu w systemie NKWD stworzono specjalny organ, centralną administrację łagrową, czyli słynny GUŁag – Główny Zarząd Poprawczych Obozów Pracy.

Stworzenie systemu obozów koncentracyjnych uzasadniano przepełnieniem więzień, zbyt wysokimi kosztami ich utrzymania i koniecznością kolonizacji poszczególnych regionów kraju, oraz eksploatacji znajdujących się tam zasobów naturalnych. Aprobując tę inicjatywę Politbiuro KC WKP(b) w czerwcu 1929 roku podjęło uchwałę mającą dalekosiężne konsekwencje dla kształtowania się sowieckiego systemu penitencjarnego. Zgodnie z tą decyzją wszyscy więźniowie, skazani na termin pozbawienia wolności nieprzekraczający trzech lat, mieli być przeniesieni do obozów pracy.

W krótkim czasie GUŁag zamienił się w faktycznie samodzielną branżę gospodarki narodowej zasilaną tanią siłą roboczą więźniów. Odrębnym tematem natomiast jest kwestia wartości, wydajności i jakości tej niewolniczej pracy. Przymusowa aresztancka praca z założenia nie może być wydajna i twórcza. Każdy bez winy zasądzony człowiek, znajdując się w nienaturalnych, urągających jego jestestwu warunkach więziennych, upokorzony, przeżywający wstrząs wywołany aresztem, rozłąką z rodziną – nie może pracować z pełnym poświęceniem. Była więźniarka wspominała: „Wydłubywaliśmy w zamrożonym gruncie rowy ściekowe. Pracowaliśmy na pięćdziesięciostopniowym mrozie ciężkimi kilofami. Staraliśmy się wyrabiać normę. Była to bardzo ciężka praca. Ziemia – jak beton. Ale pracowaliśmy sumiennie. Natomiast wiosną, gdy ziemia odtajała, uruchomiono dźwig z koparką do rowów, który w ciągu godziny wykopał rów takiej samej wielkości, co brygada składająca się z sześciu osób kopała przez dwa miesiące. Było to ukaranie bezsensowną pracą, kara szczególnie ciężka i upokarzająca dla ludzi nawykłych przez całe swe życie do rzetelnej pracy”.

Trwające od kilku pokoleń warunki masowego zniewolenia i niewolniczej pracy milionów więźniów w obozach ZSRS nie mogły nie wpłynąć ujemnie na etos pracy i stosunek do niej w całym społeczeństwie sowieckim. Łagrowa rzeczywistość toczyła się zbyt blisko życia powszedniego obywateli, zbyt wielka liczba ludzi zetknęła się z obozami lub ich mieszkańcami. Nie przypadkowo przecież krążyło wówczas charakterystyczne powiedzonko, mówiące o wyzwalanym więźniu, że się przenosi z mniejszego łagru do większego.

Na stan łagierników ogromny wpływ miało też to, że ich wyżywienie, a zatem życie, zależało nie od indywidualnej, lecz brygadowej normy Workutawykonania. Innymi słowy, życie każdego więźnia zależało od efektywności pracy jego kolegów. Czyniło to z ludzi własnych nadzorców, wykonujących tę funkcję żeby otrzymać nader skromną rację żywnościową. Uwzględniając, że w czasach sowieckich przez łagry przeszły miliony, można sobie wyobrazić, jakie moralne następstwa podobna praktyka miała dla społeczeństwa. Stopniowo zamieniało się ono w „koncentracyjny świat”, w którym strach, kłamstwo, przemoc i terror stawały się normą.

Prócz funkcji karnej i ekonomicznej obozy koncentracyjne pełniły też wyraźną funkcję polityczną. Umożliwiały izolację wszystkich potencjalnych przeciwników ustroju, były niezawodnym środkiem zastraszania skierowanym przeciwko ewentualnej działalności opozycyjnej. O ile terror polityczny był jednym z podstawowych środków realizacji dyktatury totalitarnej, o tyle łagry były jego swoistym produktem końcowym.

Ludność kraju, który więził w obozach koncentracyjnych miliony, nie mogła nie odczuwać ustawicznej presji łamiącej jej psychikę. Te praktyki zawsze nasuwały analogię z hitleryzmem, ponieważ obozy koncentracyjne stanowiły jedną ze wspólnych cech obu systemów. Z wyjątkiem komór gazowych, pieców i pewnych udoskonaleń technicznych, wszystkie metody i sposoby niszczenia ludzi zostały wynalezione wcześniej, w Rosji sowieckiej i ZSRS.

 

Sabotażyści, szkodnicy, wrogowie

W styczniu 1937 roku, podczas rozmowy z niemieckim pisarzem Lionem Feuchtwangerem, Stalin powiedział: „Za bardzo się cieszą ludzie, że udało się wyzwolić z wyzysku. Dosłownie nie posiadają się z radości. Szkoda jest stosować wobec robotników i chłopów ostre środki. Obszarników i kapitalistów przegnano, robotnicy i chłopi – królowie życia. Wpadają w cielęcy zachwyt”. Ale żadnych powodów do zachwytu ludność Kraju Rad nie miała. W tymże 1937 roku wzmogła się kampania walki z rzekomo szerzącym się w kraju powszechnym sabotażem na wszystkich szczeblach działalności państwowej.

Rozpowszechnione w przedsiębiorstwach sowieckich przypadki produkcji wyrobów niepełnowartościowych (uznanych ostatecznie za wybrakowane), uszkodzeń sprzętu, wypadki przy pracy i błędy organizacyjne – powszechnie tłumaczono aktami sabotażu i srogo karano. Ułatwiało to prowadzenie polityki represji i znacznie poszerzało jej zasięg. Kreowanie obrazu sabotażysty-szkodnika i wpajanie go w umysły obywateli miało też wyjaśnić ludności przyczyny trudności życia powszedniego oraz brak dostrzegalnych sukcesów w „budowie socjalizmu”. Fantazja oprawców przybierała nieraz formy wręcz groteskowe. W Mińsku pewnego krojczego oskarżono o to, że zrobił wykrój zbyt wąskich kieszeni w spodniach odzieży specjalnej, „żeby wywołać niezadowolenie ludności”.

W miarę nasilania się represji wzrastała też powszechna psychoza związana z poszukiwaniem wrogów. Nie zostali dokładnie określeni, co dawało możliwość traktowania praktycznie każdego jako ukrytego wroga. Szpiegomania i poszukiwania urojonych nieprzyjaciół zaczęły nabierać charakteru masowego zjawiska. Absurdalny charakter istniejącej wówczas sytuacji ilustruje następujący przykład. Rzecz się miała w mińskim więzieniu miejskim. Do jednej z cel, w której więziono sowieckich aktywistów i dowódców wojskowych z przygranicznych rejonów, nieoczekiwanie wsadzono prawdziwego polskiego szpiega – oficera wywiadu polskiego Sztabu Generalnego. Cała cela, zwłaszcza wojskowi, odnosili się do Polaka-wywiadowcy z niechęcią. Aż pewnego razu, zirytowany takim traktowaniem, Polak zwrócił się do jednego z sowieckich oficerów: „Czego żeście ode mnie chcecie? Dlaczego tak wrogo mnie traktujecie? Ostatecznie jestem polskim obywatelem, polskim nacjonalistą, oficerem i patriotą, znajduje się w sowieckim więzieniu. Jest to normalne, absolutnie normalne. Ale dlaczego pan, sowiecki patriota i komunista, znajduje się w sowieckim więzieniu – tego zupełnie zrozumieć nie mogę, i chyba nie jest to normalne. Może pan mi wszystko to wytłumaczy?” Nikt nie potrafił nic wyjaśnić. Później polskiego oficera wymieniono na jednego z sowieckich zwiadowców, wtenczas jak większość sowieckich dowódców rozstrzelano.

 

Krwawe lata

1937_pitomnikNKVDW lipcu 1937 roku Politbiuro KC WKP(b) podjęło decyzję o rozpoczęciu masowego terroru i zatwierdziło rozkaz kierownictwa NKWD, dotyczący przeprowadzenia tej operacji. Zgodnie z tym rozkazem przyszłe ofiary podzielono na dwie kategorie – podlegających natychmiastowemu rozstrzelaniu i karanych pozbawieniem wolności terminem od 8 do 10 lat. Rodziny ofiar represji też mogły być aresztowane i zesłane. Ogółem nakazano aresztowanie około 260 tys. osób i rozstrzelanie prawie 73 tys. Wszystkim obwodom i republikom związkowym przekazano odpowiednie „limity”.

Początkowo na Białorusi planowano rozstrzelać 3000 i deportować 9800 osób, ale 31 stycznia 1938 roku Politbiuro WKP(b) zaakceptowało propozycję NKWD ZSRS przewidującą zatwierdzenie dodatkowej liczby podlegających represjom. Od lipca 1937 roku zaktywizowała się też działalność NKWD BSRS oraz regionalnych „trójek”, które sporządzały dokładne listy „elementu kontrrewolucyjnego”.

Zaplanowaną operację zaczęto od masowych aresztów i fingowania „kontrrewolucyjnych spraw”. Sens tych akcji polegał m. in. na tworzeniu fikcyjnych organizacji kontrrewolucyjnych, w tym też wymyślonej przez NKWD Polskiej Organizacji Wojskowej, z oskarżenia o przynależność do której w latach 1934–1938 aresztowano dziesiątki tysięcy Polaków i Białorusinów.

Lata „wielkiego terroru” były dla mieszkańców ZSRS prawdziwym koszmarem. Wszędzie wyszukiwano „wrogów ludu”. Zachęcano do donosów i obmów. Przewidziano nawet odpowiedzialność za „niedonosicielstwo”. W społeczeństwie zapanowała atmosfera powszechnej podejrzliwości Nikt nie był pewny jutrzejszego dnia, że nie zostanie aresztowany bez jakiejkolwiek widocznej przyczyny. Wychwytywani z codziennego życia i łona rodziny ludzie nagle znikali, z reguły na zawsze. Zaistniała sytuacja, w której podejrzaną wydawała się każda aktywność społeczna i polityczna, rzetelna praca, wszystko, co w jakimś stopniu wyróżniało człowieka, zwracało na niego uwagę. Szarzyzna, przeciętność, nijakość jawiły się jedyną gwarancją ratunku.

Dla zwykłych obywateli działania władz wydawały się być pozbawionymi logiki i sensu, nie mogli przecież jeszcze wiedzieć o stosowanych kryteriach doboru ofiar. Jak wykazały późniejsze wydarzenia, ofiar represji namierzano za pomocą danych ankietowych. Podstawą do rozstrzelania lub skierowania do obozu koncentracyjnego mogła być „nieodpowiednia” przeszłość przedrewolucyjna, udział w wojnie domowej po stronie przeciwników bolszewików, członkostwo w opozycyjnych grupach politycznych wewnątrz WKP(b), fakt wykluczenia z partii lub „rozkułaczenia”, karalność, „podejrzana przynależność narodowa” (Polacy, Niemcy, Litwini, Łotysze i t. d.), wreszcie związki pokrewieństwa, przyjaźni, a nawet same tylko kontakty z przedstawicielami wymienionych kategorii. Odpowiednią ewidencję wszystkich tych grup prowadziły NKWD i organa partyjne. Po otrzymaniu rozkazu z Moskwy w terenie sporządzano listy, według których później aresztowano i rozstrzeliwano.

Najprawdopodobniej kierownictwo sowieckie, lub też osobiście Stalin, uważali, że największy efekt terrorystyczny osiąga się wówczas, kiedy aresztuje się i rozstrzeliwuje określona część jakiejś grupy społecznej, niejako pokazowo. Wtedy pozostała jej część traci wolę sprzeciwu, szybko się staje uległą i podporządkowuje. Przy takim założeniu wcale nie jest ważne, kogo składa się w ofierze, tym bardziej, że prawie wszyscy nie są niczemu winni. W tej sytuacji nikt nie mógł być pewny, że kolejny łańcuch oskarżeń go nie dosięgnie.

Nikomu do głowy nie mogło przyjść, że NKWD miał zatwierdzony „plan” aresztowań wśród różnych kategorii ludności. Kierownictwo NKWD ustanowiło też „normy zdemaskowania” – nie mniej niż dwa przyznania się do winy na dobę. Limity aresztowań stale zwiększano. Przykładowo dla Homla początkowo ustalono „limit” 500 osób, następnie 1000, a później 2000. Jeden z kierowników NKWD BSRS w następujący sposób instruował swych funkcjonariuszy: „Powinniście starać się dorównać stachanowcom w produkcji, nie tylko wykonując normę zdemaskowania jednej osoby na dobę, lecz dawać więcej, żeby nie za darmo dostawać państwowe pieniądze”. Jak zaznaczano, w Mińsku „normy zdemaskowania” stanowiły od 1 do 3, w Homlu od 1 do 2 aresztowanych na dobę.

Zakończenie „wielkiego terroru” nastąpiło w listopadzie 1938 roku na rozkaz z Moskwy. Dokładna liczba ofiar tamtej rzezi dotychczas nie została ustalona. Według danych MSW ZSRS, datowanych 11 grudnia 1953 roku, skazano wówczas 1344923 osoby. W styczniu 1954 roku minister spraw wewnętrznych N. Krugłow przygotował dla Gieorgija Malenkowa i Nikity Chruszcziowa raport, z którego wynikało, że NKWD w okresie lat 1937–1938 aresztowało ponad 1,5 mln osób, z których zasądzono – 1,35mln, w tym ponad 680 tys. skazano na rozstrzelanie. Zgodnie z bardziej precyzyjnymi danymi, uzyskanymi w 1963 roku przez komisję Prezydium KC KPZR pod przewodnictwem Nikołaja Szwernika, w ciągu lat 1937–1938 aresztowano 1372392 osób, z których rozstrzelano 681692.

Mimo powoływania się niektórych autorów na oficjalne dane i źródła archiwalne wiarygodność tych informacji może być podważona. Liczby te wymagają dokładniejszego zbadania i uściślenia, ponieważ wymienione wyżej źródła odzwierciedlają jedynie ewidencję „księgową”, którą prowadzono w kierującym represjami centrum. Nadal niewiadomo czy liczby te uwzględniają straty poniesione w wyniku działań określanych w języku biurokratycznym jako „przegięcia”, „wypaczenia”, „naruszenia praworządności socjalistycznej” lub „przekroczenia limitów”. Wiadomo, że dość często miały miejsce, ale czy informowano o nich Moskwę?

 

 

Tortury

Męczarnie i cierpienia zaczynały się już na etapie śledztwa, które prowadzono zaiste nieludzkimi metodami. Najprawdopodobniej już w 1936 roku na Białorusi wytworzono pierwsze tajne instrukcje dotyczące możliwości stosowania tortur, a na początku następnego roku NKWD otrzymał na to oficjalną zgodę KC WKP(b).

W archiwach zachowały się świadectwa ofiar z lat 1938–1939 z opisami tych potwornych praktyk.

W NKWD BSRS aresztowanym zakładano kaftany bezpieczeństwa, oblewano zimną wodą i wystawiano na mróz, wlewano do nosa amoniak, szyderczo nazywany „kroplami szczerości”. W Dziale Specjalnym Białoruskiego Okręgu Wojskowego aresztowanych zmuszano do przysiadania w kucki setki razy z Biblią w wyciągniętych rękach, każąc udawać psie szczekanie. Jeden z więźniów mińskiego aresztu śledczego NKWD wspomina: „Siedząc w celi wielokrotnie słyszeliśmy okrzyk śledczego: – Baczność, do roboty – zaczynało się potworne bicie, słyszeliśmy smagania, naliczyliśmy 70 uderzeń, strach było uwierzyć, że to przeżywa żywy człowiek. Do bicia używano gumowych szlauchów, skrętek specjalnie skręconych z przewodów elektrycznych, kijów. Do tortur stosowano też specjalne taborety z kołkiem, na który wbijano ludzi i rozrywano im krocze pomiędzy odbytem a narządem płciowym. Było też krzesło elektryczne. Mężczyzn bito po narządach płciowych. Przypalano ciało papierosem, zapałką i świecą”. Innego więźnia mohylewskiego NKWD wtrącono do wilgotnej celi z napuszczoną na podłogę wodą, w której tamten stał przez 42 dni. Następnie wrzucono go do karceru – kamiennego lochu bez dopływu świeżego powietrza, wysmarowanego ludzkimi ekskrementami, gdzie nieszczęśnika przetrzymywano przez 120 dni. Wymyślono też męczarnię nazywaną „pułapem”, która polegała na tym, że człowiekowi na głowę narzucano skórzany pas i potężnymi uderzeniami w potylicę doprowadzano do wstrząsu mózgu.

Celem tortur było nie tylko zadawanie cierpień fizycznych, ale też moralnych. Jeden z więźniów relacjonował, że podczas nocnych przesłuchań śledczy stanął na taborecie i oddał mu mocz do ucha. W 1937 roku w Homlu NKWD urządził w piwnicach swej siedziby specjalne cele. W wąskich pomieszczeniach jednoosobowych, bez okien i wentylacji, umieszczano po dwadzieścia i więcej osób. W mocno ogrzewanych piecem celach przez całą dobę paliło się światło. Ludzi trzymano tam dopóty, dopóki nie zaczynali składać potrzebnych śledczym zeznań. Z gorąca u więźniów obrzmiewały nogi, pojawiały się guzy, ludzie tracili przytomność. Więcej jak dwadzieścia dni „parnię” nie przetrzymywał nikt. W Mohylewie czekistowska wyobraźnia wynalazła inną formę znęcania się. Aresztowanego umieszczano w celi z niską temperaturą i cementową podłogą zalaną wodą. Schować się przed wodą można było tylko w trumnie stojącej pośrodku celi. W mińskim areszcie stosowano tak zwane „ćwiczenie brygadowe”, gdy w biciu więźnia udział brało kilku śledczych. „Brygada” biła jednocześnie i na różne sposoby. Jeden wyrywał włosy, drugi ściskał gardło, trzeci pluł w twarz, pozostali tłukli pięściami i kopali w głowę, pierś, brzuch. W więzieniu NKWD, zwanym „amerykanką”, już skazanych na śmierć przesłuchiwano z zastosowaniem szczególnie wyrafinowanych tortur.

Białoruscy strażnicy więzienni mieli, od kogo się uczyć. Sowieckie łagry i więzienia słynęły ze swego surowego reżimu. W 1930 roku inspekcja centralnego aparatu OGPU wykryła w Sołowieckich łagrach koncentracyjnych „poważne naruszenie przepisów”. Tam znajdujących się w karcerach aresztowanych zmuszano od godziny trzeciej nad ranem do dziewiątej wieczór siedzieć w samej bieliźnie w kucki na „żerdce” – wąskiej ławce, nieruchomo i w milczeniu. Za najmniejsze naruszenie ustalonego rygoru więźniów bito. Sześć godzin zezwalano spać na betonowej podłodze. Takie torturowanie mogło trwać przez czas nieograniczony, nieraz do roku. Wyzwoleni wspominali o „żerdce” w przerażeniu. Oprawcy byli wyrafinowanymi dręczycielami. Więźniów zmuszano do przenoszenia wody garściami z jednej przerębli do drugiej, wsadzano do karceru o wysokości jednego metra, sufit i podłoga którego najeżone były ostrymi kolczastymi sękami. Trafiający tam nie wytrzymywali dłużej niż trzy dni i umierali. Pod dźwięki harmonii ludzi bito walonkami z włożonymi do środka żelaznymi odważnikami. Zabójstwo pod pretekstem ucieczki było zwyczajną praktyką.

 

Izolacja

Jedna z cech szczególnych represji lat 30. polegała na tym, że w kampanię „demaskowania wrogów ludu” wciągano ufające wówczas Stalinowi kanal_bielomorsko-baltycki-stalinizm-komunizmrzesze ludności. Kampania ta zbiła z tropu setki tysięcy uczciwych ludzi, a jadem podejrzliwości zmieszanej z dobrymi intencjami zatruto miliony. Należy jednak uwzględniać, że pod koniec lat 30. szeregowemu obywatelowi sowieckiemu było niezwykle trudno poznać się na sytuacji. Niezbyt wysoki poziom kultury, niewielkie doświadczenie polityczne, niedostateczna ilość informacji – wszystkie te okoliczności czyniły ludzi bezbronnymi wobec niepodzielnie panującej oficjalnej propagandy, intensywnie urabiającej opinię publiczną. Społeczeństwo miało wierzyć (i w znacznym stopniu wierzyło) potwornym w swej groteskowości oskarżeniom 1937 roku. Latami ludzi przyzwyczajano do myśli, że społeczeństwo sowieckie ma wrogów zewnętrznych i wewnętrznych. Często też niedoświadczeni ludzie kładli na karb wrogów istniejące w kraju liczne trudności i rażące problemy. Wykształcony w latach pierwszych pięciolatek system ekonomiczny zrodził tak daleko posunięta niegospodarność, zaś niedemokratyczny ustrój państwowy tak rozbudowaną i skłonną do nadużyć biurokrację, że ludzie chętnie wierzyli w istnienie rozgałęzionego szkodnictwa, bowiem zaiste tylko wrogowie ludu mogli zaprowadzić w kraju taki porządek. Komuniści tak dalece rozszerzyli pojęcie „wróg ludu”, że samo tylko użycie tego terminu od razu wyzwalało z obowiązku szukania jakichkolwiek dowodów winy. Umożliwiało również represjonowanie tych, kto się nie zgadzał z polityką sowiecką lub tylko został o to posądzony.

Toteż oceniając stan umysłów ówczesnego społeczeństwa trzeba uwzględniać wpływ na nie kilku czynników. Jak wspomniano wyżej, oddziaływał wpojony przez propagandę kompleks „otoczenia kapitalistycznego”, z czego wysnuwano wniosek, iż dokoła są wrogowie, a wewnątrz kraju działa ich agentura. W sytuacji zewnętrznej izolacji ZSRS oraz ustawicznego rozniecania wrogiego nastawienia wobec „zagranicy”, twierdzenia o zagrożeniu z zewnątrz i „kontrrewolucyjnym spisku” w kraju mogły wydawać się realnymi. Kłamstwo oficjalnej propagandy skierowanej na aktywizację zwalczania „wrogów wewnętrznych” doprowadziło do sytuacji, kiedy miliony ludzi na wiecach i manifestacjach żądali rozprawienia się z nimi.

Na nastroje mas niewątpliwie wpływał także kult wodza, powszechnie uchodzącego za nieomylnego. Co prawda, stalinowska polityka terroru stale pomnażała liczbę niezadowolonych panującą w kraju przemocą i niesprawiedliwością, niektórzy wręcz nienawidzili stworzonego przez Stalina ustroju, lecz w wymiarze masowym oddzielić „wodza” od narodu i „wielkich ideałów” potrafił bynajmniej nie każdy. Dlatego jego wrogowie byli postrzegani przez większość jako „wrogowie ludu”.

Istotną rolę odegrały też plebejskie antyinteligenckie nastroje, dość powszechne w Związku Sowieckim, gdzie inteligencję negatywnie kojarzono z obszarnikami, szlachtą oraz całą klasą „wyzyskiwaczy” i „pasożytów”. Nastroje te systematycznie były podgrzewane i wykorzystywane przez propagandę. Niewątpliwie odegrał też rolę swoisty „efekt” przyzwyczajania się do samowoli. „Urodziliśmy się w klatce, zaś urodzeni w niewoli, jak wiadomo, jej nie dostrzegają, uważając kraty za naturalny, normalny atrybut swego istnienia” – oceniał losy sowieckiego pokolenia lat 30. jeden z jego przedstawicieli.

Swój wpływ miało również umiejętne zatajanie tego, co się działo w lochach NKWD i łagrach. Uwalniani więźniowie musieli podpisywać zobowiązania zakazujące rozgłaszania informacji o metodach stosowanych w niewoli pod groźbą kary za zdradę tajemnicy państwowej. Ludzie pozostawali w nieświadomości, a oficjalna propaganda dokładała wszelkich starań, by tę niewiedzę umocnić. Kraj żył życiem toczącym się w dwóch wymiarach. W jednym były nocne aresztowania i rozstrzeliwania, więzienia i łagry. W drugim – powszednie życie, polukrowane propagandą sukcesów.

 

Liczba ofiar

Canal_Mer_BlancheTerror lat 20.–30.: regularne „czystki” partii i aresztowania opozycjonistów, kolektywizacja i „rozkułaczanie”, walka z „elementami antysowieckimi”, prześladowania narodowościowe – dotknęły milionów, a wielka czystka końca lat 30. stała się logicznym następstwem polityki represji prowadzonej w latach poprzednich. Według oficjalnych danych NKWD liczba więźniów samych tylko obozów GUŁagu wynosiła w 1934 roku – 510307, w 1935 – 725483, w 1936 – 839406, w 1937 – 820881, a w 1938 – 996367. Ze względu na brak lub niedostępność źródeł archiwalnych badacze mogą tylko wstępnie ocenić straty ludności ZSRS spowodowane represjami i głodem w latach 1927–1938, szacując je na 9,8–11mln osób.

Liczba uwięzionych i pomordowanych w okresie stalinowskim mieszkańców Białorusi wymaga dalszych badań i uściślenia. Z uwzględnieniem obecnego stanu udokumentowanych danych, historycy białoruscy szacują tę liczbę na 500 tys. represjonowanych w okresie międzywojennym. Ponieważ przed wojną ludność republiki wynosiła około 5,2mln, terror uderzył w prawie co dziesiątego jej mieszkańca. Według danych białoruskiej filii stowarzyszenia „Memoriał” represjonowanych było co najmniej trzykrotnie więcej. Tylko w samym uroczysku Kurapaty pod Mińskiem liczbę pomordowanych w latach 1937–1941 specjaliści szacują na 100–250tys. ludzi. Prócz znanych obecnie jedenastu miejsc masowych rozstrzeliwań w samym Mińsku, wykryto jak dotąd 48 podobnych miejsc na terenie innych białoruskich miast i osiedli. Dokładna liczba miejsc straceń na razie nie jest znana, gdyż archiwa białoruskiego KGB, w których są przechowywane dokumenty dotyczące zbrodni okresu komunistycznego, nadal nie są odtajnione. Dlatego przytoczone dane są szacunkowe. Białoruś jest jedynym krajem europejskim na post sowieckiej przestrzeni, w którym dotychczas oficjalnie nie ujawniono liczby ofiar komunizmu.

 

Po co?

Ponieważ masowe represje lat 1937–1938 zostały przeprowadzone jako zaplanowana akcja państwa, rodzi się uzasadnione pytanie, – jakie były tego przyczyny?

Odpowiedź na nie jest ważna dlatego, że rekonstrukcja logiki i zamiarów organizatorów terroru pomaga zrozumieć zasady funkcjonowania systemu politycznego, wykształconego w drugiej połowie lat 30., gdyż „wielka czystka” w dobitny sposób ujawniła cechy ówczesnego reżimu politycznego, umożliwiające wyodrębnienie okresu stalinowskiego spośród innych etapów historii sowieckiej.

Przede wszystkim terror lat 1937–1938 słuszniej byłoby nazwać apogeum represji stalinowskich, ponieważ długotrwały pogrom rozpoczęto faktycznie w 1927 roku i zakończono w marcu roku 1953, po śmierci Stalina. Pod koniec lat 20. dyktator zapoczątkował swoją „drugą rewolucję” mającą na celu umocnienie własnej władzy. Wówczas podstawą dla eskalacji terroru stało się rzekome zagrożenie zewnętrzne, spowodowane zerwaniem stosunków dyplomatycznych z Wielką Brytanią i zamachem na sowieckiego ambasadora w Warszawie Piotra Wojkowa, komplikującym stosunki z Polska. W rzeczywistości zaś ze strony Zachodu żadne niebezpieczeństwo nie istniało. Kampania ta potrzebna była kierownictwu stalinowskiemu dla wyniszczenia reszty opozycji i potencjalnych przeciwników.

Kilka czynników przesądziło o „wielkim terrorze”.

Terror i przemoc były główną bronią państwa sowieckiego w ciągu całego okresu jego istnienia, szczególnie zaś w latach 30.–50., jako że powtarzające się represje były nieodzownym warunkiem funkcjonowania reżimu bolszewickiego. Wywołana przez nie atmosfera strachu pełniła wielorakie funkcje. Jedną z główniejszych było utrzymywanie społeczeństwa w stanie podporządkowania, tłumienie nonkonformizmu i opozycyjności, umacnianie władzy partii-korporacji i wodza.

Represje i zniewolenie były też niezbędnym warunkiem funkcjonowania gospodarki sowieckiej, jednym z filarów której była przymusowa praca i stosowana na szeroką skalę eksploatacja więźniów. Jednak głównym ich celem było wyniszczenie potencjalnych przeciwników władzy sowieckiej oraz utrzymywanie społeczeństwa, aparatu partyjno-państwowego  w gotowości mobilizacyjnej.

Uderzając początkowo głównie w byłych aktywnych opozycjonistów, represje stopniowo ogarnęły wszystkie warstwy społeczeństwa. Merytoryczny zamiar stalinizmu polegał na absolutnym panowaniu nad do reszty zniewolonym społeczeństwem. Taki zamysł mógł być zrealizowany tylko pod warunkiem narzucenia władzy o charakterze ponadklasowym, ponadstanowym i ponadpartyjnym. Tego typu rządy nie mogły mieć trwałego i stałego oparcia w jakiejkolwiek grupie ludności lub części nomenklatury z tej prostej przyczyny, że zyskanie takiego wsparcia możliwe było tylko za cenę ustępstw na rzecz owych określonych grup i ich przywódców, czyli za cenę rezygnacji z absolutnej władzy.

Przed represjami nie chroniła ani stanowisko, ani wierność i oddanie partii komunistycznej. W przypadku działaczy narodowościowych prześladowcy zyskiwali jeszcze jeden, dodatkowy argument do stosowania represji – rzekomy nacjonalizm. Pod tym względem charakterystyczny jest przykład Antona Balickiego, w latach 1926–1929 ludowego komisarza oświaty BSRS, który, według jego własnych słów, „uczciwie służył proletariatowi i jego partii bolszewików, linię partii prowadził tak, jak rozumiał i czuł, nie ukrywając przed nią swych poglądów”. Balicki organizował narodowo ukierunkowaną politykę edukacyjną i kulturalną, usiłując przyciągnąć do tej pracy inteligencję o różnych poglądach. Oskarżono go o brak chęci szkolenia kadry proletariackiej, prowadzenie polityki prawicowego oportunizmu, sprzyjanie skupianiu się kontrrewolucyjnych sił narodowo-demokratycznych w urzędach państwowych, rozpowszechnianie utworów kontrrewolucyjnych oraz kontakty z mitycznym „Związkiem Wyzwolenia Białorusi”. W 1931 roku Balickiego skazano na 10 lat łagrów, a w 1937 rozstrzelano, oskarżając dodatkowo o kierowanie białoruską narodowo-faszystowską organizacją prowadzącą pracę dywersyjną.

Europejczykom i Amerykanom trudno było uwierzyć w istnienie tak licznych więźniów i ofiar, ponieważ ich liczba zaprzeczała zdrowemu rozsądkowi i zwyczajnemu doświadczeniu życiowemu mieszkańców krajów cywilizowanych. Żyjącemu w normalnych warunkach człowiekowi nie sposób też było zrozumieć przyczyn tak nieprawdopodobnych męczarni i cierpień, zadanych przez rządzących swoim obywatelom. Da się to uczynić jedynie uwzględniając prawdziwe motywacje takiego postępowania.

Zasiadającym na Kremlu władcom przyświecały dwa podstawowe cele: utrzymanie władzy za wszelką cenę oraz zamiar całkowitego przekształcenia człowieka, uczynienia z niego posłusznego wykonawcy swej polityki. W obu przypadkach terror, represje i strach były doskonałymi narzędziami realizacji tych celów. Żeby przetrwać ludzie musieli się ubiegać do hipokryzji i kłamstwa, oszukując władzę i samych siebie. Stopniowo prowadziło to do zaniku istotnych norm moralnych, uniemożliwiając funkcjonowanie społeczeństwa obywatelskiego. W kraju stworzono szczególnego rodzaju klimat powszechnej uległości, milczenia i lęku. Potencjalne protesty stłumiono jednym zmasowanym uderzeniem.

Prócz umocnienia władzy Stalina, który ostatecznie wyeliminował swych realnych i potencjalnych konkurentów, podporządkowując sobie wszystkie organa partyjne i państwowe, „wielką czystką”  niewątpliwie osiągnięto też inne cele – unicestwiono nonkonformistów i wątpiących, zastraszono społeczeństwo, zaś zakłady szybko rozwijającego się przemysłu NKWD otrzymały kilkadziesiąt tysięcy nowych niewolników.

Lecz właśnie w dziedzinie gospodarczej natychmiast ujawniły się najbardziej oczywiste zgubne następstwa represji. Przetrząsania kadrowe, przekwalifikowanie zwykłych przewinień i niepowodzeń gospodarczych na przestępstwa polityczne doprowadziły do zaniku inicjatywy, odpowiedzialności, dyscypliny, gwałtownie pogorszyły stan psychiczny pracowników, zniechęcając ich do podejmowania samodzielnych decyzji i nawet minimalnego ryzyka.

„Wielki terror” dokonał kardynalnych zmian w umysłach. Tego typu zbrodnicze praktyki miały doniosłe następstwa psychologiczne, bowiem doznany przez wszystkich ciężki, obezwładniający strach oraz poczucie nieuchronności prześladowania przekazywane były w społeczeństwie sowieckim z pokolenia na pokolenie.

 

*     *     *

 

Proces, któremu później nadano miano „budowy komunizmu” zaczął się po przewrocie październikowym 1917 roku i ukształtował się ostatecznie w ciągu następnych 20–25 lat, wytrącając „pierwsze w świecie państwo robotników i chłopów” z normalnego trybu rozwoju cywilizacyjnego. Reżim bolszewicki zniósł własność prywatną i całkowicie pozbawił obywateli możliwości wpływania na władzę polityczną, wprowadzając wszechogarniającą kontrolę partii komunistycznej nad wszystkimi dziedzinami życia społeczeństwa. Zapanowało powszechne bezprawie i masowy terror.

Budowane w epoce stalinowskiej społeczeństwo stało się kulminacją bolszewickiego eksperymentu, ostatecznie kończąc tworzenie wszystkich instytucji systemu sowieckiego w tej postaci, w której istniały do jego klęski. Ogólny plan nakreślony przez Lenina w pierwszych latach władzy bolszewickiej został szczegółowo opracowany i wcielony w życie. W latach 30., w trakcie głębokiej przebudowy gospodarczej i terroru, nowy system polityczny znacznie się wzmocnił, a przymusowa praca stała się jego stałym uzupełnieniem gospodarczym.

Wszystkie dziedziny życia – od gospodarki do kultury – upolityczniono. Dosłownie wszystkie sfery działalności ludzkiej okazały się podporządkowane celom państwa komunistycznego, w stopniu niemającym precedensu w historii. Nie pozostało ani jednej dziedziny życia, w której decydujące słowo nie należałoby do władz centralnych.

Ze świadomości mieszkańców Białorusi sowieckiej wyeliminowano całe warstwy narodowej, światowej historii i kultury.

W latach 30. w kraju zakończyło się także kształtowanie totalitarnego modelu rozwoju gospodarczego. Kolektywizacja rolnictwa miała ułatwić państwu konfiskatę większej części produkcji rolnej. Drugim celem było podporządkowanie mieszkańców wsi takim formom politycznej i administracyjnej kontroli, które zmusiłyby ich do przejęcia się ideologią sowiecką. Celom ekonomicznym towarzyszyły zatem cele polityczne.

Bezpośrednim skutkiem kolektywizacji było rozkułaczanie. Bolszewicy dążyli bowiem do wykorzenienia najzamożniejszej warstwy chłopów, jako najbardziej aktywnej gospodarczo i samodzielnej, zatem niebezpiecznej dla nich grupy. W konsekwencji struktury społeczne oraz tradycyjny tryb życia na wsi uległy całkowitej destrukcji. Bolszewicy wtargnęli na wieś niczym najeźdźcy, deportując najsprawniejszą część jej ludności, zapędzając resztę do kołchozów. Faktycznie dokonano kolonizacji wewnętrznej, traktując chłopów jako niewolników.

Wychowano też nową sowiecką inteligencję, gwałtownie wzrosła liczebność warstwy biurokratyczno-nomenklaturowej na wszystkich szczeblach aparatu państwowego.

Niebywały terror lat 1936–1938 zakończył proces atomizacji społeczeństwa, które zamieniło się w masę odizolowanych jednostek, niedopuszczających nawet myśli o jakiejkolwiek samodzielnej działalności społecznej. Totalna podejrzliwość tworzyła w społeczeństwie atmosferę strachu. Przystosowując się do tej sytuacji ludność wypracowała podwójną świadomość, która z biegiem czasu doprowadziła do wykształcenia się schizofrenicznego poglądu na świat. Z jednej strony – „oficjalnego”, udawanego, z drugiej – osobistego, wynikającego z życia codziennego i normalnej ludzkiej logiki, ale współistniejącego z pierwszym. Tylko dzięki takiemu podziałowi świadomości można było przetrwać w ustroju zasadzającym się na mitach.

Miało to tragiczne i dalekosiężne konsekwencje. Późniejsze formy reżimu sowieckiego wyrastały ze stalinizmu. Skonsolidowany przez Stalina ustrój w późniejszych okresach ulegał modyfikacji i doskonaleniu, lecz jakościowo ani system kierownictwa politycznego w ZSRS, ani jego struktura w zasadzie się nie zmieniły.

 

dr Jerzy Waszkiewicz

Udostępnij na:

Musisz być zalogowany aby komentować Login