Sowietyzacja Białorusi w latach 1929–1938

Są kraje, w których człowiek nie
jest wart nic; są nawet takie, w
których wart jest mniej niż nic.
Monteskiusz,
O duchu praw (1748).kuropaty (1)

Zakuwanie w dyby

Po pierwszych latach dyktatury komunistycznej zaszła istotna zmiana w psychologii bolszewików. Ujawniła się bowiem całkowita bezpodstawność i utopijność głoszonej przez nich teorii społecznej. Stanęli przed dylematem historycznym: albo kapitulować i oddać władzę, albo przystąpić do budowy „socjalizmu”, z góry wiedząc, że nie będzie miał nic wspólnego z proklamowanym rajem komunistycznym, i że budować go przyjdzie w zażartej walce z własnym narodem i na jego kościach. Dlatego kwestie przemocy i przymusu w rządzeniu zajęły w polityce bolszewickiej miejsce centralne, pojmowanie „nowego ustroju” sprowadziło się do traktowania doktryny komunistycznej jako skutecznego sposobu utrzymywania władzy – absolutnego i totalnego panowania.

Okoliczność, że Białoruś była republiką przygraniczną wyciskało piętno literalnie na wszystkich stronach jej życia. Ten czynnik specjalnie podkreślano w dokumentach partyjnych jako podstawowy w jej położeniu politycznym. Z tych samych względów Moskwa poświęcała szczególną uwagę swym wpływom na tym terytorium. Przede wszystkim uderzono w samoorganizację ludzi pracy, przedstawicielami których komuniści się mienili. Ze związków zawodowych usunięto starą kadrę związkową, a nowo powstałe związki zamieniono niebawem w instrument partii komunistycznej, powołany do trzymania robotników w karbach i zapobiegania ewentualnym protestom. Zatraciły funkcję obrony interesów robotników, zachowując jedynie nazwę. Sowieckie związki zawodowe broniły interesów pracodawcy, czyli aparatu państwa komunistycznego. Robotnicy dobrze to rozumieli, szybko zmiarkowawszy, że komitety zakładowe i administracja „to jedno i to samo, pracują wspólnie, razem”. Opisując sytuację w 1929 roku OGPU informowało o ostrych wypowiedziach pod adresem związków zawodowych: „Ki diabeł wybieramy komitet zakładowy i radę oddziałową. Okazały się niepotrzebnymi organizacjami. Wybieraliśmy je po to, żeby broniły robotników – członków związku zawodowego, a im wyszło odwrotnie. Pomagają administracji zwalniać robotników. Dosiedli ulubionego konika «wyście towarzysze, gospodarzami fabryki», a jak się spojrzy na gospodarzy, to zobaczy, jak się nas wyrzuca całymi setkami na pośredniak”.

Charakterystycznym środkiem konstruowania sowieckiego systemu władzy były „czystki” aparatu partyjnego i państwowego. Jedną z pierwszych tego typu masowych akcji w urzędach sowieckich przeprowadzono w latach 1932–1933. W pierwszej kolejności pozbawiano się kadry przedrewolucyjnej. Kierowano się przy tym „wyczuciem proletariackim”. Miejsce „wyczyszczonych” zajmowali ludzie z tak zwanego awansu społecznego, pochodzenia robotniczego lub chłopskiego, kierowani nieraz nawet do pracy w sądach.

Na skutek przejęcia przez państwo wszystkich kluczowych sektorów życia publicznego kraju nastąpił szybki rozrost biurokracji sowieckiej. Dawnych prywatnych właścicieli i specjalistów stopniowo zastępowano nową bolszewicką kadrą biurokratyczną. Tworzono też nowe, przedtem nieistniejące struktury partyjne i państwowe, wchłaniające rzesze urzędników. Prominenci nowego systemu otrzymywali przywileje, o których pozostała ludność mogła tylko marzyć. Dotyczyły nie tylko płac, wysokość których była nieporównywalnie wyższa od średniej krajowej Przysługiwały im komfortowe mieszkania i dacze, specjalna opieka lekarska, dobrej jakości żywność i towary, sprzedawane po zaniżonych cenach w specjalnych sklepach, co w warunkach katastrofalnego deficytu mieszkań i artykułów konsumpcyjnych lat 30. było przywilejem wyjątkowym. Właśnie w tamtych latach zarysowała się tendencja warunkująca powstawanie nowej „elity”, swego rodzaju sowieckiej „burżuazji”.

Zjawisko to, zwane władzą nomenklatury, właściwe było wszystkim krajom komunistycznym, ale po raz pierwszy powstało i rozwinęło się w społeczeństwie sowieckim. Do nomenklatury zaliczano pracowników zajmujących kluczowe stanowiska w strukturach państwowych i partyjnych. Na szczeblu republikańskim i lokalnym komitety partyjne dysponowały wykazem stanowisk i posad oraz kandydatów do ich objęcia. W 1937 roku nomenklatura stanowisk KC KP(b) B zawierała 5119 pozycji podzielonych na siedem kategorii. Przykładowo, do siódmej (najwyższej) kategorii zaliczono przewodniczącego Centralnego Komitetu Wykonawczego i prezesa Rady Komisarzy Ludowych, prokuratora generalnego republiki, a do pierwszej (najniższej) sekretarzy komitetów wykonawczych powiatów i miast, sędziów szczebla lokalnego. Wszystkie personalne listy zatwierdzane były przez organa bezpieczeństwa. Zorganizowany w ten sposób system zapewniał całkowitą kontrolę nad doborem kadr. Dodatkowym czynnikiem scalającym układ była niezmienna zasada, zgodnie z którą w razie utraty stanowiska lub aresztu urzędnicy tracili jednocześnie wszelkie prawa do własności przydzielonej im przez państwo. Innymi słowy istniał porządek, w którym osiągnięcie specjalnej pozycji, umożliwiającej względnie wysoki poziom życia, uzależnione było wyłącznie od znalezienia się w wykazach nomenklaturowych. Z utratą miejsca w układach tracono też dobrobyt. Toteż w obawie przed narażeniem się władzy urzędnicy unikali podejmowania odpowiedzialności i przejawiania inicjatywy. Nauczyli się natomiast ukrywać rzeczywisty stan rzeczy i informować zwierzchników przeważnie o stronniczo ujętych pozytywnych faktach, wspomagając się nawzajem w poszukiwaniu nowych, bardziej prestiżowych i intratnych miejsc pracy. Opanowali też sztukę biurokratycznej samoobrony, zachowania układów i klienteli. Stopniowo stało się to tradycją sowieckiej biurokracji, cechą charakterystyczną stylu rządzenia w ZSRS.

Pod koniec lat 30. nomenklaturowy system kierowania społeczeństwem ostatecznie się utrwalił. Od tamtego czasu poddawany był jedynie modernizacji, ale zasadniczo nie zmieniał się do końca istnienia Związku Sowieckiego. Własność prywatna jako kategoria prawno-ekonomiczna została zniesiona i zastąpiona inną formą własności – monopolem politycznej władzy nomenklatury oraz kontrolą nad wszelką istotną dla jej przetrwania informacją.

Kolektywizacja

W grudniu 1927 roku komuniści sowieccy podjęli decyzję o przekształceniu drobnych gospodarstw chłopskich w wielkie rolnicze spółdzielnie produkcyjne. Po raz pierwszy w historii wymuszano na ludziach wspólne zbiorowe gospodarowanie ziemią na takich warunkach i na tak ogromną skalę. Propagandowo tłumaczono to koniecznością wprowadzenia bardziej „racjonalnej” formy socjalistycznej produkcji rolniczej i usprawnieniem zarządzania.

W tym miejscu warto wspomnieć, że mimo pozornego novum bolszewicka rewolucja na wsi historycznie była zakorzeniona w tradycjach i kulturze politycznej społeczeństwa rosyjskiego. W dawnej Rosji także odgórnie przeorganizowywano, nieraz z zastosowaniem środków przymusu, socjalną strukturę społeczeństwa w ten sposób, by wszystkie jego warstwy z konieczności służyły władzy. Skrajną formą tego typu przeobrażeń było zalegalizowanie w wiekach XVI – XVII stanu pańszczyźnianego chłopstwa rosyjskiego, czyli prawa przypisującego chłopów do ziemi. Komunistyczna kolektywizacja była właściwie zwielokrotnionym powtórzeniem carskiego wzoru. Powstałe w jej toku kołchozy przypominały spółdzielnie jedynie swą fasadą. W istocie zaś były nastawione na maksymalny wyzysk rolników i pod tym względem niczym się nie różniły od dawnej pańszczyzny. Warto też uwzględniać, że dopiero w 1907 roku, w okresie urzędowania Piotra Stołypina, chłopi zyskali prawo do wystąpienia z „miru” (wspólnoty gminnej) wraz z użytkowanymi przez nich nadziałami, co pozwalało uniknąć ciągłych ponownych podziałów gruntów i „urawniłowki”. Co prawda, do roku 1917 przywiązanie włościan do swych nadziałów znacznie wzrosło, ale pamięć o wspólności władania ziemią nie zatarła się jeszcze i kołchozy mogły być odbierane przez część chłopów nie jako coś absolutnie nowego, lecz jako zmieniona forma dawnej wspólnoty.

Pod względem ekonomicznym i strukturalnym kołchoz był przedsięwzięciem z założenia beznadziejnym, ponieważ praca kolektywna na wsi nie stwarzała bodźców, zainteresowania materialnego, co blokowało aktywność gospodarczą. Trudno się dziwić, iż chłopi traktowali pracę w kołchozie jak odrodzenie przymusowej pracy. Wrażenie to zostało spotęgowane nałożonym przez statut kołchozów obowiązkiem odpracowania w ciągu roku określonego minimum dniówek obrachunkowych oraz faktycznym przypisaniem chłopów do ziemi, gdyż kołchoźnikom odmówiono wydania dowodów osobistych niezbędnych do zmiany miejsca zamieszkania.

Po doświadczeniach komunizmu wojennego władze zorientowały się, że kolektywizacja była eksperymentem chybionym, lecz do błędu już nie można było się przyznać. Po „kanonizacji” kołchozu nie sposób było z niego zrezygnować, bo mogłoby to oznaczać wyrzeczenie się systemu jako całości. Żeby ukryć niepowodzenie trzeba było na wszystkie możliwe sposoby zastraszyć ludzi, odzwyczaić ich od posiadania własnych sądów i samodzielnego myślenia, zmusić do uznania istnienia rzeczy nieistniejących, dowodząc słuszności tez mijających się z rzeczywistością. Zrzeszeni w kołchozach chłopi mieli być poddani „reedukacji” i zmuszeni do przekazania większej części swych dochodów na rzecz industrializacji. Taką politykę usiłowano uzasadniać ideologicznie, bo zgodnie z doktryną bolszewicką chłopi stanowili „żywioł drobnoburżuazyjny” i bez pomocy klasy robotniczej nie mogli zbudować komunizmu. Wyżej wymienione czynniki ostatecznie zadecydowały o przeprowadzeniu przyspieszonej masowej kolektywizacji. Zrealizować ją można było tylko pozbawiając się „zatwardziałych” elementów na wsi. Proces ten zyskał miano „rozkułaczania”.

Przełomowy rok

Posunięcia kolektywizacyne, w połączeniu z przymusowymi konfiskatami, rekwizycjami zboża, zaktywizowano w 1929 roku.

Białoruscy bolszewicy nie tylko wzorowo wykonywali dyrektywy Moskwy, ale też sami przejawiali inicjatywę. W lutym 1930 roku wystosowali do KC WKP(b) memoriał z propozycją uznania BSRS za republikę powszechnej kolektywizacji. Rozpoczęto bezprecedensowe, co do skali i następstw, „przeorywanie” społecznej i gospodarczej struktury białoruskiej wsi. Kołchozy stawały się właściwie koproducentami umożliwiającymi pozarynkową rekwizycję zboża. Bydło i inwentarz martwy uspołeczniano bez rekompensaty pieniężnej, a wniesionego do kołchozu udziału nie uwzględniano przy podziale wytworzonej produkcji. Dlatego liczni chłopi przed wstąpieniem do kołchozu zabijali część trzody, co spowodowało gwałtowny i znaczny spadek jej pogłowia. Tak w porównaniu do 1928 roku w roku 1933 na Białorusi pogłowie koni zmniejszyło się o 28%, bydła o 29%, świń o 32%, owiec o 46%. Nawet w 1940 roku nie osiągnięto liczebności sprzed rozpoczęcia masowej kolektywizacji.

Życie kołchozowe podlegało drobiazgowej reglamentacji. Kierownictwo partyjne i administracja kolektywnych gospodarstw udzielały rolnikom wskazówek co do terminów zasiewów i zbiorów, upraw, rozporządzały też wynikami pracy kołchoźników. Od początku powszechnej kolektywizacji kołchoz kształtował się nie jako forma gospodarstwa spółdzielczego, lecz jako ogniwo systemu administracyjno- nakazowego pozbawiającego rolników inicjatywy gospodarczej. Szeregowi kołchoźnicy mieli znikomy wpływ na wybory przewodniczącego kołchozu. Z reguły jego kandydaturę proponowały powiatowe władze partyjne, a zebranie kołchoźników zazwyczaj automatycznie ją zatwierdzało. Na przewodniczących kołchozów wybierano komunistów, komsomolców i bezpartyjnych aktywistów.

Dążenie Sowietów do przyspieszenia kolektywizacji przypominało próbę szybkiego zbudowania komunizmu w 1918 roku. W październiku 1929 roku poziom kolektywizacji w BSRS był znikomy, stanowił zaledwie 3,6% i był dwukrotnie mniejszy od przeciętnego w ZSRS (7,6%). Ale już w marcu 1930 roku w kołchozach skupiono 58% ogólnej liczby gospodarstw wiejskich Białorusi.

Mechanizm przymusu i wyzysku obrazuje relacja jednego z powiatowych sekretarzy partii: „Otrzymywaliśmy z centrum, a następnie przekazywaliśmy każdemu kołchozowi zlecenie. Jesienią, po zbiorach, wymagaliśmy planowych dostaw obowiązkowych. Jeżeli kołchoz się z nich nie wywiązywał – zabieraliśmy wszystko, nawet ziarno siewne. Co prawda, na zasiew oddawaliśmy. Gospodarze indywidualni, a nieraz i kołchoźnicy, próbowali okazywać niezadowolenie z powodu takiej administracyjnej samowoli, myśmy natomiast uważali, że oni sabotują linię partii. Na odgórne rozporządzenie w powiecie zorganizowano cztery „trójki”. Z reguły w ich skład wchodziły trzy osoby z aktywu partyjnego. Za zgodą Prokuratury BSRS jeździły one po gminach i zasądzały unikających wykonania dostaw zboża dla państwa”.

W terenie stosowano o wiele prostsze metody „zapędzania” do kolektywnych gospodarstw. W jednym z pierwszych organizowanych w okręgu mińskim kołchozów przybyły tam funkcjonariusz GPU zażądał zwołania zebrania. W trakcie jego przebiegu wyjął z kabury rewolwer, położył przed sobą na stole i oświadczył: „Wszyscy wy tu patrzycie w stronę Polski i na Polaków oczekujecie. Ale prędzej zobaczycie Sybir, niż Polaków”. Inny świadek wydarzeń przypomina sobie następujący sposób „namawiania” do kołchozu. Przyjechawszy na zebranie przedstawiciel powiatowego komitetu partii zwołał ludność do budynku szkoły i od razu zarządził głosowanie w sprawie kolektywizacji: „Kto jest przeciwko zorganizowaniu kołchozu, proszę podnieść ręce – ryknął donośnym głosem. Włościanie siedzieli stłamszeni. Nikt nie miał odwagi powiedzieć ani słowa, bo wszyscy rozumieli, że podniesienie ręki przeciwko kołchozowi może oznaczać zesłanie na Sybir, w ślad za wysłanymi wczoraj sąsiadami”.

Względem szczególnie opornych stosowano wywieranie systematycznej presji. Jak wspominała wieśniaczka z Witebszczyzny, ją i jej rodzinę ciągle straszono zesłaniem na „Sołowki”, nad „Ocean Lodowaty” i konfiskatą mienia w razie odmowy wstąpienia do kołchozu. Najpierw namówiono do przystąpienia jej niepełnoletniego syna, następnie zastraszono jej męża i tamten również dał zgodę. Lecz uparta włościanka nadal się broniła. Ażeby ją zmusić w ich domu powybijano szyby, rozbito podłogę, a podczas nieobecności gospodarzy zabrano im cały dobytek. „Po tym musiałam pójść do komuny” – wyznała ze smutkiem.

Gospodarzy indywidualnych gnębiono też niewspółmiernymi podatkami. Różnice w opodatkowaniu poszczególnych grup społecznych mieszkańców wsi sięgnęła astronomicznych rozmiarów. Przykładem w 1931 roku w przeliczeniu na jeden dwór gospodarz indywidualny płacił podatek dziesięciokrotnie większy niż kołchoźnik, a „kułak” sto czterdzieści razy większy. Wysokość opodatkowania kułackiego dworu zwiększyła się od roku 1930 ponad dwukrotnie.

Chwilowe ulżenie i powrót do pańszczyzny

Przymusowa kolektywizacja napotkała jednak sprzeciw chłopów, zwłaszcza w narodowościowych regionach ZSRS, co stwarzało zagrożenie dla planów przeprowadzenia całej kampanii. Zmusiło to bolszewickie kierownictwo wiosną 1930 roku do cofnięcia się i uznania przyspieszonego uspołecznienia gospodarstw za „poważne błędy” i „przegięcia”. W marcu 1930 roku został opublikowany artykuł Stalina pt. Zawrót głowy od sukcesów, w którym krytykowane były „poważne błędy” i „przegięcia” w toku kolektywizacji na jej pierwszym etapie – od zimy do początku wiosny 1930 roku.

Tak ostra zmiana polityki zmieszała lokalnych partyjnych i sowieckich funkcjonariuszy. Trudno powiedzieć, jakie nastroje panowały wówczas w szeregach kierowników Białorusi. Ostatecznie jednak wywnioskowano, że chodzi tylko o posunięcie taktyczne, a nie o zmianę polityki wobec wsi. Białoruskie gazety opublikowały artykuł przewodniczącego Centralnego Komitetu Wykonawczego BSRS Aleksandra Czerwiakowa, w którym tamten nawoływał do szybkiego i zdecydowanego unicestwienia kułactwa poprzez całkowitą kolektywizację. Wszelki brak zdecydowania w tej kwestii będzie szkodził sprawie – pisał Czerwiakow.

Przymusowo utworzone kołchozy zaczęły rozpadać się dobitnie udowadniając, że chłopi wcale nie zamierzali rezygnować ze swej własności i potwierdzając niezdolność do życia tej nowej, nieznanej wcześniej światu formy prowadzenia gospodarstwa rolnego. Do połowy 1930 roku dwie trzecie z nich już nie istniały. W kołchozach BSRS pozostawało naówczas zaledwie 11,8% gospodarstw, co stanowiło jeden z najniższych wskaźników wśród regionów ZSRS. Na Ukrainie wskaźnik ten stanowił 38,8%, w Zakaukaziu 15%, a przeciętny w całym Związku Sowieckim – 24,1%.

Masowe wyjście chłopów z kołchozów wiosną i latem 1930 roku nie wpłynęło na zmianę zamiarów komunistów, uparcie dążących do całkowitego uspołecznienia majątku rolniczego. Doświadczenie zastosowania środków nadzwyczajnych pod koniec lat 20. przekonało ich bowiem, że przewaga gospodarstw indywidualnych istotnie osłabia kontrolę nad włościanami, stanowiącymi większą część ludności kraju, i utrudnia scentralizowany skup zboża. A o to przecież Moskwie przede wszystkim chodziło, gdyż właśnie eksport zboża był źródłem uzyskiwania dewiz niezbędnych dla industrializacji i zbrojenia się. Plany skupu zboża były ściśle związane z jego sprzedażą za granicę. W jednej z uchwał partyjnych podkreślano: „Należy pamiętać, że wykonanie ustalonych planów skupu zboża we właściwym czasie związane jest z realizacją planu eksportu, mającego wyjątkowe znaczenie dla zapewnienia rozwijanego w kraju budownictwa przemysłowego”. Inicjatorem uchwalenia tej rezolucji był Stalin, który żądał „szalonego przyspieszenia wywozu zboża”.

Białoruscy komuniści potraktowali postawione przed nimi zadanie w sposób „odpowiedzialny” i do początku 1932 roku 50,4% gospodarstw chłopskich Białorusi skolektywizowano. W październiku 1934 roku odsetek ten sięgnął 61,2%. W grudniu tegoż roku sekretarz KC KP(b)B Nikołaj Gikało raportował o 85% kolektywizacji.

Wieś reaguje

Smutny obraz budowy socjalizmu na wsi białoruskiej rysuje się z opowiadań chłopów: „Pracowałem przez cały rok, a otrzymałem za to ziemniaków 12 pudów (ok. 197 kg), jęczmienia – 32 kg, owsa 15 kg. Pracowałem rzetelnie, bez dni wolnych, a teraz muszę umierać wraz z rodziną z głodu. Świnie w naszym kołchozie jedzą ziemniaków do syta, a ja z dziećmi mam nie widzieć na oczy kartofla”; „Całe nasze sioło było wiecznymi parobkami u obszarnika, dopiero w 1929 roku dostaliśmy ziemię. Kiedy nas zrzeszono w kołchozie, byliśmy bardzo zadowoleni, lecz teraz, popracowawszy przez rok, widzę, że żyć w tym kołchozie się nie da; „Żyłem na 2 dziesięcinach i byłem zaopatrzony we wszystko, a teraz muszę z dziećmi głodować”; „Pracowaliśmy dobrze, ale nic nie dostawaliśmy, mam rodzinę z sześciu osób i wyżywić ich nie mogę”; „U obszarnika pracowaliśmy za 30 kopiejek dziennie, a w kołchozie nawet tego nie otrzymywaliśmy”; „Przepracowaliśmy lato, nic nie dostaliśmy. Gdy byliśmy gospodarzami indywidualnymi, lepiej się nam wiodło”; „W kołchozie jest źle. Gdy pracowałem na swoim, miałem ziemniaki, chleb, a teraz nic nie otrzymałem. Sam siebie zgubiłem, kiedy wstąpiłem do kołchozu”; „Gdyby kierownicy nie dawali nam planów, sprawy wyglądałyby lepiej, a tak to siejemy sporo, ale chleba nie będzie”; „W kołchozach nie opłaca się pracować, przez cały rok się pracuje i nie wie, co otrzyma”.

Tylko w ciągu pierwszej dekady lipca 1932 roku w dziewięciu rejonach BSRS rozpadło się 56 kołchozów. Masowemu odejściu z nich chłopów w niektórych miejscowościach towarzyszyło rozkradanie uspołecznionego majątku i inwentarza. Chłopi bardzo szybko się przekonali, że kołchozy niosą nie polepszenie życia, lecz biedę i ruinę. Wszystko to budziło ich niezadowolenie, a urzędy były zasypywane skargami dotyczącymi niskiej wydajności pracy w kołchozach, bumelanctwa, pijaństwa, kradzieży i nadużyć. Niezadowolenie budziło aktywny i bierny sprzeciw. Jedną z najcięższych, co do swych następstw, form chłopskiego protestu stał się zamierzony ubój bydła przed wstąpieniem do kołchozu. Inną formą masowego protestu była ucieczka chłopów do miast i ośrodków przemysłowych.

Od zimy 1930 roku notuje się narastanie aktywnego stawiania oporu chłopów władzom, a jednocześnie zaczyna zmieniać się jego charakter. Z dokumentów OGPU wynika, że o ile w latach 1928–1929 najbardziej masowe wystąpienia na wsi związane były z przymusową rekwizycją zboża, to od roku 1930 protesty skierowane były głównie przeciwko kolektywizacji i kołchozom. W 1930 roku w ZSRS skupiono w nich 2,5mln osób (w 1929 r. – 244tys.). Wówczas sowieckie organa karne zaliczały Białoruś do grupy „najbardziej dotkniętych antysowieckimi ekscesami rejonów”, rejestrując tam 548 masowych wystąpień. W okręgu mozyrskim na Polesiu protestujący ścierali się nawet z oddziałami bezpieki. W ciągu zaledwie paru miesięcy na przełomie lat 1929/30 w republice doszło do ponad sześćdziesięciu zabójstw aktywistów, napadów na kołchoźników i podpaleń w kołchozach. Najwięcej tego typu aktów dokonywano w rejonach, gdzie kolektywizację wprowadzano ze szczególną gorliwością. Niektórzy chłopi śpiesznie likwidowali swoje gospodarstwa, zabijali bydło, palili zboże, niszczyli sprzęt rolniczy i uciekali za granicę lub do innych regionów ZSRS. Z danych GPU wynika, że od maja 1932 do lutego 1933 roku na wsi białoruskiej aresztowano około 30 tys. włościan.

Komunistyczny odwet

Znacznemu zaostrzeniu uległo ustawodawstwo. W maju 1931 roku weszło w życie prawo o ustroju sądów BSRS, które w dość specyficzny sposób ujmowało ich zadania jako realizację „rewolucyjnej praworządności”, „zgniecenie oporu wroga klasowego” oraz umocnienie dyscypliny pracowniczej.

W kwietniu 1932 roku Politbiuro KC WKP(b) „poleciło” sowieckim organom karnym uważać organizatorów kradzieży zboża i towarów za „wrogów ludu”, oraz skazywać ich na karę śmierci, a współsprawców na długoletnie uwięzienie w obozach koncentracyjnych. Wykonując tę dyrektywę rząd ZSRS wydał stosowny dekret, uznający przywłaszczycieli mienia społecznego za „wrogów ludu” i przywidujący zastosowanie względem nich rozstrzelania lub pozbawienia wolności terminem nie mniejszym niż dziesięć lat. W sierpniu tegoż roku władze BSRS wprowadziły analogiczne prawo. Ten surowy dekret ludzie nazwali „prawem o pięciu kłoskach”, bo za zbieranie kłosów na kołchozowym polu po żniwach, „kradzież” jednej główki kapusty lub kilku ziemniaków pozostawionych w polu, sądy mogły skazać „winnych” na dziesięć lat pozbawienia wolności.

W 1933 roku całkowite niepowodzenie pierwszej pięciolatki w dziedzinie rolnictwa stało się oczywiste, gdyż żaden wskaźnik planu rozwoju tej branży nie został wykonany. Masowe represje spadające na chłopów zaogniły sytuację na wsi i stały się podstawowym źródłem niezadowolenia i rozpaczliwego oporu. Sytuacja groziła wybuchem oraz bardzo poważnymi konsekwencjami dla rządzących. Komuniści mieli tego świadomość i instynkt totalitarny podpowiadał im, że trzeba stworzyć jakąś nową strukturę służącą załagodzeniu ewentualnego kryzysu. Ogniwem tym stały się działy polityczne w Ośrodkach Maszyn Rolniczych, utworzone w styczniu 1933 roku jako nadzwyczajne struktury partii komunistycznej, skupiające pełnomocnictwa organów politycznych, gospodarczych i karnych. Miały też za zadanie „oczyszczanie” kołchozów z wrogich klasowo elementów. Działy polityczne były zorientowane zatem na realizację środków nadzwyczajnych. Jednak przełomu w rozwoju rolnictwa dokonać się nie udało. Faktycznie organa te stały się dodatkowym instrumentem ogałacania głodującej wówczas wsi z resztek zapasów zboża. Ich działalność skierowana na „oczyszczanie” kołchozów z „wrogich elementów” spowodowała tragedię nowych dziesiątków tysięcy ludzi i wzmogła niszczycielskie następstwa kolektywizacji.

Rozkułaczanie

Jednocześnie podjęto akcję „rozkułaczania”, realizowaną na podstawie tak zwanego podejścia klasowego, co miało przyśpieszyć proces kolektywizacji. Chodziło głownie o neutralizację chłopstwa poprzez zniszczenie jego zamożniejszej, samodzielnej i najaktywniejszej warstwy. Chciano jednoznacznie pokazać, iż alternatywa kołchozowi może być tak straszna, że dokonanie „jedynie słusznego” wyboru oznacza wybranie z dwojga złego zła mniejszego. W tym celu wymyślono specjalną kategorie, z założenia bardzo mgliście zdefiniowaną, by w razie potrzeby można było włączyć do niej wszystkich opornych, nawet małorolnych. Za kułackie mogło być uznane gospodarstwo, które „systematycznie korzystało z najemnej pracy”, posiadało młyn lub maszyny rolnicze o napędzie mechanicznym, czy też je odnajmowało, a także jeśli członkowie takiego gospodarstwa trudnili się handlem. Ponadto rządy republik związkowych uprawnione były do zmiany kryteriów oceny przynależności gospodarstwa do kategorii kułackich z uwzględnieniem lokalnych warunków. Grupę tę postanowiono traktować z ostentacyjną brutalnością, by reszta nieogarniętych kolektywizacją chłopów, usiłując uniknąć podobnego losu, zaczęła wstępować do kołchozów. Zgodnie z powziętym planem wywłaszczenie miało być przeprowadzone w trybie masowym, pod hasłem „likwidacji kułactwa jako klasy”. Pod koniec lat 20. i na początku 1930 roku w niektórych rejonach przystąpiono do wysiedlania kułaków poza granice republiki i konfiskaty ich mienia. Stopniowo rozkułaczanie przybierało na sile. W praktyce deportowano nie tylko „kułaków”, ale także tak zwanych „popleczników kułaków” (podkułaczników), do których zaliczano chłopów średniorolnych i małorolnych, a nawet robotników rolnych, podejrzewanych o działalność „antykołchozową”. Środki użyte przeciwko zamożniejszym rolnikom były bardzo surowe.

Uchwała KC WKP(b) ze stycznia 1930 roku wzywała do całkowitego zakończenia kolektywizacji najpóźniej do wiosny 1932 roku i „likwidacji kułaków jako klasy”. Ten eufemizm ideologiczny oznaczał właściwie przymusowe podporządkowanie rolnictwa kraju władzy partii. Jak zaznaczaliśmy wyżej, samo pojęcie „kułak” miało dość mglisty sens i było interpretowane nader szeroko. Terminy «biedniak» i «kułak», dawniej również na wsi rozpowszechnione, po rewolucji zachowały swoje niegdysiejsze znaczenie, ale nabrały też nowego sensu, pod wpływem zaistniałych okoliczności i polityki. Władza sowiecka sprzyjała biedniakom i uciskała kułaków. Zatem w terminologii sowieckiej słowo „biedniak” oznaczało zarówno małorolnego chłopa, który na swym gospodarstwie z trudem mógł wiązać koniec z końcem, jak też włościanina będącego sojusznikiem władzy sowieckiej. Odpowiednio terminu „kułak” używano w stosunku do zamożnych chłopów, zajmujących dominujące stanowisko na wsi i nastawionych przeciwko władzy sowieckiej. Ale kułakami zaczęto nazywać również wszystkich tych, kto z władzą sowiecką się nie zgadzał lub przeciwko niej występował, niezależnie od swego rzeczywistego stanu majątkowego. Właściwie za „kułaka”, czyli wroga, uchodził każdy, kto sprzeciwiał się kolektywizacji. Ponieważ przynależność do kategorii „kułaków” określano w sposób zupełnie dowolny, bez zastosowania jakichkolwiek dokładnie ustalonych kryteriów, stwarzało to prawie nieograniczone warunki do samowoli.

Politbiuro KC WKP(b) „proponowało” OGPU represjonować kułaków w ciągu lutego – maja 1930 roku, podając nawet szacunkowe liczby. Na pierwszym etapie do łagrów planowano skierować 60 tys. i deportować do odległych rejonów 150 tys. kułaków. Dla Białorusi ustalono „normę” 4–5 tys. do osadzenia w obozach koncentracyjnych lub rozstrzelania i 6–7 tys. podlegających deportacji. Obszarami ich zamieszkania miały się stać mało zaludnione i słabo zagospodarowane miejscowości północnej części ZSRS, w których wypędzeni powinni byli pracować przy ścinaniu lasów, w rolnictwie, trudnić się rybołówstwem itp. Całe mienie deportowanych konfiskowano. Pozostawiano tylko część przedmiotów domowego użytku, niektóre mające się przydać na nowym miejscu narzędzia pracy i niezbędne w początkowym okresie minimum żywności. Według informacji OGPU w latach 1930–1931 w ZSRS przesiedlono ponad 380 tys. rodzin w liczbie 1803392 osób.

Wysiedleniom towarzyszyły grabieże i przywłaszczenia cudzego mienia, sprawcami których byli mieszkańcy wsi pomagający rozkułaczaniu i otrzymujący za to wynagrodzenie. Wstrząsające i przerażające swym cynizmem fakty konfiskaty mienia „rozkułaczonych” zawierają materiały archiwalne. W domach rozkułaczonych chłopów urządzano libacje ze spożywaniem „skonfiskowanej” żywności i spirytualiów. Znalezioną w kułackim domu wodą kolońską opryskiwali się wszyscy obecni, „żeby lepiej pachniało”. Urzędnicy państwowi przywłaszczali sobie domy i meble rozkułaczonych chłopów. W wielu wsiach członkowie brygad robotniczych, pracownicy aparatu państwowego i partyjnego zabierali „kułakom” ubrania i dziecięce rzeczy, zmuszali gospodarzy do zzuwania butów by je natychmiast zabrać, „konfiskowali” im nawet okulary. Aktywiści dzielili „skonfiskowany” majątek pomiędzy siebie, a znalezioną żywność i trunki zjadali i wypijali na miejscu. „Konfiskowano” gotującą się w piecu kaszę, zamazując nią ikony. Małorolni i „aktywiści” szantażowali nieraz zamożnych chłopów, biorąc łapówki za skreślenie ich nazwisk z list osób podlegających deportacji. W wielu wypadkach zabrane bydło nie karmiono i tamte padało z wygłodzenia. Grabieże powodowały panikę wśród chłopów, a po bogatszych zagrodach przetoczyła się fala samobójstw.

W toku rozkułaczania mieszkańców wsi udało się podzielić, wykorzystując istniejącą w środowisku wiejskim zawiść i napięcie społeczne. Zakładano (przynajmniej wynikało to z logiki wydarzeń), że „kułackie” mienie przypadnie tym, którzy zaproponują swoje usługi w jego zagarnięciu. To demoralizowało ludzi, pozbawiało ich wiary w prawo i nienaruszalność prywatnej własności, elementarnych bodźców do pracy i wiary w przyszłość.

Rozkułaczanie było właściwie usankcjonowaną przez państwo powszechną grabieżą i maruderstwem. Pozostający na miejscu, do reszty zrozpaczeni zamożniejsi włościanie, doprowadzeni do kresu swych możliwości przymusowymi dostawami zboża dla państwa, porzucali ziemię razem z urodzajem i uciekali do miast lub zatrudniali się jako robotnicy w państwowych gospodarstwach rolnych, a „rodzime” państwo ścigało ich za to w trybie karnym.

dr Jerzy Waszkiewicz

Udostępnij na:

Musisz być zalogowany aby komentować Login