Na dawnych poleskich cmentarzach, obok drewnianych krzyży, można było zobaczyć niewielkie chatki, jakby przeniesione wprost z wiejskiej zagrody. Miały ściany z bierwion, dwuspadowe dachy, a niekiedy nawet małe okienka. Nie były jednak przeznaczone dla żywych. Budowano je nad grobami, wierząc, że zmarły również potrzebuje własnego domu.
Te osobliwe konstrukcje, nazywane narubami, jeszcze przed II wojną światową stanowiły charakterystyczny element niektórych poleskich cmentarzy. Dziś należą do niemal zapomnianych świadectw dawnej kultury pogrzebowej, w której chrześcijańskie obrzędy przez stulecia przeplatały się ze znacznie starszymi wierzeniami.
Naruby przypominały miniaturowe poleskie chaty. Ich ściany wykonywano z drewnianych bierwion łączonych na zrąb, a całość przykrywano dwuspadowym dachem, niekiedy wspartym na żerdziach. W jednej ze ścian szczytowych, tuż pod dachem, pozostawiano niewielki otwór – okienko, przez które, według miejscowych wierzeń, można było podawać zmarłemu pożywienie. Rozmiary tych konstrukcji odpowiadały mniej więcej wzrostowi dorosłego człowieka. Opisywane przez badaczy naruby miały około 170-190 cm długości, 50-130 cm szerokości i 30-70 cm wysokości. Nie były więc jedynie symbolicznymi domkami, lecz budowlami o wymiarach zbliżonych do ludzkiego ciała.

Zwyczaj wznoszenia takich nagrobków wiązał się z dawnymi wyobrażeniami o życiu pozagrobowym. Poleszucy wierzyli, że dusza ludzka jest nieśmiertelna, a śmierć nie oznacza całkowitego zerwania więzi ze światem żywych. Zmarli mogli powracać do rodzinnych domów, odwiedzać bliskich, a niekiedy nawet niepokoić mieszkańców. Dlatego starano się zapewnić im odpowiednie miejsce spoczynku – własny dom, w którym mogliby przebywać po śmierci. Jednak trosce o zmarłych towarzyszył również lęk przed ich powrotem. Dawne wierzenia nie zawsze były spójne: z jednej strony dusze przodków otaczano szacunkiem i zapraszano do wspólnego stołu podczas obrzędów zadusznych, z drugiej obawiano się ich nieoczekiwanych odwiedzin. Wierzono, że ciężkie głazy lub drewniane kłody położone na mogile mogą powstrzymać zmarłego przed wędrowaniem po świecie. Jak jednak zauważali sami Poleszucy, takie zabezpieczenia nie zawsze musiały być skuteczne.
Z tymi wyobrażeniami wiązał się drugi charakterystyczny rodzaj poleskich nagrobków – prykłady. W przeciwieństwie do narubów nie przypominały domków, lecz miały postać masywnych drewnianych kłód układanych wzdłuż mogiły. Wykonywano je z najtrwalszych gatunków drewna, przede wszystkim dębu lub smolnej, żywicznej sosny.

Prykłady pozostawiano niekiedy w stanie niemal surowym, innym razem poddawano je prostej obróbce. Mogły mieć przekrój okrągły, prostokątny albo sześciokątny. Zdarzały się również kłody, w których pozostawiano fragment konaru sterczącego ku górze. Ich długość była zazwyczaj dostosowana do wzrostu pochowanego człowieka.
Kłodę układano bezpośrednio na mogile lub, co zdarzało się częściej, na dwóch poprzecznych kawałkach drewna. Krzyż nagrobny stawiano obok prykładu, u wezgłowia zmarłego, albo osadzano bezpośrednio w kłodzie. Powstawały w ten sposób nagrobki o niezwykle surowej formie, łączące prosty drewniany pień z chrześcijańskim symbolem.
Warto przy tym zaznaczyć, że nie wszystkie prykłady musiały mieć jednakowe znaczenie obrzędowe. Mogły być zarówno trwałym oznaczeniem miejsca pochówku, jak i wyrazem dawnych wyobrażeń o konieczności zatrzymania zmarłego w grobie. Ich forma pozostawała jednak charakterystyczna dla tradycyjnego krajobrazu poleskich cmentarzy.

Naruby i prykłady nie były jedynymi osobliwościami poleskich cmentarzy. Na mogiłach stawiano także drewniane krzyże – niekiedy bardzo wysokie, innym razem niewielkie i proste. Spotykano również krzyże kamienne, wyróżniające się szerokimi, zaokrąglonymi ramionami. Franciszek Wysłouch, opisując przedwojenne Polesie, zwracał uwagę na niezwykłą nietykalność miejsc pochówku. Nawet gałęzi strąconej przez wichurę na mogiłę nie wolno było zabrać, ponieważ uważano ją za własność zmarłych. Nie wypasano tam bydła, nie zbierano grzybów ani roślin. Wszystko, co znajdowało się na cmentarzu, należało do tych, którzy na nim spoczywali.
Z szacunkiem dla zmarłych wiązały się również doroczne obrzędy. Na Polesiu szczególne miejsce zajmowały Dziady, obchodzone w różnych terminach, zależnie od miejscowej tradycji. Jesienne wspomnienie przodków poprzedzało dzień św. Michała, natomiast wiosenne obrzędy odbywały się między innymi przed Wielkim Postem, po Wielkanocy i przed Zielonymi Świątkami. Ważnym świętem pamięci o zmarłych była także Radunica, obchodzona dziewięć dni po Wielkanocy.
Dziś naruby i prykłady należą do rzadkości. Drewno, z którego je wykonywano, nie przetrwało próby czasu tak dobrze jak kamień. Wiele dawnych nagrobków spróchniało, inne ustąpiły miejsca współczesnym pomnikom. Tym cenniejsze pozostają stare fotografie, rysunki i opisy, dzięki którym możemy odtworzyć wygląd nieistniejących już poleskich cmentarzy.



