500 lat reformacji. Luteranie w Brześciu nad Bugiem

 

Praca wśród ewangelików na terenie Polesia jest o tyle trudna, że żywioł ewangelicki, jakkolwiek dość liczny, jest poza parafią Mościską i jej filiałami rozproszony. Trzeba ewangelików dopiero szukać, zbierać, nieraz uświadamiać i organizować. Dzieje się to przy okazji nabożeństw dla żołnierzy lub dorywczych wyjazdów księdza. Wybudowanie kościoła w Brześciu nad Bugiem stworzy podstawę dla szerszej pracy na terenie Województwa Poleskiego i sąsiednich. Kościół ten niejako ostatni, idąc w prostym kierunku na Wschód, poczuwa się do patronatu wobec rozproszonej braci ewangelickiej na wschodnich rubieżach naszej ojczyzny (…) Wojewódzkie miasto Brześć nad Bugiem – stolica i wrota Polesia, ongiś kolebka Biblii Brzeskiej – w pracy swoich ewangelików pragnie nawiązać do świetnych tradycji kulturalnych Brześcia Litewskiego wieku XVI, a w tym pięknym i zbożnym usiłowaniu, wierzymy w to mocno, samo nie pozostanie.

Maria Figaszewska, Brześć, 1939 rok

 

Tradycje protestanckie mają na Polesiu swoje miejsce. Wystarczy wspomnieć o wydanej w 1563 roku nad Bugiem kalwińskiej „biblii brzeskiej”. Tak się jakoś jednak złożyło, że region poleski kojarzony jest z prawosławiem, a gdy mówimy o polskiej mniejszości – z rzymskim katolicyzmem. W zapomnienie poszły ośrodki protestantyzmu takie jak Raśna, którą w drugiej połowie XIX wieku wykupił kalwiński hrabia Jan Grabowski, a gdzie od pierwszych lat XIX stulecia stał zbór reformowany, czy kalwińskie Niepokojczyce, znajdujące się pod patronatem protestanckiej rodziny Rayskich. Już w dwudziestoleciu międzywojennym na Polesiu karierę zrobił ruch baptystyczny. Parafię protestancką w Nejdorfie, czyli Mościcach, odwiedził w latach dwudziestych prezydent Mościcki. W roku reformacji chciałbym jednak, żebyśmy skupili się na brzeskich luteranach, na największym wyznaniu historycznym będącym owocem przeprowadzonej przed 500 laty reformacji.

Świadectwo na temat obecności ewangelików w przedwojennym krajobrazie Brześcia nad Bugiem przynoszą arcyciekawe wspomnienia Witolda Kociejowskiego, zatytułowane „Poszarpane życie. Na morzu i lądzie”, wydane w latach osiemdziesiątych na emigracji. Kociejowski urodził się w rodzinie mieszanej, gdzie ojciec był katolikiem, matka ewangeliczką. Wicewojewoda poleski Skrzyński podarował staremu Kociejowskiemu pracę w Poleskiej Izbie Rolniczej. Młody Kociejowski poszedł kształcić się do Gimnazjum im. Romualda Traugutta w Brześciu. Tutaj wstąpił do drużyny harcerskiej. W wieku 42 lat zmarła jego matka. Wtedy przyjdzie się młodemu chłopakowi zetknąć z bezdusznością lokalnego kościoła katolickiego. Były to bowiem czasy jeszcze przedekumeniczne. „Moja matka była protestantką, wyznania ewangelickiego. Nie znając praw kościoła katolickiego prosiłem proboszcza, aby pozwolił pochować ją na cmentarzu katolickim, gdyż ewangelicki nie istniał w Brześciu, a protestantów chowano na cmentarzu prawosławnym. Odpowiedź księdza pamiętam: “Heretycy  mówił  i inni odszczepieńcy od matki kościoła nie mają prawa być chowani na poświęconej ziemi, jaką jest cmentarz katolicki. Należało matkę namawiać, aby przeszła na łono prawdziwego kościoła” –“Moja matka – odpowiedziałem – należała do prawdziwego kościoła, a ksiądz w piekle się będzie poniewierał i święcona ziemia księdzu nie pomoże” – trzasnąłem drzwiami i wyszedłem. Od tego czasu zacząłem bojkotować przymusową obecność w kaplicy szkolnej, a w niedzielę uczęszczałem jak na złość na nabożeństwa ewangelickie”.

W środku – prezbiter Łukasz Dziekuć-Malej, znany duchowny baptystyczny oraz działacz społeczny z Brześcia nad Bugiem // Z archiwum Tatiany Kosiakowej.

Młodego Witka bardzo pochłonęła wtedy historia reformacji, zaczął połykać książki, uczyć się argumentów przeciwko księdzu nauczającemu religii katolickiej.„Księdza doprowadzały te moje prowokacyjne pytania do wściekłości, czerwieniał, krzyczał: „A dlaczego Kociejowski był nieobecny w kaplicy ostatniej niedzieli?” – „A czy ksiądz wie, że Słowacki powiedział, że „kościół twój tam, gdzie boskie płynie ci natchnienie, a nie tam, gdzie krzyż widzisz, belki i kamienie”. – „Ja ci dam natchnienie, ty smarkaczu. Jak śmiesz tak odzywać się, rzucać obelgi na święty kościół!”. Rozmówki takie bawiły klasę denerwowały księdza, wychodził czerwony i oburzony na mnie. I tak zamiast się uczyć spalałem się na takich nieistotnych problemach, zaniedbywałem się w nauce, rezultat był taki, że pozostałem na drugi rok w czwartej klasie”– wspomina były uczeń brzeskiego gimnazjum.

Zaczęło się od kaplicy

Zostawmy jednak subiektywne wspomnienia Kociejowskiego i skupmy się na historii lokalnych ewangelików w mieście nad Muchawcem. Historię protestantów w czasach carskich zaledwie jednozdaniowo przedstawiła w jednym z artykułów dla “Głosu Ewangelickiego” Maria Figaszewska, żona pastora Alfreda Figaszewskiego. Przed I wojną światową modlili się oni w kaplicy przerobionej z koszarowego budynku znajdującej się w sąsiedztwie magazynów wojskowych. Już w nowej Polsce, gdzie Brześć stał się siedzibą województwa oraz okręgu wojskowego, w skład którego weszło sporo protestantów, 20 września 1925 roku poświęcono kaplicę luterańską pod wezwaniem Dzieciątka Jezus w Betlejem. Wybrano budynek przy ul. Unii Lubelskiej użyczony przez Wojsko Polskie. Akt erekcyjny podpisali superintendent diecezji warszawskiej i p.o. superintendenta diecezji kresowej ks. Aleksander Schoeneich, wojskowy senior wyznania luterańskiego ks. Ryszard Paszko, proboszcz ks. Ewald Lodwich, wojewoda poleski gen. Młodzianowski, wicewojewoda dr Żymierski, zastępca dowódcy OK nr IX gen. Pachucki, komendant obozu warownego gen. Milewski, prezydent miasta Leopold Dmowski. Mowy przed kaplicą wygłosili proboszcz Ewald Lodwich oraz gen. Milewski, w samej zaś kaplicy przemówił ks. Paszko, który dopełnił aktu poświęcenia. Ks. Schoenich wygłosił pierwsze kazanie, nawiązując do historii protestantyzmu na Polesiu, a także wskazując na słynny zbór ewangelicki, który nad Bugiem założył Mikołaj Czarny Radziwiłł, a także drukarnię protestancką, z której wyszła słynna Biblia Brzeska. Po nabożeństwie w kaplicy wojewoda poleski Młodzianowski rzekł: proszę mnie uważać za opiekuna zboru. Ewangelicy w Brześciu często nawiązywali przed wojną do bogatej historii reformacji na Polesiu, wskazując jednocześnie na różne paradoksy związane z mieszanką religijną, która w dwudziestoleciu międzywojennym występowała w tym regionie. „Ciekawym jest ten zborek, który tradycjami swemi sięga czasów reformacji, kiedy znajdowała się tutaj, a raczej na miejscu dzisiejszej twierdzy, sławna drukarnia brzeska, w której drukowano Biblję Brzeską, zwaną Radziwiłłowską. Ciekawym jest dziś tutejszy zbór ze względu na „mieszankę wyznaniową”, jeśli się można tak wyrazić, jaką tutejsze rodziny ewangelickie przedstawiają. Jest to i gdzieniegdziej, ale tu w silniejszym występuje stopniu, ze względu na silniejszy żywioł ludności prawosławnej, obok ludności katolickiej. Mało jest rodzin ewangelickich czystych, przeważnie to albo jedna strona jest ewangelicka, a druga prawosławna, albo też mąż jest ewangelikiem, żona katoliczką, a dzieci – różnie z nimi bywa. Dość powiedzieć, że się zdarza takie ciekawe monstrum rodzinne: on ewangelik, ona prawosławna, a dziecko katolickie. To znowu jesy wynikiem braku jakiejkolwiek opieki pastoralnej, czy ewangelickiej nad dzieckiem w szkołach tutejszych – wskutek czego dzieci ewangelickie uczęszczają na lekcje religii katolickiej. Ten dziwny a przede wszystkim szkodliwy dla kościoła ewangelickiego stan rzeczy ulegnie obecnie zmianie, gdyż w najbliższym czasie, będą się już odbywać w szkołach i powszednich i średnich lekcje religii ewangelickiej, wykładane przez proboszcza wojskowego. Należy jeszcze zaznaczyć, iż na życzenie administratora tego zboru ks. Lodwicha, dziatwa uczęszcza na zajęcia konfirmacyjne, zorganizowane przez wyżej wymienionego” – pisał „Głos Ewangelicki”.

Dziekuć-Malej wraz z parafianami. Spacer ulicą Unii Lubelskiej w Brześciu nad Bugiem // Z archiwum Iwana Czajczyca

W brzeskiej kaplicy odbywały się modły zarówno w dni ważne dla ewangelików, takie jak Dzień Reformacji 31 października, jak i w różne rocznice czy święta państwowe typu 3 Maja, 11 Listopada, jak również imieniny prezydenta Ignacego Mościckiego, generała Edwarda Rydza-Śmigłego czy Marszałka Józefa Piłsudskiego. Pewnego roku ewangelicy zorganizowali w Brześciu nabożeństwo w dzień reformacji. W pięknie udekorowanej kaplicy odprawił je ks. kapelan Kazimierz Świtalski, następnego dnia w nabożeństwie uczestniczyli ks. Kazimierz Ostachiewicz, ks. E. Lodwich oraz ks. K. Świtalski. „Publiczność, zgromadzona w kaplicy, przedstawiała widok iście mozajkowy, ale za to budujący, byli bowiem wojskowi i cywilni, wśród cywilnych znajdowali się zborownicy wyznania ewangelicko-augsb., i ewang.-reform., dalej ich krewni i znajomi wyznania prawosławnego, i rzymsko-katolickiego, nie brakło też i przedstawicieli tworzącego się tutaj kościoła narodowego. Siłą więc rzeczy nabożeństwo reformacyjne musiało się przerodzić w święto misyjne i takiem też w swoim przebiegu było”–  donosił „Głos Ewangelicki”.

W 1929 roku kaplica luterańska przy ul. Unii Lubelskiej została rozebrana. Wtedy ewangelicy z Brześcia zaczęli się zbierać w nowej kaplicy, którą poświęcono w prywatnym domu przy ul. Steckiewicza, róg Kościuszki. Nabożeństwa w niej odprawiano aż do końca lat trzydziestych, czyli uruchomienia nowego kościoła ewangelickiego przy ul. Zygmuntowskiej. Kaplica nosiła wezwanie Wniebowstąpienia Pańskiego. Filiałem opiekował się przez długi czas proboszcz z Mościsk ks. Ewald Lodwich. Po nim do końca 1935 roku funkcję administratora pełnił ks. Kazimierz Świtalski oraz zastępczo ks. W. Lucer z Chełma.

Ksiądz Figaszewski

W latach trzydziestych na administratora filiału luterańskiego w Brześciu, na mocy dekretu prezydenta Mościckiego „O stosunku państwa do Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego w RP” z 1936 roku przekształconego w parafię ewangelicką, wybrano ks. Alfreda Figaszewskiego. Ksiądz Figaszewski urodził się 21 października 1899 roku w Warszawie, gdzie ukończył także Gimnazjum im. Mikołaja Reja. Studiował na Wydziale Filozoficznym Uniwersytetu Warszawskiego. W latach 1918-1920 wziął udział w walkach o niepodległość i granicę państwa polskiego. Był także działaczem plebiscytowym na Mazurach. W czasie wojny polsko-bolszewickiej walczył w obronie Warszawy. Po uspokojeniu się sytuacji międzynarodowej podjął ponownie studia na Uniwersytecie Warszawskim, tym razem na Wydziale Teologii Ewangelickiej. W 1930 roku ukończył studia teologiczne. W tym samym rokuzostał ordynowany na pastora Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego. Początkowo sprawował posługę na Górnym Śląsku, gdzie współtworzył tygodnik ewangelicki „Ewangelik Górnośląski”, stając się jego redaktorem naczelnym. W 1935 roku został przydzielony do Dowództwa Okręgu Korpusu Nr IX w Brześciu nad Bugiem na stanowisko szefa duszpasterstwa wojskowego wyznania ewangelicko-augsburskiego. W 1936 roku objął także parafię ewangelicką w mieście. Pierwsze nabożeństwo ks. Figaszewski odprawił w Brześciu 26 stycznia 1936 roku. Podczas pierwszego spotkania z nowym administratorem poruszono znów kwestię budowy własnego kościoła. Jak bowiem pisał „Głos Ewangelicki” „ks. pastor musiał wysłuchać słusznych żalów, tęskniących za własnym domem Bożym parafjan. Dotychczasowa kaplica mieści się w sali, wynajętej w domu Żyda, który za to wynajęcie został wyrzucony z Kahału; bardzo przykre jest wejście oraz niemiłe sąsiedztwo. Innych sal nadających się na kaplicę wogóle w Brześciu niema, a obecna jest już za szczupła, by pomieścić wszystkich, pragnących słuchać Słowa Bożego parafjan cywilnych i wojskowych”. Wydaje się, że ksiądz Figaszewski zadomowił się na Polesiu, wskazują na to przynajmniej jego liczne artykuły poświęcone podróżom po regionie, jak również po sąsiedniej Nowogródczyźnie zamieszczane regularnie w „Głosie Ewangelickim”. Figaszewski miał okazję odwiedzić Pińsk, biorąc udział w nabożeństwie we flotylli rzecznej,

30 stycznia 1936 roku odbyło się posiedzenie Rady Kościelnej w skład której weszli ks. administrator Alfred Figaszewski jako przewodniczący oraz panowie H.A. Forbichler jako wiceprzewodniczący, M. Szypelbaum jako sekretarz i skarbnik, K. Imrot, J. Weiss, L. Rewenkowa i B. Waksmutowa jako członkowie. W gremium znalazł się także delegat kalwińskiej Jednoty Wileńskiej porucznik Wojska Polskiego w stanie spoczynku J. Paliwoda. W lutym 1936 roku Rada Kościelna postanowiła, by nie czekać już na uzyskanie placu od miasta, ale jak najszybciej zakupić miejsce pod kościół na własną rękę. Na cele budowy świątyni Rada Kościelna posiadała 7,5 tys. złotych, z czego prawie połowę wyłożyła jedna z miejscowych parafianek. Szacowano, że koszt budowy kościoła, pomniejszony o koszt zakupu placu, wyniesie ok. 35-40 tys. złotych. Niezależnie od gotówki Rada Kościelna posiadała 45 tys. cegieł, kilkanaście metrów gruzu pod fundamenty tonę cementu ofiarowanego przez fabrykę Portland-Cementu „Wysoka” oraz jeden wagon wapna niegaszonego zadeklarowanego przez rodzinę Imrotów. Rada Kościelna była dobrej myśli, jeśli chodzi o budowę kościoła, nawet jeśli kosztowała ona sporo. Wskazywała na to, że szansy dopatrywać należy w ofiarności społeczeństwa brzeskiego i poleskiego. Zapowiedziano otwarcie rachunku w PKO i ogłoszenie numery konta, na które można będzie wpłacać ofiary pieniężne. Ostatecznie ewangelicy brzescy opodatkowali swoje pensje w wysokości 5% na rzecz budowy kościoła luterańskiego.

Póki co nabożeństwa odbywały się w starej kaplicy. Uczęszczali na nie zarówno cywile, jak i spora grupa żołnierzy. W Zielone Świątki 1936 roku zborownicy przystroili kaplicę zielenią i kwieciem. Po liturgii i kazaniu ordynator szpitala wojskowego dr Kalwaryjski zagrał na skrzypcach szereg utworów religijnych przy akompaniamencie na fisharmonii p. Wołczukowej. Doktor Kalwaryjski uświetnił także grą na skrzypcach nabożeństwo z okazji dziesięciolecia sprawowania funkcji przez prezydenta Mościckiego.

20 września 1936 roku dokonano wreszcie poświęcenia placu pod budowę kościoła. Było to w dokładnie jedenastą rocznicę poświęcenia kaplicy luterańskiej w Brześciu. „Przybrane zielenią wejście witało i zapraszało wszystkich. Wchodzono na plac z pewną radosną dumą. Cały plac, wysypany żółtym piaskiem, błyszczał odświętnie w słońcu. Po środku placu pod wysokim krzyżem wznosi się polowy ołtarza cały w girlandach zieleni i kwiecia. Dokoła młode brzózki cicho szeleszczą liśćmi. U stóp ołtarza całe naręcza ofiarowanych kwiatów. Na podwyższenie wchodzi ks. proboszcz Figaszewski i mówi o tej wielkiej radosnej chwili zdobycia własnego placu, a w najbliższej przyszłości wybudowania własnej świątyni. Oto wkrótce skończy się wreszcie tułaczka po cudzych odnajmowanych salach, gdzie codzienność życia mieszkańców kamienicy nieraz hałaśliwie i brutalnie wdziera się w ciszę nabożeństwa i mąci spokój i skupienie zebranych”– pisał „Głos Ewangelicki”. Uroczystość zakończyła pieśń „Pobłogosław Panie”.

W 1938 roku kościół był już gotowy w stanie surowym, został otynkowany, uporządkowano także plac kościelny. Problemem pozostało urządzenie wnętrza kościoła, w tym ołtarza, kazalnicy, podłogi, ławek i dzwonów. „Właśnie dzwony są czymś najpilniejszym, gdyż ich to głos ma wieścić naszym parafianom, że tysiące serc ewangelickich bije ofiarnością na chwałę Bogu i pomoc niezamożnym braciom z nad Bugu. Wszystkie bowiem dzieła ofiarności są zbożne i piękne, ale chyba najbardziej bliskie sercu Jezusowemu jest to, gdy bratnia dłoń spieszy z miłosierną pomocą naprawdę potrzebującemu. Bo cóż by począł Brześć bez zatroskania się innych o jego świątynię?”– pisał „Głos Ewangelicki”. Pod koniec lat trzydziestych czasopismo regularnie zamieszczało listę darczyńców parafii z całej Polski. Wśród Poleszuków, którzy łożyli pieniądze na kościół, znajdziemy takie nazwiska jak W. Ryl, E. Rac, K. Dąbrowska, J. Hinenburg, J. Weiss, Br. Hinenburg, Karol Weiss. W Kobryniu pieniądze na kościół zbierał doktor Bodner. Tuż przed wybuchem wojny ks. Alfred Figaszewski pisał: „Brześć ma prawdziwą ozdobę w pięknym architektonicznie i wykonanym nad wyraz estetycznie kościele ewangelickim. Dzięki ofiarności ewangelików z całej Polski, dzięki poparciu władz wojskowych i kościelnych świątynia ewangelicka w wojewódzkim mieście Brześciu n/B. patronuje dziś całemu Polesiu, a w osobie swego duszpasterza promieniuje Słowem Żywota aż do tych odległych Słonimów, Nieświeżów, Pińsków, Łachw„.

Nabożeństwa luterańskie odbywały się nie tylko w Brześciu, ale także w innych miastach Polesia. Z okazji Świąt Wielkiej Nocy odprawiono w 1939 roku nabożeństwo w Kobryniu oraz w Pińsku. “Pińsk ma na ukończeniu dom filialny, zbudowany wysiłkiem tamtejszych ewangelików z panami: komisarzem ochrony lasów E. Rejsmillerem i mecenasem A. Gutowskim na czele. Na specjalne podkreślenie zasługuje wielka ofiarność i skrzętność ewangelików pińskich. To też mogą się oni pochlubić pięknym placem, położonym w ładnej okolicy miasta, jak o solidnym domem, w którym się będzie mieścić kaplica”– napisał „Głos Ewangelicki”. W ślad Brześcia i Pińska poszedł Kobryń, gdzie pod koniec lat trzydziestych zorganizował się filiał protestancki. Luterańskie nabożeństwa odprawiano w willi dr. G. Bodnera w zaimprowizowanej kaplicy przekształconej z salonu conajmniej raz na kwartał, a do komunii św. przystępowali tam ludzie, którzy nie mieli szansy czynić tego od lat. Głównie byli to wojskowi z lokalnego garnizonu.

Wiosna 1939 roku przyniosła śmierć ks. Aleksandra Schoeneicha, który darzył dużą sympatią najmłodszą parafię w swojej diecezji. Za duszę zmarłego odprawiono nabożeństwo w brzeskim kościele. 1 sierpnia 1939 roku Brześć dosięgła jednak znacznie gorsza wiadomość. Zmarł ks. Alfred Figaszewski. Ostatnio przebywał w szpitalu ewangelickim, czekając na operację wycięcia wyrostka robaczkowego. W dniu śmierci nie miał nawet czterdziestu lat. W jego pogrzebie, który odbył się w Warszawie, uczestniczył członek brzeskiej parafii Forbichler.

Czasy powojenne

Po zakończeniu działań wojennych i wcieleniu Brześcia do Białorusi sowieckiej parafia ewangelicka przestała istnieć, nie była już potrzebna w ateistycznym teraz państwie. Budynek przejęło państwo, umieszczono w nim kino. Ulicę Zygmuntowską przemianowano na Karola Marksa. W wydanych w 1997 roku wspomnieniach „Brześć. Miasto niezapomniane” o kościele i księdzu Figaszewskim pisze brześcianka Danuta Waszczuk-Kamieniecka. Dzięki jej wspomnieniom pamięć o brzeskich ewangelikach ocalała. Wspomnijmy ich w roku reformacji.

Tomasz Otocki

Udostępnij na:

Skomentuj

Twój e-mail nie zostanie opublikowany