Lidzianie na Polesiu

Chyba po raz pierwszy tak wielka grupa Polaków z Lidy trafiła na Polesie. Co to za grupa? Jesteśmy z żoną z parafii pod wezwaniem św. Rodziny w Lidzie. W naszej parafii już od dawna istnieje katolicki ruch „Gloriosa Trinita”.Jest to nazwa włoska, bo po naszemu, po polsku, jest to „Trójca Święta”. Założycielem tego ruchu jest ksiądz z Łomży- Andrzej Święcińcki. 20.04.2013 w lidzkim Domu Kultury odbyła się Międzynarodowa Kongregacja Katolickiego Ewangelizacyjnego Ruchu „Gloriosa Trinita». W spotkaniu wzięli udział: biskup grodzieński Aleksander Kaszkiewicz, duchowieństwo, przedstawiciele miejscowych władz, mieszkańcy Lidy oraz okolicy, a także przedstawiciele ruchu «Gloriosa Trinita» z Polski i z Włoch. W spotkaniu także uczestniczył założyciel tego ruchu ks. Andrzej Święciński. Kongregacja odbyła się w największej sali widowiskowej w Lidzie przy dużej obecności wiernych.Lidzianie zobaczyli i usłyszeli o naszym ruchu. Biskup grodzieński na tej kongregacji zatwierdził swoim dekretem nasz ruch. Było to dla nas ogromne święto i piękna uczta duchowa.

Lidzianie na Polesiu

Lidzianie na Polesiu

Corocznie członkowie naszego ruchu z Lidy wyjeżdżają poza miastouczestniczyć w rekolekcjach, żeby zdala od domu, od obowiązków domowych i służbowych przybliżyć się do Pana. Były takie rekolekcje i we Włoszech, i w Polsce, i na Białorusi. W ub. r. dojechaliśmy do Naroczy w diecezji Witebskiej, a w tym roku pojechaliśmy na Polesie, do Pińska. Wiadomo, że województwo poleskie razem z naszym nowogródzkim województwem przed 1939r. było w składzie Rzeczypospolitej. Właśnie tam, na Polesiu, urodziło się dużo znanych Polaków. Wyjechaliśmy z Lidy kolumną samochodów składającej się z 14 aut. Zrobiliśmy przystanek w Żyrowicach, żeby zwiedzić świątynię. W XVIII wieku o Żyrowicach mówiono jak o Częstochowie unitów albo litewskiej Częstochowie. Leksykon pt. „Miejsca święte Rzeczypospolitej” podaje: „Do czasów rozbiorów Żyrowice były najważniejszym miejscem kultu katolików i grekokatolików w Wielkim Księstwie Litewskim”. Do 1839 r.była tu siedziba biskupa unickiego. W 1839 r. po zniszczeniu unii przez carat świątynia w Żyrowicach została przekazana Kościołowi prawosławnemu. A w żyrowickim klasztorze więziono kapłanów unickich nie zgadzających się na zmianę wyznania. Dziś w dawnym budynku klasztornym mieści się prawosławne seminarium duchowne oraz akademia teologiczna.

Lidzianie na Polesiu (od lewej -  ksiądz Józef Hańczyc oraz autor)

Lidzianie na Polesiu (od lewej – ksiądz Józef Hańczyc oraz autor)

Chciałem zobaczyć prawdziwe Polesie, ten tajemniczy bagienny kraj. A zobaczyłem dość dużo lasów, rzek i jezior – jak u nas na Grodzieńszczyźnie, dużo wsi. Wydaję mi się, że nawet więcej niż u nas. Im dalej na południe, tym więcej przydrożnych krzyży prawosławnych. Po tych krzyżach wyraźnie widać, że to kraj w większości prawosławny. Wszystkie prawosławne krzyże są obwiązane ręcznikami, czego u nas nie ma. Jesteśmy nareszcie w Pińsku. Podjeżdżamy pod Seminarium. Wyższe Seminarium Duchowne im. Św. Tomasza z Akwinu mieści się w ogromnym zabytkowym budynku i robi na nas wszystkich duże wrażenie, bo większość z nas jest w Pińsku po raz pierwszy w życiu. Wszystko jest wyjątkowo dobrze utrzymane i zagospodarowane. Dużo zdjęć w korytarzu,na jednym z nich znajdujemy naszego proboszcza ks. Józefa Hańczyca (jako kleryka)w grodzieńskiej katedrze. Oczywiście są zdjęcia naszego pierwszego kardynała na Białorusi-Kazimierza Świątka. Jest to legenda Kościoła katolickiego na Białorusi.Historia diecezji pińskiej i jej Seminarium Duchownego jest związana z osobą ks. Bp. Zygmunta Łozińskiego, który mianowany przez papieża Benedykta XV w 1917 roku na biskupa mińskiej diecezji założył Seminarium Duchowne w Mińsku. Biskup został aresztowany przez władze sowieckie i był przetrzymywany w owianym już wtedy ponurą sławą moskiewskim więzieniu na Butyrkach. Papież Pius XI w 1925 roku powołał do życia nową diecezję pińską; na jej pierwszego biskupa mianował bpa Zygmunta Łozińskiego. W tym samym roku zaczęło działalność Wyższe Seminarium Duchowne Diecezji Pińskiej im. Św. Tomasza z Akwinu. Po zajęciu wschodnich ziem Rzeczypospolitej przez Armię Czerwoną w 1939 roku budynki Seminarium Duchownego w Pińsku zostały wykorzystane dla potrzeb sowieckiego wojska. W roku 1939, tuż przed wybuchem wojny, Seminarium pińskie ukończył przyszły kardynał Kazimierz Świątek.

Nasza pierwsza msza odbyła się w kościele katedralnym pw. Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny, który jest obok Seminarium. W kościele jest tablica ku czci 30 zakładników z Pińska rozstrzelanych w Janowie Poleskim w styczniu 1943 w odwecie za akcję AK na pińskie więzienie, a także tablice upamiętniające poległych i zamordowanych przez bolszewików w latach 1919-1939 marynarzy Flotylli Pińskiej oraz 49 księży diecezji pińskiej zamordowanych przez Niemców w czasie ostatniej wojny. W kaplicy Matki Boskiej Ostrobramskiej, ufundowanej przez kardynała Kazimierza Świątka, spoczywa trumna zmarłego w 1932 w opinii świętości biskupa pińskiego Zygmunta Łozińskiego. A w podziemiu jest grób wielkiego Polaka-kardynała Kazimierza Światka. Dzwonnica przed kościołem pochodzi z 1817.Jest też pięknie odrestaurowana. (…)

Miejscowi wierni wspominają, jak w latach ateizmu wzywano księdza, grożono mu i udzielano instrukcji. Zakaz prowadzenia chóru, korekta śpiewu tzn. w kolędzie nie może być śpiewane „Błogosław Ojczyznę miłą”, ani w żadnej pieśni, gdzie jest w tekście „Maryja, królowa Polski” albo w ogóle wyraz „Polska” itd. A podatki szły w górę. Kazania księdza ze zrozumiałych powodów nie poruszały żadnych innych zagadnień oprócz spraw Bożych, mimo to były uwagi. Stale nękany ksiądz chciał wytrwać jak najdłużej, jak najdłużej służyć parafianom. A oni byli mu za to wdzięczni. Wszyscy starali się mu usłużyć jak tylko mogli. Wtedy był jeszcze zwyczaj całowania księdza proboszcza w rękę. Parafianie w tym geście okazywali mu wdzięczność. U nas w Lidzie również trwał na posterunku niezłomny ksiądz proboszcz kościoła farnego- ks. Rojek.Pamiętam, że czasami wdzięczni parafianie całowali mu rękę i mnie to całkowicie nie dziwiło. Było takich niezłomnych księży na Kresach do upadku diabelskiego Związku Radzieckiego bardzo i bardzo mało. W 1949 r. księdza Stanisława Ryżkę aresztowano. Przesłuchania, proces, wyrok – 25 lat zesłania na Syberię. Wiernym nie pozwolono wejść do sali sądowej. Stali na zewnątrz. Przed odjazdem, ksiądz zdążył ich pobłogosławić. Płakał ksiądz Stanisław, płakali bezsilne nie mogąc coś zrobić mieszkańcy Pińska. Ci, którzy już nie mieli swoich kościołów i księży, wspomagali katedrę. Latem 1953 r. mieszkańcom rynku i okolic Pińska nakazano zakleić papierowymi paskami na ukos wszystkie okna. Zamknięto dostęp do rynku, podłożono ładunki wybuchowe pod wypalony kościół jezuicki. Po kilku detonacjach z kościoła została ruina. We wszystkich oknach w rynku wyleciały szyby. Prace zrównania z ziemią świątyni w sumie trwały kilka lat. Chociaż nie było już na świecie Stalina, ale jego uczniowie dalej niszczyli świątynie, jak katolickie tak i prawosławne. Krew mnie zalewa, jak ktoś przy mnie chwali bolszewików i ich porządki. (…)

W 1954 r. do Pińska przybywa ks. Kazimierz Świątek i chce być zarejestrowany przy Katedrze Pińskiej. Ku radości parafian ksiądz otrzymał zezwolenie i został proboszczem w pińskiej Katedrze. I znowu ze wszystkich stron zaczęli ludzie przyjeżdżać by przyjąć chrzest, pierwszą komunię, wziąć ślub. Ok. 1957 r. uzyskano staraniem księdza od stosownych władz uznanie Katedry Pińskiej za zabytek architektury. Wszyscy odetchnęli z ulgą, gdyż zapobiegało to celowej dewastacji czy zniszczeniu. (…)

W latach 1940-1992 diecezja nie była obsadzona. W 1992 do godności biskupa i administratora apostolskiego diecezji pińskiej podniesiony został wieloletni proboszcz parafii, ks. Kazimierz Świątek, potem on otrzymał od naszego papieża Jana Pawła II tytuł kardynała. Był to pierwszy kardynał na naszych ziemiach.

W centrum Pińska jest ogromny, kilkakrotnie większy niż w naszej Lidzie, plac Lenina. A na nim taki samy ogromny jego pomnik. Ja takiego jeszcze nigdzie nie spotykałem. Nie zdziwię się, jeżeli to jest największy pomnik na Białorusi. Od niego odchodzi zabytkowa uliczka też pod taką samą nazwą. Jest to miejscowy deptak, idzie obok katedry. Jest nawet w Pińsku swój uniwersytet i piękny dworzec kolejowy. Bardzo dużo tablic i miejsc pamiątkowych. Najwięcej bohaterów pochodzi z czasów II wojny światowej. Ich imiona ma wiele ulic w Pińsku, postawione są pomniki, tablice upamiętniające, i to dużo dużo więcej niż w naszej Lidzie. Oczywiście w Pińsku, jak i wszędzie na Białorusi,są ulice Dzierżyńskiego, Komsomolska, Lenina, Sowiecka, Engelsa, Suworowa itd. Chociaż dużo ulic i z normalnymi nazwami. A są nawet i ulice Kościuszki, Ordy, Ogińskich, Orzeszkowej.Udało się nam popłynąć statkiem po Pinie i Prypeci.Oczywiście była to dla nas, mieszkańców niemającej swojej rzeki Lidy,wielka atrakcja. W czasie tego rejsu odmawiamy różaniec, załoga statku jest mocno zdziwiona.

Ale czas wracać do domu. Tydzień przeleciał szybko. Jutrzenka, msza św., adoracja, spotkania w grupach, dyskusje o sprawach duchowych – to wszystko zajmowało dużo czasu w rozkładzie dziennym. Ale razem z tym i zabawa i tak zwane „pogodne wieczory”, które przygotowywali rozdzieleni na grupy członkowie naszego katolickiego ruchu. Łapię siebie na myśli, że cały tydzień nie oglądałem TV, nie włączałem internetu. I okazuje się,że nic w tym strasznego nie ma. Jak że potrzebne jest takie wyciszenie dla współczesnego człowieka. A był z nami nasz szanowny proboszcz i szanowna siostra Katarzyna z naszej parafii, opiekunowie naszego ruchu, którzy zorganizowali i poprowadzili te wspaniałe rekolekcje. Bóg zapłać im za to!

Aleksander Siemionow

Parafia pod wezwaniem św. Rodziny. Lida.

Udostępnij na:

Skomentuj

Twój e-mail nie zostanie opublikowany