WESELE I CHRZCINY W UHLANACH

Jesień to najlepszy czas weselisk. Gdy już „Preczysta, to wże diwka czysta”, a kiedy już „Bohosław , to wże molodci rozosław”. Kiedy zaś „Pokrowa, bud wże diwka hotowa”. Jednak tylko „do Dymytra diwka chytra”, bo po tym dniu rzadko zjawią się swaty.

Dawniej, przed wojną, rodzice nie pytali o zdanie swo­jej córki czy syna, decydowała tu racja bytu i przyszłość gospodarstwa. Nieraz bywało, że dziewczyna nie widziała jak wygląda jej przyszły małżonek: tak kazali rodzice i na tym koniec. Za tę ofiarę powiększy się gospodarstwo całej rodziny, przecież coś się wniesie w posagu: „sterpytsia, polubytsia”, mawiali starzy. Dziś jest inaczej. Bardziej słucha się głosu serca, mniej zwraca się uwagi na posag, choć wiadomo, że na wsi starają się pogodzić wdzięk z ka­wałkiem posażnego pola.

Powstawanie nowej rodziny odbywa się uroczyście, mo­ment ten jest ważny w życiu rodziny i rodu. Na zaręczyny kawaler przyjeżdża ze swymi rodzicami i chrzestnym ojcem do panny „z piwem”. Zebrana rodzina panny śpiewa:

„Pryjichaly zapywalnyczki Jawdośku zapywaty (imię panny się zmienia),

Prywezly wony boczku, medoczku, batońku czestowaty,

A horiłoczki dwi baryłoczki dla wsieji rodynońki.

Rodynońka pje, bo dumaje oddaty, bateńko ne pje, ny dumaje doczeńki oddaty,

W horodeńku nowyńkomu zilliczko zacwytaje,

U naszyji Jawdośki mołodeńkiji wysilliczko zaczynaje,

Bih że jej daj, Bih że jej daj, a bateńko pomahaj, a szcze w tomu rodyny prybywaje.

Dobre buło mój batyńku sołodkij mydok pyty,

Jak nastanę lityczko, z kim ty budesz robyty?

Jawdośka u batyńka odsłużyła, a w komory serpa położyła,

Chto budę batyńku serpykom żaty? Budysz batyńku prynajmaty,

Po dwa zołotyji na deń daty, czużaja ny bude wirno żaty,

Bude na sonyczko pohladaty, czy sonce nyźko, weczer blyźko,

Aby deń wiwsia, ta chlib jiwsia”.

Po zaręczynach narzeczona odprowadza narzeczonego. Krewni, uczestnicy tej rodzinnej uroczystości śpiewają:

„Jasnyj misiać za chmurku zachodyt, Jawdośka Iwanka nawodyt,

Nadwyde Jawdośka do lasu, sama wernytsia zawczasu,

Nadwyde Jawdośka do boru, sama wernytsia do domu.

Zapłaty Iwanko za nadwid, bo zawtra ny wpustym na swój dwir,

Nowyje worota zaczynym, lutranym zamoczkom pryzamknem”.

W przeddzień ślubu pan młody i panna młoda czynią przygotowania do wesela. „Korowajnyci” przygotowują „korowaj”. Młody przychodzi do młodej i przynosi w pre­zencie trzewiki. „Korowajnyci” śpiewają:

„Bujała pszynycia, bujała, sim lit u kopi stojała,

Teper my jiji nażnemo, korowaj Jawdości speczemo.

Iszły, iszły korowajnyci horoju, nysty nysty po myscy muki z soboju,

Micny Boże! Hustyj budę korowaj!

Iszły, iszły korowajnyci horoju, nysły, nysły po chuntu ciukru z so­boju,

Micny Boże! Sołodkij budę korowaj!

Iszły, iszły korowajnyci horoju, nysły, nysły po kopi jajec z soboju

Micny Boże żowty budę korowaj!

Anheł prylejetaje,w okonyczko zahledaje

Weczer korowajnycy, weczer, nasz korowaj my peczem.

Choroszy korowaj, choroszy, bo choroszy korowajnycy robyły!”

Po upieczeniu korowaja wynoszą go do komory, potem wszyscy zasiadają do stołu do kolacji.

W dzień ślubu, przed odjazdem do świątyni, zbierają się krewni u pana i panny młodej na śniadanie, aby ich po­błogosławić na dalszą drogę życia. Po śniadaniu u młodej „brat” oprowadzają 3 razy dookoła stołu, przy czym ona całuje chleb leżący na stole, potem całuje rodziców. U pa­na młodego oprowadza go „pomłody”, czyniąc to samo. Gdy narzeczeni wsiądą na wóz, rodzice obchodzą wóz 3 razy dokoła, kropią święconą wodą, a pod wóz kładą chleb zawinięty w chustkę. W drodze do cerkwi drużyna nie śpiewa. Orszakowi pana młodego i panny młodej towa­rzyszą konno „kozaki” – chłopcy-przyjaciele młodej pary, z przepasanymi przez ramię wyszywanymi ręcznikami. Jest to odgłos dawnych czasów – gotowość obrony czy to przed Tatarami czy przed mściwym rywalem. Jeśli w cer­kwi ślub bierze kilka par, to ta para będzie miała lepsze życie, której pierwszej paroch udzieli błogosławieństwa.

Po ślubie nowożeńcy razem wracają do domu panny młodej ze śpiewem:

„Podiakujmo Hospodu Bohu, kamenećkomu ksiądzu,

Szczo naszy ditki zwynozaw, ny doroho za ślub wziaw (!)

Ny za talar, ny za sztyry, no sztyry zołotci, za naszy mołodci,

Moiż wite worohi, ny perechodte dorohi,

Nychaj perejde Hospod’ Boh, a mój batyńko napjpyrid,

A za batyńkom mationka, a za matyńkoju rodyna,

Za rodynoju chocz i wsi, nasza Jawdośka wże ny w kosi

Zrubaty byrozu syruju, zwynczaty Jawdośku syłoju,

Ny tak syłoju, za hroszy, bo welmy Iwanko choroszy,

Iz ślubu Jawdośka, iżjz ślubu, zawiazała worohom hubu,

Howoryty muskutaty, teper perestaty.”

Po przyjeździe ze ślubu do domu młodej, rodzice witają przybyszów, Młodzież wioski stawia w poprzek drzwi stół lub ławkę, żądając od pana młodego okupu za koleżankę, która teraz stała się jego żoną. Wykup ten, zwany „peresylnycuju” (przesiedleniem) polega na ofiarowaniu przez młodego żądającym kilku butelek wódki. Jest to zwyczaj bardzo stary i żaden z nowożeńców nie odważyłby się nie uiścić tego ha­raczu dawnym kolegom swojej obecnej żony. Gdyby tego nie zrobił, mogłoby to się skończyć dla niego i jego żony, nawet tragicznie. Kiedy ten wykup zostaje uregulowany, cały or­szak wchodzi do mieszkania młodej, wszyscy siadają do sto­łów, młodzi na pierwszym miejscu razem i spożywają obiad. Druhny, najserdeczniejsze przyjaciółki młodej, śpiewają:

„Chorosza, krasa Jawdośka nasza, jak u ślubu bywała, pochoriszczała

Pokrasnyszała, jak na posahowy siła”…

Młodzi siedzą na ławie zasłanej dywanem z sukna i ko­żucha. Posłanie to leży przez cały czas wesela. Po kolacji następuje zabawa. Tańce przy muzyce trwają do późnej nocy. W zabawie bierze udział cała wieś. Jest to przecież zdarzenie historyczne i święto nie tylko całej rodziny lecz i całej prawie wsi. Nadchodzi czas zabrania młodej żony z domu jej rodziców do domu męża. Przed odjazdem mło­dych następuje podział korowaja. Korowaj przynosi „pomłody” z komory i kładzie na stół. Młodzi nadal siedzą za stołem, zebrani śpiewają:

„Kłyczte batyńka do perepoju, nychto tak mene ne perepje,

Jak mój batyńka rodnyj, dribnu monetu sobi chowaje, a serebro perepywaje”.

Podczas tej śpiewki podchodzi do stołu ojciec młodej i wrzuca monetę na stojący w pobliżu korowaja talerz. Jest to pomoc w założeniu nowego gospodarstwa i nowej rodzi­ny. Zwyczaj ten nosi nazwę „perepoju”. Pomłody wywołuje kolejno obecnych do dalszego „perepoju”. Po ojcu „pere­pywaje” najbliższa rodzina młodej, jej najbliżsi przyjaciele i znajomi. Podczas rzucania monet na talerz, zwykle ofiaro­dawca wyraża wobec zgromadzonych jakieś życzenie pod adresem młodej pary. Jak: „Perepywaju hroszy, kob buły dity choroszy”, lub „perepywaju paciory kob buły dity jak zory” i inne, nieraz dość dowcipne i pomysłowe.

Po tej ceremonii, młody zabiera swoją żonę do siebie. Na jednym wozie jadą młodzi, na drugim jej posag: trady­cyjna skrzynia z płótnem własnoręcznie utkanym, pościel, kołdry, dywany, skrzynia z bielizną i inne rzeczy. Ze stro­ny rodziny młodej towarzyszy tej podróży tyle osób, ile ich było ze strony młodego w czasie przyjazdu z cerkwi do młodej żony. Orszak ten nosi nazwę „perezwy”. Perezwa od młodej żony przyjeżdża trochę później. W czasie odjazdu uczestnicy śpiewają:

„Wytysały, wyrubały dubowuju dosku,

Wykrutyły, wymutyły u matyry doczku”.

Przyjeżdżają do młodego ze śpiewem:

„Najmaj batońku kwaty roczku, wezem nywistku bohatyroczku,

Żynemo kony, wsie woronyje żynemo woły wsi połowyje,

Żynem korowki olinderki żynem oweczki wsi czabanoczki”.

Rodzice młodego też witają młodych małżonków. Przy­jezdni zasiadają do stołu. Goście im przyśpiewują:

„Żądana nasza nywistka, żdały my jiji ny rik ny dwa, rosty nywistka jak wyrba

Żywy wyniosła jak wysna, żywy zdorowa jak jak zyma, żywy zdorowa jak osyń”.

Razem z młodą żoną przyjeżdża „prydanka”, która na­krywa obrusami stoły, rozdaje podarunki bliższym krew­nym młodego i ściele pościel dla młodego małżeństwa. Gdy przyjadą „pyryzwy” od młodej, śpiewają:

„Na dobry deń dobryje ludy, my do was, deś prylynuła nasza jutońka tut do was

Chocz ny chotiła, to prylityła jeść u was, jakaja wasza jutońka, jakaja?

Biłoje łyczko czornoje oczko – takaja”.

Po tej pieśni wszyscy zasiadają do stołu, do posiłku. Po kilku godzinach, odjeżdżają, śpiewając na odjezdnym:

„My pyryzwianie pojidymo, tobi Jawdośku pokinymo

A ty Iwanko hlady jiji, jak de daleko, to sam pojdy

Jak de blizeńko, jiji poszly.

Kob sołomuju ne topyla, kob horszkom wody ne nosyła.

Dobra nam buła wyczera, pered każdym hościom pyczenia”.

Wszystkie pieśni są śpiewane na smutną melodię, rzew­nie, tak jak monotonne i smutne jest życie tych ludzi.

Goście odjechali. Nowa rodzina ma przejść przez życie jak ich ojcowie i wiele pokoleń ich przodków.

Cała wieś wraca do codziennego trybu życia.

Bardziej rodzinny charakter mają zwyczaje związane z obrzędem chrzcin.

Do położnicy przychodzą sąsiadki na „odwidki” i przy­noszą jej „kaszu”, „ohładki” lub ,,jajeczniu”. Po chrzcie i powrocie do domu, chrzestni rodzice i zaproszeni najbliżsi z rodziny zasiadają do stołu. Na stole zjawiają się „pyrohi” i „obaranki”. Po kolacji „baba” przynosi na stół kaszę w gli­nianym garnku, ale stawia uderzając nim tak mocno, żeby garnek się rozleciał w kawałki, a kasza pozostała sama na stole. Za jej przykładem inni goście szukają w domu starych garnków i biją je. Bić trzeba koniecznie, bo jeżeli noworodek jest dziewczynką, to w przyszłości będą się o nią bili chłop­cy, a jeżeli chłopiec to o niego się będą biły panny. Po tym „baba” bierze obwarzanek ozdobiony kwiatami i nakłada na kaszę, następnie nakłada na niego jeszcze kilka. Jest to „od­grodzenie” kaszy. Goście rozrywają obwarzanki, nie doty­kając ozdobionego kwiatami. Po tej zabawie „baba” kładzie pieniądze obok kaszy, goście zaś przyśpiewują kumowi:

„Ty kumoczku panie tyki w tybe stanę, wsady ruczku w kiszyńku,

Wyjmy złota żmińku horod obhorodyty, doczyczku sporadyty”…

Po tym śpiewie wszyscy rzucają pieniądze do kaszy lub dają przywiezione ze sobą podarunki. Na drugi dzień wożą po wsi „babę”, aby za to jej wyróżnienie dała im butelkę wódki. Po takiej przejażdżce goście rozjeżdżają się do domów.

 

Jan Perdenia

Kamieniec Litewski, 1938 r.

OD REDAKCJI:

Dziękujemy Panu Doktorowi Jerzemu Perdenii z Kra­kowa, synowi Jana za udostępnienie powyższego opra­cowania, które nie było publikowane, podobnie jak inne artykuły tegoż Autora.

Udostępnij na:

Musisz być zalogowany aby komentować Login