Krystyna Krahelska – Warszawska Syrenka z Kresów

kk1Krystyna urodziła sie 24 marca 1914 roku w Mazurkach, rodzin­nym majątku Krahelskich nad Szczarą w powiecie baranowickim. W roku 1915 przyszedł na świat jej brat Bohdan. Rodzice należeli do śro­dowiska inteligenckiego. Matka Kry­styny, Janina Bury-Krahelska, biolog, doktor filozotii Uniwersytetu Jagiel­lońskiego w Krakowie, a po dru­giej wojnie pracownik naukowy Akademii Medycznej w Gdańsku, zmarła w 1976 roku. Ojciec, Jan Krahelski, z wykształcenia inżynier melioracji, w czasie pierwszej wojny światowej został zmobilizowany do paramili­tarnej służby saperskiej przy wojsku rosyjskim, w wojsku polskim doszedł do rangi podpułkownika. Następ­nie był kierownikiem odcinka Komi­sji Granicznej na Polesiu, a w roku 1926 został powołany na Wojewodę Poleskiego. Po przejściu na emeryturę w 1933 roku osiadł w Mazurkach, zmarł w 1960 roku w Gdańsku.

Podczas pierwszej wojny światowej, kiedy ojciec był na froncie, rodzina, jak i wiele innych rodzin, wędrowała po świecie: z Mazurek pod Mińsk, potem do Warszawy i Krakowa, a w roku 1920 zamieszkała w Puławach u krew­nej, Zofii Czarnockiej. Następne lata Krystyna spędziła z rodziną na Pole­siu w maleńkiej wiosce Łachwa koło Lunińca i rodzinnych Mazurkach, powoli odbudowujących się po wojnie. Zaczynała z pomocą matki pozna­wać rośliny dziko rosnące na bagien­nych łąkach i piaszczystych wydmach. Uwielbiała kąpać się w Szczarze, spacerować po lesie. Kochała swoje rodzinne strony, do których przyra­stało jej serce.

Jan Krachelski, ojciec Krystyny, wojewoda poleski, foto ze zb. B. Arciszewskiej

Jan Krachelski, ojciec Krystyny, wojewoda poleski, foto ze zb. B. Arciszewskiej

Naukę w szkole Krystyna rozpo­częła po przeniesieniu się rodziców do Brześcia, kiedy ojciec został woje­wodą. W Brześciu państwo Krahelscy zamieszkali w reprezentacyjnym służ­bowym mieszkaniu przy uł. 3-go Maja 12. Za domem był ogród z kwiatami i drzewami owocowymi. Krystyna wstąpiła do 3 klasy Państwowego Gimnazjum Koedukacyjnego im. R. Traugutta, a jej brat Bohdan, Dan, jak go nazywano w domu, do drugiej. Była oszołomiona miastem i gwarem szkolnym, czuła się zagubioną, lecz stopniowo oswajała się z nowym śro­dowiskiem, uczyła sie bardzo dobrze, zwłaszcza interesowały ją nauki bio­logiczne i humanistyczne. Wkrótce zaprzyjaźniła się z Wandą i Janiną Pankiewiczównymi, córkami kierow­niczki Szkoły Powszechnej im. M. Rodziewiczówny w Brześciu. W 1928 roku została wprowadzona do dru­żyny harcerskiej, ze wzruszeniem zło­żyła przyrzeczenie, któremu została wierna do końca życia. Wyniesione z dzieciństwa umiejętności, takie jak sport, jazda konna, pływanie, orien­tacja w lesie, bardzo przydały sie na biwakach i w pracy harcerskiej. Nie znosiła zebrań i uroczystości, zwią­zanych ze stanowiskiem ojca.

W wieku 14 lat zaczęła śpiewać i pisać wiersze w tajemnicy przed domownikami z tęsknoty za Mazur­kami. Pisała wiersze w poetyckich pamiętnikach. W jednym z nich na 90 stronach napisała 83 wiersze z taką oto dedykacją „Tatce – Krystyna”. Były wśród nich Południca, Babie lato, Astry, Dzieciństwo, a na ostatniej kartce wykaligrafowane było słowo „Serce”, jako uzupełnienie do dedykacji.

W roku 1929 Krystyna w swojej pracy harcerskiej obejmuje gromadę zuchów, którą opiekuje się aż do czasu matury. Wkładała całe serce w tę pracę i była szczęśliwa, mogąc się nimi zajmować. Wychowywała swoich harcerzy zgodnie z ówczesnymi ide­ałami organizacji, które były również jej ideałami od najmłodszych lat: umi­łowanie ojczyzny i jej przeszłości, sza­nowanie i miłowanie natury.

W 1931 roku Krystyna Krahelska pierwszy raz wyjechała za granicę. Był to Zlot Skautów Słowiańskich w Pradze Czeskiej. Reprezenta­cja polska zajęła pierwsze miejsce w obozowym zagospodarowaniu oraz w pokazach regionalnych. Uczest­nictwo Krystyny w tym zlocie zosta­wiło trwały ślad nie tylko w jej pracy harcerskiej, ale i w stosunku do spraw narodowościowych i międzyludzkich.

Wroku 1932 Krystyna zdała maturę i zaczęła studiować geografię na Uni­wersytecie Warszawskim, następnie przeszła na etnografię, którą studio­wała do czasu napisania pracy dyplo­mowej. Z Warszawy pisała do matki dużo listów wierszowanych.

Głos jej rozwijał się, piękniał i doj­rzewał, i przełamawszy swoją nie­śmiałość, zaczęła śpiewać publicznie. Uczęszczając do teatrów i na kon­certy, Krystyna unikała oper i nie śpiewała – za wyjątkiem Glucka – żad­nych arii.

Wakacje 1936 roku Krystyna spę­dziła z grupą studentów z etnogra­fii na Huculszczyźnie. Oczarowana była górskim krajobrazem, niezwy­kłymi ludowymi strojami, melodiami i pieśniami huculskimi, co znalazło odzwierciedlenie w pisanych tam wierszach:

We wnętrzu starej cerkwi gdzieś nad Czeremoszem

Zatęsknił za górami święty Jerzy złoty:

To wiatr wiosenny przyniósł wonny świerków poszum 

I białą grzywę konia przegarnia z pieszczotą.

(„Ballada o świętym Jerzym”)

Zbierała tam materiały do swojej pracy wakacyjnej Tkactwo i bednar­stwo na terenie Huculszczyzny. Spo­tkała także kolegę ojca, Stanisława Mierczyńskicgo – kompozytora, skrzypka i etnografa, dzięki któremu poznała kapelę huculską Dmytra Zacharczuka. Nauczyła się śpie­wać po huculsku razem z orkiestrą, z którą nagrała kilka pieśni i melo­dii.

W tym roku Krystyna miała jesz­cze jedną przyjemną niespodziankę: dostała zaproszenie na „środę lite­racką” do Wilna na początek paź­dziernika. To było wielkie wyda­rzenie w jej życiu poetyckim. Na wie­czory autorskie do Wilna byli zapra­szani Tuwim, Lechoń i inni, mniej znani. Występ w Wilnie był pierw­szym poważnym wieczorem autor­skim Krystyny. Pojechała tam z odro­biną łęku, ale i z uczuciem dumy. Na wieczorze śpiewała białoruskie i ukraińskie pieśni, ukochane przez siebie Leto i Kupałę, deklamowała własne wiersze, czuła, że słuchają jej występów z uwagą i życzliwością. Ale nikomu z przyjaciół nic o tym nigdy nie powiedziała.

Białoruska wieś była dla Krystyny małą ojczyzną, gdzie spędziła dzie­ciństwo i młodość i skąd wyniosła rozmiłowanie w kulturze ludowej i w ludowej pieśni.

Po feriach zimowych Krystyna miała wykonać projekt makiety i opis tańca Lenok dla Zakładu Etnografii Polskiej. Opis musiał być szczegółowy: każdemu taktowi melodii musiały być podporządkowane odpowiednie ruchy, ilustrujące treść tańca podobnego w swej istocie do magicznego obrzędu pogańskiego. Sam taniec też miał znaczenie magiczne, jego celem było ubłaganie bóstwa, by zboże rodziło i dawało dobre plony.

Taniec ..Lenok” Krystyna „miała we krwi”, bo pochodził on z rodzin­nych Mazurek, wiele razy sama w nim uczestniczyła. Ta praca zajęła Krystynie dużo czasu, ale wykonała ją w terminie i jej makieta razem z innymi pojechała do Paryża, gdzie do dziś znajduje się w Międzynaro­dowym Archiwum Tańca.

W roku 1937 artystka-rzeźbiarka Ludwika Nitschowa zaproponowała Krystynie pozowanie do pomnika Syreny – herbu miasta Warszawy. Rzeźbiarka znała Krystynę od dzie­ciństwa i widziała w niej nie tylko typ słowiańskiej dziewczyny, ale i wysoką, świetnie zbudowaną, jasnowłosą i zie­lonooką polską urodę. Krystyna przy­jęła propozycję, lecz raczej ukry­wała to przed znajomymi. Artystka dała pomnikowi bujny tors modelki, lecz, twarz Syreny nie jest jej twarzą. Pomnik został odsłonięty tuż przed drugą wojną światową i na ogół nikt go nie kojarzył z Krystyną. Dopiero po wojnie rzeźbiarka w jednym z wywia­dów ujawniła jej nazwisko. Stała więc Syreną na Wybrzeżu Kościuszkow­skim zupełnie zwyczajnie, jakby wła­śnie wypłynęła z Wisły.

Mając 25 lat Krystyna była już doro­słą osobą, zdolną do samodzielnej pracy twórczej w wybranym kierunku. Była też dojrzałą kobietą, która pra­gnęła mieć własne dziecko. Temu pra­gnieniu poświęciła liczne kołysanki, pisane w różnym czasie. Do niektó­rych z nich komponowała melodie i sama je nuciła – bez zapisu:

Kołysanka klonowa,

Kitla jesionowa:

Uśnij, moje maleńkie.

Koc ma pióra sowie.

A słowa kolorowe

Jak cierpka kalina:

Uśnij, moje jedyne.

Właśnie dzień nas minął.

Koc na ziemię się zsuwa

Ciszą i gwiazdami:

Uśnij, ram gdzieś nad nami

Ktoś nie śpi i czuwa.

(„Kołysanka”)

W roku 1939 Krystyna wyjeżdżała z zespołem śpiewaczym do Niemiec i śpiewała między innymi w Ham­burgu. Wróciła oczarowana zbiorami muzealnymi w Berlinie. Śpiewała również przez radio w Baranowi­czach polskie i białoruskie pieśni. Kilkakrotne próby „technicznego opracowania” jej bogatego i nie­zmiernie giętkiego głosu nie powio­dły się. Ale ona miała już bogaty własny repertuar ulubionych pieśni polskich, białoruskich, ukraińskich, rosyjskich i francuskich o różnym charakterze i poziomice: od poważ­nych, religijnych do lekkich, swawol­nych, wesołych. Z każdego utworu potrafiła wydobyć najistotniejszą treść, sięgnąć do głębi.

Krystyna była artystką: wyrażała siebie nic tylko śpiewem, lecz także poezją i rysunkiem. Ciekawa była każ­dego przeżycia ludzkiego, wrażliwa na krzywdę, każdemu chciała dopomóc przez dawanie ze siebie wszystkiego.

Końcowe egzaminy na Uniwersy­tecie poszły dobrze. Pracę magister­ską Rok obrzędowy we wsi Mazurki obroniła na ocenę bardzo dobrą. Po egzaminach ostatnie spokojne lato spędziła w Mazurkach. Dan od stycz­nia 1938 r. był w Szkole Lotniczej w Dęblinie. W 1939 r. stacjonował w pułku w Lidzie, gdzie już utrzymy­wana była gotowość bojowa.

Ogólne napięcie w obliczu wojny Krystyna odczuwała bardzo silnie. Martwiła się o brata i o Stacha. Dan przyjechał do Mazurek na parę dni, bo na 1 września otrzy­mał kartę mobilizacyjną. Wyjechał na lotnisko do Porubanka i nigdy już nie wrócił.

Po wkroczeniu wojsk radzieckich do Polski Krahelscy wyjechali do Warszawy. W grudniu 1939 r, Krystyna rospoczęła pracę konspiracyjną w ZWZ, a następnie w AK, pełniąc funkcję łącz­niczki i sanitariuszki, przewożąc broń, amunicję i rozkazy. W półowie 1940 r. Krystyna wyjechała do Puław i została tam przyjęta do pracy naj­pierw jako robotnica rolna, a w roku 1941 awan­sowała na laborantkę w tamtejszym Instytucie Naukowym Gospodarstwa Wiejskiego. Praca ta potrzebna była dla utrzymania siebie i rodzi­ców, a także chroniła przed wywiezieniem do Niemiec oraz łączyła się z działalnością konspi­racyjną. W lecie 1942 roku udało się jej dostać „delegację służbową” z AK na wyjazd w rodzinne strony w kierunku Mazurek. Spędziła tam nie­wiele czasu, gdyż misja się nie powiodła i musiała wracać, by uniknąć wpadki. Z rozpaczą zoba­czyła, że Mazurki zostały zniszczone i rozgrabionc.

W czasie wyjazdów z Puław do Warszawy odwie­dzała m.in. Ludwikę Nitschową. Podczas jednej z takich wizyt, w dość licznym gronie odbył się konspiracyjny koncert, na którym śpiewała Kry­styna. Znając jeżyk białoruski, ukraiński i rosyj­ski, a także folklor tamtych stron, była przydatna polskiej konspiracji.

W Puławach powstały prawdopodobnie dwie piosenki „wojenne”: Kołysanka i Kujawiak.

Smutna rzeka, księżyc po niej spłynął.

Ciemna noc na liściach kładzie dłoń.

Śpij, dziecino, śpij żołnierski synu.

Już niedługo obudzimy broń.

(„Kołysanka”)

Najpopularniejszą piosenkę Hej chłopcy, bagnet na broń… Krystyna skomponowała w roku 1942 dła batalionu „Baszta”. Stała się ona marszem walczącej Polski, a potem i Powstania Warszaw­skiego, ale nikt nie wiedział, kto jest jej autorem.

Hej, chłopcy, bagnet na broń!

Długa droga daleka przed nami.

Mocne serca, a w ręku karabin,

Granaty w dłoniach i bagnet na broni.

Ciemna noc się nad nami roziskrzyła gwiazdami,

Białe wstęgi dróg w pyle, długie noce i dni,

Nowa Polska, zwycięska, jest w nas i przed nami.

W równym rytmie marsza: raz, dwa, trzy…

Hej. chłopcy, bagnet na broń!

Bo kto wie, czy to jutro, pojutrze czy dziś

Przyjdzie rozkaz, że już, że trzeba nam iść,

Granaty w dłoniach i bagnet na broni.

Ciosem osobistym dła Krystyny była wiadomość o napadzie bandy na dom w Pieszej Woli, gdzie ostatnio mieszkali jej rodzice. Ojciec został ska­towany i w ciężkim stanie przewieziony do szpitala we Włodawie. Krystyna pośpieszyła tam natych­miast i razem z matką opiekowały się ojcem przez następne dwa tygodnie. Ale prawie przez cały rok trwała kuracja wyniszczonego chorobą i ciężkimi przejściami niemłodego już człowieka, jakim był ojciec.

Kiedy w roku 1944 front się zbliżał, odwiozła rodziców do Krakowa, ale sama nie chciała za nic tam pozostać i w połowie lipca zjawiła się w War­szawie.

A w Warszawie robiło się już bardzo „gorąco”. Coraz trudniej było znaleźć nocleg i otrzymać jaką kolwiek pracę, a trzeba było jakoś przeżyć do momentu wybuchu powstania. Po różnych próbach wykonywania powierzonych zadań w ruchu oporu Krystyna wraca do tego, co jej udawało się najle­piej – „oddanie siebie” – do pracy w patrolu sani­tarnym. Czekała na swój los – na wybuch powsta­nia i jakby czuła, jak czuje wielu spośród lotników, że będzie to jej „ostatni lot”. Męczył ją ciągły nie­pokój, od którego nic mogła się uwolnić. Napisała do ojca długi list, list pożegnalny, błagała matkę o przyjazd do Warszawy. Matka przyjechała na krótko – bo już były trudności w komunikacji i widziała się z Krystyną ostatni raz. Dowodem ich wzajemnej miłości i przyjaźni pozostały wier­sze, a szczególnie jeden, Matko, matko…. z którym Janina Krahelska nie rozstawała się aż do śmierci:

O drzewach Ci powiem, że kwitną tam, gdzie Ty jesteś –

Lipy kwitną, okwitły jaśminy, jest cisza

i kipkówka na wietrze cicho się kołysze.

Wilgi letnie piosenki zaczynają śpiewać…

Tak jest ram, gdzie Ty jesteś, Mamo, gdzieś daleko…

Pachną łąki i pola, i świat wielki żyje.

Serce mam ogłuszone, przegrane – niczyje.

Weź je, Mamo – do siebie – włóż w nie lip zieloność

Chmur pęd ponad drzewami, pracę rak utrudnionych

I wiwilżą piosenkę aż złotą od słońca,

Włóż w nią, Mamo, swą miłość, która jest bez końca.

Bez dna, nieprzeliczona, jak gwiazd mlecznych drogi.

Pluton 1108, do którego przydzielona została Krystyna, 44 chłopców i 3 dziewczyny, dostał rozkaz koncentracji 29 lipca. Pluton, dowodzony przez por. „Wronę” wchodził w skład Dywizjonu „Jeleń” siódmego pułku ułanów. Ani 30, ani 31 lipca nic znano dnia i godziny powstania. Swoją ostatnią noc z 31 lipca na 1 sierpnia spędziła Kry­styna z dwiema pozostałymi sanitariuszkami plu­tonu (jedną z nich była jej kuzynka – Halina Krahelska, która po wojnie napisała książkę o Kry­stynie Opowieść o zwyczajnej dziewczynie) w kwa­terze przy rogu ulicy Oleandrów i Marszałkowskiej. Dom ten przetrwał powstanie i stoi do dziś, tyle że niższy o dwa piętra. Przeczuwali wszyscy, żc to ostatnia spokojna noc przed ostatecznym starciem. Więc nie przychodził sen i wtedy właśnie Krystyna zaczęła śpiewać, śpiewała po kolei ulubione przez siebie piosenki ukraińskie i białoruskie, śpiewała mało znane ludowe piosenki polskie. Nie śpiewała tylko żołnierskich i swoich własnych, o których popularności w Warszawie i całej Polsce nawet nie wiedziała, śpiew Krystyny, choć przyciszony, spro­wadził do pokoju gospodarzy mieszkania. Wszy­scy stanęli w drzwiach i stali nieporuszeni: nie wia­domo, czy Krystyna w ogóle ich widziała czy wie­działa, że są obok, śpiewała na wpół leżąc oparta o ścianę. Z wzrokiem utkwionym gdzieś w górze – śpiewała jakby po prostu dla samej siebie. Na końcu zaśpiewała Kołysankę – jedyną własną tego wieczoru piosenkę. O ciemnej nocnej godzinie zabrzmiało jasno i dźwięcznie: „Spij dziecino, śpij żołnierski synu, już niedługo obudzimy broń…”.

Powstanie Warszawskie zaczęło się o godzinie 17.00 1 sierpnia i potoczyło się błyskawicznie.

Zaczęła się strzelanina. Pluton 1108 był koło drukarni i spotkał sic ze świetnie uzbrojonymi niemcami. Krystyna wyniosła pierwszego rannego i sama została postrzelona w płuca, bo na otwar­tej przestrzeni jej wysoka sylwetka nawet schylona, stanowiła idealny cel. Nie krwawiła. Leżała twarzą do ziemi na Polu Mokotowskim i pod ogniem nie można było udzielić jej pomocy. Kiedy się wresz­cie ściemniło, patrol sanitarny podniósł Krystynę. Operowana tuż przed północą, zmarła 2 sierpnia 0 czwartej nad ranem, nie odzyskując przytomno­ści.

Pochowano Krystynę tego samego dnia przy ul. Polnej 46, koło domu, w którym zmarła. Po wojnie jej ciało przeniesiono na cmentarz przy ul. Służewej, gdzie mogiłą opiekują się harcerki. Pośmiert­nie została odznaczona Krzyżem Walecznych. Na jej grobie umieszczono taki oto napis:

Krystyna Krahelska „Danuta”.

Poległa 2.08.1944 r.

Gdy przyjdzie czas odlotu do krainy innej,

Chcę odlecieć w porywie szczęścia i natchnienia.

Jak ptak, co uciekając z ziemi niegościnnej,

Ziemię na niebo zamienia…

Tak się zdarzyło, żc urzeczywistniło się jej pragnienie, wyrażone w tych słowach. Zginęła w pierwszym dniu walki i nie poznała goryczy i bez­nadziejności ostatnich dni powstania. I chociaż „odleciała”, to przecież jest tu nadal, w Warszawie – nad Wisłą. Po wojnie jedynym ocalałym pomni­kiem Warszawy był pomnik Syreny na Wybrzeżu Kościuszkowskim. Czy to nie symboliczne, że pozostał tylko pomnik-herb? Pozostała Krystyna i w napisanych przez siebie wierszach i piosenkach, i w ludzkiej pamięci.

Codziennie idę do swojej biblioteki po ulicy Puszkińskiej (przed wojną 3-go Maja) i patrzę na dom, w którym dawno temu mieszkała zwyczajna dziewczyna z kresów, Krystyna Krahelska. Teraz w tym budynku mieści się Konsulat Rosyjski. W tej samej dzielnicy, jakieś 500 metrów dalej, znajduje sic gmach byłego Gimnazjum im. R. Traugutta, obecnie Brzeski Uniwersytet. Ta dziewczyna chodziła tymi samymi ulicami co i ja i nie wiedziała, że zostawi po sobie taką pamięć, że zdąży zrobić tak dużo i jednocześnie tak mało przez swoich 30 lat. Jak gwiazda, błysnęła i zgasła…

Kim byłaby, gdyby nie ten fatalny dzień 1 sierp­nia 1944 roku? Może znaną etnografką czy wybitną śpiewaczką lub poetką? Skomplikowane życie po wojnie różnie mogłoby pokierować jej losem. Jedno natomiast wiadomo z pewnością, że na Polu Mokotowskim utraciliśmy jeszcze jednego wyjąt­kowego człowieka, jeszcze jeden talent.

Po wojnie nieliczni krytycy podejmowali próby włączenia dorobku Krystyny Krahelskiej do litera­tury polskiej. Była znana jako poetka i pieśniarka Polski Walczącej, głęboko związana z Polesiem, które ukształtowało jej talent poetycki. Pierw­szy tomik jej wierszy Smutna rzeka ukazał się w 1964 roku… w Londynie. W Polsce dopiero w 1978 dzięki staraniom jej matki wyszła książka Wiersze, która nie stała się jednak żadnym wyda­rzeniem poetyckim. Ale jej samorodna, intymna i dziewczęca poezja była niezwykła. Miała swoisty kresowy smak, wiersze pisane dla siebie, bez myśli o druku, odznaczały się dojrzałą kulturą poetycką. Pisząc w jednym z wierszy:

Jestem imieniem po niebie pisanym

Gotykiem – nie wiem – czy cerkiewna Kiryłicą

Szukam własnej duszy

(„Jak ciężko iść daleką ulicą…”)

– chciała na pewno określić swoje miejsce na styku białoruskiej i polskiej kultury.

W wierszach trudno nie zwrócić uwagi na ich linię melodyczną, na śpiewność i bliskość pio­senkom ludowym Polesia. Próbą zdefiniowania własnego patriotyzmu jest wiersz napisany przed wojną pod tytułem Polska:

Bardzo trudno powiedzieć: Polska, żeby w słowie powiedzieć wszystko:

Barwę nieba i wody, woń lasu i żytnie zagony na piasku,

Patos ciszy i warkot motorów, defilady i słońce rut kaskach,

Całą prostą ludzką codzienność i odświetność.

(„Dalekość i bliskość”)

Ten wiersz stanowi jakby preludium do wojen­nej, patriotyczno-powstańczej twórczości Kry­styny Krahelskiej, która jednak zachowuje rysy indywidualne. Poza tragedią narodową w jej wier­szach słyszymy tragiczne nuty osobiste, odzywa się tu sytuacja nie tyle kobiety, co dzicwczyny-Polki:

My musimy być mocne i jasne, nam nie wolno płakać, nie wierzyć,

Bo by ciężej im było – daleko – naszym chłopcom… Naszym żołnierzom.

(„Wiersz o nas i o chłopcach”)

Wojna nie wpłynęła na rozwój jej talentu, a raczej zmusiła do korekty własnej twórczości. Jej poezja pulsuje wraz z nadziejami i dramatycznymi doświadczeniami całego narodu:

Tak czekaliśmy ciebie w tym roku. zimna wiosno, sucha wietrzna wiosno!

A gorzkie ziele tylko wrześniowe mogiły zarosło..

(„Wiosna zawiedzionych”)

W wielu utworach dominuje jednak atmos­fera prywatności, intymności, najbardziej w tych, poświęconych bratu czy ukochanemu:

Wymódl mu, mała święta Krystyno, moc serca i ramion.

Daj niezawodność sterom, linkom, Śmigłu!

I najmocniejszy daj silnik i najpewniejsze skrzydła!

Żeby się na nich nie zawiódł.

Módl się za Stachem, mała święta Krystyno.

(„Modlitwa o Stacha”)

Najbardziej jednak znane jej utwory z tego okresu to oczywiście piosenki, śpiewane przez oddziały partyzanckie i dywersyjne, na baryka­dach powstania.

Na uwagę zasługują i poetyckie modlitwy Kry­styny Krahelskiej m.in. modlitwa Chryste Panie z przydrożnych połamanych krzyży…

Kiedy poeta odchodzi przedwcześnie mówimy że głos jego został przerwany w półzdania. Krysty­nie nie było dane wypowiedzieć nawet lego „pół­zdania’’. Zginęła, nie oglądając swoich wierszy w druku. A jednak te wiersze, zapisane w zeszytach i na luźnych kartkach, okazały się trwałe jak brąz, w którym wyrzeźbiona jest Syrena Warszawska.

 

Irena Pawluczuk

wiodący bibliograf Biblioteki Obwodowej w Brześciu


Udostępnij na:

Skomentuj

Twój e-mail nie zostanie opublikowany