„Melodie drewnianej łyżki. Moje wspomnienia” – to tytuł książki zawierającej fragmentaryczne wspomnienia z lat 1918-1988 księdza kardynała Kazimierza Świątka (1914-2011), wydanej przez wydawnictwo Apostolicum w Polsce w 2022 roku.
Niezwykła jest już sama historia wydania tej książki. Oto bowiem po śmierci księdza kardynała wśród jego rzeczy osobistych odnaleziono teczkę z arkuszem kartek formatu A4, zapisanych na maszynie, opatrzoną adnotacją: „Do rąk Ks. Stanisława Pauliny” (ówczesnego kanclerza Kurii Diecezji Pińskiej). Przygotowanie książki do druku ks. S. Paulina zlecił wydawnictwu Pro Christo archidiecezji mińsko-mohylewskiej, które w 2000 roku założył Jego Eminencja. Natomiast opracowanie edytorskie wspomnień wykonała profesor Elżbieta Smułkowa, była ambasador Polski na Białorusi.
Książka jest podzielona na cztery części, a wspomnienia ułożono chronologicznie:
Część I (1919–1939) – Dzieciństwo i młodość, Powołanie i lata seminaryjne;
Część II (1939–1944) – Wikariusz w Prużanie. Wybuch II wojny światowej i „pierwsi sowieci”, Okupacja niemiecka;
Część III (1944–1954) – Za „drugich sowietów”, W łagrach;
Część IV (1954–1987) – Powrót, Proboszcz pińskiej katedry, Wizyty w Polsce, Na łonie przyrody Polesia, Remont i restauracja katedry.
Warto zaznaczyć, że Melodie drewnianej łyżki są przede wszystkim świadectwem niezłomnej wiary Autora i jego bezgranicznego zaufania Chrystusowi. Ileż to razy Opatrzność Boża uchroniła go przed niechybną śmiercią! Jednak uwagę zwraca również inna cecha jego osobowości, a mianowicie wielkie zamiłowanie do przyrody. Wydaje się zresztą, że nie mogło być inaczej, bo przecież ten, dla którego Pan Bóg zawsze był na pierwszym miejscu, czy mógłby nie kochać wszystkiego, co Stwórca stworzył dla człowieka? Jak wspomina Autor, fascynację pięknem otaczającej go natury wyniósł jeszcze z dzieciństwa, z tułaczki po dalekiej Syberii, gdzie razem z bratem Edwardem całymi dniami buszowali po okolicy, łowiąc ryby czy zbierając dary natury, by choć trochę uzupełnić niedostatki bardzo ubogiego jadłospisu. Oto jak sam o tym mówi:
„Uważam, że człowiek jako cząstka przyrody najlepiej i najzdrowiej czuje się właśnie na łonie tej przyrody. I dlatego starałem się i nadal staram jak najczęściej i jak najwięcej przebywać w środowisku najbardziej naturalnym. A ponieważ od dziecka mam w sobie wprost chyba wrodzoną ogromną miłość i przywiązanie do przyrody, czynię to bardzo chętnie i z wielką przyjemnością. Mnie zaś się poszczęściło, bo oto na Polesiu i dzisiaj jeszcze można znaleźć zakątki, do których nie dotarła współczesna technika, niszcząca pierwotne cechy naturalnego piękna i bogactwa zdrowotnego przyrody. (…) Ale odczucia i przebywanie na łonie Polesia to osobny rozdział w moich wspomnieniach, który wymaga specjalnego, bardziej szczegółowego omówienia”.

Musimy też przyznać, że pewnym zaskoczeniem okazało się dla nas to, iż proboszcz pińskiej katedry był nie tylko zawołanym wędkarzem, cieszącym się autorytetem wśród miłośników wędkarstwa, lecz także nieobca była mu pasja łowiecka! W pewnym okresie swojego pobytu w Pińsku czynnie polował na różnego rodzaju zwierzynę. Oto jak sam o tym wspomina:
„Wiele moich wypraw w głąb Polesia miało, zwłaszcza do połowy lat siedemdziesiątych, charakter myśliwski. Zdaje się, że jest to niemożliwe, by wielki miłośnik przyrody brał do ręki dubeltówkę i zabijał zające, kaczki, cietrzewie, głuszce itd. Nieraz sam temu się dziwiłem, ale w polowaniu też jest jakiś swoisty urok. Tylko same zabijanie, uśmiercanie nigdy nie należało do mojej przyjemności i dlatego z biegiem lat coraz rzadziej zacząłem brać do ręki strzelbę, a ostatnimi laty całkowicie zaprzestałem krwawych łowów, a nawet pozbyłem się dubeltówki. W zamian rozpocząłem bezkrwawe łowy, tj. z aparatem filmowym i magnetofonem. Rezultatem takich „łowów” moje wspaniałe trofea w postaci wielu barwnych, udźwiękowionych filmów z czaru Polesia, dotyczących flory i fauny. „Polowanie” z aparatem filmowym i magnetofonem okazało się znacznie trudniejsze, aniżeli z dubeltówką, ale bez porównania milsze i dające większą satysfakcję oraz głębsze zadowolenie”.

Los nie szczędził ks. kard. Kazimierzowi Świątkowi dramatycznych doświadczeń – aresztowań, więzienia, tortur, głodu i katorżniczej pracy. A jednak w jego wspomnieniach, obok świadectwa niezłomnej wiary i wytrwałości, odnajdujemy także wiele radości życia. Źródłem tej radości była nie tylko praca duszpasterska, lecz również bliskość natury. Polesie, ze swoim niezwykłym bogactwem przyrodniczym, stało się dla niego miejscem wytchnienia, ukojenia i prawdziwej fascynacji. Wśród poleskich lasów, rzek i rozlewisk odnajdywał piękno, które potrafił dostrzegać i doceniać mimo wszystkich bolesnych doświadczeń swojego życia.
Książka Melodie drewnianej łyżki. Moje wspomnienia ks. kard. Kazimierza Świątka jest obecnie dostępna w internetowych księgarniach w Polsce. Zachęcamy Drogich Czytelników do tej jakże fascynującej lektury.
Red.





