Kabatowie – rodzina akowska

Drodzy Czytelnicy,

Zbigniew Kabata, ps. "Bobo"

Zbigniew Kabata, ps. „Bobo”

22 marca w Polskiej Szkole Społecznej im. I.Domeyki w Brześciu odbędzie się III edycja Konkursu Poezji Zbigniewa Kabaty, wybitnego uczonego i poety, żołnierza oddziału partyzanckiego „Jędrusie”. Zbigniew Kabata urodził się 14 marca 1924 r. w Jeremiczach koło Kobrynia, zmarł 4 lipca 2014 r. w Kanadzie. „Echa Polesia” wielokrotnie pisały o życiu i twórczości naszego wybitnego Rodaka. Kabata jako harcerz pływał pod rozkazami gen.Mariusza Zaruskiego na jachcie „Zawisza Czarny”, był wychowankiem Pierwszego Korpusu Kadetów Marszałka J. Piłsudskiego we Lwowie. Podczas okupacji był bohaterskim żołnierzem „Jędrusiem”, drukarzem, redaktorem i kolporterem pisma partyzanckiego „Odwet”, uczestniczył w wielu akcjach i walkach „Jędrusiów”. Jest autorem hymnu kombatantów AK. Po wojnie został uczonym parazytologiem światowej sławy. Był autorem książki autobiograficznej „Żniwa na głębinie”. Wydał kilka zbiorów wierszy. Zbigniew Kabata był w Polsce odznaczony dwukrotnie Krzyżem Walecznych, Srebrnym Krzyżem Orderu Virtuti Militari, Krzyżem Komandorskim z Gwiazdą Orderu Odrodzenia Polski, otrzymał także najwyższe kanadyjskie odznaczenie państwowe – Order of Canada Member (CM). Dziś pragniemy Państwu zaprezentować wywiad z siostrą śp Zbigniewa Kabaty – panią Aliną Kabata-Pendias, wybitną polską uczoną, żołnierzem AK ps.”Cicia”. Opowiemy też o tej niezwykłej polskiej rodzinie, która była związana z naszą ziemią. Żyjemy w innych czasach, ale warto, szczególnie teraz, gdy prawie nie ma miejsca już dla autorytetów, świętości, bohaterstwa, gdy tak ciężko żyje się ludziom przyzwoitym i światłym, przypomnieć o losach jednej rodziny. Piszemy o historii nie dawnej, żyją świadkowie i uczestnicy tych wydarzeń, echo których rzutuje na nasze obecne życie, a także na historię współczesną, która się powtarza…

Ojciec

Major Piotr Kabata. „Wujek”

Major Piotr Kabata, ps."Wujek"

Major Piotr Kabata, ps.”Wujek”

W wieku 19 lat już walczył w szeregach Pierwszej Kadrowej, rozpoczynając swoją epopeję służby i poświęcenia Ojczyźnie. Ocena jego zdolności żołnierskich wraca echem wiele lat później, w motywacji wniosku o odznaczenie go Srebrnym Krzyżem Zasługi medalem Niepodległości: „Oficer o wybitnych zdolnościach do samodzielnej pracy. Pracuje ideowo. (…) Jako kierownik i organizator wybitny. Bardzo lubiany przez podwładnych i kolegów. Kilkakrotnie wysyłany do Rosji, z narażeniem własnego życia zawsze wywiązywał się z otrzymanego zadania, ku zadowoleniu swoich przełożonych. Ze względu na jego niezmordowaną pracę, inicjatywę, energię i wybitny zmysł organizacyjny, powierzano mu funkcje samodzielne oraz zadania wielkiej wagi” (Centralne Archiwum WP).

Był miłośnikiem Polesia. Służył w 83. Pułku Strzelców Poleskich im. R.Traugutta w Kobryniu, był komendantem PW w Drohiczynie. W czasie kampanii wrześniowej kpt. Kabata bierze udział w walkach grupy „Polesie” gen. F.Kleberga. Po zaciętych walkach z Niemcami i bolszewikami dostaje się do niemieckiej niewoli. Ucieka z obozu jeńców i łączy się w Staszowie z rodziną, której udało się przedostać z Kobrynia. Od grudnia 1939 r.wraz z rodziną działa w wojskowym podziemiu ZWZ, a następnie AK (ps.”Wujek”, krypt. „Słonecznik”). Organizuje i prowadzi na podległym terenie szkolenia wojskowe, kurs podchorążych, szkołę podoficerską i kurs młodych dowódców. Zaskarbia sobie uznanie i szacunek podwładnych. Od roku 1941 kpt. Kabata był w ścisłym kontakcie z Władysławem Jasińskim, legendarnym „Jędrusiem”. To ludzie „Wujka” pomścili śmierć „Jędrusia”, likwidując volksdeutscha Roesslera. Po wejściu Armii Czerwonej kpt. Kabata został aresztowany przez NKWD w dniu 20 września 1944 r. i wywieziony do Rosji. Przechodzi przez 4 obozy, organizuje ucieczkę, ale uczestnicy ucieczki zostają złapani, a on ciężko pobity przez straż obozową. Zwolniony z internowania powraca do kraju, ale w maju 1949 r. został aresztowany przez UB i po 2 latach oddany pod sąd. W sierpniu 1951 r. Sąd rejonowy w Kielcach skazał go na śmierć, po rewizji wyrok został zamieniony na 10 lat więzienia. Niestrudzony bojownik o wolność swojego narodu u schyłku życia wynagrodzony został latami gehenny w polskich więzieniach. Był więziony w Kielcach, w Warszawie na Rakowieckiej, w Płocku i Goleniowie. Wyszedł na wolność w 1956 r. Służył Polsce bez żadnych korzyści, bez względu na koszt i na bezpieczeństwo. Czterokrotnie nadany mu Krzyż Walecznych mówi sam za siebie. Major Kabata nigdy nie dowiedział się o nadaniu mu przez Leopolda Okulickiego Srebrnego Krzyża Virtuti Militari w dniu Nowego Roku 1945 r, kapitan w tym czasie był bowiem więźniem NKWD, nie dotarła do niego nominacja na stopień majora.

Matka

Helena Kabata, pseud.”Ciotka”

сканирование0001Urodziła się 11 maja 1906 r. W Nowej Wilejce. Tam pracowała jako nauczycielka, tam też wyszła za mąż za Piotra Kabatę. Po sowieckiej napaści na Polskę 17 września 1939 r. uratowała pod Pińskiem grupę studentów od rozstrzelania przez sowieckich dywersantów. Pani Helena jako żona oficera znalazła się pod obserwacją NKWD w Kobryniu. Zagrożona wywózką na Sybir wraz z dziećmi zdołała 6 grudnia 1939 r. przedostać się na tereny okupowane przez Niemców, a w styczniu połączyć się z mężem w Staszowie. Od razu uczestniczy w działalności konspiracyjnej. Prowadzi nasłuch londyńskiego radia i kolportaż przepisywanych wiadomości. Od początku czynnie działa w strukturach AK. Od 1940 r.włączyła się w wydawanie i kolportaż pisma „Odwet” w okolicach Sandomierza, w tworzenie zaplecza bytowego, pozyskiwanie lokali dla partyzanckiej grupy „Odwet”. W Oleśnicy bierze udział w organizacji konspiracyjnego szkolenia sanitariuszek oraz kursach przysposobienia wojskowego. W latach 1943-1944 była w podobwodzie Szydłów, potem w Stopnicy komendantką Wojskowej Służby Kobiet. Po wkroczeniu Sowietów Helena Kabata wraz z córką opuściła Kielecczyznę, przeniosła się do Katowic. Helena Kabata, żołnierz Armii Krajowej, była odznaczona Krzyżem Armii Krajowej i Krzyżem Partyzanckim.

 

Brat

Mjr rez. Wiesław Kabata, „Krwawy”

Urodzony 11 listopada 1926 r. w Baranowiczach. Po ucieczce z Kobrynia w 1939 r. był łącznikiem w działalności konspiracyjnej. Kolportował gazetkę „Odwet”. Po likwidacji w marcu 1942 r. przez gestapowców kwatery „Odwetu” w Wiśniówcy, przeniósł się do oddziału AK w Obwodzie AK Busko, którego dowódcą był jego ojciec. Przysięgę AK złożył w 1942 r. w Grzybowie. Skończył szkołę młodych dowódców. Uczestniczył w drobnych akcjach dywersji partyzanckiej, następnie w walkach 3 komp. 4 pp leg AK w akcji „Burza”. Po zakończeniu akcji „Burza” dołączył do „Jędrusiów”. Latem 1945 r. postanowił przedostać się wraz z bratem Zbyszkiem „Bobo” do strefy okupowanej przez wojska alianckie, Zbyszkowi udało się przejście, Wiesław zaś został zatrzymany na terenie Czech.

Siostra

Alina Kabata-Pendias, „Cicia”

Urodziła się 8 września 1929 r. w Baranowiczach. W 1939 r. po napaści wojsk sowieckich na Polskę wraz z rodziną przedostała się do Staszowa.CICIA-fot.2014 Od początku uczestniczyła w działalności konspiracyjnej. Pomagała przy przepisywaniu wiadomości BBC, kolportażu gazetki „Odwet”. Była łączniczką komendy Podobwodu AK ”Słonecznik”. Ukończyła kurs sanitariuszek. W marcu 1943 zaprzysiężona na rotę Armii Krajowej, przyjęła ps. „Cicia”. Obok pełnionej funkcji sanitariuszki i łączniczki wykonywała prace przy nasłuchu radiowym. Wobec rozbrojenia grupy przez wojska sowieckie w sierpniu 1944 r. przechowywała dokumenty kancelarii polowej Podobwodu, maszyny do pisania i radio. Od stycznia 1945 r. działa w podziemnym harcerstwie kontynuującym ideały Szarych szeregów w Ostrowcu Świętokrzyskim. W czasie wojny zdobywała wykształcenie na lekcjach tajnego nauczania w Grzybowie, Tuczępach i Sieczkowie, złożyła egzaminy przed Komisją Egzaminacyjną Tajnej Organizacji Nauczania w Busku.

Wybitna polska uczona. Profesor dr hab., inżynier, porucznik WP

 

 

Red.

 

Z Polesia na Wyżynę Kielecko-

Sandomierską

Drodzy Czytelnicy, z perspektywy wielu lat mam prawo powiedzieć, że liczy się tylko świadomość, że żyłem prawidłowo, uczciwie, i że wypełniałem swoje obowiązki w stosunku do Ojczyzny. Nie: posiadanie, czegoś, nie: imponowanie, czymś przetrwa historię i da satysfakcję każdemu z nas. Satysfakcję daje nam świadomość, że nie zmarnowaliśmy swojego życia, że przyczyniliśmy się do budowy i zachowania naszej Ojczyzny i naszych swobód.

                                                  Alina Kabata-Pendias

 

URSZULA ADAMSKA: Skoro siedzimy tutaj w gabinecie IUNG(Instytutu Uprawy Nawożenia i Gleboznawstwa mieszczącym się w pałacu Czartoryskich w Puławach),wypada wspomnieć, iż w tym roku świętuje Pani Profesor sześćdziesiąt pięć lat pracy naukowej. Uważana jest Pani za „Matkę Chrzestną” pierwiastków śladowych w Polsce. Patrząc z sześćdziesięciopięcioletniej perspektywy wnosi również Pani Profesor niepodważalny wkład w rozwój nauki w biogeochemię światową, w postaci ponad trzystu pozycji publikacji naukowych. Pracowała Pani takżepiętnaście lat w Instytucie Gleboznawstwa i Geologicznym oraz współpracowała z ośrodkami badawczymi w Polsce i za granicą: w Aberdeen, w Ithaca N.Y., Pradze, organizacjami ISTEB, FAO, UNEP, MAB, SCOPE,UNESCO. Uhonorowaniem tego jest jedenaście medali, wśród, których znajdują się: Złoty Krzyż Zasługi, Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski, Prestiżowy Medal European Geoscience Union. Jednak, pomimo tak imponujących osiągnięć, pozostała Pani Profesor w kraju, by związać się z Warszawą i Puławami, dwoma miejscami na ziemi. Czy mogę, w tym miejscu, spytać, czy wybierzemy się w podróż w przeszłość?

ALINA KABATA-PENDIAS: Tak, przecież każdy chce tę przeszłość utrzymać, zachować… Pani się pyta, co ja pamiętam z dzieciństwa?

URSZULA ADAMSKA: Skałat, Baranowicze, Kobryń na Polesiu, te miejsca święte dla rodziny Kabatów…

ALINA KABATA-PENDIAS: Urodziłam się w Baranowiczach, ale zostałam wywieziona z Baranowicz w beciku, pierwsze wspomnienia, jakieś zabawy, i wyobraźnia, bo tata (Piotr Kabata – przyp. red.) opowiadał dużo bajek, wobec tego, jak usypiałam, zawsze widziałam, jak przez lufcik baba Jaga wsadzała długi nos i patrzyła na mnie, i wcale mnie to nie straszyło i nie denerwowało. I usypiałam spokojnie

URSZULA ADAMSKA:  Podobno ojciec Pani Profesor  – kapitan Piotr Kabata był miłośnikiem Polesia i dlatego pełnił tam służbę wojskową, przemieszczając się z miejsca na miejsce?

ALINA KABATA-PENDIAS: Tak.

 

 

URSZULA ADAMSKA:  A czy pamięta Pani Kobryń?

ALINA KABATA-PENDIAS:  Podróży do Kobrynia, co nie co, niewiele pamiętam, bo spałam w pociągu i znaleźliśmy się w domku, niedaleko szkoły, co dla mnie było dość istotne, na obrzeżach Kobrynia. Nasz ogród„schodził” bezpośrednio do Muchawca i nie był odgrodzony, w związku z tym, jak nikt nie widział, biegłam, oczywiście w lecie, nad rzekę i uczyłam się pływać. Dwa razy znalazłam się pod tratwami, bo na rzece były tratwy i musiałam się spod tych bali drewnianych jakoś wyciągnąć i z tego wynika, że wychodziłam cało i żywo.

 

 

 

URSZULA ADAMSKA: Z Kobrynia przenieśliście się Państwo do…

ALINA KABATA-PENDIAS: Byliśmy przez rok w Drohiczynie Poleskim i ten Drohiczyn już bardzo dobrze pamiętam, tam zaczęłam chodzić do szkoły, ale niezbyt długo, z tym, że dużo jeździliśmy, teraz się zastanawiam, chyba i autem, i bryczką, zwłaszcza do leśniczówki…Chyba to byli Państwo Szesczenczewicze? (ale nie umiałabym tego napisać). Pamiętam, później, zresztą z innych przyczyn, zapamiętałam doskonale, tę leśniczówkę i las, do którego nie chodziłam zbyt głęboko, ale chodziłam samodzielnie.A po rocznym pobycie, tatuś został ponownie przeniesiony do Kobrynia, gdzie otrzymał stanowisko komendanta Polski Walczącej.

URSZULA ADAMSKA:  I w tym miejscu przechodzimy do czasów, kiedy Polska znajdzie się pod okupacją hitlerowską.Wtedy rodzice Pani decydująwyjechać na Kielecczyznę?

ALINA KABATA-PENDIAS:   Rodzice nie decydują, pozostała tylko matka. Ocaleliśmy cudem, bo w czasie bombardowania, tak à propos, czego historia nie mówi, pierwsze bomby na Polskę, Niemcy zrzucili pierwszego września, o godzinie czwartej z minutami, także na Kobryń. I bomby były kierowane w nasz budynek, który znajdował się w centrum miasta, ale nie trafiły. Trafiły za parkan, za którym była olejarnia, zapalił się olej. Szary, bury, wielki dym okrył nasze podwórko i nasz dom. I mama przerażona pomyślała, że to gaz, nałożyła nam uszyte maseczki przeciwgazowe, które już były gotowe i schowaliśmy się do schronu. Ponieważ bombardowania się utrzymywały, tata zdecydował, że on zostaje, a dzieci pojadą z mamą właśnie do tej leśniczówki, koło Drohiczyna. I tam został  nas  dzień siedemnastego września…

URSZULA ADAMSKA:  To znaczy, kiedy nastąpiła agresja sowiecka…

ALINA KABATA-PENDIAS:  Słuchaliśmy przez radio, ale niewiele tych wiadomości docierało, jeszcze radio było bardzo prymitywne, w tamtych czasach, zostaliśmy o godzinie czwartej rano otoczeni przez cywilnie wyglądających mężczyzn z różnymi pepeszami, jakimiś dziwnymi karabinami, którzy otoczyli nasz dom i wszystkich wyprowadzili pod parkan.

URSZULA ADAMSKA:  Jak Państwo to przeżyli?

ALINA KABATA-PENDIAS: Przeżyliśmy cudem, dlatego, że mama zaskoczyła ich mówiąc po rosyjsku, mocnym głosem…

URSZULA ADAMSKA:  To rosyjski język rodzinę uratował?

ALINA KABATA-PENDIAS:  Tak, tak. A ja zdążyłam, bo wtedy mama powiedziała: „Niech młodzież opuści grupę”, ja byłam jednym, takim małym dzieckiem, pobiegłam do domu i mamy torbę z rewolwerem wyrzuciłam przez okno do żywopłotu. Mama posiadała krótką broń, mówiła, że nie da się Rosjanom zastrzelić siebie i dzieci, a raczej zrobi to sama. Na szczęście, bo później była rewizja w domu i gdyby to znaleźli…

 

Jak robili rewizję i znaleźli kilka pudełek zapałek u mamy, w torbie, to powiedzieli, że będzie rozstrzelana, dlatego, że to są zapałki, żeby las podpalić, że chciała zrobić pożar.

URSZULA ADAMSKA:  Udało się mamie?

ALINA KABATA-PENDIAS: Udało się, tak dogadać, dzięki rosyjskiemu językowi. Na drugi dzień pozwolono nam wyjechać (już nie było co jeść) furmankami do miasta, do Drohiczyna. Woźnica, który wiózł nas (a mama przedstawiła nas jako uciekinierów z Warszawy) powiedział: „Ja wiem kim jesteście. Kapitan Kabata był bardzo dobrym człowiekiem. Nigdy bym nie zdradził jego rodziny”.

URSZULA ADAMSKA:  A to była nieprawda…, bo Państwo przecież należeli do miejscowej ludności.

ALINA KABATA-PENDIAS:  Tak, to była nieprawda. I woźnica wtedy powiedział: „Ja wiem, że wy kłamiecie, ale pan kapitan, to był bardzo sprawiedliwy i dobry człowiek, i ja dlatego nie wydałem, ja wiem, kim jesteście, a proszę nie czekać na leśniczego, on już pojechał na „piaski” (czyli pochowany).

URSZULA ADAMSKA: A jak było z wyjazdem?

ALINA KABATA-PENDIAS:   Wróciliśmy na węglarce, co jest może nie najważniejsze, ale pociągi nie chodziły, a motorniczy wziął z lokomotywy wziął nas na węglarkę. Siedzieliśmy na tym węglu i pojechaliśmy do Kobrynia, no i znaleźliśmy się na ulicy. Wyszedł Żyd, muszę powiedzieć, bo tyle pamiętam, i mówi tak: „Pani kapitanowa, pan kapitan był dobrym, uczciwym człowiekiem, ja Panią wezmę, bo kto panią weźmie do domu, ja panią wezmę do mojego pokoju”.

URSZULA ADAMSKA:  I on zaoferował Państwu pomoc…

ALINA KABATA-PENDIAS:  Tak.

URSZULA ADAMSKA:  Matce z trojgiem dzieci i byliście Państwo bez niczego?

ALINA KABATA-PENDIAS:  Tak, bez niczego.On nawet nas karmił, przynosił nam jedzenie. Raz powiedział: „Niech pani weźmie dla swoich dzieci kuropatkę, moje dzieci jadły, więc już nie muszą, a pani są głodne”. Więc był wzruszający. Ale chcę powiedzieć, że zaraz po tym mama, a ja z mamą poszłyśmy do domu, w którym mieszkałyśmy. Wszystkie okna i drzwi były wywalone, a w mieszkaniu nie było nic. To na mnie zrobiło bardzo wstrząsające wrażenie. Starałam się znaleźć fotografie lub coś innego, co stanowiło pamiątkę i okazało się, że były podarte, a niektóre fotografie miały poprzekłuwane oczy, czyli mieli czas, żeby się pastwić. Dotąd moi znajomi nie mogą mnie zrozumieć, że ja nie mam fotografii z dzieciństwa.

Poten mama zaczęła przygotowywać naszą ucieczkę za Bug. Mimo, że nie było pieniędzy. Ale mama miała pierścionek, nawet pamiętam jak wyglądał: ze szmaragdem i jakąś bransoletkę. Sprzedała to i za te pieniądze znaleźliśmy przewodnika, właściwie trzeba powiedzieć przemytnika, który nas przemycił przez granicę, czyli przez Bug.

URSZULA ADAMSKA: Dlaczego wybór padł potem na Sandomierskie?

ALINA KABATA-PENDIAS:  Zaraz odpowiem. Tylko to taka ciekawa ta historia, mianowicie, wiedzieliśmy, że jesteśmy obserwowani wobec tego trzeba było przemycić się na pociąg w sposób niezauważalny, czyli chłopcy osobno, jednego dnia, pojechali, a mieliśmy kwaterę, podany numer kwatery, tak jak się wtedy mówiło „kwaterę” już, w Brześciu a później ja z mamą, z tym, że mama ubrała płaszcz, jakoś „do góry nogami”, ja też byłam przebrana „pozawijana”, żeby nie rozpoznali, że to jesteśmy my. Znaleźliśmy się w Brześciu i znowu szczęście nam dopisywało. Byliśmy w pokoju, którego drzwi były zasuwane szafą, czyli pokoju tego nie było, ale przyszła gospodyni, tam przebywaliśmy kilka dni, długo, może nawet tydzień, przyszła gospodyni i poprosiła mamę by zajęła się jej dzieckiem, bo ona musi wyjść z domu. Więc mama w jej szlafroku trzymała dziecko. I w tym momencie, wchodzi mężczyzna – urzędnik NKWD i mówi:

– „Wy tu trzymacie rodzinę Kabatów”, a mama odpowiada:

-„Nie, nic nie wiem. Nic podobnego”.

URSZULA ADAMSKA: Aha, czyli udała gospodynię?

ALINA KABATA-PENDIAS:Tak, udała gospodynię, dzięki szlafrokowi i dziecku trzymanemu i przytulonemu do piersi. I znowu, w ten sposób, ocaleliśmy. Bo nie wiadomo, czy ta gospodyni, nie załamałaby się i nie powiedziała, że jesteśmy za szafą.

URSZULA ADAMSKA: Przejdźmy może, jeśli pozwoli Pani Profesor do tego momentu, kiedy przekraczacie Państwo Bug…

ALINA KABATA-PENDIAS:Tak, przekraczamy w nocy, już zaczęli ostrzeliwać i wioślarz zaczął się wycofywać, ja wpadłam do wody, wychodząc; ostatnia wychodziłam z łódki, no i szliśmy, to była noc szóstego grudnia, przewracaliśmy się. Miałam zmarznięte, lodowate nogi i buty. I szliśmy dość długo, kilka godzin, do jakiejś najbliższej chałupy. Dom, gdzie nas położono, jakąś słomę rzucono nam, wtedy nie było na ogół w takich domach podłóg, tylko było klepisko i weszli Niemcy, oddział niemiecki i zapytali się: „Uchodźcy?”, „Tak” i nie ruszył nas.

URSZULA ADAMSKA:I to była pierwsza kwatera, pierwsze miejsce pobytu Państwa w Sandomierskim?

ALINA KABATA-PENDIAS:Tak, ten Ostrowiec Świętokrzyski był pierwszym miejscem. Później, po pewnym czasie, przenieśliśmy się, a taty ciągle nie mamy, nie wiemy, co jest z tatą…

A Tata walczył w oddziale Kleeberga, walczył, i tam został wzięty do niewoli niemieckiej, i znalazł się w obozie jeńców w Radomiu. I zaczęła się tragedia, dlatego, że wszyscy załamali się. Ojciec mojej koleżanki, pułkownik, odebrał sobie życie, a mój ojciec powiedział, to nawet gdzieś, ktoś o tym napisał, ukazał się o tym artykuł: „Teraz jesteśmy Polsce bardziej potrzebni niż dotąd. Żyjcie i działajcie!”. I uciekł w przebraniu się za księdza, uciekł z Radomia. Stamtąd  trochę piechotą, trochę furmankami przedostał się do Wiśniowej, to jest wioska w pobliżu Staszowa. I tu się zaczyna Staszów, a my, czyli mama i trójka dzieci, po krótkim pobycie w Ostrowcu, przenieśliśmy się do Opatowa, tam już nawiązaliśmy kontakt, że tata jest w Wiśniowej i po pewnym czasie, z Opatowa, zresztą zimą, bo pamiętam mi odmarzły nogi, które przemarzły w stopach, przejechaliśmy saniami jakimiś; tam, gdzie ojciec przebywał, czyli do Wiśniowej, gdzie jego mama, i jeszcze wtedy tata, mieli pokój z kuchnią. Tam wszyscy zmieściliśmy się.

URSZULA ADAMSKA: Można powiedzieć, że Państwo od początku angażowaliście się w walce z okupantem? Z jednej strony była walka ze strony ojca, z drugiej zaś braci…

ALINA KABATA-PENDIAS:  Już w roku trzydziestym dziewiątym, w grudniu, ojciec przystąpił do ZWZ -Związku Walki Zbrojnej, który następnego roku, chyba w lutym został przemianowany na AK, czyli Armię Krajową.

URSZULA ADAMSKA:Czy warto było w tym czasie poświęcać się dla Ojczyzny, narażać własne życie i własną młodość? Czy to się opłacało?

ALINA KABATA-PENDIAS:  Patriota nie pyta się, co się opłaca. Ojciec powiedział: „Polska jest teraz w potrzebie, nic się teraz nie liczy, tylko walka dla Polski”. Do tego stopnia nawet – powiedział, że „nie ma świąt, nie obchodzimy święta, jest żałoba, wszyscy pracujemy dla dobra Polski”. I już bardzo szybko, bo w roku czterdziestym drugim, albo wcześniej, właściwie działalność taty cały czas już była. W tym czasie moja mama poszukiwała kwatery dla  zdekonspirowanych uczniów gimnazjum i ich profesora, wykładowcy, którzy z Tarnobrzega musieli uciekać.

URSZULA ADAMSKA: I tutaj przechodzimy do okresu związanego z „Jędrusiami”, „Odwetem”…

ALINA KABATA-PENDIAS:Tak, tu się zaczynają „Jędrusie” i ja mogę to powiedzieć dlaczego:„Jędrusie”? To było imię synka Władka Jasińskiego, który ze swymi uczniami, głównie zwerbował (czy może być?) kilku panów, głównie Zdzichem de Ville i Andrzejem Skowrońskim (pozostałych kilku nazwisk nie pamiętam) wydawanie gazetki „Odwet”. Wiele prac wydawniczych wykonywala Bogusia Gutry.

URSZULA ADAMSKA:W Sulisławicach we wspólnej mogile wraz z dowódcą Władysławem Jasińskim spoczywają kolporterzy gazety „Odwet”: „Zdzich” – Zdzisław de Ville, łączniczka oddziału i inne ofiarywalk w potyczkach z Niemcami. Młodzi, odważni, zastrzeleni tylko z jednego powodu, że chcieli bronić Ojczyzny. Zbigniew Kabata, miał sporo szczęścia. Można powiedzieć, że: „nie kłaniał się kulom”. Pisał: „Włóczyłem się całymi dniami z mapą w ręku. Rower między nogi, visa na brzuch i hajda polami, lasami. A czasami znów w stodole, rozłożywszy mapy na sianie, lub wprost wyciągnąwszy się, patrząc w strzechę i żując długo wonne źdźbła. Bolszewicy cofali się przez moje zasadzki. Cekaem zamaskowany na stanowisku, palec drgający na spuście, serce w gardle. Już słychać warkot za zakrętem. Zbliża się tuman kurzu, odkrywa się długi rząd aut. Uwaga zapalarki! Raz-dwa-trzy… Huk! Eksplozja min. Dzwoni w uszach”.Nawiązując do cytowanego fragmentu wspomnień, proszę mi odpowiedzieć, dla jakich ideałów warto było tak się poświęcać?

ALINA KABATA-PENDIAS:Oczywiście dla Ojczyzny. Tylko Ojczyzna się liczyła, tylko WOLNOŚĆ się liczyła.

URSZULA ADAMSKA: Szóstego lipca tego roku użytkownicy blogów internetowych przeczytali wiadomość: „W wieku 90 lat,zmarł w Kanadzie, podpułkownik Zbigniew Kabata, ps. „Bobo”- żołnierz słynnego oddziału Armii Krajowej Jędrusie…”. W związku z notą internetową pojawia się refleksja: jaki zakres wiedzy, zdaniem Pani Profesor, winien posiąść obecnie młody człowiek, nie pamiętający z autopsji czasów „Solidarności”, czy pierestrojki; by móc poznać własną historię ?

 

 

 

ALINA KABATA-PENDIAS: Dlaczego powinien się interesować historią?Pani Redaktor, ja kilkakrotnie jak się z młodymi spotykałam, cytowałam Piłsudskiego: „Naród, który nie ma przeszłości, nie ma przyszłości”. Chcemy być Narodem, czy chcemy być „sługusami” dla innych narodów. Bo jeżeli nie będziemy samodzielnym, świadomym narodem, to będziemy, użyłam tu słowa „sługusy”, ale w każdym bądź razie, będziemy pozbawieni tożsamości i będziemy się wysługiwać innym narodem. Nie muszę zresztą, jak to się mówi, „palcem pokazywać”, którym.

URSZULA ADAMSKA: Poza, z całym szacunkiem, biorącą udział w akcjach partyzanckich, samą Panią Profesor, człowiekiem, nie-sługusem, który walczył o samodzielny, świadomy Naród i należy do świadków tej Narodowej przeszłości pozostaje ppłk Zbigniew Kabata.Wyjątkowo bogata biografia „Boba” – w wydawnictwach poświęconych Armii Krajowej, przypomina sylwetkę Wielkiego Polaka, porucznika Armii Krajowej, badacza, uczonego, poety; po wojnie zaś, wybitnego ichtiologa i parazytologa; odznaczonego wielokrotnie za zasługi dla Państwa Polskiego na polu militarnym, i w świecie, zwłaszcza w dziedzinie nauki.  Czy zawsze interesował się morzem?

 

URSZULA ADAMSKA: Podczas pobytu w Anglii, po 1945 roku, brat opłynął wtedy podobno Szkocję, Holandię, Morze Barentsa, norweskie fiordy. Potem jeszcze : Koreę, Honk-Kong, Singapur, Malaje, Tajlandię, Indonezję. A później do Japonii. W listach Zbigniewa Kabaty można odnaleźć komentarz, że podobno w Japonii osiągnął popularność, nie za zasługi naukowe, a przede wszystkim z powodu japońsko-brzmiącego nazwiska: Kabata.) Czy to prawda?

ALINA KABATA-PENDIAS: Jeśli mogę szczegół do tego dodać, to wyglądało w ten sposób, że chyba w Tokio, w hotelu, gdzie odbywała się konferencja, wyczytywali nazwiska i podawali numer pokóju, do którego mają pójść, i został mój brat, siedział już sam i zapytał się: „Dlaczego dla mnie nie ma pokoju?”. A oni spytali o nazwisko, więc brat odpowiedział Kabata, To my na początku i wielokrotnie mówiliśmy: „Kabata-Suma” co po japońsku znaczy pan Kabata, więc byli pewni, że to jest nazwisko japońskie.

URSZULA ADAMSKA:To wreszcie wyjaśniło się dokładnie, bo nigdy tego nie ma w źródłach. A czy Pani Profesor jest znane, skąd naprawdę pochodzi?

ALINA KABATA-PENDIAS: Nazwisko jest pochodzenia węgierskiego.

URSZULA ADAMSKA:Później jest następny okres w życiu Pani brata. Praca w laboratorium  najpierw w Aberdeen, a później, gdy pełen uznania prowadził badania naukowe w Nanaimo w Kanadzie to czasy największego wysiłku intelektualnego zwieńczonego licznymi sukcesami; myśl jego stale zdawała się zwracać ku jednemu: własnej ojczyźnie, o która walczył, a los kazał mu wyjechać z niej tuż po zakończeniu, teoretycznie oczywiście, zawieruchy wojennej.

ALINA KABATA-PENDIAS:Pragnę dodać, że w kontaktach ze mną brat się zawsze podpisywał: „Wygnaniec”.

URSZULA ADAMSKA:Czuł się wygnany z kraju? Czyli nie wyjechał sam, z własnej, nieprzymuszonej woli?

ALINA KABATA-PENDIAS:On uciekał, uciekał, gdyby nie to, skończyłby tak jak kilku jego kolegów. Bo skończyłby w celi.

 

 

ALINA KABATA-PENDIAS:  URSZULA ADAMSKA: Powróćmy jeśli Pani Profesor pozwoli, jeszcze do akcji oddziału partyzanckiego „Jędrusie”, założonego przez legendarnego Władysława Jasińskiego, działał w „widłach” Wisły na ziemi sandomierskiej  w akcjach dywersyjnych, sabotażowych. Może przypomina sobie Pani wyjątkową, udaną akcję wywiadowczą, bądź inna, która szczególnie utkwiła w pamięci?

ALINA KABATA-PENDIAS: Pierwsza rzecz, w tamtych czasach ja uczestniczyłam w zapisywaniu wiadomości oraz w odczytywaniu wiadomości zapisanych z radia, które Bogusia pisała na maszynie, na matrycy, z których, z tych matryc chłopcy drukowali „Odwet”. Odczytywałam i dyktowałam Bogusi, jedynej kobiecie w tej grupie i ona pisała na matrycach; a druga moja działalność, to było przewożenie tych „Odwetów”.

URSZULA ADAMSKA:Czy to było niebezpieczne?

ALINA KABATA-PENDIAS:To było niebezpieczne, bo jeżeli, powiedzmy, załapaliby mnie Niemcy z tymi „Odwetami”, to, by wzięli na tortury i może być „wydała” coś więcej. Nota bene, ta wielka „wsypa” była właśnie tym spowodowana. Natomiast ja przeżywałam takie emocje, że zanosiłam „Odwet” do Stanowa, do miasta, ale tam stała niemiecka straż.

URSZULA ADAMSKA:Była więc też Pani łączniczką…

ALINA KABATA-PENDIAS:Tak, oni sprawdzali wszystko, co się wnosi, a ja musiałam to w jakimś koszyku przenieść, wobec tego musiałam wchodzić, robiąc minę głupiego dziecka i musiałam ten koszyk trzymać tak, jak coś bardzo lekkiego, żeby nie zwrócili uwagi, że on jest obciążony. I za każdym razem udawało mi się przejść.

URSZULA ADAMSKA:Za każdym?

ALINA KABATA-PENDIAS:Tak, i zanosiłam to do Strzałkowskiego, który miał restaurację. W restauracji Niemcy popijali i hulali, ale on bardzo wspierał i „Jędrusiów”. Później kolportował dalej.

 

URSZULA ADAMSKA:Źródła historyczne wspominają samego „Jędrusia”, który przeprawił się przez Wisłę, Władysława Jasińskiego, no i jemu się to nie powiodło, pewnego razu, podobno, został ujęty przez Niemców. A jakie inne akcje przypomina sobie Pani jeszcze? Czy w akcji „Burza”, w której uczestniczyli „Jędrusie” jako czwarta kompania drugiego Pułku Piechoty Legionów Armii Krajowej Ziemi Sandomierskiej, czy brała Pani Profesor udział?

 

ALINA KABATA-PENDIAS: Tak. Zaraz powiem. W tym czasie byłam w leśniczówce w Grzybowie tam był taki punkt kontaktowy, a później w 1944 roku kilka osób tam zamieszkało, tych, którzy uciekli, jak, na przykład, to było z, po sąsiedzku, ojcem Szewery, profesorem Szewerą z Tarnobrzega i innymi. Dzięki zresztą temu, że w okolicy Grzybowa, wielu profesorów, którzy uciekli przebywało, to ja cały czas pobierałam u nich lekcje i „twardo”, później, przed komisją egzaminacyjną, w Busku- Zdroju, zdawałam egzaminy. Także wcale nie opóźniłam się, to znaczy, te powszechne klasy: „przeskoczyłam”, ale od pierwszej klasy gimnazjalnej zdawałam trzy klasy gimnazjalne, w czasie wojny, no, zaliczyłam. Ale wracając do czterdziestego czwartego roku, no więc, przy tej leśniczówce, gromadziła się bardzo duża ilość osób, gotowych do pójścia na akcję „Burza”.

URSZULA ADAMSKA:I Pani uczestniczyła w tej akcji?

ALINA KABATA-PENDIAS:Nosiłam jedzenie i opiekowałam się rannymi. Bandażowałam, conajwiększym dla mnie przeżyciem było, to, odwiedzałam, bo byli ranni w szpitalu, w Staszowie, więc mnie polecono pójść i pomagać.

 

I jeszcze na dodatek w drewnianych, strasznych butach, w których się ledwie chodziło, z których gwoździe „wyłaziły”.

URSZULA ADAMSKA:A jak one wyglądały? Czy podobne były do drewnianych sabotów?

ALINA KABATA-PENDIAS: Nie. To były dwukrotnie przecięte, tu, gdzie jest podbicie nogi. I gwoździami przybita skóra. Także one się zginały, ale gwoździe „chętnie” wychodziły z nich. Wtedy kłuły w podeszwę. Trzeba było umieć chodzić, zwłaszcza po lesie. Ja doszłam do szpitala i znieruchomiałam: jak podeszłam do tego chłopca, teraz już nawet nie pamiętam imienia, on podniósł się i krzyknął: „mama”. To dla mnie był duży wstrząs. A innych odwiedzałam. Coś tam im zanosiłam. Tych rannych wielu było. Ten chłopczyna zmarł. A wracając do roku czterdziestego czwartego, to cała gromada, która się zebrała, zorganizowała się jakoś i ruszyła

 

 

URSZULA ADAMSKA:Dziękuję za to wspomnienie i przywołanie akcji „Burza”, ale wcześniej jeszcze miały miejsce dwie głośne akcje brata Zbigniewa pseudonim „Bobo”, znajdujący się wówczas w głównej grupie uderzeniowej, podczas której, w Opatowie  uwolniono ponad stu więźniów.

ALINA KABATA-PENDIAS:Tak, tak. Ja pamiętam z opowiadań. Byłam wtedy w Wiśniówce. Wszyscy uwolnieni, to między innymi, był tam jakiś kuzyn mój nawet, rozeszli się, „rozjechali się”, jak to się mówi po rodzinach swoich, zniknęli i cało wyszli, ocaleli. Natomiast druga akcja była znacznie bardziej skomplikowana, w Sandomierzu.

URSZULA ADAMSKA:To nie była już podobno akcja, w której „Bobo” znajdował się w grupie uderzeniowej, a raczej całkiem samodzielna. Czy była to rzeczywiście akcja indywidualna? Proszę powiedzieć, jak to się wydarzyło? Na kim wykonano wyrok?

ALINA KABATA-PENDIAS: Więc ustaliliśmy tożsamość gestapowca, ale właściwie szpicla, że bywa na meczach piłkarskich, i wobec tego, brat się do tego psychicznie przygotował, bo to trzeba psychicznie. Podszedł i zastrzelił go, z bliska strzelił do niego.

URSZULA ADAMSKA:To było w przerwie meczu, dokładnie…

ALINA KABATA-PENDIAS: Kiedy można było się poruszać. I Pani Redaktor, wtedy oczywiście zrobił się wielki ruch i gestapowcy ruszyli; no, i jednym z pierwszych, który zaczął biec i wołać: „Łapać, łapać bandytę” był Zbyszek. Potem On nas znalazł, przyszedł. Wygłodzony, brudny. Dowiedział się, gdzie jesteśmy.Tak znajomi znajomym przekazywali. Był później z nami. Przez pewien czas, oczywiście. Potem moi bracia uciekali z „komunistycznego raju”…

 

 

 

URSZULA ADAMSKA: Czy przypomina sobie Pani Profesor jakąś ciekawą melodię, która w tamtym czasie zagrzewała do walki?

ALINA KABATA-PENDIAS: Najbardziej przypominam sobie piosenki śpiewane z „Jędrusiami”. Dużo się śpiewało. Ulubioną piosenką, którą śpiewał mój brat ze Zdzichem de Ville, była: „A nad Niemnem opary i szara, gęsta mgła, śpiewa ją Arab stary…”. Ja nie mogłam zrozumieć, co to są : „arabstary”, bo w dalszych słowach piosenki było: „Arab stary nad rzeką…” i wszystkich pytałam, o co „chodzi”, a oni na mnie patrzyli ze zdziwieniem.

 

 

URSZULA ADAMSKA:A czy była Pani ranna w czasie tych wszystkich akcji?

ALINA KABATA-PENDIAS:Nie.

URSZULA ADAMSKA: Czyli, Pani Profesor podobnie jak brat „Bobo” „kulom się nie kłaniała”.

ALINA KABATA-PENDIAS:Natomiast skończyłam kurs  sanitariuszki

 

 

URSZULA ADAMSKA:A pseudonim Pani, w szeregach „Jędrusiów” to jest : „Cicia”. Tak się do Pani zwracano. Skąd się wziął?

ALINA KABATA-PENDIAS:Ponieważ w tym czasie nosiłam pseudonim, który  pochodził od imienia: „Cecylia”, wielu dziewczynkom nadawano, w okolicy, to imię.

URSZULA ADAMSKA:A powracając do okrutnej, w skutkach dla ludności cywilnej, wojny: Czy stosowano wówczas kary, tortury, by wymuszać zeznania na więźniach, co czasem było gorsze od śmierci?

ALINA KABATA-PENDIAS:Tak. To było najczęściej spowodowane, tak zwaną „wsypą”, w miejscu, gdzie „Jędrusie” dłuższy czas przebywali i działali, właśnie w Wiśniowej. Mogę nawet powiedzieć, że brat Jasińskiego („Jędrusia” – przyp. red.) został aresztowany, zresztą nie słuchał, wielokrotnie rozkazów ojca. I on pojechał tam, gdzie była jego dziewczyna i został aresztowany. I dał znać, bo tam były jakieś kontakty, mówił podobno, że: „Zlikwidujecie kwatery, muszę „sypać”, już nie mam siły.”

URSZULA ADAMSKA:Czyli wiedział, że stracił odporność.

ALINA KABATA-PENDIAS:Tak, wiadomo i ojciec zakazał, żeby ktokolwiek, na tą kwaterę, która była, się zjawił. I wszystko zostało przeniesione do Wiśniówki. I co się okazało, że Niemcy przyszli, mnie i mamy nie zastali, bo akurat też kilka dni wcześniej mama przeniosła się do dworu w centrum Wiśniowej, gdzie zresztą przebywali Niemcy.

URSZULA ADAMSKA:W obawie przed tym, że mama Pani Profesor może być bezpośrednio zagrożona…

ALINA KABATA-PENDIAS:Tak, bo był napad, pobili mojego dziadka. Dziadek nic nie powiedział, bo szukali kontaktu. W wyniku pobicia zmarł. Niemcy i poszli później na kwaterę, i okazało się, że tam (teraz nie pamiętam nazwiska tego młodzieńca), tam stale łącznik nocował. Jak mu powiedziała gospodyni, że jest zakaz, żeby zostać,odpowiedział: „E, jest zimno, jestem zmęczony, nic się nie stanie, prześpię, a jutro pójdę”.

URSZULA ADAMSKA:I co działo się dalej?

ALINA KABATA-PENDIAS:Niemcy wzięli go i powiedział gdzie znajduje się kontakt. Później był napad, w którym zginęła cała grupa„Jędrusiów” z Antonim na czele.

 

URSZULA ADAMSKA:Czy zdarzyło się w rodzinie Kabatów ukrywanie uciekinierów, więźniów, pochodzenia żydowskiego, ludzi poszukiwanych przez gestapo?

ALINA KABATA-PENDIAS: I tak i nie, bo kilkakrotnie, ja pamiętam, wynosiłam nawet żywność do lasu grupie Żydów, ojciec ich gdzieś tam lokował, to już nie wiem gdzie. I Pani Redaktor, kiedyś to zapamiętałam, był Rosjanin, który uciekł z obozu niemieckiego i też dostał wsparcie, ojciec go tam nakarmił, jakieś ubranie dał i on dalej poszedł, i przez pewien czas w Wiśniówce, ale teraz już nie pamiętam, było dwóch panów, uciekinierów, tylko nie wiem: czy z więzienia czy z obozu.

 

URSZULA ADAMSKA: Przejdźmy do czasów powojennych. Jak wyglądały losy powojenne rodziny, kiedy najstarszy brat Pani Profesor musiał wyjeżdżać w obce kraje, zaś Państwo zostali tu w Polsce i trzeba było sobie jakoś organizować życie, tak?

ALINA KABATA-PENDIAS: Po wojnie mama „wylądowała” ze mną w Katowicach. Natomiast bracia byli zagrożeni. Bracia, którzy wcześniej działali w konspiracji, i mama dostała propozycję pracy w Katowicach, w „samopomocy chłopskiej”. I do tych Katowic przeprowadziliśmy się. Tam był jeden pokój, z jakimś tam przejściowym korytarzem, to pamiętam dokładnie, gdzie to było. I okazuje się, że to była znowu „melina” tych, którzy uciekają i się chowają. I tam byli moi bracia też.

URSZULA ADAMSKA: Po jakimś czasie okazało się, że Zbigniew Kabata „Bobo” musiał przez „zieloną granicę” uciekać z kraju, czy tak?

ALINA KABATA-PENDIAS: Najpierw organizowano „przerzut” tak zwany, przez Czechosłowację, na stronę Niemiec. Zbyszkowi udało się przejść, Wiesia Czesi złapali pobili i oddali, przekazali UB (Urzędowi Bezpieczeństwa- przyp. red.) władzom lokalnym w Polsce.

URSZULA ADAMSKA: Nie mógł wrócić do Polski Zbigniew, a co dalej z Wiesławem?

ALINA KABATA-PENDIAS:Zbigniew uciekł, a Wiesława Kabatę złapali, był w więzieniu, no i właśnie ciężko przeżył to wszystko. Wracając do Zbigniewa, jak już przeszedł przez Polskę, to na terenie niemieckim, z bazy wojskowej polskiej został, że tak powiem, oddelegowany do armii polskiej we Włoszech. Podstawową wartością była służba Ojczyźnie. Nie liczyło się nic. Tak zresztą zostaliśmy wychowani przez ojca, wielkiego patriotę.

URSZULA ADAMSKA: Po wojnie, Zbigniew Kabata napisał jeszcze wiele wierszy. Ten poświęcony Armii Krajowej, następnie stał się  nieoficjalnym hymnem środowisk żołnierskich, z tego powodu w Internecie mamy czasem do czynienia z dezinformację na wspomniany temat, wynikającą z faktu, że istnieje wcześniej napisana i śpiewana jeszcze w czasie wojny pieśń. Jednak utwór „Boba” był, gdy nie umilkły jeszcze echa dawnych walk, swego rodzaju, być może, manifestacją polskości. Stał się popularny wśród Polonii, jako chyba najważniejszy utwór, najpierw wiersz, a potem piosenka, która działała na jednak wyobraźnię, jako chyba połączenie tego, co wydarzyło się z okresu pokoju. Zbigniew Kabata utrwalił w strofach pokolenie oddziału „Jodła”, że pozwolę tu sobie zacytować słowa z wiersza: „Staliśmy granatową kompanią”: „Nikt nam hymnów pochwalnych nie śpiewa, lecz pochwały z nas nikt nie wymawia, bo pozostał nam wiatr, a na wietrze flaga”.

Na zakończenie poproszę o słowo skierowane bezpośrednio do czytelników „Ech Polesia”:

ALINA KABATA-PENDIAS: Szanowni Czytelnicy, Drodzy Czytelnicy, z perspektywy wielu lat mam prawo powiedzieć, że liczy się tylko świadomość, że żyłem prawidłowo, uczciwie, i że wypełniałem swoje obowiązki w stosunku do Ojczyzny. Nie: posiadanie, czegoś, nie: imponowanie, czymś przetrwa historię i da satysfakcję każdemu z nas. Satysfakcję daje nam świadomość, że nie zmarnowaliśmy swojego życia, że przyczyniliśmy się do budowy i zachowania naszej Ojczyzny i naszych swobód.

URSZULA ADAMSKA:Dziękuję bardzo za rozmowę.

Za wybitne zasługi w walkach partyzanckichw czasie drugiej wojny światowej Alina Kabata-Pendias odznaczona została: Krzyżem Armii Krajowej, Krzyżem Partyzanckim, Odznaką Pamiątkową „Akcja Burza”, Honorową Odznaką Żołnierza Armii Krajowej Korpusu „Jodła” oraz mianowana w roku 2003 na stopień porucznika.

 

Zamiast Post Scriptum :

W 2005roku zostało wznowione wydanie „Odwetu” przez Stowarzyszenie Kombatantów. Niedawno ukazał się numer 14-15 Biuletynu, w którym opublikowano po raz kolejny hymn: „Byłaś radością i dumą”.

Z porucznikiem AK, walczącą w słynnej grupie „Jędrusiów” oddziału „Odwet”; profesorem zwyczajnym doktorem habilitowanym Aliną Kabatą-Pendias rozmawia  Urszula Adamska

 

Udostępnij na:

Musisz być zalogowany aby komentować Login