Gwiazdy (zory albo zòrki). Poleszuk rzeczycki, podobnie jak i Białorusini w Nowogródzkiem, w okolicy Mińska, w Mohilewszczyźnie i Smoleńszczyźnie, zna bardzo mało gwiazdozbiorów, nazywając je mniejwięcej tak samo. Wielka Niedźwiedzica (Woz, Wazόk albo Karèc) orjentuje co do pór roku. Orjon (K a s à r albo, w okolicy Chełmecza, M a t a w i ł a) i Plejady (R è s z e t a) służą do określania czasu w nocy. Wśród miejscowej ludności krąży legenda o smoku, którego pokonał św. Jerzy. Ma on być zawieszony między Małą Niedźwiedzicą i Lutnią, mniejwięcej tam, gdzie się znajduje konstelacja Smoka.
Tahó źmieja, szto ŭbiŭ św. Jùrji, Boh powièsiŭ la tajè sàmaje wysokaje zorki, katòraja zaŭsiody staić na odnòm mieśccy.
To jednocześnie dowodzi, że umieją wyróżniać gwiazdę polarną. Wenus — Zarnica i Wieczernica albo M i è s i a c a w a drużyna czy tawàryszka; tę ostatnią nazwę zapożyczono od szlachty zaściankowej: ,,Ta gwiazdeczka, co tak pièknie świeci sie, to· ,,towarzyszka ksienżyca albo miesionca”. Wierzą w to, że każdy człowiek ma swą gwiazdę: Kòżny czaławiek màje swajù zorku, a Boh na nièbi tworyć sztoràz nòwyje, sztob było poraùnu i zorok i ludziej. Zorki jeścieka nietòlki wièlmi świetłyje da i ciemnièjszyje, a to i sausim ciòmnyje.
Meteor (óhnienny źmiej). Większy meteor, po którym zostaje smuga światła stopniowo gasnącego, wróży jakieś nieokreślone nieszczęście. Jak óhnienny źmiej lecić da z chwastà sypie iskry, to bùdzie jakójeś nieszczaśćcie. Meteor mniejszy, t. zw. „gwiazda spadająca”, ma inne znaczenie: Kali zòrka pàdaje z nièba, to hrèsznik pamiràje.
Kometa (m i e t ł à albo kanièta). Jak mietła stanie na nièbi, to bezpremiènna pryjdzie pamor na ludzièj: mo chalèra, a mo i marawàja pawiètra, a czy tàk, czy siàk, to nie mała narodu zmiecie. Kanièta pierekidàjecsa ŭ czòrnuju bàbu, ŭ nòczy chodzić pa sielù daj pisze wùhlem na dziwieràch chresty; dzie pastawić czórny chrest ŭ toj chàci ŭsie pamrùc, Zatym to, jak stale na nièbi mietła, trèba samòmu naczyrkać chrest na swaich dzwieràch wùhlem, to jak pryjdzie czòrnaja bàba kanièta, dak pabàczyŭszy szto uże naczyrkano, pójdzie sabiè, dùmajuczy, szto jeta jenà sàma zrabiîa, daj nie ŭpàmki.
Znachary każuć, szto kaliś pryjdzie takàja straszènnaja kanièta, szto ŭpieròd zakryje ŭsio nièba, a patom làze na ziemli i tahdy ŭsim kapcy: nàcsa bùdzie kanièc swiètu, nie dawiedzi Hospodzi.
Droga mleczna (małòcznaja a. h u s i n a j a daròha). Mniemają, że droga mleczna ma związek z mlecznością krów, których wydajność się zmniejsza w miarę jej uwyraźniania się. Nadto: Jak husinaju daróhaju spływie ŭsio małakó, to jenà tak pabielèje, szto kòżnaja pcica czużestaronnaja znàje kudóju joj lecieć ŭ ciòpłyje krai.
Księżyc (miesiąc). O plamach na księżycu krąży wśród miejscowych Poleszuków ta sama legenda, co i w innych stronach Białorusi. Ciòmnyje łatki na mièsiae, szto my bàczym ŭ poŭniu, jeta toj lichi syn pièrszych backòŭ, katòry ŭbiŭ swahò pràwiednaho bràta, da ciepièr dzierżyć jehò na wiłkach nad aśminaju, pòkul nie nakàpaje pòŭnaja aśmina bezniewinnaje kròŭji; alè jenà nikòli nie napòŭnicsa. Boh jètak pakaràŭ razbòjnika, bo tahdy piekła nie było szeze hatòwo dla takich hrèsznych dusz. Fazy księżyca: nów (maładzik), pierwsza kwadra (p a dp ò ŭ n i a), pełnia (ρ ò ŭ n i a), ostatnia kwadra (schòdnije dni).
Słońce (sònce albo sòniejka). Sònce, jèta boża je ohniszcze, tako je wielikaje, wieliczèznaje, szto kalib skidau ŭ adzin worach ŭsie chàty, pòunyje hùmna i chlewy daj padpaliù, to nasz bycsam to wieliki łońż pròci bóżaho połam ja byŭby nàcze iskarka z pad wòhniwa pròci harùczaho pòŭnaho humnà. Niema na świeci silniej ahniù za sònieczny ahòń; oś niedaleka szufcàj uczy, kòżny pan wòźmie krùhlaje szkło, da jak stanie im sztyrawać próci sónca, dak i zakùryé lùlku bez niczòha nijàkaho, a ŭ nàszom ahniù, to padczàs i sucho je palèno nie haryć.
Pod wrażeniem zapalania fajki zapomocą soczewki Poleszuk dochodzi do takiego wniosku: Sonce bożaje ohniszcze, zatym krùhlaje i tak zdórawo piecze, szto pierèd im, ad nàszaho bòku, Boh pastàwiù wielikaje krùhlaje szkło, takòje, jakòho lùdzi nie zrobiać. Sòniejka pakàzujecsa małym dla jètaho, szto jeno ad nas wièlmi dalèka; tak dalèka, szto jakby pazwiàzywau ŭ adnù nitku ŭ najbòlszom sielè ŭsiu prażu, szto bàby napraduć za uwieś hod, to szczèb nie chapiła da sónca. Tyje ciòmnyje łatki, szto pakàzywajucsa na sòncy, jèta czerèz ohniszcze praświeczywajecsa raj, czy bok to niebièsnyje waròta, za katorymi żywię Boh i światyje. Zatym to hresznò sòniejka łajać, zdzièkuwacsa nad im, abò pròci jehò jakojeś hidkaje nieprystòjnaje sztukàrstwa rabić.
Zaćmienie słońca przypisują komecie. Jak sonce zrobiesa ćmianaje abò saŭsim paciemnièje, nàcsa bieżyć pa nièbi takàja kanièta, katòraje na nièbi nie widać da tolki na sòncy. Jètaja kanièta nijàkaho zła nie robić jak tàja, szto pierekidàjecsa ŭ czòrnuju bàbu.
Czesław Pietkiewicz, „Kultura duchowa Polesia Rzeczyckiego”



