Przysłani na Polesie w latach 20-30 XX w. z innych części kraju i nie znający miejscowych stosunków urzędnicy nie zawsze sobie radzili na powierzonych stanowiskach. Oto zabawna historia, jaka przydarzyła się nowo mianowanemu staroście drohiczyńskiemu, w relacji Franciszka Wysłoucha:

„Polesie było nieznane, o Drohiczynie nikt nie słyszał, a więc jasne jest, że nowo mianowany starosta, pan Ch., urodzony i zamieszkały gdzieś pod Rzeszowem, nigdy o takim mieście nie słyszał, a po mianowaniu go starostą miejsce swego urzędowania odszukał dopiero jako mały czarny punkcik. (…) Po objęciu urzędowania starosta niewiele rozmawiał z podległym mu personelem. Starał się robić wrażenie, że zagadnienia nowego stanowiska są mu dobrze znane, nie potrzebuje informacji, a tym bardziej pouczeń. (…) Z wizytami jeszcze nigdzie nie jeździł, czekając na odpowiednią porę i podeschnięcie dróg, ale pamiętał o wskazaniach wojewody [aby utrzymywać dobre stosunki z mniejszościami narodowymi] i dlatego zapytał sekretarza starostwa o czołowego przedstawiciela Żydów w powiecie. Zaskoczyła go odpowiedź, że osobą taką jest rabin z Chomska, miasteczka oddalonego od Drohiczyna o przeszło 30 kilometrów.

 Ów rabin zyskał swą popularność tym, że podczas wojny z narażeniem życia ukrywał przed bolszewikami kilkunastu polskich żołnierzy zagubionych i odciętych w rozlewiskach Jasiołdy. Byli to Poznaniacy z 16 dywizji i gdy po powrocie do oddziału złożyli meldunek o swym ocaleniu, to dowódca dywizji nadesłał rabinowi specjalne podziękowanie za odwagę, poświęcenie i patryotyzm. Starosta również umyślił sobie to podkreślić przy widzeniu się z rabinem i zaznaczyć, że wysoko sobie ceni stanowisko i osobę takiego człowieka na terenie powiatu.

 Do Chomska starosta jeszcze nie wybierał się, a sprawa wyglądała na pilną, więc polecił sekretarzowi zaprosić rabina przy okazji pierwszego jego przyjazdu do Drohiczyna. Polecenie dane sekretarzowi było formalne, urzędowe i bez komentarzy. Ot rozkaz — to rozkaz.

 Prawdopodobnie starosta zastanawiał się nad formą zaproszenia rabina do siebie, aby zachować godność jego wysokiego stanowiska w powiecie: gospodarza i mocodawcy. Więc jak to powiedzieć? “Poprosić” — to za dużo, doprowadzić — nie wypada. Najlepiej chyba będzie «zawezwać». Tak i powiedział. Dlaczego, po co? — nie było powiedziane. Sekretarz też był urzędnikiem, a więc o nic nie pytał. Przecie jego przełożony sam wie, dlaczego nie podaje powodu tego «zawezwania». Pewnie jakaś tajemnica służbowa, albo i coś poważniejszego.

Rozkaz wykonał sumiennie i przy spotkaniu z powiatowym komendantem policji dokładnie mu powtórzył polecenie starosty. Na zapytanie, co to jest «zawezwanie», nastąpiło tylko znaczące wzruszenie ramion. Mogło to oznaczać, że się zna przyczynę, ale się jej nie ujawnia. A więc wszystko poszło dalej «drogą służbową». Komendant policji przekazał rozkaz do wykonania swemu zastępcy, z tym jednak, że starosta polecił «sprowadzić do starostwa» (nie osobiście do starosty) rabina z Chomska, gdy tylko przybędzie do Drohiczyna. Gdy polecenie dotarło do komendanta posterunku policji, już wkradło się tam słóweczko «natychmiast» i następne «zatrzymać», no i oczywiście «doprowadzić». (…)

Czas mijał, nadeszła wiosna. (…) Starosta nie był jeszcze myśliwym (…), ale nadleśniczy z lasów rządowych wpadł do biura i, podekscytowany otrzymanymi wiadomościami o tokach, wprost wymusił na staroście zgodę na wspólny wypad myśliwski. Miano jechać do gminy ossowieckiej już za Kanałem Królewskim. (…) Oczywiście wycieczka taka musiała trwać najmniej trzy dni (…). Właśnie ten czas wykorzystał złośliwy chochlik. (…) Czy starosta coś zastrzelił, nie wiem (…), natomiast wiem, że roztrzęsiony na wybojach i zmęczony, ale pełen wrażeń z egzotyki poleskiej starosta po powrocie do domu położył się do łóżka i sięgnął po oczekującą paczkę gazet z paru ubiegłych dni. Jakież było jego zdumienie i przerażenie, gdy na tytułowej stronie wileńskiego «Słowa» zobaczył wielki nagłówek: «Niespotykana samowola starosty drohiczyńskiego». Korespondent w barwnych słowach pisał, że znany i szanowany rabin z Chomska, wyróżniony przez władze wojskowe za odwagę podczas wojny, został bezprawnie aresztowany i osadzony w więzieniu. Nikt nie zna powodów aresztowania, bo jest to osobista decyzja starosty powiatowego (…). Dzienniki warszawskie i brzeskie również nadmieniały o zatrzymaniu rabina, dodając jakieś reporterskie domyślniki.

 Niedługo leżał pan starosta, nie mógł odpocząć po polowaniu. Zawezwany sekretarz przyniósł również alarmujący list od wojewody i zapytanie z prokuratury. Trzeba było natychmiast reagować i ratować to, czego uratować się nie dało.

 Okazało się, że rabin zjawił się w Drohiczynie następnego dnia po wyjeździe starosty. “Doprowadzono” go do starostwa. Nikt nic nie wiedział. Rozkaz był wyraźny. Zamknięto więc rabina «tymczasem» do decyzji starosty. (…) Zrobił się straszny «gewałt».

Franciszek Wysłouch „Opowiadania poleskie”

Udostępnij na: