Niezwykle ciekawe są losy tego legendarnego oficera Wojska Polskiego Więcesława Piotrowskigo. Urodził się w rodzinie polskiego osadnika. Za udział ojca w wojnie  1920 roku rząd polski przyznał mu działkę ziemi niedaleko wsi Huta na Polesiu.

Rodzina Piotrowskich żyła dostatnio, a swój dobrobyt zawdzięczała przede wszystkim pracy. Ich dzieci kształciły się w gimnazjach w Pińsku i Warszawie.

O Piotrowskich tak opowiadała mi Nina Kuzniecowa, której dzieciństwo i młodość upłynęły w Hucie:

„Dobrze pamiętam ich dwór, stojący po lewej stronie przy wjeździe do wsi. Był to parterowy dom z kolumnami. Wokół rozciągał się duży park z kilkoma stawami. Na wysepkach i przy altanach przerzucono ażurowe drewniane mostki. Wiejska młodzież często zbierała się tam w święta i wieczorami. Słuchano muzyki z patefonu i tańczono na drewnianych mostkach nad stawami. Było wesoło i bardzo ciekawie.

Z nami zawsze były dzieci Piotrowskich. Częstowały nas jabłkami, ciastem i cukierkami. Gdy komuś w wiosce przydarzało się nieszczęście, pan Piotrowski pomagał. Za dobre podejście do ludzi w naszej wsi darzono ich szacunkiem.

 Jednak już w 1940 roku zostali aresztowani i wywiezieni na Ałtaj. Stamtąd po wojnie nikt z Piotrowskich do domu już nie wrócił. Wiem, że Więcesław Piotrowski ożenił się z córką Wacława Michajłowicza z Dubrowy. W latach 1939–1940 często się z nimi widywałam. Przyjaźniliśmy się…”

Wszystko się zmieniło. Rozpoczęły się poszukiwania „wrogów ludu”. Rodzinę Piotrowskich, razem z innymi rodzinami polskich osadników, przymusowo wywieziono na Ałtaj, a ich mienie przekazano kołchozowi.

Tak Piotrowscy znaleźli się na Ałtaju. Przybyłych rozlokowano w jednym z kołchozów o nazwie „Ałtaj”. Tam Więcesław został traktorzystą. O nauce nie było mowy – trzeba było utrzymać rodzinę. Pracowali za darmo, „na sumienie”, mając świadomość, że za sabotaż można trafić do łagru, gdzie panowały jeszcze surowsze warunki.

Obok nich mieszkały także inne rodziny z powiatu drohiczyńskiego. Żyli zgodnie, pomagając sobie nawzajem.

Początkowo Polaków nie wcielano na front. Dopiero w 1942 roku, na Syberii, rozpoczęto formowanie Armii Polskiej pod dowództwem generała Władysława Andersa. Z jej szeregów wydzielono dywizję przeznaczoną do walk na froncie sowieckim.

W tym czasie Więcesław Piotrowski zgłosił się do komendy wojskowej z prośbą o skierowanie na front. Trafił do polskiej dywizji im. Tadeusza Kościuszki, którą dowodził pułkownik Zygmunt Berling. Wyznaczono go na telefonistę w kompanii łączności przy sztabie.

Więcesław Piotrowski przeszedł chrzest bojowy 12–13 października 1943 roku w bitwie pod Lenino, w rejonie Mohylewa. Tak rozpoczęła się wojskowa droga naszego rodaka w szeregach Wojska Polskiego – w najtrudniejszym czasie wojny. Ukończył szkołę dowódców i otrzymał stopień podporucznika.

Więcesław Piotrowski

Po wojnie młody oficer postanowił kontynuować służbę w armii i włączyć się w budowę Polski.

Służył na różnych stanowiskach w jednostkach liniowych Wojska Polskiego. Na początku lat 50. Więcesław był już dowódcą brygady artylerii. Otrzymał wówczas stopień generała brygady.

Niespodziewanie, na początku 1957 roku, generała Piotrowskiego wezwano do Ministerstwa Obrony i zaproponowano mu nowe stanowisko — tym razem w marynarce wojennej. Zgodził się, bo właśnie wtedy flota zaczęła przezbrajać się na nowe typy okrętów i nowocześniejsze uzbrojenie rakietowo-artyleryjskie, które szczególnie go interesowało.

Piotrowskiego mianowano zastępcą dowódcy floty. Wraz z rodziną zamieszkał w Gdańsku. W marynarce wojennej służył 17 lat. Pod jego kierownictwem modernizowano okręty bojowe i doskonalono szkolenie załóg — także okrętów podwodnych.

W 1974 roku admirał Piotrowski zmarł nagle. Pochowano go z honorami wojskowymi. W poczcie honorowym przy grobie stanęło całe najwyższe dowództwo Marynarki Wojennej Polski oraz wysocy oficerowie Sztabu Generalnego.

Polska wysoko oceniła zasługi naszego krajana. Odznaczono go m.in. Złotym Krzyżem Oficerskim, odznaką „Za wierność Polsce”, Srebrnym Krzyżem „Za zasługi” oraz wieloma innymi medalami.

Niedawno odwiedziłem miejsce, gdzie kiedyś znajdował się majątek Piotrowskich. Dziś działa tam gospodarstwo rolne SPK „Osowiecki”. O dawnej siedzibie przypomina już tylko kilka półzarośniętych stawów i stare drzewa. Jestem przekonany, że dowódca Piotrowski pozostanie nie tylko w pamięci Polaków, ale i naszych rodaków — mieszkańców ziemi drohiczyńskiej.

Siergiej Granik

Tłum. red.
Zdjęcia z archiwum Muzeum Wojskowo-Historycznego im. D.K. Udownikowa

Udostępnij na: