„Moja droga do kapłaństwa nie była łatwa, ale jednocześnie była błogosławiona, bo trudności hartują” — mówił o sobie bp Kazimierz Wielikosielec — a tych trudności przez prawie 81 lat życia doświadczył z pewnością pod dostatkiem.
Przyszły biskup przyszedł na świat tuż pod koniec II wojny światowej, 5 maja 1945 roku, w niezamożnej, zwykłej wiejskiej rodzinie, w zupełnie nowej i nieznanej dla jego rodziców powojennej rzeczywistości.
Wieś Starowola, w której się urodził, jak już z samej nazwy wynika, liczy sobie grube wieki — pierwsza znana pisemna wzmianka o Starowoli pochodzi z 1537 roku, kiedy królowa Bona „podarowała wieś szerszewskiemu kościołowi”. Powstała pierwotnie jako wieś-ulicówka wzdłuż gościńca z Prużany do Szereszewa; w połowie ubiegłego stulecia Starowola była już dużą, rozbudowaną i gęsto zaludnioną wsią: „Bojary”, „Podole”, „Księży”, „Dwór” — oto dawne nazwy niektórych jej dzielnic.

Wkrótce okazało się, że ta nowa „powojenna rzeczywistość” oznaczała dla ludzi wierzących całkowite wyeliminowanie religii z życia społecznego. Wiara jednak ludzi okazała się zdecydowanie silniejsza niż wprowadzone zakazy i restrykcje wobec opornych.

Jak wspominają starsi mieszkańcy wsi Starowoli, szczególnie rodzice Kazimierza Wielikosielca wyróżniali się swoją wiarą i pobożnością. I to w okresie pozamykanych kościołów właśnie ich dom stał się swoistym centrum życia religijnego we wsi, w którym zbierali się sąsiedzi na wspólne modlitwy w niedziele i w czasie świąt religijnych, a z przydomowego ogródka majowymi wieczorami rozbrzmiewały pieśni maryjne.


W takiej atmosferze domu ojczystego dorastał Kazimierz i niewątpliwie miało to znaczący wpływ na kształtowanie się jego osobowości i wybór dalszej drogi życiowej.
Odbywszy obowiązkową służbę w wojsku radzieckim, osiadł w Wilnie, w mieście swojego Świętego Patrona, gdzie tętno życia religijnego nawet w tamtych czasach było bardzo mocne; pracował na budowie, zaprzyjaźnił się z ojcami dominikanami i umocnił się w swoim powołaniu, próbując przez kolejne trzy lata dostać się na studia do Seminarium Duchownego w Rydze. Nie powiodło się — od władz świeckich nie dostał wymaganego pozwolenia. Powrócił na Białoruś, ale swojego marzenia nie zaniechał. Modlił się, prosząc o wstawiennictwo sługi Bożego bp. Zygmunta Łozińskiego; w tym celu specjalnie udał się do Pińska. Został wysłuchany! Za radą ks. Kazimierza Świątka udał się do Niedźwiedzicy, do ks. Wacława Piątkowskiego (wychowanka bp. Łozińskiego), gdzie ks. Wacław potajemnie przygotowywał przyszłych księży.

Po trzech latach nauki, w przerwach pomiędzy pracą, wreszcie w 1981 roku został przyjęty do Seminarium Duchownego w Rydze, które ukończył w 1984 roku i z rąk kardynała Julijanisa Vaivodsa, administratora apostolskiego Rygi i Lipawy, przyjął święcenia kapłańskie. Został skierowany do pracy w swojej pierwszej parafii — w najstarszym kościele na Białorusi pw. Świętej Trójcy w Iszkołdzi — gdzie opiekował się także szeregiem okolicznych parafii, które nie miały własnego proboszcza.


Dziwnym zbiegiem okoliczności ks. Kazimierz Wielikosielec został niejako naznaczony pieczęcią Świętej Trójcy: pochodził z parafii Świętej Trójcy w Szereszewie, święcenia kapłańskie otrzymał w uroczystość Świętej Trójcy, prymicyjną Mszę Świętą na Białorusi sprawował w Różanie w kościele pw. Świętej Trójcy, wreszcie jego pierwsza parafia — to też kościół pw. Świętej Trójcy! Być może miało to jakiś wpływ na dalsze jego losy?
W 1992 roku ks. Kazimierz Wielikosielec zostaje wikariuszem generalnym Diecezji Pińskiej oraz dziekanem baranowickim, 24 czerwca 1999 roku przyjmuje święcenia biskupie z rąk kardynała Kazimierza Świątka oraz nominację na biskupa pomocniczego diecezji; od 2002 roku — praca w Brześciu, od 2007 do 2013 — jako biskup pomocniczy oraz wikariusz generalny w Pińsku, od 2013 roku rozpoczyna się okres „homelski”, wreszcie od stycznia do października 2021 roku bp Kazimierz pełni obowiązki administratora apostolskiego sede vacante archidiecezji mińsko-mohylewskiej. I z każdą nową nominacją przyjmuje nie zaszczyty (na które raczej był obojętny), lecz nowe obowiązki.

Odszedł do Pana nagle i niespodziewanie 8 lutego br., ale aż do końca pozostał na posterunku, wierny swoim obowiązkom: w tym samym dniu po porannej Mszy Świętej w kościele pw. Narodzenia Najświętszej Maryi Panny w Homlu sam, za kierownicą swojego auta, przyjechał do kaplicy obok znajdującego się w budowie kościoła Wniebowstąpienia NMP (który marzył dobudować), by wysłuchać spowiedzi wiernych. Zasłabł w konfesjonale. Wezwane pogotowie i reanimacja na oddziale intensywnej terapii niestety nic już mu nie pomogły.
Nie zostawił po sobie żadnego majątku. Żył bardzo skromnie. Od października 2024 roku, przebywając na emeryturze, nie miał nawet własnego mieszkania. Pozostawił natomiast po sobie wdzięczną pamięć i ogromny spadek duchowy. A wśród licznych cnót, którymi obdarzył go Pan Bóg, cechowała go przede wszystkim prostota i szczerość. Właśnie przez to nie umiał i nie potrafił zawierać kompromisów z własnym sumieniem. Zdecydowanie nie ułatwiało mu to nieraz relacji z otoczeniem, lecz w zamian był powszechnie lubiany przez „szeregowych” parafian i takim pozostanie w naszej pamięci.

Pogrzebowa Msza Święta za bp. Kazimierza Wielikosielca odbyła się 12 lutego w bazylice katedralnej Wniebowstąpienia NMP w Pińsku, po której jego ciało, zgodnie z testamentem, zostało przewiezione do Szereszewa, gdzie został pochowany obok kościoła pw. Świętej Trójcy.

„Okaż nam, Panie, miłosierdzie swoje i daj nam swoje zbawienie” (Ps 84,8) — to wezwanie, umieszczone na prymicyjnym obrazku śp. bp. Kazimierza, za niego powtórzmy my teraz. Wieczny odpoczynek racz Mu dać, Panie! Cześć Jego Pamięci!
Red.







