— pisarka, której życie i twórczość były mocno związane z Polesiem. Ten region nie był dla niej jedynie tłem opowieści, ale przestrzenią doświadczeń: ludzi, języka, rytmu przyrody i codzienności.
Z tej okazji proponujemy Czytelnikom kilka poleskich cytatów z „Lata leśnych ludzi” — książki, w której Polesie słychać i widać niemal na każdej stronie: w wodach, topielach, mgłach i leśnej ciszy.
– Wody w bagnie było za mało na czółno, a o krok od lasu zaczynała się topiel. Trawy i kępy tworzyły tylko cienką skorupę, która pod stopą się chybotała i rozdzierała. Trzeba się było czołgać. Pantera naciął łozy, związał w pęki i umocował pod pachami na piersi. W rękę wziął długi drąg, położył się i rozpoczął awanturniczą przeprawę. Czołgał się, nogami i łokciami odpychał, zapadał w szlam, kaleczył się o szuwary, darł bieliznę, wypluwał wodę i błoto i po trudach nieludzkich dobrnął na miejsce. Był zlany potem, ociekający wodą, czarny od szlamu i już prawie bez odzieży — ale zwycięzca. Zaraz się wdrapał na brzozę i siadł konno na gałęzi; dał się słońcu osuszyć, a wiatrowi ochłodzić…
– Zawrzało całe błoto rechotem kum-żab, zielonogłowe kaczory poczęły pluskać na szersze wody i chrapliwie się wabić; mgły zakołysały się do tańca, ruczaj się pomarszczył od żerujących ryb; górą na niebie białe obłoczki, jak róże, zakwitły; drozd śpiewak na szczycie olszyn począł wydzwaniać na pacierze. Wieczór był!
– W marcu jędza-zima bezczelna, wściekła wstała jeszcze raz do boju. Całe hufce zagnała, szare pułki chmur, watahy wichrów północnych i cisnęła tę armię na pęczniejące drzewa, na wyzierające źdźbła, na rzesze ptasie, co jej urągały weselną pieśnią. Na rozkwitające życie z chmur tych, przy rechotaniu wichru, poczęły się walić śniegowe zwały jak gzło śmiertelne. Słońce, jak widmo, stało za tą czeredą chmur, cierpliwe w poczuciu swej siły i pewne triumfu. Jak mocarz wszechpotężny dawało wrogowi ulgę pozorną — niech wszystkie siły w bój wyprowadzi, napaścią się wyczerpie, by potem swą światło-władczą potęgą błysnęło i zwyciężyło.
– Stanęli nad topielą i zaraz zawzięcie zabrali się do roboty. Wiązali faszynę i słali jakby pomost. Całe bagno chybotało się pod stopami; musieli omijać zupełnie nieporosłe bezdnie, szukać choć nikłej skorupy białawego, gąbczastego mchu. Coraz to któryś zapadał się i towarzysze musieli go wyciągać na sznurze. Zmoknięci, czarni od szlamu, parujący potem, mordowali się, walczyli, zdobywali krok za krokiem — tak w swym uporze zaciekli, że nawet się nie odzywali. A wszystko dla zdobycia tej krzyny czerwiu dla sierocego roju pszczelego. Gdy hejnał wieczorny odtrąbiły żurawie, pół brodząc, pół pełznąc, Rosomak wydostał się z grzęzawicy i bez tchu legł pod sosną-przodownicą. Towarzysze słali bezpieczniejsze przejście, ale już też byli bez sił.
— Wracaj, pora do chaty! — zawołał Żuraw.
— Wracajcie, ja tu zostanę, zanocuję. Jutro rano przynieście, ile znajdziecie, sznurów, garnek z żurem, kapelusz z siatką, co wisi na ścianie w komorze, no i chleba kawałek na śniadanie.
— Zgłodniejesz, zmarzniesz w mokrej bieliźnie! — wołał Żuraw troskliwie.
— Zapałki i tytoń miałem w czapce, więc są suche, siekiera i nóż jest, chrustu nie brakuje. Przenocuję doskonale, o świcie już barć znajdę i co trzeba, przygotuję, zanim przyjdziecie. To nie ramowy ul, co tylko daszek uchylić. Będziemy mieli jeszcze kramu co niemiara. Spocznę przed ciężką robotą. Żegnajcie!
— Do zobaczenia! Będziemy o świcie.
Red.
Foto: Chat GPT
HRUSZOWO. TABLICA KU CZCI MARII RODZIEWICZÓWNY POD DĘBEM “DEWAJTIS”

Opis: Obok dębu na betonowym postumencie umieszczona tablica pamiątkowa z napisem w j.białoruskim i polskim: “Pamięci/Wielkiej polskiej /Pisarki /Marii/ Rodziewiczówny/1864-1944/ Wdzięczni/ Za jej twórczość/ Tablicę niniejszą/Ustawioną/Pod dębem “Dewajtis”/Fundują rodacy”.
Foto: echapolesia.pl



