Nie tylko Zakoziel i Bezdzież mogą zainteresować turystów w rejonie drohiczyńskim. Wieś Bielin, położona tuż nad Kanałem Królewskim (obecnie – Dnieprzańsko-Bugskim), ma bogatą historię i w swoim czasie była związana z Królewcem, Paryżem i Petersburgiem. Właśnie w tym miejscu przekraczał Kanał Królewski powstańczy oddział Traugutta, kierując się do położonych po drugiej stronie Lasów Horeckich, gdzie doszło do kilku bitew.
Zamek bieliński
W Bielinie znany ród Orzeszków posiadał majątek. Działały tu liczne manufaktury i wzniesiono dwór. Okazałą, trzykondygnacyjną rezydencję mieszkańcy nazywali „zamkiem bielińskim”. O samym obiekcie wiadomo zaskakująco niewiele, nawet we wspomnieniach Elizy Orzeszkowej nie ma o nim wzmianki.
„Tuż przy moście istniał niegdyś folwark należący do dóbr ludwinowskich. Mąż Elizy, Piotr Orzeszko, rozpoczął tu około połowy XIX w. budowę zameczku neogotyckiego o nieregularnej bryle, który miał stać się jego główną siedzibą. Z powodu kiepskiej sytuacji finansowej Orzeszków budowa przeciągnęła się i nie zdążyli oni zamieszkać w nowej siedzibie przed wybuchem powstania. Zameczek w Bielinie, znany z rysunku Napoleona Ordy wykonanego w 1864 r., stał się wraz z całymi dobrami własnością Kantorowów, którzy jednak też tu nie zamieszkali. Po I wojnie światowej w wyniku parcelacji Bielin stał się odrębną dzierżawą i około 1925 r. został kupiony przez Karola Tołoczkę. Ten rozebrał zameczek na cegłę, wyciął otaczający go park, a ziemię rozprzedał chłopom. Miejscowi twierdzą, że resztki budowli zostały rozebrane w 1940 r., a uzyskany materiał posłużył do remontu śluz na kanale. Dziś po tej oryginalnej rezydencji nie pozostał niemal żaden ślad”, – G.Rąkowski „Czar Polesia”.
Coś jednak z dawnego majątku ocalało: do dziś stoi budynek dworskiej gorzelni, przerobiony na dom mieszkalny, oraz kilka starych drzew dawnego parku. Kilka lat temu ten domek kupiła rodzina z Drohiczyna. Wiedzieli, że to stary budynek z historią. Chcą urządzić tu agroturystykę; na razie zaczęli od porządkowania terenu i remontu wnętrz. Zależy im na zachowaniu dawnego klimatu — zbierają przedmioty z epoki.

Obserwatorium astronomiczne w Bielinie
Jak to się stało, że zwykły mieszkaniec wsi został właścicielem szlacheckiego majątku, przechowuje rodzinna historia miejscowego nauczyciela Wiaczesława Mazura. Jego pradziad, jak wielu mieszkańców, na początku XX wieku wyjechał do Ameryki na zarobek. Po powrocie życie rodziny zmieniło się diametralnie.
Fiodor Aleksiejewicz Mazur w 1913 roku wyjechał do Ameryki i przez 16 lat pracował w kopalniach. Przywiózł dużo złota. Za to kupił majątek Orzeszków w Bielinie — opowiadał, że było to 500 hektarów. Przyszedł do pana w łapciach, ale w łapciach miał poskręcane złote czerwonce. Pan pyta: „Czego chcesz, parobku?”, a on: „Majątek chcę kupić”. Właściciele sprzedali. Fiodor Mazur żył jednak krótko: był pracowity, zmarł podczas pracy w polu.
Ponad dziesięć lat temu na prywatnej posesji Wiaczesława Mazura odkryto dwa ceglane fundamenty obserwatorium astronomicznego zbudowanego w 1827 roku. W wykopaliskach brał udział także on sam. Przyznaje, że o istnieniu obserwatorium słyszał, ale nie przypuszczał, że stało dokładnie na jego działce.
W 2010 roku przyjechali specjaliści firmy „Credo-Dialog”. Najpierw szukali na polu obok, potem — coraz bliżej naszej posesji. W końcu znaleźli fundamenty obserwatorium u pana Wiaczesława Mazura, prawnuka Fiodora Mazura.
Skąd w Bielinie wzięło się obserwatorium i po co je zbudowano? Mieszkańcy rejonu znają już Łuk geodezyjny Struvego. Jak się okazało, jeden z jego punktów znajduje się właśnie w Bielinie — i obejmuje nie tylko punkt triangulacyjny, lecz także obserwatorium. Wzniesiono je, by określić szerokość geograficzną Bielina.
Obserwatorium było niewielkie, drewniane; w ścianach i dachu wykonano otwory do obserwacji gwiazd. Na masywnych fundamentach ustawiono parę zegarów wahadłowych oraz dwie lunety przejściowe konstrukcji Ramsdena. W większej lunecie były dwa okulary: jeden dawał powiększenie 52 razy, drugi 90.
Prowadzili tu obserwacje znani wojskowi geodeci — generałowie Karol Tenner i Józef Chodźko. Bielin był wówczas mocno powiązany z Europą: z obserwatorium królewieckim, paryską Akademią Nauk i Petersburgiem — tam też Wasyl Struve przedstawiał wyniki swoich prac.

Ostatnie pomiary w obserwatorium i na punkcie triangulacyjnym w Bielinie przeprowadzono w 1853 roku. Wtedy, na zaproszenie Struvego, przyjechał tu dyrektor obserwatorium warszawskiego Adam Prażmowski i ponownie wyznaczył szerokość geograficzną Bielina. Z czasem oba historyczne punkty zaginęły, lecz po niemal 160 latach zostały odnalezione. W miejscu, gdzie znajdowało się centrum obserwatorium, ustawiono dziś granitowy głaz z tablicą pamiątkową.
Znalezisko w starym cielętniku
W rejonie drohiczyńskim są nie jeden, lecz dwa punkty Łuku Struvego. W Bezdzieży znajduje się punkt pomocniczy, a w Bielinie — punkt główny (na Białorusi jedyny taki; łącznie jest ich 13). Poszukiwania punktu „Bielin” trwały 10 lat i wymagały kilku ekspedycji. Udało się go odnaleźć m.in. dzięki temu, że najpierw odkryto fundamenty obserwatorium — dzieliło je zaledwie 200 metrów.
Pierwszą ekspedycję podjęto w 2001 roku (uczestniczyli specjaliści Biełaerokosmogeodezji i Rosyjskiego Towarzystwa Geograficznego), jednak bez rezultatu. Punkt odnaleziono dopiero podczas kolejnej wyprawy — rok po wykopaliskach obserwatorium. Nikt nie przypuszczał, że znajduje się w starym budynku gospodarczym.
Łuk Struvego tworzy łańcuch 265 punktów triangulacyjnych w 10 krajach: Norwegii, Szwecji, Finlandii, Rosji, Estonii, Łotwie, Litwie, Białorusi, Ukrainie i Mołdawii. Łącznie ma 2820 km i pozwolił Struvemu określić rozmiar oraz kształt Ziemi.
Na Białorusi było 34 punkty, z czego zachowało się 21. Punkt „Bielin” założono w 1827 roku.
W chwili odkrycia cielętnik był już nieużywany. W ekspedycji uczestniczyli specjaliści Biełaerokosmogeodezji i firmy „Credo-Dialog”, a konsultacji udzielał sekretarz Petersburskiego Towarzystwa Geodezji i Kartografii Witalij Kapciug. Punkt był ukryty pod warstwą betonu i ceglaną konstrukcją.
Co ciekawe, odkrywcami mogli zostać miejscowi: ojciec Wiaczesława Mazura, inżynier ferm, opowiadał, że podczas budowy cielętnika robotnicy natknęli się na masywną ceglaną konstrukcję, próbowali ją rozbić, ale bezskutecznie. Zrezygnowali więc z dalszego kopania i zalali podłogę betonem.

Punkt „Bielin” ma formę kamiennego sześcianu, zalanego od góry ołowiem; na powierzchni wyryto strony świata. Obiekt zakonserwowano i ubezpieczono, lecz zobaczyć go na miejscu praktycznie się nie da — co najwyżej na zdjęciach. Stary cielętnik nadal niszczeje, a punkt przykrywa płyta betonowa. By przywrócić miejsce do porządku i rozebrać budynek, potrzebne byłyby ogromne środki — mówi Swietłana Greczko. Więcej informacji, w tym kopie starych map, a także możliwość spotkania z uczestnikiem wykopalisk i zwiedzenia ekspozycji, oferuje wystawa Łuku Struvego w bielińskiej szkole.
Stary dąb i prom ręczny
W tym roku przy bielińskim dębie ustawiono znak pamiątkowy — drzewo otrzymało status pomnika przyrody o znaczeniu lokalnym. Przyjmuje się, że dąb posadzono na początku XIX wieku w majątku Orzeszków, choć miejscowi twierdzą, że może mieć nawet 300 lat.
Wszystkie te atrakcje leżą przy jednej drodze prowadzącej do Kanału Królewskiego. A tam czeka jeszcze jedna lokalna osobliwość: ręczna przeprawa promowa.

Na Białorusi zachowały się tylko cztery miejsca z ręcznym promem — reszta jest mechaniczna. W samym Drohiczynie są dwa takie promy: w Bielinie i w Nowosiółkach – i Bielin mógłby stać się pełnoprawnym punktem na turystycznej mapie dzięki wodnej trasie po Dnieprze i Bugu, gdyby taka kiedykolwiek powstała.
Z Belina – Redakcja




