Biezdzież to osada bardzo stara, o niezwykle bogatej historii. Pierwsza wzmianka kronikarska o niej pochodzi z 1409 roku. Nie wiadomo jednak dokładnie, skąd wzięła się ta nietypowa nazwa. Istnieje kilka pięknych legend — ale na tym właściwie kończą się pewne ustalenia.
Co ciekawe, zamek i miejscowość o tej samej nazwie znajdują się także w Czechach, a osady Bezdzież znane są również w Rosji. Nie można więc wykluczyć, że w dawnych czasach jacyś przybysze „z Bezdzieży” w niejasnych okolicznościach trafili na ziemie dzisiejszej Białorusi i założyli tu swoją osadę. Pośrednio może o tym świadczyć odmienność mentalności i obyczajów mieszkańców wsi nawet na tle najbliższych sąsiadów: szczególna pobożność — niemal granicząca z bojaźnią Bożą — a także dążenie do kultury i piśmienności. Do tego dochodzi wyjątkowa pracowitość i rzemieślnicza sprawność, bo określenie „bezdzieżski fartuszek” nie jest jedynie metaforą ani chwytem promocyjnym — to prawdziwa poleska marka.

To właśnie w Bezdzieży gospodynie potrafiły uzyskiwać najcieńszą lnianą nić: przez obrączkę ślubną musiało przejść co najmniej trzysta takich nitek. Płótno bielono tak, że w całej okolicy trudno było znaleźć bielsze. I właśnie z takiego płótna szyto słynne bezdzieżskie fartuchy, które dziś stanowią podstawę ekspozycji w miejscowym muzeum.


Kiedyś Bezdzież był miasteczkiem słynącym z dużych jarmarków, na które zjeżdżali ludzie z całej okolicy. Jednak po poprowadzeniu linii kolejowej przez Drohiczyn Bezdzież częściowo utracił swój dawny status, choć sąsiedzi do dziś nazywają miejscowych mieszczanami. Samych bezdzieżan uważa się za społeczność w dużej mierze wykształconą — i nie bez powodu: już niemal dwieście lat temu, w 1824 roku, otwarto tu szkołę, która w latach 1825–1832 była częścią Uniwersytetu Wileńskiego.
Ulice tej osady zbiegają się na placyku, przy którym stoi drewniana cerkiew p.w. Świętej Trójcy, jedna z najładniejszych na Polesiu, zbudowana w 1784 r. bez użycia ani jednego gwoździa w stylu wyraźnie nawiązującym do barokowych kościołów łacińskich. Budowana była jako świątynia unicka, ale w 1865 r. po powstaniu styczniowym została przekształcona na cerkiew prawosławną. Składa się z nawy i prezbiterium na planach prostokątów. Jej ściany pomalowano na bladozielono, a z intensywną zielenią dachu wspaniale kontrastują złocone hełmy wież i kopułka sygnaturki. W wyposażeniu cerkwi są obrazy z XVII–XVIII w. Na osi cerkwi stoi murowana dzwonnica-brama zwieńczona kopułką. Także w Cerkwi jest unikatowe Ewangelie 1890 r., z którym jest związana ciekawa historia. W czasie II wojny światowej to Ewangelie zabrał jako trofeum niemiecki oficer. W 2011 r. w księgarni w Monachium owa Ewangelia była wyceniona przez klijenta na kwotę 6700 euro, ale właścicielka księgarni, rosyjska emigrantka, odczytała dedykację, z której zrozumiała, że Ewangelia była darem cerkwi w miasteczku Biezdzież. Ona przekonała posiadacza księgi zwrócić Ewangelię cerkwi. Tak Ewangelia wróciła do Biezdzieży.

Nie mniej znany jest także bezdzieżski kościół Trójcy Świętej — niemal dwustuletni, jedyna świątynia katolicka w całej okolicy.

Klasycystyczny kościół katolicki p.w. Świętej Trójcy, zbudowany w 1820 r., zamknięty w 1946 r., a zwrócony wiernym w 1990 r. Jest to jednonawowa, bezwieżowa świątynia o śnieżnobiałych ścianach, zbudowana na planie prostokąta, kryta dachem dwuspadowym. Wystrój zewnętrzny skromny.
Kapliczkę wzniesiono dla upamiętnienia Konstytucji 3 Maja oraz wydarzenia, które umieściło Bezdzież na kartach naszej narodowej historii. Chodzi o bitwę konfederatów barskich, do której doszło w dniu 6 września 1771 r. Wojska litewskie pod dowództwem hetmana Michała Kazimierza Ogińskiego rozbiły tu korpus rosyjski gen. Albiczewa, który poległ w walce. Kapliczka stoi na wzniesieniu, z którego Ogiński jakoby rozpoczął atak na Bezdzież. Sam cmentarz założono dopiero na początku XX w.

„Bitwa pod Bezdzieżem była największym i właściwie jedynym zwycięstwem konfederatów w otwartym polu. Było ono tym większym zaskoczeniem, nie tylko dla Rosjan, ale i dla Polaków, że hetman Ogiński nie miał opinii wybitnego dowódcy, raczej przeciwnie. Tak pisze o tej bitwie wybitny znawca dziejów konfederacji barskiej Władysław Konopczyński:
„O 9.00 osaczyła Litwa Bezdzież ze wszystkich stron, o 12.00 ruszyła do ataku, podłożywszy ogień ze wszystkich stron, aby drapieżnika wykurzyć z jamy. Albiczew zagaja układy o kapitulację, lecz pada od kuli, zanim wrócili parlamentariusze; w kilka chwil cały korpus jego zdziesiątkowany, wzięty do niewoli. Manifest datowany z Chomska 7 września wiadomym czyni, że hetman z całym wojskiem przystępuje do wspólnej z generalnością walki o wolność narodu.
Jedyne w dziejach konfederacji barskiej, większe niż pod Grodnem, Frampolem, Kościanem, zwycięstwo w otwartym polu nad Moskwą, tym większe, że połączone ze zdobyciem miasta, zwycięstwo pierwsze nad tym wrogiem od czasów Czarnieckiego, a ostatnie przed Racławicami, odniósł nie Dumouriez ani Pułaski, ani Zaremba [wybitni dowódcy konfederacji barskiej], lecz wykwintny panicz–sybaryta, meloman i meliorator, zięć kanclerza litewskiego. (…) Oczywiście palma rzeczywistej zasługi należała się tym Haudryngom, Bielakom i Paszkowskim [oficerowie Ogińskiego], co pozornie zażyci, pokazali światu pod Bezdzieżem, jak wyglądałaby wojna polsko-rosyjska, gdyby po naszej stronie walczył nie ochotnik ani buntownik, ani rekrut bez musztry, wprawy, porządnego oręża i materialnego zaopatrzenia, lecz żołnierz regularny, choćby z takiej szkoły, jaka mu pozostała po epoce saskiej.” ( Grzegorz Rąkowski „Czar Polesia”

Bezdzież to miejsce szczególne — nie tylko o bogatym dziedzictwie duchowym i historycznym, lecz także o wyjątkowej energii. Nieprzypadkowo narodziło się tu tak wiele interesujących zjawisk kulturowych, które przyciągają każdego, kto tu przyjeżdża. Już przy wjeździe do wsi od strony Chomska znajduje się jeden z punktów Łuku geodezyjnego Struvego – upamiętnia je znak memorialny w formie kolumny z czarnego granitu, zwieńczonej kulą. W pobliżu znajduje się tablica informacyjna poświęcona temu wyjątkowemu obiektowi, wpisanemu na Listę światowego dziedzictwa UNESCO. Łuk Struvego to unikatowy pomnik historii oraz myśli naukowo-technicznej. Nazwano go na cześć kierownika badań — wybitnego astronoma, geodety i matematyka Friedricha Georga Wilhelma Struvego. Łuk Struvego stanowi sieć 265 punktów triangulacyjnych, oznaczonych kamiennymi blokami zakładanymi w ziemi. Jego długość wynosi 2820 km. Powstał ponad 150 lat temu w celu określenia kształtu i rozmiarów Ziemi. Dziś punkty Łuku Struvego zachowały się na terytorium: Norwegii, Szwecji, Finlandii, Rosji, Estonii, Litwy, Łotwy, Mołdawii, Ukrainy i Białorusi.
Z 265 punktów na świecie przetrwały jedynie 34, przy czym dwa z nich znajdują się w rejonie drohiczyńskim.

Zwiedzanie bezdzieżskiego muzeum najlepiej rozpocząć od krótkiej wycieczki po chłopskim podwórzu. Zaczyna się ona od oględzin zabudowań gospodarczych, wypełnionych po brzegi sprytnymi urządzeniami, które pod koniec XIX i na początku XX wieku wyraźnie ułatwiały ciężką pracę na wsi. Co ważne, większość z nich można nie tylko obejrzeć i dotknąć, lecz także uruchomić: w ruch wprawić ręczny młynek z kamiennymi żarnami, sieczkarnię czy wialnię. W zależności od pory roku można też przejechać się wozem, malowaną bryczką albo saniami. Na podwórzu, obok dawnych sprzętów, trzyma się również wiele zwierząt domowych: konia, prosięta, kozy, króliki, kury i inne — można je pogłaskać i nakarmić. A potem spróbować białoruskich potraw: naturalnych, przygotowanych z ekologicznych produktów i wypiekanych tak jak sto lat temu — w prawdziwym piecu.
Dla wielu osób „marcepany” to słodka masa migdałowo-orzechowa, ale w Bezdzieży to… ziemniaki w mundurkach (z akcentem na „a”), jedzone prosto ze skórką, czyli „łupienkami”. Innym miejscowym przysmakiem jest kapusta pieczona na węglach, podawana pokrojona i polana niemal leczniczym olejem lnianym. Pieką tu także własny, aromatyczny chleb — taki, który przez kilka dni nie czerstwieje — według lokalnej, pilnie strzeżonej receptury.
W Bezdzieży odtworzono również przepis na wyjątkowo zdrową przyprawę — makuchę, którą miele się z siemienia lnianego, uprzednio podsuszonego w piecu. Każde danie z dodatkiem makuchy staje się smaczniejsze i bardziej aromatyczne.
Jak widzimy, Biezdież jest miejscem, które warto odwiedzić i włączyć do tras turystycznych i krajoznawczych nie tylko ziemi drohiczyńskiej, ale i całego Polesia.
Z Biezdzieży – Redakcja




